Mniej wiecej tydzien trwaly przygotowania do Chrzcin i, jak sie okazalo, mniej wiecej tyle samo dochodzilismy do siebie po imprezie.
W niedziele przyjechal Mike z siostra, jej mezem i dziecmi. Pamietamy te dzieci takie male, a teraz uwierzyc nie moglismy jak wyrosly. Niedzielne popoludnie minelo nam na godzinnych rozmowach, ciaglym podjadaniu (znowu) i grze w „scrabble” z dziecmi. Fajnie, milo, beztrosko.
Jako, ze Mike zostal do srody, w zasadzie codziennie cos z nim robilismy. A to pojechalismy razem do tesciow, a to Mike spedzil z nami popoludnie. Cudownie jest popatrzec jak zajmuje sie mala. Naprawde ma podejscie do takich maluchow. Amelka, tylko sie przygladala i smiala do niego. Dopiero wiec w srode zwinelismy stoly i poprzestawiali meble na swoje miejsce.
Nareszcie zawitala u nas prawdziwa wiosna, przecudna pogoda, mnostwo slonca. W piatek i w sobote wybralismy sie na spacery i male zakupy. Super usiasc sobie z kawka na dworze.. juz nie pamietam, kiedy tak bylo fajnie. Najsmieszniejsze bylo to, ze nabralismy aparatow, kamer, itp. zeby porobic malej zdjecia w parku… a ona, spala jak gdyby nigdy nic, i szkoda nam bylo jej budzic… ja to nawet chcialam, ale zaraz mnie skrzyczeli. Cpykalam wiec sobie tak bez celu… sami zobaczcie…


