zdjęcia ostatnio dodane do tej galerii »
m i e j s c a
Zdjęcia wykonane zostały w kilkudziesięciu punktach Warszawy. W parkach, lasach i na osiedlowych trawnikach. W miejscach bezludnych i na terenach przylegających do ruchliwych ulic. Niektóre z tych chwastowisk zdążyły przejść już do historii. Na wielu innych trwają ciągłe zmagania o życie – pomiędzy ich mieszkańcami a ludźmi wyposażonymi w piły i kosiarki.
 Fort Legionów i okolice
|
 Fort Traugutta i okolice
|
 Lasek Bielański i okolice
|
 Kabaty
|
 Jeziorko Czerniakowskie
|
 Lasek na Kole
|
 Park Arkadia i okolice
|
 Dolinka Służewiecka
|
 Park Krasińskich
|
 obrzeża Parku Krasińskich
|
 Plac Krasińskich
|
 Powiśle
|
 Czerniaków
|
 Koło
|
 Pole Mokotowskie
|
 Młynów
|
 Powązki
|
 Śródmieście – wokół skarpy
|
 Ogród Saski
|
 Szopy Polskie
|
 Lasek im. Lindego
|
 Fort Służew
|
 Fosa
|
 Augustówka
|
 Las Bemowo
|
 Lubaszki
|
 Górce
|
 Huta
|
 Park Olszyna i okolice
|
 Anielewicza
|
 Ogrody BUW
|
 Skwer Agatona
|
 Dworzec Gdański
|
 Park Moczydło i okolice
|
 Sady Żoliborskie
|
 przy Moście Gdańskim
|
 Park Skaryszewski
|
 Park Sowińskiego
|
 Kępa Potocka
|
 Park Szymańskiego
|
 Park Lasek Brzozowy
|
 Park Szczęśliwicki
|
 Plac Grzybowski
|
 Marszałkowska
|
 Tamka i okolice
|
 Bernardyńska Woda
|
 Stawy Brustmana
|
 Plac Powstańców
|
 przy Moście Świętokrzyskim
|
 Kanał Czerniakowski
|
 Park Fosa i Stoki Cytadeli
|
 Park przy Lesie Bielańskim
|
strona główna »
Dziś napotkałam przepiękne chwastowisko w bardzo nietypowym miejscu – był to trawnik na Cmentarzu Północnym. Wyraźnie dość długo nie koszony. Pięknie kwitła na nim na przykład cieciorka – chyba po raz pierwszy widziałam ją na żywo w Warszawie.
Niemożliwe? Wydawało mi się, że gdzie jak gdzie, ale tam koszą często. Szkoda, że to tak daleko.
Cieciorkę spotkałam w dwóch miejscach – na obrzeżach Parku Krasińskich, czyli na tym polu wzdłuż Andersa (dawne czasy, teraz już nic nie ma tam szans), no i na Kabatach też. Śliczna roślina.
Stojąc dziś w korku miałam okazję poprzyglądać się bardzo interesującemu chwastowisku – wzdłuż modernizowanej trasy AK, na odcinku od wjazdu z Marek po węzeł Łabiszyńskiej. Oczywiście mnóstwo traw, komosa biała, osty, ale też na przykład maki, farbownik, a nawet bieluń.
Nawet bieluń?! Świetne to muszą być okolice, ale żeby tam dojechać… ech, czemu wszystkie super chwastowiska są tak okropnie daleko.
Nie dość, że bieluń, to jeszcze nawet wiesiołek (przypomniałam sobie już po wysłaniu posta).
A okolice faktycznie nieciekawe, trzeba by dojechać autobusem do M1 i stamtąd wybrać się na spacer wzdłuż jezdni.
Wiesiołek, ten żółty? Jego akurat spotykam dość często, ostatnio nawet na osiedlu wyrósł, malutki i niziutki, taki spryciarz.
A w tamtych rejonach nigdy nawet nie byłam, wydają mi się jakby na końcu świata. ;)
Nie jestem w zbyt dobrej formie, dlatego nawet nie próbuję wędrować gdzieś daleko.
O, to ciekawe z tym wiesiołkiem, ja go w Warszawie właściwie nie widuję. A okolice faktycznie z gatunku „koniec świata”, też by mi się nie chciało tam specjalnie jechać – ale tradycyjny niedzielny korek umożliwił mi dokładną obserwację flory ;-)
Kiedyś znałam parę lokalizacji, ale teraz też już wiesiołka rzadko spotykam, z powodu intensyfikacji koszenia. No i na Kabatach dawno nie byłam, tam to jest pewniak. Za to dziś przeżyłam duże zaskoczenie, bo na dość długo niekoszonym trawniku trafił mi się popłoch!
Ani bym się nie spodziewała, że w niedzielę jest w tym miejscu korek. ;)
Na Pradze, na trasie dojazdowej do mostu – w niedziele po południu zazwyczaj są korki. A zwłaszcza teraz, kiedy trwa modernizacja drogi, to zawsze spowalnia ruch.
Zupełnie nie jestem na bieżąco, jesli chodzi o tamtą stronę Wisły. Czasem tylko usłyszę, że coś tam budują, remontują… A korki rozlały się już na całe miasto, jak widać. Ech, nie ma przed nimi ucieczki, nawet w weekend.
Och u nas w Łodzi wiesiołków jest pełno. Mam na tyle szczęście,że mieszkam w zielonej dzielnicy. widok z okna na pola i łąki… Ach! najpiękniej jest na przełomie maja i czerwca. Wszystko kwitnie w koło. Ostatnio zauważyłam nawet kocanki piaskowe na moich ulubionych, lekko zapiaszczonych „stepach”. Poza tym wierzbownice,starce jakubki, młode nawłocie, wrotycze, chabry (łąkowe i bławatki), dziurawce, naprawdę dużo tego. Codziennie wychodzę z aparatem. Dzisiaj nawet zobaczyłam w wilgotnym, na wpół wyschniętym korycie rzecznym kwitnącą krwawnicę i tojeść pospolitą! Pięknie wyglądały :)
Ach, jak przyjemnie się czyta takie opisy. :) Dzika przyroda wszędzie jest tak piękna i tak różnorodna, że aż zapiera dech. Krwawnicy zazdroszczę, nie widziałam jej już całe wieki. A tojeści to już w ogóle. :)
Z miejsc wartych zainteresowania – kojarzysz dawny konsulat Litwy przy Zakroczymskiej, naprzeciwko PWPW? Ostatnio przeprowadzali tam wymianę izolacji fundamentów, co oznaczało wykopanie wszystkich tych krzewów, które rosły przed budynkiem i usunięcie ziemi. Za miesiąc-dwa może być to bardzo ciekawe chwastowisko.
Po wymianie instalacji przy moim bloku na trawniku wyrósł nagle szarłat, którego nigdy wcześniej w tej okolicy nie widziałam.
Miejsce oczywiście kojarzę, ale nawet nie wiedziałam, że tam był konsulat. Przejdę się pod koniec lata, dzięki za informację. :)
Szarłaty widuję ostatnio to tu, to tam, bo kosiarze coś mało aktywni są. To nie jest rzadka roślina, ale z pewnością przekopanie ziemi jej tam u Ciebie pomogło.
A tak swoją drogą, tegoroczne lato na razie sprzyja chwastowiskom. Często pada i jest względnie ciepło, więc wszystko szybko odrasta.
A przez te opady (być może) kosiarze nie są tak aktywni jak rok czy dwa temu. Rzec można – lato idealne. Także pod względem temperatur, nareszcie.
Kolejne zadziwiające odkrycie chwastowiskowe – kampus główny SGGW. Byłam tam wczoraj i mam dziwne wrażenie, że pod nieobecność studentów uczelnia oszczędza na koszeniu. Są spore kawałki typowego gładkiego trawnika, ale jest też kilka bardziej zarośniętych zakątków, gdzie widziałam krwawnik, bniec, komonicę, maki i chyba wiesiołek (chyba, bo już zapadał wzrok, ale otwarte żółte kwiaty o tej porze to prawie na pewno on). Dziś będę znowu, za dnia, przyjrzę się bliżej.
O, ciekawe. Kampus na Ursynowie masz na myśli oczywiście? Właściwie to nie powinno dziwić, na miejscu takiej uczelni bym specjalnie „hodowała” parę dzikich zakątków, żeby studenci się uczyli co jest czym. Rolnik powinien umieć w ciemno rozpoznawać typowe chwasty, różne szkodniki roślin i ich objawy itp.
Wiesiołkom się chwali, że wciąż gdzieś się trafiają. Makom też. To miłe. :)
Tak, kampus na Ursynowie. I to na pewno był wiesiołek, wczoraj za dnia przyjrzałam się uważniej. Jak również bardzo dorodne farbowniki, rdesty i osty.
W takim razie musieli tam sporo czasu nie kosić. Takie „oszczędzanie” popieram i bardzo mnie cieszy.
Kolejna obserwacja z Ursynowa – pięknym chwastowiskiem stał się pas zieleni rozdzielający jezdnie alei KEN od Belgradzkiej aż do Tesco. Widziałam tam dorodne nawłocie, krwawniki, komosy, rdesty, koniczyny, jak również spory krzak czegoś różowego, co z tej odległości wydawało mi się wierzbownicą. Pas zieleni ów koszony nie jest, gdyż pośrodku zasadzono krzaki, a za pielenie najwyraźniej nie ma się komu zabrać. I dobrze.
Świetnie wymyślono z tymi krzaczkami, lubie takie „niekoszalne” miejsca. :)
To ja się tak tylko cichutko pochwalę, że nasza wspólnota mieszkaniowa nadal oszczędza na koszeniu, dzięki czemu mam okazję podziwiać dorodny żywokost o białych kwiatach (choć niektóre są lekko podbarwione w odcieniu liliowym). O popularnych chwastach w rodzaju kwitnącej jasnoty nawet nie wspominam.
Ech, Ty to masz dobrze… Koło mnie też kiedyś rósł jeden biały i wyglądało, jakby specjalnie go nie kosili przez parę lat. Pięknie kwitł. Aż rok temu wykosili – no i już po nim.
Niestety, kosiarze dorwali już moją okolicę, żywokost RIP, natomiast jeden kawałek przy bocznej ścianie bloku z jakiegoś powodu nadal omijają – a kwitną na nim obok siebie mak polny i lekarski.
Z ciekawych chwastowisk, jakie zauważyłam w Twoich okolicach (no, względnie) – nasyp odbudowanego wiaduktu Andersa, ale tylko od wschodniej strony, od zachodniej wykosili równo. Oraz to małe rondo poniżej, na Bonifraterskiej, wokół którego kiedyś zawracało 175 na pętli. Przejeżdżając obok, widzę wielobarwny dywan kwiatów, na pewno maki, resztę trudno mi ocenić.
Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy… Mak lekarski? On chyba dziko nie rośnie, może uciekł z jakiegoś ogródka. Nigdy go na wlasne oczy nie widziałam.
O tak, nasyp widziałam. Makowej ziemi tam nawieźli, wyglądało to imponująco. Aż miło popatrzeć. :) I tam na dole też maki rosną, mówisz? Zadziwiające, bo to miejsce kiedyś przeze mnie często odwiedzane i nigdy ani śladu tych kwiatów… Może też nową ziemią podsypane.
Niestety, pogoda ostatnio skutecznie mi utrudnia działania, najpierw wichry, teraz upały. Zanim jako tako dojdzie do normalności, pewnie wszystkie maki przekwitną. :(
Maki mogą latami czekać na odpowiednie warunki, czyli odkrytą glebę. Zapraszam do Konstancina to pokazę dzikie storczyki (kruszczyk szerokolistny) w zapuszczonym kawałku ogrodu.
Nie tylko maki tak mają, ale one się najbardziej rzucają w oczy.
Kruszczyk w ogrodzie w Konstancinie? No, no, gratulacje. :)
Kruszczyki znajdowałem dość często w okolicznych lasach leżących w granicach Chojnowskiego Oarku Krajobrazowego. Ciekawsze było ich pojawienie w „zdziczałym” ogrodzie.
Na terenach podmiejskich chwastowiska zazwyczaj kończą swój żywot jako rzadkie zarośla z klonem jesionolistnym (bardzo ekspansywny), brzozą i sosną. Opuszczone pola uprawne porastaja nawłocią i przymiotnem kanadyjskim.
Widać trafiło im się tam odpowiednie środowisko.
Tak, znam klony jesionolistne, gdyby im pozwolić, raz dwa zarosłyby pół świata.
Nawłoć i przymiotno… a wrotycz nie? W okolicach Jeziorka Czerniakowskiego sa takie tereny, wyglądające na opuszczone pola i tam królują te trzy rośliny własnie. Raj dla owadów.
Nowe chwastowisko odkryte zupełnie przypadkiem – Ursynów, działka za stacją benzynową BP przy ul. Rosoła, sięgająca aż do Ciszewskiego. Działka pozostawiona kompletnie odłogiem i tak pewnie zostanie, bo obok jest stacja trafo, a nad tym kawałkiem przebiega linia wysokiego napięcia. Na ile mogłam się przyjrzeć, kiedy staliśmy w kolejce do myjni, porośnięta głównie siewkami topoli i chyba też trochę podmokła.
No tak, pod liniami wysokiego napięcia jest dość bezpiecznie, osiedla nikt tam nie zbuduje. Szkoda, że to tak ode mnie daleko.
Kolejne ciekawe chwastowisko przy alei Szucha. Mały kawałek trawnika wzdłuż ulicy, za zejściem do dawnego przejścia podziemnego (obecnie Cafe Przejście). Niby wykoszony, ale pięknie zarośnięty kwitnącymi roślinami, z okna autobusu widziałam chyba kurzyślad (nie jestem pewna, ale jakie inne malutkie czerwone kwiatki tuż przy ziemi mogłam widzieć?) i coś jastrzębcowatego.
A, i jeszcze jedno. Z żywopłotu (na moje oko irga) otaczającego Technikum Architektoniczno-Budowlane (wspominałam gdzieś w innym wątku) wyrastają bardzo dorodne dzwonki. Odmianę na razie trudno mi ocenić.
Kurzyślad dostrzeżony z okien autobusu? Hmm… no nie wiem. Albo masz wyjątkowo dobry wzrok. :)
Aha, pamiętam o tym ciekawym otoczeniu Technikum. Ale jakoś nogi mnie w tamte strony ostatnio nie niosą. :( Tym niemniej dzwonki wyrastające z żywopłotu – to robi wrażenie. U mnie na osiedlu tylko psianka ma takie zdolności. ;)
Autobus stał na światłach, a ja siedziałam z głową tuż nad tym trawniczkiem. I widziałam jakieś malutkie czerwone kwiatuszki, więc wydedukowałam, że to kurzyślad. Choć dziś rzuciło mi się w oczy, że trawniczek wykoszono, więc jastrzębcowatych już nie ma. Ale te malutkie pewnie to przetrwały.
Skoro tak, to faktycznie mogłaś dostrzec kurzyślad, szczególnie jeśli kwiatki były rozwinięte. Ech, ja rzadko widuję je rozwinięte, z reguły przyjmują postać różyczkowych pączków.
Koszenie powinny przetrwać, a jakże.
Z cyklu – chwastowisko można znaleźć wszędzie. Niedaleko mojego domu jest nowy biurowiec, a obok biurowca stacja trafo. Zaś wokół tej stacji z pęknięć chodnika właściwie (ziemi jako takiej nie ma tam wcale) wyrasta dorodna roślinność – nawłoć, przymiotno, komosa. A wszystkie mają dobrze ponad metr.
Zawsze mam ochotę bić brawo takim roślinom, które potrafią wyrosnąć w dowolnie trudnych warunkach.
Chyba będę się musiała na wiosnę bardzo uważnie rozglądać po okolicy. Od paru tygodni mamy pod blokiem remont instalacji, głębokie wykopy, sterta nawiezionej ziemi – doskonałe warunki, żeby na wiosnę wyrosło coś interesującego.
Ano, wykopy bardzo roślinnotwórcze są. Jestem przekonana, że wiele ciekawych okazów tam urośnie.
Swego czasu po podobnych wykopkach na Potoku wyrosły całe łany chabrów. Robiło to niesamowite wrażenie.
Wyobrażam sobie. Maki też potrafią robić podobne niespodzianki.
Z ciekawostek z (mniej-więcej) Twojej okolicy – bardzo ładnie „zachwaściły się” betonowe donice przy biurowcu Intraco (od strony poczty). W jednej z nich widziałam dziś kwitnący rozchodnik ostry i lnicę.
Byłam, widziałam, dzięki. Rozchodnik kwitnie fantastycznie!
A niedaleko, na rogu Bonifraterskiej i Muranowskiej, na trawniku wyrosły dziesiątki kapuściaków w typie gorczycy. I nawet jeden mak. Wymieniali tam ostatnio rury c.o.
Pod moim blokiem też zakwitły maki i coś w typie gorczycy, na jesieni mieliśmy remont całego węzła cieplnego. A choć trawnik w większości już niestety skoszony, pozostała jedna duża kępa i jeden mak, który widzę z balkonu.
Szczerze mówiąc, jestem odrobinę rozczarowana, bo liczyłam na większą różnorodność.
Najwyraźniej w tym roku po remontach wszędzie wyrasta to samo.
Maki (i to sporo!) widziałam wczoraj też w „kwadratach”, w których rosną platany pod Ambasadą Chińską. Zaskoczenie wielkie. A dziś w najbliższej okolicy, w ciemnym zaniedbanym miejscu, dostrzegłam farbownika. To jeszcze większe zaskoczenie, bo nigdy go tu nie było.
I jeszcze z ciekawostek – wzdłuż Popiełuszki tory tramwajowe obsiano trawą. Jak na razie trawy nikt nie skosił, a wśród niej rosną różne kwiaty. Na pewno widziałam maki, koniczynę łąkową, jak również coś, co z tej odległości wyglądało na żmijowiec i wykę, choć tu pewności nie mam.
Dopiero co, bo wczoraj, jechałam tamtędy tramwajem. Ale nie patrzyłam w odpowiednią stronę, szkoda.
Niestety, już wykoszone, wczoraj widziałam.
Echh… Te maki spod ambasady też.
I jeszcze jedna ciekawostka – na tyłach remontowanego obecnie pomnika Powstania na pl. Krasińskich, pośród krzewów irgi wyrosło ostowatego (ostrożeń może?). Jest bardzo dorodny i jak na razie nikt nie zwraca na niego uwagi – oby tak dalej.
Tu w okolicy ostrożeń jest pospolity i tylko czyha na niedopatrzenie kosiarzy. Niech sobie żyje jak najdłużej.
A na trawniku przy Bonifraterskiej (tym od gorczycy) coraz więcej maków.
Zdjęcia rozchodnika niestety mi przepadły, bo komputer szlag trafił. :(
Ostrożeń już został wycięty, niestety, ale za to na rogu Zakroczymskiej i Szymanowskiej (tam, gdzie trwały ostatnio roboty drogowe i remont chodników) wyrosło przepiękne pole cykorii podróżnik. Bardzo ją lubię i zawsze przechodzę z uśmiechem. A w żywopłocie wokół technikum na Przyrynku kwitną dzwonki, na oko chyba mają dużo z pokrzywolistnego.
Dzwonki wyrosły też zresztą w mojej okolicy, mieszkańcy jednego z okolicznych bloków zrobili sobie rabatki pod oknami i na jednej z nich wyrosły dzwonki. Na pewno nie zostały specjalnie posiane, to nie jest żadna z odmian ozdobnych i uprawnych, ale wyglądają na tyle dekoracyjnie, że nikt ich nie wyrwał jako chwastów.
Za parę dni zaczynam urlop, może się przejdę w tamte rejony, bo aż strach się przyznać, jak dawno nie byłam na Nowym Mieście. Mam nadzieję, że do tego czasu cykoria przetrwa. Przepadam za jej kolorem.
Bardzo miło czytać, że uroda dzwonków została doceniona przez rabatkowiczów. :)
Też mam parę ciekawostek. Wspominałam już o trawniku na rogu Muranowskiej i Bonifraterskiej. Po koszeniu gorczyca się nie odrodziła, ale cały czas kwitną tam maki. A ostatnio wśród nowo nasadzonych krzewów wyrósł lulek (!) i całkiem spory chaber łąkowy.
Warto się tam wybrać, jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś, bo chwastowisko się rozrasta – na wąskim pasku wzdłuż nowego chodnika przy Zakroczymskiej, a szczególnie na trójkącie ziemi na rogu Zakroczymskiej i Szymanowskiej. Wygląda na to, że od remontu nikt się tam nie zbliżał, nikt nie wyrównał i nie nawiózł ziemi, żeby posiać trawnik. W efekcie roślinność wyrasta bujnie. O cykoriach już wspominałam, jest też oczywiście mnóstwo gorczycy, ale również rdest plamisty, chwastnica, rumianek, a nawet pojedyncze chabry.
Szczerze mówiąc, istnienie ulicy Szymanowskiej wymyka się mojemu poznaniu. Przeszłam ostatnio Zakroczymską od przystanku przy Słomińskiego – i nie zauważyłam po drodze ani tej ulicy, ani chwastowiska. Dopiero na rogu Konwiktorskiej natknęłam się na mini-trawniczek, gdzie rosło sporo gorczycy (a nad nią latały bielinki rzepniki), rdestu, chwastnicy, palusznika – i rumianu, który rzadko daje się spotkać.
Szymanowska to krótka ulica łącząca Słomińskiego i Zakroczymską (jeżdżą nią np. 178 czy 503 na pętlę przy Konwiktorskiej). U zbiegu tych ulic jest przejście dla pieszych (przez Szymanowską), a przy nim trójkątny „trawnik”.
Chyba wreszcie zrozumiałam. Byłam przekonana, że obie te ulice to Zakroczymska – dwie jej odnogi, rozdzielone pasem zieleni.
Czy przez trójkątny trawnik rozumiesz tę dużą „wysepkę” między Zakroczymską, Szymanowską i Słomińskiego? To fajne miejsce, kiedyś tam widziałam ważki i polowałam na sójki.
Duża wysepka jest rzeczywiście fajna, na wiosnę zawsze wyglądam tam złoci. Ale kiedy piszę o „trójkątnym trawniku” mam na myśli ten kawałek na rogu Zakroczymskiej przy przejściu dla pieszych, od strony Parku Traugutta. Ten, przez który ludzie często skracają sobie drogę, bo nie chce im się iść po schodkach, które oficjalnie prowadzą na chodnik.
Już sobie wyobrażam, które miejsce masz na myśli. Ale niestety, tamtędy nie szłam. Skręciłam do parku, bo nie chciało mi się iść przy ulicy. W tamtej okolicy bywam rzadko, nie orientuję się tam tak dobrze jak Ty.
Powinnam przestać pisać o chwastowiskach, naprawdę, bo dziś się okazało, że i to w końcu wykosili – został tylko ten mały trójkąt na rogu Konwiktorskiej, o którym wspominałaś.
Szkoda. Ale właściwie trudno się dziwić – od dwóch tygodni w całej okolicy trwa zmasowana akcja.
Dawniej miałam wrażenie, że ktoś czyta, o czym piszę, a zaraz potem wydaje rozkaz: wykosić. Dlatego (nie wgłębiając się w kwestię prawdziwości tych odczuć) na wszelki wypadek przestałam we wpisach podawać dokładniejsze namiary.
Chwastowiskowy trawnik zaczął nieco odrastać, niestety nie w całości (szczególnie żal chabrów i cykorii), jest gorczyca i rumianek, a chwastnicę zastępuje włośnica.
Chabrów faktycznie bardzo żal. Mam wrażenie, że już przed zimą kosić nie będą, więc to, co teraz wyrosło, będzie rosnąć aż do mrozów. I dobrze.
Kolejna ciekawa miejscówka – obsiane trawą tory tramwajowe na Prostej, odcinek od ronda ONZ do Norblina. Część roślin dość standardowa, różne trawy, żółte gorczycowate, maki – ale widziałam też firletkę poszarpaną, wilczomlecz i coś, co wyglądało na rzodkiewnik, ale nie miałam okazji lepiej się przyjrzeć.
Podoba mi się ten nowy zwyczaj siania trawy między torami. Ale żeby nawet firletka w takim miejscu wyrosła? Niesamowite.
Firletkę widziałam tylko jedną, reszta wyrastała o wiele obficiej.
Firletka to rarytas, więc co się dziwić.
Oczywiście dziś jechałam i już skoszone. Choć domyślam się, że na torowisku to konieczność.
Za to odkryłam śliczne nowe chwastowisko – wąski pasek trawnika wzdłuż kościoła i klasztoru franciszkanów na Modzelewskiego. Pasek wąski, ale chyba dość rzadko koszony, i jak ślicznie zarośnięty. Standardowe stokrotki, jakieś taszniki, przywrotnik, chyba młody krwawnik – a do tego duże płaty jastrzębca kosmaczka (wiem, że jest pospolity, ale kilka metrów kwadratowych zarośniętych tylko nim robi wrażenie), szczawik żółty, drobna koniczyna (chyba?) o żółtych kwiatach, a do tego dorodna wyka wspinająca się na rynnę.
Przywrotnik? Nigdy go nie widziałam. Żółta koniczyna to też rzadkość. Kosmaczka widuję, czasem w sporych ilościach, ale mimo to zawsze warto popatrzeć, bo ładny jest. Innymi słowy – bardzo ciekawe chwastowisko.
Na kolejne chwastowisko natrafiłam wczoraj, a jest ono dość nietypowe, bo na pasie zieleni rozdzielającym dwie jezdnie Mickiewicza przed wiaduktem nad trasą AK. Trasa jest w remoncie, wiadukt też, jakiś rok temu na pasie zieleni pojawiła się z jakiegoś bliżej mi nieznanego powodu spora pryzma ziemi, która od tego czasu zarosła bujną roślinnością. W przeciwieństwie do reszty pasa zieleni, nikt jej od tego czasu nie kosił, pewnie jest to zbyt kłopotliwe. Wczoraj tamtędy przechodziłam i roślinność robi imponujące wrażenie. Różne trawy, gorczycowate, oraz – co najważniejsze – gigantyczne, wysokie na dobre dwa metry popłochy.
Dwumetrowe popłochy? O rety, bardzo żałuję, że nie mam teraz czasu tam pojechać. Popłochy darzę szczególną sympatią, a za takimi wielkimi to już absolutnie przepadam.
W tym tygodniu jechałam Prostą i opisane przez Ciebie chwastowisko znów odżyło. Widziałam całe mnóstwo maków.
Świetna strona, żałuję, że dopiero teraz ją zauważyłam, cieszę się iż spotykam tu osoby o podobnych zainteresowaniach. Dziękuję chwastowisko!!! :)
Bardzo mi miło. Zapraszam Cię do odwiedzania i komentowania. :)
Nie ma to jak mieć w okolicy trawnik, do którego nikt się nie przyznaje. A taki jest przy budynku Polskiego Radia (zimą to pewien problem, kiedy nikt nie odśnieża chodnika). Mam wrażenie, że w tym roku jeszcze nie był koszony i porastają go bardzo ciekawe egzemplarze. Oczywiście trawy, a poza tym np. krwawnik, bniec, komonica, cykoria, wiesiołek i coś, co chyba będzie chabrem łąkowym, ale na razie widziałam tylko nierozwinięte pąki.
Z kolei jesienią za moim blokiem był remont chodników, którego efektem ubocznym było zrycie trawnika. Nowej ziemi nikt nie nawiózł, ale poruszenie starej wystarczyło, by wyrosło mnóstwo gorczycowatych i trochę maków.
Takie trawniki uwielbiam. Czasami wciąż się trafiają, ale niestety coraz rzadziej.
A widoku maków zazdroszczę, w tym roku widziałam tylko jednego, idąc rano do pracy. Po południu już go nie było, skosili.
Z moich obserwacji – na rogu Konwiktorskiej i Zakroczymskiej jest budynek należący do Politechniki. Część jest w suterenie i ma zagłębione na dobry metr okna. A w zagłębieniu otaczającym jedno z okien wyrósł bardzo dorodny powojnik pnący, zarósł całe dno, wspiął się po ścianach i zaczął wypełzać na powierzchnię.
Poza tym ostatnio w Warszawie pojawiło się dużo różnorodnych grzybów – wedle tego, co czytałam na wyświetlaczu metra, na wale przy Marinie Mokotów wyrosły purchawice.
Brawa dla powojnika. W okolicy jest go sporo, po drugiej stronie Fortu Traugutta. Bohatersko walczy przeciwko ludziom, którzy z uporem go niszczą.
Czytałam o purchawicach, ale za daleko dla mnie. Poza tym to się tak rozniosło, że już pewnie zadeptali.
Bardzo ciekawe chwastowisko wyrosło na trawniku między Marszałkowską, Królewską a Próżną (przy metrze Świętokrzyska). Widziałam tam różne odmiany koniczyny, rdestów, przywrotnik, krwawnik, szarłat, cykorię, przymiotno, bniec – i pewnie coś jeszcze, ale zaczynało się robić ciemno, więc część mogłam przegapić.
Już drugi raz wspominasz o przywrotniku. Jesteś pewna, że to właśnie on? Nigdy i nigdzie go jeszcze nie widziałam i nie mogę uwierzyć, by wyrósł ot tak, na miejskim trawniku.
W tym przypadku nie mogę być pewna, bo jak wspomniałam, zapadał już zmrok – może to był jakiś ślaz o podobnych liściach – kwiatów na pewno nie widziałam? Ale przywrotnik pasterski z całą pewnością widywałam na miejskich trawnikach – w Lublinie.
Stawiam jednak na ślaz. Choć wg internetowego atlasu roślin przywrotnik w Warszawie powinien występować. Ale może niekoniecznie na trawnikach w samym centrum.
Będę się jeszcze uważniej przypatrywać, może kiedyś gdzieś go zobaczę.
Z ciekawostek – na dziedzińcu Nowego Teatru przy Madalińskiego też jest chwastowisko. Oczywiście, celowo zasadzone, ale jednak miło patrzeć na rabatki, na których nie rosną banalne rośliny ozdobne, a krwawniki, komonice, wilczomlecze, dziewanny czy popłochy.
O, to mi się bardzo podoba. Brawa dla teatru! Aż żałuję, że to tak daleko ode mnie.
Chwastowisko przy metrze Świętokrzyska w tym roku też miewa się doskonale, mnóstwo jest zwłaszcza koniczyny i lucerny. Dodatkowo mam wrażenie, że wzdłuż Marszałkowskiej są kawałki specjalnie pozostawione dziko i ogrodzone palikami, ale mogę się mylić.
Ciekawe, czy tak jest naprawdę. Też widuję takie ogrodzone kawałki. Jeden jest przy Bankowym i miałam nadzieję, że nie będą go kosić, ale niestety. Przy kolejnej wizycie w tym miejscu zastałam goły trawnik za płotkiem.
Na pewno taki kawałek dzikiego trawnika jest na Pradze, niedaleko Teatru Powszechnego – ale tam jest nawet tabliczka informacyjna i OIDP to jeden z projektów z budżetu partycypacyjnego.
Wczoraj miałam okazję się przyjrzeć. Część trawników przy metrze została już skoszona, ale te wzdłuż Marszałkowskiej, otoczone palikami, też powstały specjalnie w ramach budżetu partycypacyjnego. Podejrzewam, że mają służyć wszelkiego rodzaju zapylaczom. I chyba na jednym widziałam nawet sadziec – ale jeszcze nie zakwitł.
Same dobre wiadomości. Nie miałam pojęcia, że takie rzeczy są realizowane w ramach budżetu partycypacyjnego. I to nawet w ścisłym centrum. Czyli znalazła się spora grupa ludzi, dla których los owadów nie jest obojętny. Bardzo się z tego cieszę.
A widziałaś ten artykuł: http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,25047709,eksperyment-botaniczny-chwasty-w-centrum-alternatywa-dla-suchych.html
Jeśli się sprawdzi, będzie dużo więcej chwastowisk w mieście. Ostatnio byłam w Holandii i w wielu miejscach rzeczywiście rosną tam takie niekoszone poletka kwitnących bylin, np. na pasach rozdzielających jezdnie.
Teraz już widziałam, dzięki za link. Bardzo mnie cieszy taka wiadomość. Nareszcie ktoś zauważył, że tradycyjne trawniki przestały się sprawdzać i trzeba coś zmienić.
Pewne oznaki zmian widać już teraz. Chwastowisko przy Marszałkowskiej rozprzestrzenia się na sąsiednie, duże trawniki. Byłam tam wczoraj i zastałam całkiem spore poletko wielkich bylic, komosy i łobody, zadziwiający widok w tym miejscu. I nawet oset tam znalazłam! Nie widziałam go już od wieków.
W Wilanowie przy skrzyżowaniu Wiertniczej i Al. Wilanowskiej jest miejsce z kocankami. A dalej w stronę Konstancina kwitło mnóstwo zawciąga i mikołajków płaskolistnych.
O, to super, bo kocanki znam tylko z bielańskiej łąki. Zawciągi właściwie też, bo te w mieście już wyginęły od koszenia. A mikołajki uwielbiam, są cudne.
Innym podejściem do tej kwestii jest sadzenie na miejscu trawnika niskich krzewów, na przykład irgi, czy w ogóle pnączy w rodzaju bluszczu i winobluszczu – tak jest na Mokotowie, wzdłuż Niepodległości i przy Malczewskiego.
Teoretycznie to jest dobra metoda, ale ma dwie wady. Pierwsza – mała przydatność dla owadów. Druga – duża przydatność dla szczurów.
I jeszcze jedno bardzo ładne chwastowisko, jakie odkryłam przy okazji – na rogu Wolskiej i Sowińskiego, po przeciwnej stronie niż Cmentarz Wolski. Przy Sowińskiego wybudowano nowe bloki, między nimi a ulicą posadzono drzewa – i ostatnio nie koszono. W tej chwili jest tam przede wszystkim mnóstwo wrotyczu, ale też krwawniki, koniczyna drobnogłówkowa i co najmniej jeden żywokost.
Koniczyna drobnogłówkowa to bardzo ciekawe znalezisko. Tylko raz ją spotkałam, w zamierzchłych czasach. Szkoda, że to tak daleko ode mnie.
Kolejne piękne chwastowisko – kawałek trawnika przy Metrze Politechnika, pod biurowcem Zebra Tower, od strony Armii Ludowej. Generalnie wszystkie typowe chwasty, taszniki, stulisze, rumianki, trochę gorczycy, ale też mnóstwo wysokiej koniczyny i ślazowate. Zastanawiam się, czy to przypadek, czy może jedna z łąk kwiatowych, choć żadnej tabliczki nie widziałam.
Na łące kwiatowej byłaby większa różnorodność i bardziej oryginalne rośliny, tak mi się wydaje. Tym niemniej może to być jakiś fragment wyłączony z koszenia dla dobra zapylaczy. Tak czy inaczej, to dobra wiadomość.
Po ubiegłorocznym remoncie Al. Zjednoczenia na trawnikach na odcinku od Kasprowicza do Żeromskiego, szczególnie po zachodniej stronie, wyrosło bardzo ładne chwastowisko. W tym roku całość koszona była tylko raz, już dość dawno, i w efekcie pojawiło się sporo różnych roślin. Z najciekawszych jest dużo wiesiołków, zauważyłam też co najmniej jedną dziewannę, a poza tym pełen zestaw – krwawnik, wrotycz, bieluń, szarłat, cykoria, koniczyny, nostrzyk, rdest plamisty, ślaz – i pewnie o czymś jeszcze zapomniałam.
Nigdy tam nie byłam, ale wyobrażam sobie, że fajnie to teraz wygląda. Zestaw dość typowy, niemal wszędzie pojawiają się te same rośliny, gdy tylko długo nie ma koszenia. Na przykład wiesiołek wydawał mi się dawniej raczej rzadki, a ostatnio natknęłam się na niego nawet na Placu Krasińskich. I bieluń też tu w zeszłym roku rosła. Tylko dziewanny jeszcze nie było, ale kto wie, może kiedyś.