Viva La Vida Loca

Nasze zycie dalekie jest od szalenczego, ale kiedy tylko mamy okazje staramy sie troszeczke pikanterii temu zycku dodac. Jak chocby wybrac sie na fajny koncert orkiestry symfonicznej z udzialem solistow spiewajacych muzyke Latino. Od zawsze uwielbiam wszelkie szlagiery Latino, Rickiego, Enrique, Glorie Estefan i innych o moim najcudowniejszym Alejandro nie wspominajac. Jak tylko zobaczylam bilety na taki koncert wlasnie, natychmiast sie na nie rzucilam. Okazaly sie swietnym prezentem gwiazdkowym dla calej rodziny. I cala rodzina wlasnie wybralismy sie na koncert w piatkowy wieczor. Przednia zabawa, cudowna muzyka w wykonaniu naszej jedynej, najlepszej, najzdolniejszej orkiestry. Do tego solisci, ktorych glosy przyprawialy o gesia skorke -wszystko to oczywiscie w rytmie salsy, merenge i bachaty. Cudowny wieczor przy wspanialej muzie. Niejednego ta muzyka poniosla, cala sala spiewala i tanczyla. Wezyki, wygibusy, starsi, mlodsi – wszyscy bawili sie znakomicie. Po raz kolejny przekonalismy sie jak wazna jest muzyka w naszym zyciu, jak wiele radosci i cudownych chwil w nie wnosi. Vivir la vida loca….

Amelia – 19

Amelia odhaczyla wlasnie 19-te urodziny. To ostatnie “naste” urodziny i wedlug wiekszosci kryteriow jest juz dorosla. Moze dla swiata jest dorosla, dla nas pozostanie na zawsze pyskata Meli, ktora wnosi w nasze zycie mnostwo radosci i powodow do dumy. Wyfrunela juz z domu, jest studentka UT Austin, swietnie zaliczyla pierwszy semestr, ambitnie nabrala sobie duzo klas na drugi semestr. Do tego udziela sie w organizacjach studenckich i juz planuje letni semestr i praktyke w Azji. W Austin znalazla swoich ludzi i szybko ogarnela studencka rzeczywistosc. Nudno nie jest, dzieje sie mnostwo, Meli ma okazje poznac ciekwaych ludzi, uczestniczyc w ciekawych wydarzeniach, a wieczorami imprezowac;).

Meli odswietowala urodziny na weekendowym wyjezdzie z kolezankami do Nowego Orleanu. Do domu wpadla tylko na chwilke, na szybcika zdazylismy tylko odspiewac jej “Sto Lat” i zjesc tort. Pozostaje nam sie pogodzic, ze w ‘pewnym wieku’ imprezy z kolezankami biora gore nad obiadkiem u rodzicow;). Zyczymy Ci Melis, samych radosci i sukcesow. I duzo zdrowka. Kochamy najmocniej na swiecie.

Dallaska 2026

W Texasie zima z prawdziwego zdarzenia. Tak ok. -10 C, odczuwalna jeszcze zimniej. Oblodzone drogi, zasypane chodniki, nieprzejezdne autostrady. Jednym slowem Dallas na chwile (miejmy nadzieje) zamienilo sie miejscami z Alaska; Skutek – zamkniete szkoly, odwolane wszelkiego rodzaju zajecia. Wszyscy siedza w domach i ratuja sie ciepla herbata. Ta Teksanska zima jest fajna bo trwa 3 dni czyli mniej wiecej tyle ile wystarczy zeby dzieciaki nacieszyly sie sniegiem i zimnem. Dla mnie takie zasypane sniegiem miasto najladniej wyglada przez okno i choc wychowalam sie w takich wlasnie srogich zimach, to nie tesknie za tym zimnem, sniegiem, jazda po sliskich ulicach. W czasie gdy wiekszosc ludzi siedzi w domu, co niektorzy smialkowie, w tym moj Pingwin, wychodza na dwor korzystac z zimowych atrakcji. Anto natychmiast zaadoptowala sobie wieczko od pudla i na takich wlasnie “biedasankach” zjedzala z jedynej gorki na naszym osiedlu. Radochy bylo co niemiara, policzki czerwone, buty przemoczone, czyli wszystko w normie. Szkola zamknieta poniedzialek i wtorek, w srode temperatury maja wskoczyc na plus, i nastapi powrot do kieraciku. Za nami pracowity weekend, rozebralismy choinke i dekoracje swiateczne, poupychalismy wszystko na strychu, a przy okazji przemeblowalismy kilka szaf. Ja nie wiem jak ja to robie, ale wiecznie mam gore niepotrzebnych duperszwancow, jak na przyklad posciel do lozeczka dzieciecego!!!! Czas chyba najwyzszy oddac to komus lub wyrzucic.

Przy okazji tej zimy i zimowych wyglupow, na osiedlu obok wydarzyl sie tragiczny wypadek. Grupa 16 latkow przyczepila sanki do Jeepa i jezdzila po osiedlu. Niby nic, ale sanki niefortunnie uderzyly w kraweznik, potem w drzewo i niewinna zabawa zakonczyla sie tragicznie. Jedna 16-letnia dziewczynka zmarla, druga jest w ciezkim stanie. Straszna tragedia, ktora zyje teraz nasze miasto. I serce wrecz rozrywajacy wpis mamy dziewczynki na FB proszacy o modlitwe za rodzine i przypominajacy jak kruche jest nasze zycie.

Europa na dobry poczatek 2026

Jak juz polabiedzilam troche o poprzednim roku, napisze moze cos przyjemniejszego. Bo zycie, wiadomo – raz pod wozem, raz na wozie. I w sumie cale szczescie. Gdyby tylko wspanialosci na na nas czekaly kazdego dnia, nie docenilibysmy jak mamy dobrze. A tak, gdy dzieje sie cos zlego, natychmiast doceniamy te wszystkie dobre rzeczy, ktore nas w zyciu spotykaja. Ja wdzieczna jestem bardzo, ze dane nam jest podrozowac. Bo to uwielbiam. Lubie wyjechac, poznac nowych ludzi, nowe miejsca, posmakowac innego jedzenia, kultury. Lubie, ze jako turystka, moge wybrac sobie to co w danym miejscu najfajniejsze i skorzystac z tego na maxa. Ale lubie wyjezdzac rowniez dlatego, ze lubie wracac. Uwielbiam byc w innym miejscu, ale jeszcze bardziej lubie moment powrotu.

Jezeli poczatek 2026 jest wyznacznikiem kolejnych miesiecy, to chyba zaczelismy calkiem niezle. Na przelomie roku pojechalismy do Francji i Hiszpanii, wstepujac do Maroka. Ta wyprawa byla troche inna, bo pojechalismy w sporym, 10-cio osobowym skladzie. Oprocz tesciow, dolaczyli do nas nasi przyjaciele, Rebecca i Michael, z dzieciakami -Micah (13 l.) i Madeline (18). Musze przyznac, ze zgralismy sie wszyscy fajnie na tym wyjezdzie, choc logistyka 10 osobowej grupy jest troche skomplikowana. Samo znalezienie stolika dla 10 osob w malutkich, francuskich knajpkach graniczy z cudem. Ale dalismy rade, wybrnelismy i w zasadzie nie bylo problemu. Po prostu wszyscy bylismy elastyczni i nikt nie robil problemu ze tego, ze np. nie siedzimy razem przy stoliku. Nikt rowniez nie robil problemu kiedy chcielismy sie rozdzielic bo np. panowie woleli obejrzec muzeum militarne i grob Napoleona, a panie wolaly pobiegac po sklepach;).

Paris.
W samym Paryzu bylismy tylko 3 dni. Program byl napiety, biegalismy od atrakcji do atrakcji starajac sie jak najwiecej zobaczyc. Na plus zaliczylabym piekne, swiateczne dekoracje miasta, swiateczne kiermasze i ogolna swiateczna atmosfere. Na minus, zdecydowanie zimna pogoda i niesamowite tlumy. To ostatnie troche nas zaskoczylo. Nie wiedzialam, ze Paryz jest az tak popoularny o tej porze roku. Wszedzie pelno turystow, kolejki do atrkacji, na ulicach tlumy, przez ktore ciezko sie czasem przebic. Zaliczylismy kilka glownych atrakcji, ktore, cale szczescie zarezerwowalismy z wyprzedzeniem. Louvre, Wieza Eiffla, Petit Palace, Galerie LaFayette, Montmartre, Bazylika Sacre-Coeur czy przepiekna katedra Notre Dame. Ale urok Paryza to nie tylko slawne zabytki. To sliczne paryskie ulice z knajpkami, piekarniami, ktore nawet w zimie tetnia zyciem. To przypadkiem napotkany antykwiariat czy sklep z serami. Nie zabraklo oczywiscie wizyty we francuskiej aptece, gdzie zaopatrzylismy sie w dermo-kosmetyki. Uwielbiam ich retinol czy plyn do mycia twarzy. Paryz to rowniez pyszne jedzenie. Oprocz tradycyjnych francuskich dan, nawet pizza smakuje wybornie. Mysle, ze jest to kwestia swiezych, dobrej jakosci skladnikow. Nawet prosta bagietka z szynka i serem urasta do rangi kulinarnego majstersztyku. Zreszta, ja moglabym nawet jesc bagietke z supermarketu z maslem i juz bylabym szczesliwa. Ciesze sie, ze wstapilismy do tego Paryza, ze rodzice mogli po raz pierwszy zobaczyc to miasto. Nie wiem czy wrocilabym do Paryza w grudniu, ale samo miasto nadal mnie urzeka.

Hiszpania
Ach jak cudownie bylo zdjac czapki i grube kurtki i z zimnego Paryza przemiescic sie do cieplejszej Malagi. To na ulicach Malagi wlasnie, przywitalismy Nowy Rok, zyczac sobie pomyslnosci przy szampanie i 12 winogronach. Super bylo wtopic sie w tlum nieznajomych, wspolnie spiewac, tanczyc, wznosic toasty. Swietnie, ze moglismy te chwile spedzic wsrod bliskich, rodziny i naszych wspanialych przyjaciol. Podobno i dla nich byl to szczegolny moment i dziekowali nam bardzo, ze mozemy wspolnie podrozowac. Przy okazji Sylwestra i Nowego Roku w Maladze, zwiedzilismy troche miasto i okolice pokazujac co ciekawsze zakatki rodzicom i Rebecce i Michaelowi. Z Malagi przemiescilismy sie do Roquetas de Mar, skad mielismy swietna baze wypadowa do Granady, Nerja, Almerii i okolic. Dla nas sa to juz znane tereny, ale chetnie pokazalismy co ciekawsze ‘smaczki’ naszym gosciom. Wielkie wrazenie zrobila na nich Granada, szczegolnie Alhambra. Mimo kilku dni deszczu, ktore nam sie przytrafily, zobaczylismy sporo. Wlasnie troche nam deszcz pokrzyzowal plany w Granadzie, ale schronilismy sie na kilka godzin w centrum handlowym, co spoktalo sie z wielkim zadowoleniem ‘mlodziezy’;). Kolejnego dnia, aby przeczekac deszcz wlasnie – skorzystalismy ze SPA na naszym osiedlu. I byla to jedna z przyjemniejszych atrakcji. Na kilka godzin oddalismy sie blogiemu odpoczynkowi w wodzie, naturalnych zrodlach, saunach i “pokoju ciszy” a co niektorzy skorzystali z masazu. Na plus zdecydowanie ta wizyta w SPA wlasnie oraz sporo pieknych widokow w Nerja, Salobrena i Granadzie. Na minus pogoda – momentami deszczowa oraz duze opady sniegu w Sierra Nevada i kiepski dojazd do stokow, przez ktore zrezygnowalismy z wyjazdu na narty. Na pocieszenie trafilo nam sie kilka pieknych, slonecznych dni – gdzie moglismy spacerowac do woli po plazy i podziwiac kapiacych sie smialkow;). Nareszcie mozna bylo zwolnic tempo, dluzej pospac, pospacerowac, przycupnac w kafejce, popatrzec na ludzi i nacieszyc sie soba. Mlodziez nagrala tysiace Tik-Tokow, bo okolicznosci przyrody tworzyly piekne tlo, a my probowalismy lokalnych trunkow w hotelowym barze czy probowalismy swoich sil w golfa w klubie golfowym w Almerimar.

Maroko
Juz dawno planowalismy wycieczke do Maroka i ciesze sie, ze tym razem doszlo to do skutku. Poplynelismy promem z Tarifa do Tangeru, postawic noge na innym kontynencie i liznac troszke egzotyki Maroka. Maroko spodobalo nam sie tak bardzo, ze na pewno wrocimy tam na dluzej, zapuscimy sie w dalsze tereny, do Marakeshu i Casablanki. Tymczasem pozostana nam swietne wspomnienia z Tangeru wlasnie, ktorego uroki pomogl nam odkryc mlody przewodnik Ahmed. Zabral nas do ciekawych, historycznych miejsc, pokazal gdzie lacza sie Ocean Atlantycki z Morzem Srodziemnym, oprowadzil po miescie i lokalnym targu. Najwieksza atrakcja byla jazda na wielbladach. Troche sceptycznie podchodzilam do tego pomyslu, mysle sobie, taka turystyczna pulapka i te zwierzeta takie biedne. Ale musze przyznac, ze bawilismy sie swietnie a wspomnienia (i tysiace zdjec) zostana na zawsze.

Kolejny, fajny wyjazd za nami. Ciesze sie bardzo, ze moglismy zobaczyc te piekne miejsca w powiekszonym skladzie. Mysle, ze kolejne ciekawe wyprawy przed nami. Oby jak najszybciej;).

2025 – Idz juz sobie

2025 byl dosyc ciezki dla nas. Duzo sie dzialo, bylo intensywnie, bylo sporo stresu. Bylo sporo problemow zdrowotnych. Antoska polamala reke dwa razy pod rzad co wykluczylo ja z zajec sportowych i ukochanej siatkowki na 2 sezony. Amelia borykala sie z tarczyca, co skonczylo sie operacja jej usuniecia, a z konsekwencjami braku tarczycy boksuje sie jeszcze do teraz. Mialam i ja swoje tarczycowe 5 minut, kiedy znalezli mi cyste na tarczycy. W/g chinskiego doktora, ktory przy diagnozowaniu wspomagal sie AI, ponoc to nic powaznego i nic nie trzeba z tym robic, choc pewnie poszukam drugiej opinii. Do listy przygod ze zdrowiem dorzuce tylko kilka operacji dziadka (kolana, oczy) i zabieg dermatologiczny Amelii, kontrole, badania, wizyty i mialam wrazenie, ze w tym roku nie wychodzilismy wrecz od lekarzy.

Do tego sporo turbulencji w pracy. Moja firme przejela olbrzymia firma chemiczna, co zachwialo rownowage naszego dzialu. Z dnia na dzien zwolnili nam szefa, wspanialego, wyrozumialego czlowieka, a do dzisiaj jeszcze nie wiadomo co bedzie z reszta zespolu. I tak, praca zmienila sie w mgnieniu oka. Ze stabilnej, cieplej posadki w miejscu gdzie od 15 lat czuje sie dobrze, mam znajomych i swietne relacje z klientem – znalazlam sie w jakims ‘limbo’, gdzie kazdy dzien moze byc moim ostatnim. I choc mam oczywiscie nadzieje, ze zostawia nas wszystkich i byc moze beda nawet wieksze warunki na rozwoj – to niepewnosc nie pomaga a atmosfera jest mniej wiecej jak na pogrzebie.

Ale zeby tak juz zupelnie nie spisac 2025 na straty, musze przyznac, ze bylo rowniez sporo fajnych wydarzen. Amelia skonczyla High School ze swietnymi wynikami. Po malych stresach zwiazanych z przyjeciami na studia, po zamieszaniu jakie wprowadzila w nasze zycie oferta studiow na Duke University w Chinach, po dyskusjach, argumentach i analizach stanelo na University of Texas at Austin, swietnej uczelni, tylko 3.5 godz od domu. Amelia wlasnie rewelacyjnie zakonczyla pierwszy semestr i zdecydowanie znalazla swoje miejsce i swoich ludzi na tej uczelni. Mimo sporych zawirowan zdrowotnych udalo nam sie sporo podrozowac. Gdzies pomiedzy badaniami, operacjami i kontrolami wcisnelismy sporo wyjazdow w roznych, jak zwykle, konfiguracjach rodzinnych. W styczniu Hub polecial na konferencje, ktora wspologranizowal, do Ghany. W marcu Hub i Ami odbyli super podroz do Brazylii. My z Anto za to zorganizowalysmy sobie dosysc intensywne “Ferie w miescie”;). W kwietniu Meli poleciala z kolezankami do Disney World w Orlando. W maju, po imprezach zakonczeniowych, tesciowie polecieli do Polski. W czerwcu cala rodzina udalo nam sie wyrwac do Europy. Najpierw cudowna Hiszpania, potem kilka dni w Polsce, a na zakonczenie spedzilam kilka dni w Paryzu z Meli i jej kolezankami. Anto w tym czasie zostala w Polsce, a Hub polecial na kolejna konferencje do Tajlandii. W lipcu po kilkutygodniowych wojazach po Polsce Meli z Antonka wrocily do domu. W sierpniu pelnym skladem polecielismy na Tajwan i byla to jedna z ciekawszych wypraw w ostatnim czasie. Pokochalismy Tajwan, kulture, jedzenie i ludzi. W pazdzierniku Antonka z dziadkami odpoczywali w Cancun. Rok zakonczylismy w sporej, 10-cio osobowej grupie, w Paryzu. Z Francji polecielismy do Hiszpanii i Maroka, o czym oczywiscie napisze osobno.

W minionym roku odeszlo kilka waznych dla mnie osob. Odeszla pani Danusia, dyrygentka zespolu w ktorym dorastalam, osoba, ktora miala olbrzymi wplyw na moje zycie. Odszedl kolega z liceum, z ktorym swego czasu bylismy blisko. Sporo moich przyjaciol rowniez stracilo bliskich. Byl taki moment, ze balam sie niemalze zadzwonic do ludzi bo z kazdej strony slychac bylo tylko zle wiesci: smierc, choroba, rozwod. Zamykam ten rok z impetem jak ksiazke, ktora chce zapomniec. Czekam z nadzieja na nowe rozdzialy, pisane pewniejsza reka, z sercem bogatszym o nowe, lepsze doswiadczenia, a przede wszystkim na zdrowy, pomyslny rok. Czego wszystkim zycze z calego serca! A na zakonczenie minionego roku wrzucam smutna moze troche, ale piekna piosenke Felicjana Andrzejczaka o zyciu, co jest codziennym swietem, w ktorym uczestniczymy czy tego chcemy czy nie. I tylko pozostaje nam nadzieja, ze pisane nam jest cos dobrego.

“Życie jak pociągiem podróż
Którą odbyć możesz raz
Bilet w jedną stronę odwróć
Zobacz co pisane masz.”

Boze Narodzenie

Swieta przebiegly w milej, tradycyjnej atmosferze. Z Houston przyjechali Iza, Pawel i David, a na Wigilje dolaczyly Agatka i Aga z rodzinami. Bylo gwarnie, wesolo, choc obylo sie od tematow politycznych, jak to czasem bywa. Ciesze sie, ze udaje nam sie takie polskie, tradycyjne swieta zorganizowac. Nawet ta przedswiateczna goraczka, krojenie salatek, pieczenie ciasta czy (nudne skadinad) lepienie pierogow mnie cieszy. I jak co roku, robiac to wszystko mam cicha nadzieje, ze moje dzieci przeniasa nasze polskie tradycje do swoich rodzin, nawet jak zaserwuja pierogi ze sklepu;). Mielismy wiec tradycyjnie 12+ potraw na wigilijnym stole: ryby, sledzie, salatki, pierogi i barszcz z uszkami. Tesciowa upiekla pyszny piernik, Antonka pomogla upiec mi ciasteczka i rogaliki. Przed kolacja wigilijna polamalismy sie oplatkiem, Amelia przeczytala fragment pisma swietego. Po kolacji spiewalismy koledy i otworzylismy prezenty. Antonka juz troche sceptycznie podchodzila do kwestii Mikolaja, ale jeszcze troszke dala sie nabrac na najstarszy trik swiata, jak to Mikolaj podrzucil prezenty pod choinke i szybko odjechal. Co roku obiecuje sobie, ze tych prezentow bedzie mniej, ze skupimy sie na doswiadczeniach (jak wyjazdy i koncerty), ale jakos i tych materialnych dobr pod choinka zawsze masa laduje, wiec otwieranie zamienia sie w ‘przedstawienie’ i kazdy chwali sie tym co dostal;).

Sam dzien Bozego Narodzenia, po porannej Mszy Sw., spedzilismy w przemilej atmosferze u Agi i Arka. Totalnie moglam sie wyluzowac, zasiasc za stolem i nie martwic sie co mi sie w kuchni przypala;). Wieczorem pojechalismy na dlugasny spacer do Grapevine – samozwanczej “Swiatecznej Stolicy Texasu” – co potwierdzaja przepiekne dekoracje i tlumy ludzi je ogladajace. Wystroilismy sie w nasze dyzurne ‘swiateczne sweterki’ co wprowadzilo troche usmieszkow i zamieszania wsrod przechodniow. Pocpykalismy zdjec wiecej niz Japonscy turysci i z przyjemnoscia klapnelismy na kanapie w domu przy goracej herbacie i ciasteczku.

Lubie Swieta, lubie Wigilje, cale to zamieszanie, oczekiwanie, dzielenie sie oplatkiem, nasze rozmowy, do ktorych teraz juz dolacza nasza mlodziez. Z roku na rok obiecuje sobie, ze za rok to troche odpuszcze, bedzie wszystkiego mniej, moze gdzies wyjedziemy, etc. I nie potrafie, nie chce jeszcze odpuscic tradycyjnych Swiat. Jeszcze nie. Moze nigdy nie.

Grudniowa goraczka

Pelna para wjechalismy w sezon swiateczny. Za nami Swieto Dziekczynienia, ktore spedzilismy tradycyjnie w gronie rodziny i znajomych, minus Houston bo cos tam im wypadlo. W tym roku przerwa miedzy Indykiem a Swietami Bozego Narodzenia dosyc krotka i trzeba sie bylo szybko zabrac za jakies przygotowania w stylu kartki, prezenty, choinka, dekoracje. Trzeba zaplanawowac gotowanie, pieczenie i produkcje pierogow. Do tego wcisnac spotkania swiateczne sluzbowe i prywatne, pieczenie ciastek z kolezankami Antosi, koncerty i przedstawienia swiateczne, mecze siatkowki i caly kalendarz towarzyski Anto;).

Grudzien to tradycyjnie miesiac pelen pospiechu i zabiegania, czego przykladem byly jego pierwsze dni. Prawdziwa karuzela wydarzen swiatecznych na porzadne rozpoczecie sezonu. Caly poprzedni weekend biegalismy od wydarzenia do wydarzenia, bo Anto niczego nie chciala przegapic, a wiadomo – czego sie nie robi dla dzieci. Wiem, ze bede tesknila za ta gonitwa i za tym piskiem radosci na widok Mikolaja i prezentow. Tymczasem padam na pysk po intensywnym weekendzie, a po drodze jakis wirus zatokowy mnie jeszcze dopadl, co oczywiscie nie pomoglo. Cale szczescie pobieglam do lekarza dostalam steryd w tylek i antybiotyki i z dnia na dzien jest lepiej.

Antonia wystapila ze szkolnym chorem na prawdziwej scenie w miescie, na naszym glownym placu przed ratuszem wsrod pieknej w tym roku dekoracji oraz atrakcji swiatecznych jak przejazd dorozka, zdjecia z Mikolajem czy Rudolfem. Dzieciaki spisaly sie swietnie i mimo malych problemow techniczych wyspiewaly caly swiateczny repertuar. Czapki z glow dla pani od Muzyki, ktora ogarnela 100 osob na scenie i pieknie przygotowala program. Tuz po koncercie, mimo poznej pory, pognalismy na drugi koniec miasta do Ani i Artura na doroczna impreze dekorowania piernikow. Dla wielu z nas to oczywiscie okazja zeby spotkac sie w gronie znajomych, pogadac a przy okazji uszczknac pysznego piernika. Dla Anto oczywiscie liczylo sie tylko dekorowanie i udzial w konkursie na najpieknieszy piernik. Cudowna atmosfera i przepyszne pierniki i nie tylko, zdecydowanie wprowadzily nas w swiateczny nastroj. Kolejnego dnia zaliczylismy spotkanie z Mikolajem w polskim kosciele organizowane dorocznie przez nasza Polska Szkole w Dallas. Oprocz Mikolaja byly rowniez warsztaty robienia stroikow i ozdob swiatecznych oraz przepyszne jedzenie i ciasto przygotowane przez rodzicow. Jak co roku, swietna, udana impreza przypominajaca nam o naszej polskiej Mikolajkowej tradycji. Polska Szkola organizowala rowniez w czasie sobotnich zajec spiewanie koled oraz dekorowanie ciastek swiatecznych.

Sezon na wizyty i pomaganie

O tej porze roku dzieje sie u nas zazwyczaj sporo. Ten rok jest jednak wyjatkowy. Spotkania, konferencje, wizyty. Dosc powiedziec, ze trudno wygospodarowac chwile dla siebie, dla znajomych lub nadgonic robote w domu. Siedze wlasnie na dorocznej konferencji nt. wlasnosci intelektualnej i mam chwile by wstapic na bloga i popelnic jakis wpis, bo dlugie te przerwy mi sie ostatnio robia. Do wszystkich tych wydarzen dochodza jeszcze turbulencje w pracy, ale o tym w nastepnym odcinku.

W zeszlym tygodniu goscilismy u siebie Anthonego, zalozyciela The NGAO Foundation, z Kenii. Wspolpracujemy z NGAO od kilku lat, pomagamy jak mozemy. W tym roku udalo nam sie zalozyc fundacje NGAO USA w Stanach, co jest kluczowe w zbieraniu pieniedzy na programy, ktore pomagaja dzieciakom i kobietom w najbiedniejszych slumsach Nairobi. O wiele latwiej jest przeprowadzac takie zbiorki, jezeli stoi za tym oficjalnie zarejestrowana fundacja w US. Istnieja do tego programy pomocowe, granty, sponsoring korporacyjny, ktore sa dostepne tylko dla amerykanskich fundacji. Ciesze sie, ze udalo sie taka fundacje zalozyc i ciesze sie, ze mialam w tym spory udzial. Oczywiscie zachecam do wspierania naszej fundacji. Obecnie spore zapotrzebowanie jest na sponsoring dzieciakow, aby mogly uczesczac do szkoly. Za $600/rok mozna wyslac dziecko do szkoly. To $50/miesiac!!!! To jedna kawa w Starbucksie dziennie!!!!!! Mamy juz sporo chetnych, ale dzieci jest oczywiscie wiecej. Potrzeb generalnie jest mnostwo, nie da sie pomoc wszystkim, ale podchodze do tego tak, ze jezeli uda nam sie pomoc kilku/kilkunastu dzieciakom to i tak bedzie to wiecej niz gdyby nikt nie zrobil nic. Anthony spedzil w Stanach kilka tygodni, odwiedzil kilka stanow, odbyl mnostwo spotkan z potencjalnymi darczyncami, organizacjami, uniwersytetami – wszystko w celu nawiazania kontaktow, ktore miejmy nadzieje, zaowocuja dodatkowymi funduszami. W Dallas zorganizowalismy Anthoniemu kilka waznych spotkan, glownie przez uniwersytet Huba i jego kontakty. Udalo nam sie rowniez spedzic sobie fajny czas, zwiedzic troche Dallas i Fort Worth, porozmawiac, nadrobic zaleglosci, posluchac cudownych, inspirujacych historii, ale rowniez historii, ktore rozwalaja serce gdy slucha sie o glodnych, zaniedbanych dzieciach, ktore nie stac na oplaty za szkole i paletaja sie po ulicach. Wiadomo, ze z takiego szwedania nic dobrego sie nie urodzi. Dzieciaki wpadaja w rece gangow lub nalogi.

Przed nami jeszcze kilka wizyt, przyjaciele z Denver juz w ten weekend, kolejna grupa znajomych na Thanksgiving, pozniej sezon swiateczny wypelniony spotkaniami sluzbowymi i prywatnymi oraz wystepami Antosiowego choru i rozpoczeciem zimowego sezonu siatkowki. Tuz po swietach lecimy do naszej ukochanej Espanii, tym razem w sporej 12 osobowej grupie. Juz nie moge sie doczekac.

Po przerwie

Najgorzej jest wrocic do pisania po dluzszej przerwie, bo nie wiadomo od czego zaczac. Czy od poczatku, czy juz ominac to co dzialo sie miesiac temu bo blask juz przygasl i takie atrakcyjne nie jest;). Moze wiec wspomne po krotce o kilku wydarzeniach.

50-tka. Z opoznieniem sporym, ale jednak, odswietowalismy moje okragle urodziny. Wsrod rodziny i przyjaciol milo spedzilismy sobie sobotni wieczor. Bylo troche wspomnien, mnostwo smiechu, nawet troszke nostalgii i ubolewania nad przemijajacym czasem, bo zrobilysmy z Anto collage z moich zdjec z ostatnich pieciu dekad. Ciesze sie ogromnie, ze mam wokol siebie tyle zyczliwych dusz, ktore sie zebraly i gromkie “Sto Lat” odspiewaly.

Mexico – Anto, Dziadkowie. Dziadkowie dostali od nas wycieczke All Inclusive do Meksyku z okazji 50-tej rocznicy slubu. Jak sie okazalo, ze Anto ma kilka dni wolnego ze szkoly i moglaby z nimi poleciec, radosci nie bylo konca. Wczasy ponoc udane. Najbardziej imprezowala Antonka, ktora zaprzyjaznila sie z ekipa hotelu, wystepowala w konkursie Karaoke, grala w sitakowke i nie schodzila z plazy czy basenu, no chyba, ze zachcialo jej sie jesc;). Hotel podobno fajny, plaza rowniez, chociaz glony utrudnialy troche plywanie, ale z tego co ludzie pisza ten problem dotyczy wielu hoteli. Tydzien minal dosyc szybko. Anto dzwonila 3 razy dziennie, zeby mnie poinformowac, ze ona absolutnie nie wraca do domu, ze sie przeprowadza do Cancun i zamieszka w hotelu;).

Studentka. Wielka zaleta bliskiej odleglosci Austin, jest to, ze mozna na weekend spokojnie wpasc do domu, z czego Ami chetnie korzysta. Cieszymy sie jak dzieci na kazdy jej przyjazd i wyciskamy kazda wspolna minute ile tylko sie da. Anonka nie opuszcza jej na krok, nawet Charlie chodzi tylko za Amelia. Coz tesknimy za nia wszyscy, ale cieszymy sie ze podoba jej sie na studiach, jest w swoim zywiole, znalazla swoich ludzi i ambitnie planuje przyszlosc. A my kibicujemy i trzymamy kciuki za kazdy egzamin czy kazdy nowy pomysl.

Anto – Siatkowka. Nie wiemy totalnie skad to sie wzielo, ale Anto idzie jak burza w siatkowke. Jest niesamowita, silna, celna, zaangazowana. Obecna amatorska druzyna w ktorej gra juz ja powoli zaczyna nudzic. Nigdy nie bylam ta matka, ktora w sporcie upatruje przyszlosci dziecka, ale golym okiem widac, ze Anto jest dobra i ze chyba trzeba bedzie na nastepny rok szukac jakiegos klubu. Cotygodniowe mecze to prawdziwy spektakl. I szkoda mi tylko dziadka, ktory przezywa kazdy serw i ekscytuje sie kazdym przejeciem pilki. Obiecalam, ze na nastepny mecz dosypie mu troche benadrylu do kawy, bo martwie sie o jego serce;).

Szkola i poza szkola.

Nowy rok szkolny zawsze staje sie okazja do odnotowania kolejnego ‘poczatku’ na blogu. W tym roku wszystko bylo do gory nogami i na wariackich papierach. Amelia, juz ‘na swoim’, tzn. na studiach. Jak zaczal jej sie rok szkolny juz wspominalam. Na razie wszystko jest dobrze, Meli sie fajnie zaklimatyzowala, a my uczymy sie powoli zycie bez niej w domu i z zaciekawieniem sluchamy kolejnych opowiesci o profesorach, zajeciach, organizacjach studenckich, do ktorych strasznie trudno sie dostac, o przygodach w akademiku, o imprezach studenckich i o meczach futbolowych. Te ostatnie to legelndarne wrecz wydarzenia w kalendarzu studenckim, opisze osobno.

Antonka zaczela 4ta klase. Wprawdzie zaczela rok szkolny z kilkudniowym opoznieniem bo podrozowalismy jeszcze gdy szkola sie zaczela, ale juz na dobre przyzwyaczaila sie do nowej rutyny, nowej pani, nowej klasy. Marudzi oczywiscie na ranne wstawanie, twierdzi, ze szkola jest nudna i dluga, ale cieszy sie na codzienne spotkanie z kolezankami i ukochana Ms. London, nauczycielka od plastyki. Antonia kontynuuje nauke gry na pianinie, siatkowke i plywanie. Myslimy jeszcze o dodatkowych zajeciach z matmy. Do tego chor szkolny, sobotnia Polska Szkola, mecze siatkowki, rowniez na weekendy i kalendarz blyskawicznie wypelnil sie po brzegi. Antonka rowniez chetnie angazuje sie w dodatkowe ‘projekty’, jak na przyklad wystep w centrum Buddyzmu. Ano tak, Antonka i jej kolezanki przygotowaly wystep taneczny, ktory zaprezentowaly podczas specjalnego dnia mlodziezy organizowanego przez swiatynie Buddystyczna, do ktorej naleza nasi sasiedzi. Odprawialismy wiec z Hubem prawdziwy ekumenizm, uczestniczac w medytacji i mantrze Buddystycznej, a pozniej oczywiscie ogladalismy nasza ‘tencerke’. Dziewczynki naprawde swietnie przygotowaly caly pokaz, znalazly muzyke, ulozyly choreografie i zaprezentowaly uklad przed spora widownia. Uczestnictwo w buddystycznej ‘mszy’ to naprawde ciekawe doswiadcznie dla nas. Najciekawsze bylo to, ze wszystko to co uslyszelismy pokrywalo sie dokladnie z zasadami naszej religii: “szanuj rodzicow i innych ludzi, czyn dobrze, modl sie za przyjaciol i wrogow.” Pewne prawdy i wartosci sa uniwersalne jak sie okazuje, bez wzgledu na to do jakiego Boga sie modlisz.