Zangielszczona Polszczyzna

Juz dawno zwrocilam na to uwage, ale zawsze brakuje mi czasu zeby sie temu blizej przyjrzec. Czytajac artykul w gazecie wyborczej (www.gazeta.pl ) zauwazylam jak wiele “zangielszczen” uzywa sie w dzisiejszym jezyku polskim. Gdybym nie znala angielskiego pewnie nie zrozumialabym nic z tego artykulu. A juz na pewno nie wiedzialabym co znaczy “memory marketing” czy “zbior potencjalnych asocjacji”. Wiele angielskich terminow po prostu zostalo “wszczepione” w orginalnej formie  do jezyka polskiego. Inne to wolne tlumaczenie z angielskiego z polska koncowka… sama nie wiem, ktore rozwiazanie jest lepsze. Nie jestem polonista czy bezkrytycznym obronca ojczystego jezyka. Rozumiem, ze od angielskiego sie nie ucieknie, jest wszedzie, w nazwach marek, produktow, reklamach… ale czy musi byc go pelno takze w artykulach jednej z najbardziej polskich (jak mi sie wydawalo) gazet.
Ostatnio wlasnie bawilismy sie ze slownikiem jezyka polskiego. Doszlismy do wniosku, ze nie znamy znaczen wielu polskich slow… ale chyba nie bedziemy sobie zadawac trudu nauczenia sie bo wystarczy ze znamy angielski. Dogadamy sie w Polsce.

Oto kilka zwrotow, ktore udalo mi sie wylapac z jednego tylko artykulu:

  • Kreacja w znaczeniu dzielo (reklamy)
  • wymiar lifestyle’owy
  • Post modern nostalgia
  • Memory marketing
  • zbiór potencjalnych asocjacji
  • pewien rodzaj symboliczności ( z tego co pamietam to chyba “symbolizmu”
  • kompletne repozycjonowanie
  • marka ciuchów super premium
  • percepcja jakości i aspiracyjności
  • pozycjonuje się

 

WAL-MART

Wczoraj bylam na konferencji, na ktorej przemawiala m.in. Dyrektor ds. Miedzynarodowych Wal-Mart-u. Dosyc interestujace przemowienie. Wiadomo, ze Wal-Mart nie cieszy sie zbyt dobra opinia w Stanach (i na swiecie), ciekawa wiec bylam co pani dyrektor bedzie miala do powiedzienia na temt miedzynarodowej ekspansji Wal-Martu. Okazuje sie, ze podobnie jak inne firmy, Wal-Mart zmaga sie z korupcja w Indiach, biurokracja w Europe czy wielkimi i bezsensownymi ograniczeniami w Chinach. Oficjalnie “wspolpracuja” z lokalnymi dostawcami nad rozwiazaniem tych problemow. Nieoficjalnie szukaja dojsc do lokalnych wladz, przekupuja prominentow i bynajmniej nie pieniedzmi (bo to zakazane), ale obietnica niskich cen, miejsc pracy, itp. Czy to dziala? Chyba tak  bo rosnie liczba sklepow, dostawcow, a wreszcie zyski Wal-Martu.

Sama pani dyrektor to bardzo ciekawa osoba. Lubie, takie wygadane inteligentne kobiety. Nie bala sie pytan, nawet tych ostrych. Ktos zaatakowal ja pytaniem czy byla w chinskiej fabryce i co sadzi o warunkach tam panujacych. Wybrnela, moim zdaniem, swietnie opowiadajac o fabryce zabawek, w ktorej ludzie zarabiaja powyzej sredniej krajowej i sa wdzieczni, ze maja prace. Poza tym teraz tak naprawde wszystkie firmy przeciez produkuja w Chinach. Czesto jest tak, ze jedna fabryka produkuje dla wielu firm. Co tylko jeszcze potwierdza fakt, ze my jako konsumenci, naprawde placimy za marke. No bo skoro  zabawka produkowana jest w tym samym zakladzie dla Wal-Martu i np. Disneya… to czym rozni sie jezeli nie metka… i cena oczywiscie?

Pozegnanie M&M

W sobote pozegnalismy Magde i Marcina. Wyprowadzaja sie do Bostonu. Kolejni znajomi sie wyprowadzaja. Nie mam im tego za zle… Magda dostala prace na Harvardzie!!!!!!! Nie dziwne, ze sie przenosza…super dla niej. Dla nas troche gorzej chociaz i my tu dlugo miejsca nie zagrzejemy… tylko do sierpnia. Szkoda bedzie tych wspolnie spedzonych chwil…wspolnych imprez, co-niedzielnej kawy u Magdy…zzylismy sie przez te 3 lata. A pamietam jak dzis jak sie poznalismy… Ksiadz po mszy przedstawil mi dwoje ludzi i powiedzial… "oni tak jak ty… pogadajcie sobie". Do tej pory nie wiemy co mial na mysli…ale zaczelismy gadac. Spod kosciola przenieslismy sie do kafeterii szpitala, gdzie czekalismy na ksiedza…pozniej na piknik… a reszta to juz historia. Zostalismy przyjaciolmi. Mam nadzieje, ze bedziemy sie spotykac i pozostaniemy w kontakcie mimo odleglosci.

W sobote przyszli znajomi i "zegnalismy" M&M. Bylo fajnie, wesolo. Najwiecej frajdy sprawilo nam czytanie hasel w slowniku jezyka polskiego. Jak sie okazuje nie znamy znaczen polowy slow… lub nie wiemy, ze dane slowo znaczy takze cos innego. No wprawdzie slownik pochodzi z lat 60-tych, ale az tak wiele sie w jezyku polskim przeciez nie zmienilo. No oprocz calej masy zangielszczen i slangu.  Najzabawniejsze sa definicje przeklenstw… 

 Juz dawno nie spotkalismy sie w takim gronie. Nawet znajomi, ktorzy mieszkaja w NYC wpadli na chwile…Tak wlasnie sie rozczulalismy jak to sie wszystko zmienia… M&M byli w Cleveland przez 3 lata a ile sie od tamtego czasu zmienilo, urodzily sie dzieci, zmienilismy domy, prace, skonczylismy lub zaczelismy szkoly. Doszlismy jednak do zgodnego wniosku, ze wszystkie te zmiany sa raczej na lepsze. Wlacznie z nowa pozycja Magdy na Harvardzie. GOOD LUCK!!!!!!!

Kaczka Dziwaczka

To tak jeszcze w nawiazaniu do wpisu sprzed kilku dni… o kaczkach. Natchniona chyba tamtym wpisem…chcac kupic dziecku mastkotke przytulanke, podswiadomie zedcydowalam sie na…. kaczke. No coz  byla na wyprzedazy… do tego mila (w dotyku) i taka nie za duza….Jako, ze kaczka lezala posrod innych zwierzakow z pluszu, pomyslalam, ze trzeba ja uprac zanim dam ja malej do zabawy… no i upralam… a  “z kaczki zrobil sie zajac”… no prawie. Opierzenie sie skurczylo, grzywka i ogon zbily sie w jeden klebek… ot takie kuleczki. Troche smiesznie ta kaczka wyglada, nawet Amelcia sie tak przygladala spod oka… no ale zlapala kaczke za morde i przytulila i z nia spala… A Hub juz wczesniej zartowal, zeby nie prac kaczki w pralce bo wyjdzie z niej “brzydkie kaczatko”… no i wykrakal…, a raczje “wykwakal”.

JEDZIEMY DO CHIN!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Decyzja zostala podjeta wczoraj wieczorem, tuz po rozmowie telefonicznej z uniwersytetem w Chinach. JEDZIEMY!!!. Podejmujemy wyzwanie. Nie wiem czy do konca zdajemy sobie sprawe w co sie ladujemy, ale wydaje nam sie, ze to dobra decyzja. Tak wiec na razie zobowiazujemy sie (a przynajmniej ja–co tu uroczyscie, przy swiadkach, oswiadczam– )  na rok pobytu w Ningbo. Hub bedzie wykladal/uczyl sie na Brytyjskim uniwersytecie (University of Nothingam). Bedzie uczyl biznesu i komputerow, a sam bedzie szkolil sie w dziedzinie finansow i inwestycji miedzynarodowych. On juz jest ustawiony, a ja?…. coz, jeszcze “pracuje” nad znalezieniem sobie zajecia. Mam kilka pomyslow i mam nadzieje, ze cos z tego wypali… no a do tego mam Mysie… a to juz praca na caly etat:/

Tak wiec przed nami duzo wrazen. Jeszcze wiecej zalatwiania, przygotowan, przemyslen i decyzji. Nie jest latwo zostawic dosyc juz ustabilizowane zycie i  poniekad zaczynac od poczatku… nie pierwszy to zreszta raz i obawiam sie, ze nie ostatni.

Dziwnym zbiegiem okolicznosci, to wlasnie dzisiaj spotkalam sie z pewnym Chinskim prawnikiem, ktory wlasnie odbywa praktyki w Cleveland. Pogadalismy o Chinach (rzecz jasna). Przekonywal mnie, ze nie mam sie czego bac, ze bedzie dobrze, ze w Chinach jest w zasadzie wszystko to co tutaj, ze przeciez tyle ludzi tam zyje, itp. No zyje…. “zyc sie zyje bo smierci nie widac, ale co to za zycie???”… zaraz mi sie przypomnialo. Zyja, a jakze, dzieci lataja z golymi tylkami i sikaja gdzie im sie podoba, ludzie jedza w przydroznych “barach”, tzn. garnek ryzu na kolkach…. No i jakos sie kreci. Poprzepychaja sie troche, poklna, popluja… luz!!!! A gdzie w tym wszystkim miejsce dla nas, dla naszej malej? Bedziemy musieli sobie stworzyc swoj dom, swoje warunki, swoje zycie. Pocieszam sie tylko tym, ze rzeczywiscie jest w Chinach w zasadzie wszystko i ze przeciez wielu profesorow w Huba szkole tez jest tam z rodzinami i jakos sobie radzi. Zaczelismy juz tez nawiazywac znajomosci przez internet z expatami w Ningbo. Jakos to wiec bedzie!!!! 

A dzisiaj bedziemy swietowac ta decyzje…przy winie i filmach….a w sobote przychodza znajomi… tez bedziemy swietowac!!!!!

TATUS

Rozmawialam z jednym gosciem ode mnie z pracy. Jakis czas temu urodzilo mu sie dziecko. Tez coreczka. Mysle sobie,  bedziemy mieli wspolne tematy… pomylilam sie jednak.

-Pytam go jak tam mala, czy spi w nocy?

-A nie wiem, odpowiada, moja zona do niej wstaje.

-A ile wazy, jak sie rozwija, co juz umie? Dopytuje sie nie zrazona

-A wiesz nie jestem pewny, raczej to moja zona zwraca uwage na takie rzeczy bo ona pracowala kiedys jako pomoc pielegniarki w szpitalu to bardziej sie na tym zna!

No to sobie mysle, pogadalismy. Jak mozna nie wiedziec nic o swoim wlasnym, jedynym zreszta, dziecku? Co za brak zainteresowania. I wspolczuje tej zonie… wszystko musi robic sama. Oj ci faceci. Cale szczescie, ze nie wszyscy…moj Hub mala zajmuje sie znakomicie. Czasem wprawdzie ja za mocno przytuli i mala “zakwiczy”… ale to tylko z milosci.

Polak = kaczka w czeskiej Wikipedii

za www.gazeta.pl

Czeskie wydanie Wikipedii informuje o istnieniu gatunku kaczek zwanych "Polak Mały".

– Polacy nie gęsi – to fakt znany i potwierdzony. Być może wiedzą o tym także nasi południowi sąsiedzi, jednak wyciągają z tego zbyt pochopne wnioski. Tym razem bracia Czesi postanowili kolejny raz zrobić nam na złość. Nie dość, że nie mogą się zdecydować, czy wspierać nas dzielnie w walce o "pierwiastek" to jeden z gatunków kaczek nazwali Polak Mały. Dowód niewdzięczności naszych południowych sąsiadów odkrył i nagłośnił Blog Fm.

Polaka Małego spotkać można w praskim zoo. Czeska Wikipedia podaje, że żywi się on owadami, skorupiakami i wodnymi żyjątkami. Jego bliskim krewnym jest Polak Wielki

Blog Fm odkrył inny interesujący fakt dotyczący "Polaka Małego". W polskiej wersji zwany on jest Podgorzałką

DZIEN JAK CODZIEN

No to ladnie.  Akurat jak spoznilam sie do pracy szef wystosowal email (niby  do wszystkich), ze przypomnia, ze prace zaczynamy o 8:30…. i zeby postarac sie byc na czas… Taki zbieg okolicznosci…. Bo jak email pisal rano to przeciez jeszcze nie wiedzial ze ja akurat sie spoznie… no chyba ze w myslach czyta…

Nie dosc, ze pozno przyszlam to jeszcze kazdy mial do mnie jakis interes… oczywiscie wszystko pilne, na juz, na teraz, na wczoraj…. Very funny!!!! Wkurzali mnie wszyscy po kolei z tymi ich glupawymi zartami… a poza tym to nie mam czasu z wami gadac o bzdurach…W domu troche spokojniej. Poszlysmy sobie z Amelcia na spacer…posiedzialysmy na tarasie… bezstresowo.

Hub wraca dzisiaj z Londynu… niezbyt zachwycony tym wyjazdem… kiepska pogoda, stary hotel, telewizor za maly, meble za stare, hotel daleko od miasta, a tu pada i nigdzie nie da sie wyjsc…. No ale na pocieche dobre piwo i “fish & chips”.
Niech juz wraca, bo samej smutno… cale szczescie, ze jest Amelus… na otarcie lez!
Nie wiem jak w ogole moglismy rozwazac prace, w ktorej Hub musialby byc poza domem przez 4 dni….nic z tego wprawdzie nie wyszlo, ale jak ja w ogole moglam sie na cos takiego zgodzic… NIGDY W ZYCIU!!!!!
No i dzisiaj wieczorem Hub ma wazna rozmowe w sprawie Chin… ma sporo sie wyjasnic… i od tego bedzie zalezalo czy jedziemy czy nie… jak na razie jedziemy, chociaz to jeszcze do mnie nie dociera. No moze tylko, ze odkad przeczytalam, ze w Chinach ciezko jest kupic ubrania I buty na obcokrajowcow (a przeciez o tym wiedzialam) wstapila we mnie “wena tworcza” i troszke sobie pofolgowalam z zakupami… juz na konto Chin:).

Cytuje

No to nadal zamykamy konto w holenderskim banku….i niech to jasny gwint lub latajacy holender….Oto jaka odpowiedz dostalismy po kolejnym zapytaniu co z naszym kontem:

"We have received two requests to close your account. These requests have been rejected. We can’t tell you why your requests have been rejected.

We would like to close the account for you as soon as possible. For this reason we have send your e-mail to our experts of the account department. They will inform you as soon as possible."
 

PL: [Otrzymalismy panstwa dwie prosby o zamkniecie konta. Prosby te zostaly odrzucone. Nie mozemy panstwu powiedziec dlaczego zostaly one odrzucone. Zalezy nam na jak najszybszym zamknieciu konta dlatego tez przeslalismy panstwa emaile do naszych ekspertow z dzialu kont. Zawiadomia panstwa w najblizszm czasie.]

Powialo groza czyz nie? Nie zdradza nam tajemnicy dlaczego nie mozemy zamknac konta w ich banku…. uhhhhhh, juz sie boimy….Juz wiemy jacy to EKSPERCI zasiadaja i w dziale kont i we wszystkich innych dzialach owego banku, ktorego nazwe jak sie wkurze to wyryje na skale…. i taka im zrobie reklame w internecie, ze jeszcze mnie popamietaja… jutro do tych EKSPERTOW (z Bozej laski) dzwonie i robie stara, dobra, polska AWANTURE…. a ekspertem w dziale awantur to jestem JA… zobaczymy… aha i jeszcze ze sie z nami niebawem skontaktuja… zainteresowanym przypomne, ze ostatnie "niebawem" trwalo 3 miesiace.