To był skok Wygodzkiego na młodzież, ale nie tylko, bo jedna z jurorek konkursu zaznaczyła, że z polecanych dziś książek wyniosła nowe inspiracje – i ja wiem, że chodziło o „Basy”! Na X Powiatowym Konkursie „Booktalking czyli gawęda o książce” Magdalena Stencel z klasy 8b zdobyła wyróżnienie w kategorii „szkoły podstawowe”.

Magda polecała zgromadzonym książkę „Basy” Stanisława Wygodzkiego, czyli opowieść o Będzinie, którego już nie ma – autorstwa pisarza, który przez lata pozostawał zapomniany. To oczywiście ten sam pisarz, o którym prowadzę w naszej szkole innowację pedagogiczną, i m.in. klasa Magdy w niej uczestniczy.
Gratulacje i podziękowania dla Magdy, której mimo przeciwności udało się wziąć udział w tym w konkursie!
„Booktalking” odbył się pod honorowym patronatem Starosty Będzińskiego Sebastiana Szaleńca w Zespole Szkół Ogólnokształcących i Technicznych w Wojkowicach. Jego oganizatorką już od lat jest nauczycielka języka polskiego – Agnieszka Mańka.
A tak o „Basach” Wygodzkiego mówiła Magda:
„Trzymam w rękach książkę, o której wszyscy zapomnieli. Zapomnieli o niej, o jej autorze i innych jego utworach. Przynoszę ją dziś do Państwa, żeby głośno wypowiedzieć ten tytuł i nazwisko: BASY – Stanisław Wygodzki. Dlaczego to pisarz zapomniany?
Stało się tak dlatego, że w ubiegłym wieku nakazano usunięcie wszystkich jego książek z bibliotek, a informacji o nim z encyklopedii i słowników. Ale zanim powiem, czemu do tego doszło, muszę wspomnieć, że Wygodzki urodził się w Będzinie. Ponieważ przyszedł na świat na początku XX wieku, oglądał to miasto takim, jakim nigdy go nie widzieliśmy. A ta książka to magiczna machina do podróży w czasie.
Basy to nazwisko cyrkowców z Podzamcza, którzy zarabiali na życie, pokazując sztuki akrobatyczne na podwórzach między kamienicami. Tak to się odbywało:
„Po rozpostarciu barwnego dywanika, stary Bas dawał sygnał, wtedy trzej jego synowie, odziani w trykoty, ustawiali się według wzrostu i ze skrzyżowanymi ramionami czekali dalszych rozkazów. Były one prowokująco głośne, brzmiały z cudzoziemska, obco; nieruchome twarze synów, obręcze, drabinki, pręty, ciężarki, wysokie koło, wszystkie te przybory ułożone w pobliżu, poza tym cierpliwość, z jaką stary Bas pozwalał widzom wyczekiwać początku widowiska wszystko to było porządkowaniem efektów, naciąganiem struny, zamierzonym działaniem całej rodziny, obliczonym na aplauz publiczności, na hojne datki, zapłatę.”
Historia cyrkowców Basów z Podzamcza jest dla autora punktem wyjścia do opowieści o Będzinie z jego lat dziecięcych i dorosłych. Przemsza była wtedy rzeką nieuregulowaną, i z łatwością wjeżdżały do niej furmanki, żeby konie mogły napić się wody. Zamek był nieodbudowany, a wokół niego, zamiast trawy i ławek, tkwiły stare domostwa. Nie było dobrze nam znanych miejsc, takich jak osiedla. Tak pisze o tym Wygodzki:
Bywało, biegliśmy nad Przemszę. Miejsce, w którym zatrzymaliśmy się, nazywało się „za kordonem”; tu trawy były inne niż na Podzamczu i nawet Przemsza pachniała zielskiem i wodą, a nie rynsztokiem. Leżeliśmy tam godzinami, opowiadając sobie zasłyszane baśnie i legendy, najchętniej o umarlakach i strachach, o wyczynach bandytów i zbójców, o wielkich bogaczach i skarbach leżących gdzieś w ukryciu, pod kamieniem lub pod drzewem, albo we wnętrzu wzgórza takiego jak Góra Zamkowa czy ,,Syberka”. Było to dość znaczne wzniesienie biegnące wzdłuż drogi wiodącej z Będzina do Czeladzi. Stały na tym wzgórzu resztki jakiegoś rozsypującego się domostwa. Było ono widoczne z łączki za Przemszą, ,,za kordonem”, ale wtedy nie wiedziałem jeszcze, co oznacza nazwa ,,Syberka” i jak to się stało, że dom otrzymał taką nazwę. Najchętniej spędzaliśmy tam sobotnie popołudnia.
Wszystko w Będzinie było wtedy inne – i widoki, i zapachy, i ludzie. Poznajemy w “Basach” historię miasta spokojnego, po którym krążą kataryniarze, i miasta ogarniętego wojną, kiedy Będzin traci prawie połowę mieszkańców pochodzenia żydowskiego – wywieziono ich do Auschwitz i zgładzono.
W trakcie podróży do obozu – tragicznie giną też żona i czteroletnia córeczka Wygodzkiego. Pisarz, chcąc oszczędzić wszystkim cierpień, podaje całej rodzinie truciznę. Jednak jego dawka była zbyt mała – przeżył. Przetrwał wojne – do końca swoich dni żył z piętnem zabójcy. Założył drugą rodzinę, a w 1968 roku wyjechał do Izraela i już nigdy nie wrócił do Polski – ale za nią nieustannie tęsknił. To wtedy nakazano usunąć jego nazwisko z historii literatury.
Dziś – razem ze stroną na FB “Stanisław Wygodzki – pisarz” przypominamy o autorze. I przywołujemy zdanie, które świadczy o tym, że Będzin został w jego sercu na zawsze:
Wyszliśmy z kotliny pnąc się w górę. Widok był rozległy. Przed nami leżało miasto, najpiękniejsze miasto świata, pierwsze i ostatnie miasto mego życia.
Przeczytajcie „Basy”, żeby przenieść się do Będzina, którego już nigdy nie będzie.”
