Pierwszowrześniowa impreza „Mariacka Czyta” jest doskonałym powodem, żeby powrócić na blogowe łono po wakacjach.
Mariacka to słynny dopiero od kilku lat deptak Katowic – radość jednych, utrapienie innych. Odkąd ulica została wyremontowana i rozgościły się w niej praktyczne same puby i kluby, życie więdnie tam za dnia, by rozkwitnąć bujnie nocą – aż do rana. I to właśnie miejsce wybrali do doświadczenia na żywej tkance społeczeństwa organizatorzy przedsięwzięcia. Do głośnego czytania w knajpkach zaprosili m.in. pisarzy, aktorów i innych ludzi kultury.
Może niezbyt zachęcająca pogoda, a może fakt, że impreza odbywała się po raz pierwszy i niewiele osób o niej wiedziało – sprawiły, że przy czytających nie było tłumów. Kilka osób, czasami tylko przypadkowych przechodniów.
Trochę dziwnie to brzmiało – ulica, która tętni zazwyczaj gwarem głośnych rozmów i mieszającej się muzyki rozbrzmiewała tym razem dźwiękiem zgoła odmiennym – miarowym, czasem nieco monotonnym, charakterystycznym głosem czytającego. Ne zewnątrz prezentował się m.in. Henryk Talar, większość wolała jednak w środku pubów czytać prozę, dokument, poezję, a nawet literaturę popularnonaukową (np. „Szlak architektury modernistycznej w Katowicach” Z. Oslislo).
Podsumowaniem było spotkanie w Klubie Katofonia, podczas którego Małgorzata Szejnert, Magdalena Piekorz, Aneta Chwalba, Krzysztof Siwczyk i Piotr Uszok czytali wiersze z ostatniego tomu Wisławy Szymborskiej „Wystarczy” (w większości z tego tomu). Spotkanie poprowadził Mirosław Neinert, aktor i dyrektor Teatru Korez.
I on był jednym z czytających tego popołudnia, a głośną lekturę uskuteczniał w wegetariańskiej restauracji „Złoty Osioł”, bardzo zresztą popularnej w Katowicach. Powiedział, że początkowo bardzo dziwnie się czuł, bo czytał przy jedzących, trzaskających talerzami i rozmawiających, co trochę przeszkadzało. Dopiero potem odgłosy te zaczęły mu być obojętne. (Dobrze wiem, jak to wszystko wyglądało, bo w oczekiwaniu na czytanie zamówiłam w „Złotym Ośle” pewne pyszne dania. Kiedy to wszystko pałaszowałam, nagle pojawił się pan Neinert i zaczął czytać przy sąsiednim stoliku.)
Dyrektor Korezu zapytał też o odczucia koleżankę z teatru, Grażynę Bułkę, która na głos czytała „Cholonka” Janoscha. Aktorka mówiła, że nie trafiło do niej wielu słuchaczy, ale dwie osoby wysłuchały wszystkich fragmentów i były zachwycone książką. I że nawet dla tych dwóch osób warto było czytać. (Mirosław Neinert powiedział wtedy: w przerwach mojego czytania zajrzałem do ciebie do „Trzech Kolorów” – widziałem tam chyba z osiem osób! Grażyna Bułka odpowiedziała: ale sześć z nich to była moja rodzina!!! 😉 )
Głos zabrał też prof. Jan Malicki, dyrektor Biblioteki Śląskiej, który mówił o „migotliwości kultury książki”. Według niego w środkach masowego transportu mało widuje się ludzi z książkami, nie przyzwyczajamy też do niej najmłodszych. Był zadowolony, że doszło do takiej imprezy, jak „Mariacka Czyta”, która wprowadziła element zaskoczenia, pouczenia i przyjemności.
Z nastroju uniesienia i zachwytu dla idei wyprowadził wszystkich na chwilę Wojtek Brzoska, poeta, który co prawda był zadowolony, że poezja trafiła do scenerii publicznej, knajpianej, ale jednocześnie żal mu, że trzeba było dopiero wierszy noblistki, żeby wszyscy tak tłumnie przyszli. Bo rzeczywiście, klub pękał w szwach. (Ja myślę, że tłumy ściągnęły do Katofonii nie tylko i wyłącznie przez wiersze Szymborskiej, ale również za sprawą zebranych przy stoliku ludzi, którzy je czytali.) – Dlaczego obecny tu Krzysztof Siwczyk został zaproszony jako aktor i recytator wierszy, a nie autor swojej świetnej poezji? – pytał Brzoska. Według niego w zderzaniu literatury z przestrzenią publiczną trzeba iść dużo dalej – potrzebny jest żywy autor czytający własną poezję, co jest lepszym pomysłem, niż autor czytający cudzą twórczość.
Mirosław Neinert podchwycił myśl Wojtka Brzoski i poprosił go o wyrecytowanie własnego wiersza. Dzięki temu mogliśmy wysłuchać dodatkowo „Tesco jest wszędzie”, co wyglądało mniej więcej tak (mam nadzieję, że mi wybaczycie, ale nie udało mi się nagrać wystąpienia od początku):
Neinert sprostował potem, że Krzysztof Siwczyk występuje tego wieczoru w roli poety czytającego wiersze innego poety, a Siwczyk sam zapewnił, że lektura innych poetów jest ubogacająca. Postulował odnowę kultury książkowej, i powiedział, co bardzo mi się spodobało, że jeżeli kultura książki nie jest kulturą jutra, to już dziś jesteśmy w piekle.
A tutaj „Wzajemność” w wykonaniu Siwczyka:
Dopiero pod koniec spotkania dowiedziałam się, że pomysłodawcą imprezy „Mariacka Czyta” jest Waldemar Patlewicz z TVP Katowice, który opowiedział, co skłoniło go do zorganizowania takiej akcji.
Otóż podróżował kiedyś pociągiem i przysłuchiwał się rozmowie kilku nastolatków. Jeden z nich zwrócił uwagę na pozostawioną w przedziale gazetę i zakomunikował nagle pozostałym: tutaj piszą o jakimś Norwidzie. Na to oni: a w którym klubie dziś gra?… Wtedy pomyślał, że z taką ignorancją trzeba koniecznie coś zrobić, a literaturę wprowadzić tam, gdzie ci młodzi ludzie przebywają, czyli do pubów i klubów. Stąd właśnie czytanie na Mariackiej. Ma nadzieję, że w przyszłym roku impreza będzie jeszcze większa, a na ulicy będzie można jeść, pić i… czytać.
Czego i Wam życzę w całym nowym roku szkolnym: przede wszystkim czytajcie, a żywcie się literaturą!;-)












