PROSZE POWIEDZCIE, ZE TO ZART!

za Mariusz Urbanek onet.pl Odra

Niechcacy natknelam sie na ten oto artykul. Blagam, niech ktos mi powie, ze to jest (troche wczesny) prymaprilisowy zart… nie uwierze, ze takie cos moze sie dziac naprawde.

Przeczytajcie sami:

Precz z Brzechwą
Jan Brzechwa (prawdziwe nazwisko Lesman) nie jest godny, by patronować szkołom, przedszkolom i ulicom w dziesiątkach polskich miast.
Nie ma wśród jego utworów wierszy sławiących bohaterstwo polskiego oręża, patriotyzm i wierność Kościołowi. W zamian pożal się Boże "poeta" bez skrupułów zatruwa młode polskie umysły wirusem "gorszości" w porównaniu z innymi. Nie trzeba nawet pisać, kim, zdaniem poety o nazwisku Lesman, ukrywającego się jedynie za pseudonimem Brzechwa, są owi "lepsi"!

Redakcji "Stanu Przejściowego" udało się dotrzeć do tajnego uzasadnienia wniosku Ligi Polskich Rodzin, która zażądała usunięcia nazwiska Jana Brzechwy z listy patronów ulic najpierw we Wrocławiu, a następnie w całej Polsce. Ideę wsparł już wicemarszałek sejmu Janusz Dobrosz (kiedyś PSL, obecnie LPR).

Powodem wniosku LPR nie jest – jak sugerowały lewicowe media oraz zbliżona do Platformy Obywatelskiej prasa liberalna – wiersz Brzechwy Kaczka dziwaczka. Wiersz, który w pewnych kręgach bywa wykorzystywany do mało śmiesznych ataków na dwie najważniejsze osoby w państwie, nie pojawia się w dokumencie przygotowanym przez LPR w ogóle.

Oto najważniejsze fragmenty dokumentu, który zdobyliśmy.
Mali Polacy w jego wierszach to wyłącznie niepoprawni zarozumialcy (Samochwała w kącie stała / I wciąż tak opowiadała), notoryczni kłamcy (Pomyśl tylko, co ty pleciesz! / To zwyczajne kłamstwo przecież) i godne pogardy nieroby (Na tapczanie siedzi leń, / Nic nie robi cały dzień).

Z poematów takich jak Pchła szachrajka czy Szelmostwa Lisa Witalisa wynika wprost, że Polacy to także oszuści, naciągacze, populiści, a w dodatku germanofile (Był Witalis rodem z Polski, lecz kapelusz miał tyrolski). Nie trzeba chyba dowodzić, iż jest to w oczywisty sposób realizacja tego samego programu, który w okresie II wojny światowej miał uczynić z Polaków podludzi.
Nie ma wśród utworów Lesmana-Brzechwy takich, które budziłyby w młodych Polakach uczucia wyższe, są za to rymowanki przedstawiające nasz naród jako godnych pogardy donosicieli (- Któż się ciebie o to pyta! – Nikt, Ja jestem skarżypyta), gospodarczych nieudaczników (Więc zamienił stryjek / Siekierkę na kijek), brudasów i bałaganiarzy (Pan starosta jadł przy stole, / Naraz patrzy / włos w rosole), osoby histeryczne (Matka wpadła w stan nerwowy / i musiała zażyć bromu) i – trudno to dłużej ukrywać – ociężałe umysłowo (Ojciec zaś poszedł po rozum do głowy / I kiedy powróci / nie wiadomo).

Polacy jawią się w nich jako naród, który nie jest w stanie wykorzystać ofiarowanej mu szansy (Usiadł i spojrzał ogromnie struty / Na swoje siedmiomilowe buty, / Zdjął je ze złością, do wody wrzucił / I na bosaka do domu wrócił), potrafi jedynie wywoływać na całym świecie awantury (Przy tych słowach popadł w zapał, / Za czuprynę Prota złapał, / Wytarmosił bez litości, / Porachował wszystkie kości), czyli z założenia skazany jest na rolę służebną w stosunku do społeczeństw lepiej zorganizowanych i stojących na wyższym szczeblu cywilizacyjnym (Po co wasze swary głupie, / Wnet i tak zginiemy w zupie), w których powinni wykonywać zajęcia najprostsze, niewymagające wykształcenia większego niż umiejętność czytania i pisania w zakresie podstawowym.
Lesman od samego początku działał ze szczególną perfidią, pozornie niewinnymi utworami sącząc do świadomości młodych Polaków truciznę zwątpienia. Człowiek ów odważył się nawet podnieść rękę na integralność polskiego państwa, sugerując niezdolność do koegzystencji we wspólnych granicach takich rzek jak Odra, w którą wbijał graniczne słupy Bolesław Chrobry, Warta, płynąca przez gospodarną Wielkopolskę (Ponoć pierwsza rzekła Warta, / Że jest Noteć nic niewarta, / Warcie na to rzekła Odra, / Że jest głupia i niedobra) i ozdoba wschodniej Polski đ malowniczy Wieprz (Wtedy padły słowa Wieprza: / – Sama też nie jesteś lepsza!).

Tzw. poeta sugerował polski bałagan (aż ciśnie się pod pióro pytanie, w czyim interesie było to bardzo kiepsko ukrywane nawiązywanie do stereotypu polnische Wirtschaft), wykluczający prawo polskiego państwa do zajmowania miejsca w sercu Europy (Siedlce wpadły do Krakowa, / Kraków zmienił się w jezioro, / Nowy Targ za San się schował, / A San urósł w górę sporą).
Doskonale koresponduje to z obecnym także w wierszach Lesmana podkreślaniem wyższości gospodarki kołchozowo-spółdzielczej, charakterystycznej dla okresu, gdy Polska pozbawiona była suwerenności (Nikt nikogo nie oszwabia, / Nikt na nikim nie zarabia, / Bo gdzie łączą wspólne cele, / Tam są wszyscy przyjaciele), nad gospodarką wolnorynkową (Kto powiedział, że jest drogo? / Nie prosiłem z was nikogo / By odwiedzał moją knieję. / Komu drogo – niechaj nie je!).
 Jakby tego wszystkiego było jeszcze za mało, Brzechwa-Lesman chciał uczynić idolem polskich dzieci niejakiego Ambrożego Kleksa, człowieka niewiadomego pochodzenia, niewiadomej religii (choć wiele sugerować może noszony przezeń czarny chałat i długa broda) i niewiadomej profesji (bo przecież nie można poważnie traktować rzekomej Akademii, w której naucza się kleksografii i kleksologii), przedstawiający się jako "doktor nauk tajemnych".
Kleks utrzymuje podejrzane kontakty na Wschodzie i dysponuje najnowocześniejszymi środkami technicznymi, jakie wykorzystują w swej pracy obce wywiady (oko, które jest w stanie wysłać na przeszpiegi w kosmos, to przecież nic innego, jak najnowocześniejsza sonda szpiegowska, a okularów, które w miarę potrzeby zmieniają się w rower, nie powstydziłby się sam James Bond). Rzekome podróże, które Kleks odbywa do ludzi podejrzanej proweniencji (np. niejakiego doktora Paj-Chi-Wo), i jeszcze bardziej podejrzane zajęcia, którym się oddaje, niedwuznacznie sugerują, że jest to przedstawiciel służb, wypełniający zadania, których wrogich wobec Rzeczypospolitej celów łatwo możemy się domyślić. Jeśli prawdziwe oblicze i intencje Kleksa nie zostały do tej pory ujawnione przez komisję Antoniego Macierewicza, świadczy to jedynie o bardzo wysokim poziomie jego zakonspirowania.

Zło, na które dzieci na całym świecie zostały narażone dopiero w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, kiedy to rozpoczęło się szaleństwo związane z kolejnymi tomami przygód Harry’ego Pottera, zaatakowało małych Polaków już pół wieku wcześniej, właśnie przygodami Ambrożego Kleksa, które wyszły spod pióra Lesmana. Już choćby to wystarczy, by ostatecznie wykreślić go z grona osób, którym powierzamy dusze i umysły naszych dzieci.

Jak udało się nam dowiedzieć, Liga Polskich Rodzin przygotowuje kolejny wniosek o skreślenie z listy lektur i usunięcie z grona patronów polskich ulic i szkół Juliana Tuwima. Jednym z argumentów ma być ośmieszający polski parlamentaryzm wiersz Ptasie radio.

ROCZNICE

Marzec to dla nas zawsze miesiac niejako przelomowy. Wspomnieniowy rowniez. W marcu (2000) przyjechalam do Stanow. W marcu, dokladnie 27, czyli dzisiaj, wzielismy slub cywilny. Jak tak teraz sobie o tym mysle to wydaje mi sie ze tak to bylo dawno. Moze dlatego, ze wiele sie wydarzylo przez te 7 lat. Nawet myslalam, zeby zrobic jakies podsumowanie zdjeciowo-muzyczne… ale nie wiem od czego zaczac… a i z czasem jest krucho.

Oczywiscie co roku o tej porze zastanawiam sie co by bylo gdyby…

 Co by bylo gdybym wtedy w Bremie nie poznala Huba?
 Co by bylo gdybym zostala w Polsce? Gdzie bym mieszkala? Co robila?
 Co by bylo gdybysmy zostali w Holandii na stale? (byla taka opcja)
 Co by bylo gdybym nie poszla na prawo tutaj? Myslalam o zmianie kierunku, moze business, moze technologia?
 Co by bylo gdybysmy jednak przeprowadzili sie do Arizony tak jak planowalismy?
 Co by bylo gdybysmy nie mieli w sobie tej cyganskiej duszy podroznikow, czy widzielibysmy te wszystkie kraje, poznali tych ludzi????
 Kim bym byla gdybym nie byla prawnikiem?
 Gdzie bysmy mieszkali gdybysmy nie mieli przeszkod w wyborze?

Mozna by tak zastanawiac sie bez konca. Ale po co? Moze lepiej zrobic liste, tego co jest, a nie tego co mogloby byc, i cieszyc sie z tego wszystkiego co udalo nam sie osiagnac i pchac do przodu zeby osiagnac jeszcze wiecej…

Happy Anniversary, darling!!!

JAK PRACUJE SIE Z DOMU?

 Oto jak wyglada "fenomen" pracy z domu w moim wydaniu:
 Oficialnie jestem na macierzynskim. Ale tylko oficjalnie. Jeszcze sie za bardzo nie wylizalam z porodu…  a tu szef zaproponowal mi prace z domu. Od kilku wiec tygodni pracuje, raz mniej raz wiecej… ostatnio coraz wiecej. Gdybym nie miala dziecka nigdy bym sie na takie cos nie zgodzila… ale tak wdzieczna jestem za mozliwosc bycia blisko malej caly dzien. Miedzy odpisywaniem na emaile klientom i przegladaniem dokumentow, latam na dol do malej, zobaczyc czy spi, jak spi, czy jej nie zimno, goraco… czemu placze, czemu nie placze, itp. Cale szczescie, ze pogoda jest piekna to mama zabiera ja na godzinne spacery i nie mam juz do kogo latac jak wariatka i moge troche sie skupic na pracy.. no chyba, ze w miedzyczasie pisze bloga:).

Caly ten koncept pracy w domu jest chyba tylko przeznaczony dla ludzi o super mocnej samodyscyplinie. Ludzi, ktorzy potrafa zamknac sie w pokoju, na ta okolicznosc nazwanym biurem, i skoncentrowac sie na pracy…Taki jest na przyklad moj Hub. Ja niestety do tego gatunku nie naleze. Rozprasza mnie gerneralnie wszystko. No, ze dziecko to normalne… ale przejezdzajacy listonosz, sasiad myjacy samochod, telewizor, radio…suszarka…to juz chyba przesada. Lapie sie na tym, ze siedze przez 10 minut i zastanawiam sie co mi w tym domu przeszkadza pracowac… Jedyny czas kiedy moge sie tak naprawde skupic to  pozny wieczor lub noc. Tylko, ze wtedy jestem zmeczona, bo przeciez caly dzien "pracowalam". Codziennie obiecuje sobie, ze od jutra to ja juz to sobie inaczej zorganizuje, ze przerwy beda planowane, do malej tez nie bede zagladac co chwile, bo przeciez jest z nia mama. I codziennie, konsekwetnie…latam do malej, przerw jest wiecej niz pracy… a papiery sie pietrza… R.A.T.U.N.K.U.!!!!!

A MIALO BYC TAK PIEKNIE

Mial byc koncert "Starego Dobrego Malzenstwa", wyjscie  z domu, babski wieczor, oderwanie sie od malej i pieluch….bylo: oblizywanie obolalych kosci po generalnych porzadkach zarzadzonych przez mame:::)))).

Na koncert, jak sie okazalo, bylo za malo chetnych. Nienawidze tych wszystkich, ktorzy czekali z kupieniem biletu do samego konca…no i "Malzenstwo" nie przyjechalo… w lokalnym, polskim radio, zostalo okrzykniete "niedobrym"… Ja sie rozczarowalam. Swego czasu mialam faze na SDM, gdzies chyba w liceum, gdzies miedzy "Czerwonymi Gitarami" a Freddim Mercury. Juz zaczelam szukac na internecie piosenek co by sobie przypomniec klimat i slowa…jednym slowem nastawilam sie na ten koncert…. a tu klapa. Cleveland po raz kolejny udowodnilo swoja prowincjonalnosc.

 Jako, ze dzien byl ladny, czasu sie nagle zrobilo duzo, bo ja nie musialam spieszyc sie na koncert.. mama zarzadzila mycie okien… nie to, zebysmy cos ustalaly, mama po prostu przebrala sie, stanela nade mna z Windexem w rece i powiedziala, ze dzis nie pada wiec myjemy okna….Niechetnie zwleklam swoje "cztery litery" z kanapy i zaczelam skakac po drabinie, szalec ze scierka, prac firanki, czyscic katy…. Na koniec dnia obolala fizycznie, ale zadowolona z czystego domu padlam na kanapie przed jakims filmem z Sandra Bullock. Ostatnio to ona chyba jest we wszystkich filmach…

Po studiach nie wyjedziesz z Polski

za www.dziennik.pl

Jak bumerang wraca pomysł, by absolwenci państwowych uczelni nie mogli przez kilka lat wyjeżdżać za pracą z kraju. Najpierw PiS proponował, by dotyczył tylko lekarzy. Dziś chce już spisywać umowy zakazu wyjazdu ze studentami wszystkich kierunków. Bo muszą w Polsce odpracować to, co państwo wyda na ich naukę.

"Studenci musieliby odpracować nakłady poniesione przez państwo na ich naukę" – tłumaczy Przemysław Gosiewski z PiS, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów w Radiu Kielce.

Z każdym, kto ma zacząć studia na państwowej uczelni, miałyby być spisywane specjalne umowy. Młody człowiek zobowiązywałby się w nich do tego, że po ukończeniu studiów przez kilka lat będzie pracował w kraju. Tak odda państwu to, co wydało ono na jego edukację. Gdyby wyjechał za pracą z Polski, musiałby zwrócić pieniądze.

To nie jest nowy pomysł. Najpierw chciano, by dotyczył tylko uczących się na kierunkach medycznych. Dzięki temu w Polsce nie ubywałoby tak szybko lekarzy, którzy masowo za chlebem wyjeżdżają za granicę. Teraz plan ten PiS chce rozszerzyć na wszystkich studentów.

Przemysław Gosiewski zaznaczał, że to na razie tylko roboczy projekt. Ale młodzi wiedzą swoje: nie ma na co czekać. Co bardziej przedsiębiorczy rodzice już dziś zaczynają odkładać na prywatne studia dla swych pociech. Wyjdzie taniej niż zwracanie pieniędzy, jeśli dziecko wybierze lepiej płatną zagraniczną karierę.

Boze, dobrze, ze juz wyjechalam. Swoja droga, czy KUL bedzie objety taka ustawa? Przeciez to uczelnia niepanstwowa i utrzymywana przez kosciol.

Taksowki w Chinach

Pewien Europejczyk podrozowal sluzbowo po Chinach. Jak wielu turystow, potrzebowal dostac sie z lotniska do miasta. W Sznghaju lotnisko oddalone jest od miasta spory kawalek i w zasadzie jedynym srodkiem transportu sa taksowki. Cudzoziemiec wzial taksowke i …. dal sie oszukac. Za przejechana trase do centrum miasta powinnien byl zaplacic ok 150 RNB ($20). Taksowkarz skasowal go na 1400 RNB. Cudzoziemiec zaplacil, ale podejrzewal ze cos drogo go ta podroz kosztowala. Swoimi watpliwosciami podzielil sie z obsluga hotelowa. Ta byla w stanie ustalic tozsamosc nieucziwego taksowkarza. Jako, ze firmy taksowkarskie w Szanghaju bardzo powaznie traktuja naduzycia, feralny kierowca skazany zostal na 2 tygodnie wiezienia. Pasazer (tez feralny) otrzymal zwrot kosztow plus szczodre zadoscuczynienie…

Historia jak najbardziej prawdziwa i ku przestrodze. Osobiscie bylismy bardzo zadowoleni z taksowek… tanie i niezawodne. No moze oprocz tego jednego razu, kiedy mlody kierowca zabladzil i wozil nas po miescie przez 2 godziny. Widac bylo, ze chlopaczyna sie zdenerwowal. Smialismy sie, ze to byl jego pierwszy dzien… niestety na nas nie udalo mu sie zarobic. Dokladnie wiedzielismy ile sie za trase nalezy i dostal wlasnie tyle….ale sknery, co?

Co mozna odliczyc od podatku w USA?

Otoz, wiele ciekawych rzeczy mozna odliczyc od podatku. Jako, ze sezon podatkowy w pelni, az roi sie od artykulow na ten temat. Oto  najciekawsze odliczenia:

1) Przeprowadzka  zwierzaka domowego– ale pod warunkiem, ze jest to  przeprowadzka z powodu zmiany pracy.
2) Wycieczka na Bermudy– konferencje odbywajace sie na Bermudach podlegaja odpisowi od podatku. Podobna ulge mozna otrzymac, jezeli konferencja odbywa sie w Meksyku, Kostaryce, Dominikanie, Trynidadzie i Tobago, Hondurasie i kilku innych panstwach.
3) Olejek do masazu ciala…. ale tylko jezeli jestes zawodowym kulturysta. Ostatnie postanowienie sadu podatkowego zezwala na taki odpis. Olejek traktowany jest jako koszty uzyskanie przychodu (tak to sie chyba w Polsce nazywa).
4) Koszty podrozy prywatnym samolotem-jezeli jest to podroz sluzbowa.
5) Koszty opiekunki do dziecka… jezeli matka wynajela opiekunke w czasie gdy ona sama pracowala charytatywnie. Zaplata opiekunce traktowana jest jako darowizna na cele charytatywne.
6) Koszty powiekszenia piersi…. ale tylko gdy podatnikiem jest striptizerka. Sad, rozpatrujacy sprawe pewnej striptizerki o imieniu „Chesty Love” orzekl, ze koszty operacji powiekszajacej piersi zwiazane sa z wykonywanym przez nia zawodem, wobec czego podlegaja odpisowi.
7) Zagospodarowanie zieleni przed domem…. jezeli podatnik pracuje w domu i regularnie spotyka sie w domu z klientami…  odpisac mozna procent rowny procentowi powierzchni domu uzywanej na cele pracy… troche to swoja droga skomplikowane… i jak udowodnic, ze do domu przychodza klienci i ze przychodza regularnie… to dopiero pole do naduzyc.
8) Dramowe Piwo.. rozdawane na stacji benzynowej jako nagroda za tankowanie na tej wlasnie stacji. Sad zezwolil na odpisanie kosztow piwa jako kosztu uzyskania przychodu.
9) Koszty zainstalowania i utrzymania basenu– w sytuacji gdy podatnik udowodnil, ze basen potrzebny jest mu ze wzgledow zdrowotnych i ze jego zdrowie sie poprawilo.

Powyzsze przyklady wskazuja na „szeroki zakres” prawa w Stanach… ale to chyba normalne w systemie opartym na precedensach. Sedzia moze sobie w dowolny sposob interpretowac przepisy i zezwalac na roznego rodzaju odpisy. A, ze niektorym sedziam wyobrazni nie brakuje… takie sa tego efekty.

MUZYKA LAGODZI OBYCZAJE

Akurat wczoraj o tym rozmawialismy… a tu dzisiaj yahoo.news donosi, ze zostalo wreszcie naukowo potwierdzone, ze sluchanie muzyki badz gra na jakims instrumencie "wyostrza" zmysly i pomaga w nauce, a takze poprawia pamiec. Hub wlasnie mnie wczoraj pytal czemu mam taka dobra pamiec… bo mam… choc nie zawsze zapamietuje rzeczy, ktore powinnam. Bierze sie to raczej z tego, ze nie zwracam uwagi na pewne rzeczy i tych nie zapamietuje. Generalnie jednak mam pamiec dobra, pamietam numery, nazwy, ulice, jak gdzie dojechac i daty urodzin wiekszosci moich znajomych z liceum. No ale wracajac do muzyki…podobno uczac sie gry na jakims instrumencie czlowiek wyrabia sobie pamiec. Ma to sens, ile razy trzeba cwiczyc dany utwor aby umiec go na pamiec…poza tym zwracanie uwagi na poszczegolne dzwieki pomaga podobno w pozniejszym odtworzeniu wydarzenia. Po prostu nalezy sobie sytuacje kojarzyc z dzwiekiem… Moze wiec to moje "katowanie" fletu i sasiadow oraz muzykowanie ze Scholares przez 10 lat nie poszlo na marne?

AMELKA WYRUSZA W SWIAT

Amelka ma juz 6 tygodni. To taki maly kroczek milowy naprzod, w tym jej mlodym zyciu. Wiele rzeczy sie zmienia po szesciu tygodniach.. mala zaczyna sie usmiechac, reaguje na twarze, wydaje jakies przedziwne dzwieki… zmienia sie tez smoczki na butelkach, awansuje sie w dziedzinie garderoby… oj dzieje, sie dzieje. Ten weekend Amelka miala bardzo zajety. W sobote odwiedzilismy ciocie Zanetke… wujek Paul prawie nie wypuszczal malej z rak… Boze jak on lubi dzieci.. juz nie moze sie doczekac kiedy bedzie mial swoje. Amelka byla bardzo dzielna, prawie w ogole nie plakala, zaprezentowala sie naprawde z dobrej strony. W niedziele Amelka odwiedzila dziadkow… i o dziwo tez byla grzeczniutka…ciekawe co tam w tej malej glowce siedzi i co ona sobie mysli… chyba jeszcze nic????

Ciesze sie, ze juz powoli zaczynamy wynurzac sie z naszej izolacji i wkraczamy w prawdziwy swiat. Jest jeszcze wprawdzie zimno (na przemian z cieplem) i w wiele miejsc nie mozemy pojsc, ale i tak cos sie zaczyna dziac.

Siedzac tak w domu z mala, czlowiek zupelnie sie przewartosciowywuje. Zmienia sie punkt widzenia… wszystko toczy sie wokol malej. I juz nie chodzi nawet o zmiane trybu zycia i dostrajanie calego zycia do karmienia i przewijania. Kazda nasza decyzja poprzedzona jest teraz pytaniem czy bedzie to dobre dla dziecka… Chyba dopiero zaczyna we mnie dojrzewac to macierzynstwo, chyba naprawde zaczynam zdawac sobie sprawe jaka odpowiedzialnosc na nas ciazy…lapie sie na tym, ze przezywam (naprawde) informacje w wiadomosciach, ze jakiemus dziecku gdzies tam dzieje sie krzywda… a niestety codziennie cos tam zlego gdzies sie dzieje… a to dzieci plona w pozarach, a to ojciec-psychol potraktowal swojego synka paralizatorem.. a to matka wsadzila dziecko do mikrofalowki… horror. Nigdy nie sadzilam, ze az tak bede przezywala bycie matka. Niby jestem twarda, a do lez rozklejam sie przy kolejnym usmiechu malej. Dopiero teraz jestem w stanie zrozumiec wszystkich rodzicow, ich poswiecenie, ktore do tej pory wydawalo mi sie przesadzone. Los chyba msci sie na mnie. Robie dokladnie te same rzeczy, z ktorych nieraz sie podsmiewalam, wariuje chyba jeszcze bardziej niz moi znajomi, o ktorych nieraz sobie myslalam, ze przesadzaja. Ciekawe czy juz wkurzam moich bezdzietnych znajomych tak jak jeszcze do niedawna ja denerwowalam sie gdy znajomi nie chcieli wyjsc i zostawic dziecka? Boze, jak to sie wszystko zmienia!!!!!!!!!!!!!!!!

KOMINIARZ

Amelciu, corciu jak kiedys bedziesz miala okazje przeczytac tego bloga, to pomyslisz sobie, ze twoi rodzice to jakies swiry. No na punkcie dziecka wiadomo, czlowiek wariuje i to o czym sie mysli i rozmawia przchodzi ludzkie pojecie czlowieka, ktory nie ma dzieci. Juz pomijam, ze od momentu kiedy sie urodzila, Hub zastanawia sie jak to bedzie jak dorosnie, bedzie chodzila na randki, co my na to poradzimy.  Hub, jako zatroskany ojciec ma zamiar wprowadzic Amelce zakaz noszenia stringow do 18 roku zycia…. ciekawa jestem skad sie biora te jego obawy. W ksiazce wyczytalam, ze ojcowie boja sie by potencjalni "narzeczeni" corki nie obchodzili sie z kobietami tak jak oni sami sie kiedys obchodzili. Nic tu  oczywiscie nie insynuuje i nawinie wierze, ze moj Hub to niewiniatko bylo… Sama powinnam wiedziec lepiej, czyz nie???

Ostatnio zastanawial sie wlasnie glosno za kogo ona wyjdzie za maz. Ja stwierdzilam, ze najlepiej by sie ustawila wychodzac za maz za jakiegos szejka arabskiego… mysle, ze i starym by sie wtedy zle nie powodzilo:)… Dzisiaj jednak przeszlismy samych siebie… zastanawialismy sie, po raz kolejny zreszta, kim mala zostanie jak dorosnie. Hub wymyslil, ze… kominiarzem…. no bo to taki ciekawy zawod… podobno nie ma ich juz za wielu, wiec pewnie dobrze platny. Czy wie ktos gdzie jest jakas szkola kominarska??? Najlepie program magisterski… co tam magister… lepiej doktorat… doktorat z kominologii:::))))