Jedna z zalet pracy na 52 pietrze jest piekny widok na jezioro. Kazdego dnia patrze na to jezioro. Nigdy nie bylam super-naturoznawca tudziez milosnikiem natury, ale to jezioro mnie zachwyca. Codziennie ma inny kolor, jakby chcialo nam dac do zrozumienia jaki ma dzisiaj humor. Raz jest ciemne, grozne, wburzone, raz spokojne, wygladajace jak tafla lodu. Dzisiaj dla odmiany jest przezroczyste, zielonkawo-niebieskie. Nawet z oddali widac jego zawartosc, takie “jeziorowe flaki”. Czasem jezioro jest lazurowe. Naprawde. Przypomina mi wtedy morze Srodziemne w Nicei… ach jak tam jest pieknie. Na sama mysla sie usmiecham. Prawie 8 lat temu, jeszcze za czasow narzeczenskich, zrobilismy sobie super wakacje. Ponad miesiac podrozowalismy po Europie. Glownie Francja i Wlochy. A w Nicei wlasnie zepsul nam sie samochod i musielismy tam przycupnac na kilka dni. Ciekawe czy Mike pamieta, jak do 3 nad ranem szukalismy hotelu? Czy takie czasy jeszcze kiedys wroca?
Ale wracajac do jeziora. Dzisiaj sie chyba ono wkurza. Caly dzien huk. Odbywaja sie proby pokazow samolotowych, na malym lotnisku wlasnie tuz nad brzegiem samego jeziora. Latajace samoloty burza codzienny spokoj jeziora i nas wszytkich, ktorzy na nie patrzymy. A ludzie chodza z zadartymi glowami i podziwiaja: O, jak szybko, jak wysoko!!! Co roku to samo. Niby fajne, ale troche juz nudnawe.
Ja i jezioro przyjaznimy sie. Jak juz nie chce mi sie pisac umow czy zastanawiac sie czy dana fundacja prowadzi dzialalnosc zgodna z prawem, to sobie patrze na jezioro. A ono mnie zabawia. Zmienia kolory, co raz to sie uspakaja, co raz wzburza. Taki maly “show”. A jak juz nic sie na jeziorze nie dzieje, wracam do mojego swiata umow i korporacji i czekam na kolejne przedstawienie.





