Jak na prawdziwe wczasy przystalo i nam trafil sie jeden dzien deszczowy. No, dzien, to moze za duzo powiedziane. Lalo niezle caly ranek. Zanim jednak wygrzebalismy sie z pokoju po deszczu nie bylo sladu. No moze z wyjatkiem mokrych lezakow….
Nic to w zasadzie nie zmienilo w rozkladzie naszego dnia. Basen-kawa-basen-lody-plaza… pozniej spacer i zwiedzanie okolicznych resorts… niektore naprawde “wypasione”. Z ciekawosci sprawdzilismy ceny…$250/dobe. Niezle.
Wieczorem decydujemy sie na chinska kolacje. Ale nie zwykly ryz czy kluchy, ale prawdziwa fiesta: “hot pot”, czyli goracy garnek…lub kubel, jak kto woli, ale nie mylic z goracym kubkiem:). Zabawa polega na tym, ze przynosza goracy garnek z wywarem (do wyboru) a do tego mnostwo dodatkow: owoce morza, mieso, warzywa, grzyby. Taka chinska wersja “raclette”. Tylko, ze zdrowsza bo wszystko gotowane. Wrzuca sie wiec te dodatki na gotujacy wywar i gotuje sobie … pozniej polewa sosem, posypuje jakas trawka i zajada. Calkiem smaczne, a przy tym swietna zabawa, jak widac ponizej:





