Followers

środa, 29 lipca 2015

Nie miewam kryzysów blogowych

choć nie piszę szczególnie często, a we notatkach ograniczam się zazwyczaj do pokazywania tego, co w międzyczasie zrobiłam.
Dzięki temu już od paru lat dokumentuję swoje prace ręczne i w związku z tym mam jakiś ślad tego, co udało mi się zrobić.
Każdy jednak, pisząc publicznie, ma nadzieję na jakiś odzew ze świata. Nie promuję się szczególnie w sieci, zresztą nie uważam, by to co pokazuję rokowało na szersze grono odbiorców. Jest jednak kilka, a może kilkanaście osób, które śledzą mnie regularnie, może komentarze, które otrzymuję, nie są bardzo liczne, ale dla mnie bardzo wartościowe i najczęściej ciepłe i serdeczne. 
Dlatego bardzo dziękuję tym, które obdarzają mnie dobrym słowem.
Pewnie lepiej było by, bym także zostawiała więcej śladów po odwiedzinach na blogach innych, ale często jest tak, że albo nie mam specjalnie natchnienia, by napisać coś bardziej kreatywnego i osobistego, niż tylko, że ładna praca. 
W moim przypadku trudno jest mieć kryzys i powątpiewać w odbiorców, jeżeli komentarze piszą nawet  osoby bardzo popularne w świecie blogowym jak na przykład Juta, Kasia z blogu Wszystko lub Antonina, że nie wspomnę o Splociku.
Co oczywiście nie znaczy, że komentarze Urszuli czy Ani-Hrabiny są mi mniej bliskie.

Beva stwierdziła pod poprzednim postem, że nie wie, co to jest kurza stopka. Otóż jest to splot z linki używany w żeglarstwie do zakańczania lin. Jak byłam w podstawowej szkole, to robiło się tym sposobem breloczki z takiej plastikowej linki.

Szabeli, pytasz, czy szafka nocna, którą odnowilam (poprzedni post) była lakierowana - chyba nie, zatem szlifowanie poszlo w miarę szybko, ale i tak praca bez elektrycznych narzędzi byla by bardzo uciążliwa. Teraz mam na tapecie komodę całkiem dużych rozmiarów, która jest polakierowana i to jest ciężka praca mimo zastosowania szlifierki oscylacyjnej. Lakier wymaga papieru do farby lub metalu i trzeba się napracować, by go usunąć. 

To była taka refleksja na temat mojego spojrzenia na to, jaki mój blog ma odzew w sieci. Nie wiem, czy w tym blogu jest post, pod którym nie bylo by żadnego komentarza. To chyba coś znaczy?

Co do ostatnich robótek, to parę dekupażowych prac czeka na zakończenie, ale to nastąpi w terminie późniejszym. 
Na razie brakuje tylko kilku warstw lakieru na dwóch doniczkach oraz misce z peoniami - do kompletu dla jednej z moich przyjaciółek - ma już taką tacę. 

Z uplecionego na młynku dziewiarskim sznurka z bawełny z odzysku wykonalam pokrowiec na swego czasu kupiony za grosze wałek. Drewniane guziki z recyclingu pomalowałam i polakierowalam, by pasowały kolorystycznie.
Ze sznurka uplecionego na młynku, ze zwykłej bawełny (sznurek lniany usztywniony typu dratwa nie bardzo chce się pleść w młynku :) zrobiłam smycze dla małych piesków rasy gryfonik brukselski. Zaplotłam poczwórny warkocz najpierw z podwójnych pasm (w sumie 8), które przy końcu rozdzieliłam na pół, by zrobić pętelkę do trzymania.






czwartek, 23 lipca 2015

wtorek, 21 lipca 2015

Wciąż lato - fantastycznie

i na szczęście tutaj upałów nie ma, wręcz przeciwnie. Jak dla mnie temperatury w sam raz.
Mam bardzo dużo prac w toku, głównie odnawiam meble.
Plotę również sznurki na młynku i jednoczesnie obmyślam różne koncepcje.
Tymczasem zrobiłam taką sobie obróżkę:
Z plecionego sznurka zrobiłam coś, co podobno nazywa się kurzą stopką, naszyłam cekiny-kwiatki i gotowe! Proste bardzo, ale efekt ciekawy.

niedziela, 5 lipca 2015

Uff, jak gorąco

No i nastały upały, dla mnie temperatura jest zdecydowanie za wysoka. Prognozy wskazują, że od nowego tygodnia ma być lepiej - się okaże, oby.
Na początek naszyjnik ze sznurka z bursztynem, turkusem i różnymi muszelkami - tym razem dla mnie.
A poza tym bawię się moim nowym nabytkiem - młynkiem dziewiarskim:
i wychodzą takie sznureczki:
Można z nich szydełkować, efekt jest bardzo oryginalny i dekoracyjny:
Na drutach jeszcze nie próbowałam, ale też sądzę, że efekt będzie fajny.
Moja mama ściągnęła różne włóczki i trochę sobie przysposobiłam, na plecenie sznurków też będzie, więc przyjdzie czas na eksperymentowanie.
Na koniec popełniony przeze mnie co najmniej 20 lat temu, jak nie więcej haft krzyżykowy, nie ze wzoru, ale ze zdjącia gotowego wyrobu, chyba tego jeszcze nigdy nie pokazywałam: