Juz dawno zwrocilam na to uwage, ale zawsze brakuje mi czasu zeby sie temu blizej przyjrzec. Czytajac artykul w gazecie wyborczej (www.gazeta.pl ) zauwazylam jak wiele “zangielszczen” uzywa sie w dzisiejszym jezyku polskim. Gdybym nie znala angielskiego pewnie nie zrozumialabym nic z tego artykulu. A juz na pewno nie wiedzialabym co znaczy “memory marketing” czy “zbior potencjalnych asocjacji”. Wiele angielskich terminow po prostu zostalo “wszczepione” w orginalnej formie do jezyka polskiego. Inne to wolne tlumaczenie z angielskiego z polska koncowka… sama nie wiem, ktore rozwiazanie jest lepsze. Nie jestem polonista czy bezkrytycznym obronca ojczystego jezyka. Rozumiem, ze od angielskiego sie nie ucieknie, jest wszedzie, w nazwach marek, produktow, reklamach… ale czy musi byc go pelno takze w artykulach jednej z najbardziej polskich (jak mi sie wydawalo) gazet.
Ostatnio wlasnie bawilismy sie ze slownikiem jezyka polskiego. Doszlismy do wniosku, ze nie znamy znaczen wielu polskich slow… ale chyba nie bedziemy sobie zadawac trudu nauczenia sie bo wystarczy ze znamy angielski. Dogadamy sie w Polsce.
Oto kilka zwrotow, ktore udalo mi sie wylapac z jednego tylko artykulu:
- Kreacja w znaczeniu dzielo (reklamy)
- wymiar lifestyle’owy
- Post modern nostalgia
- Memory marketing
- zbiór potencjalnych asocjacji
- pewien rodzaj symboliczności ( z tego co pamietam to chyba “symbolizmu”
- kompletne repozycjonowanie
- marka ciuchów super premium
- percepcja jakości i aspiracyjności
- pozycjonuje się

