Nadal nic nie wiadomo, ale przeciez nie moge wszystkich trzymac wiecznie w niepewnosci. Wystarczy, ze ja sie z tym zmagam… Tak wiec Hub dostal propozycje pracy w Barcelonie!!!!!!!!!!!!!!!!! Nic wiecej nie wiemy, nadal czekamy na szczegoly kontraktu, a Hub, przygotowujac sie do egzaminow nie ma czasu wydzwaniac i ich poganiac. Na razie plan jest taki, ze 25 czerwca wracamy do Cleveland, a o ile wszystko dobrze pojdzie, od sierpnia przeprowadzamy sie do Hiszpanii. Wszelkie kontakty, porady, krotki kurs Hiszpanskiego…. mile widziane!!!! Jezeli nie zdecydujemy sie na przeprowadzke do Europy to tez nic sie nie stanie. Wrocimy do domu, odpoczniemy po Chinach, pojedziemy do Polski na wakacje i zaczniemy szukac innych opcji. Oczywiscie, bede informowala na biezaco!!!
Day: May 12, 2008
Grunt usuwa sie pod nogami…
Doslownie i w przenosni. Moje zycie troche teraz sie chwieje. Zmagam sie ze soba jak i kiedy odejsc z mojej kancelarii w Cleveland. List rezygnacyjny napisany w komputerze, czekam tylko na okazje… Jakby mi malo bylo tych zawirowan, dzisiaj zachwial sie tez budynek w ktorym pracuje. Nie wiedzialam co sie
dzieje. W pierwszej chwili myslalam, ze po prostu kreci mi sie w glowie, bo wszystko
zaczelo mi wirowac. Gdy jednak zaczelo szarpac zaluzjami, a ludzie zaczeli
krzyczec na korytarzu wiedzialam, ze cos jest nie tak. Budynek sie
chwial. Od razu w duchu zaczelam mscic chinska niedokladnosc i pomyslalam, ze
cos zle wybudowali i juz sie wali nowy przeciez budynek…W biegu zlapalam
wlaczony jeszcze komputer i razem z innymi zaczelam zbiegac na dol. Dodam, ze
pracuje na 19 pietrze, wiec zejscie, nawet szybkie, zajelo nam jakis czas. W
miare jak zbiegalismy na dol, dolaczali do nas ludzie z innych pieter. Na dole
zgromadzil sie wiec juz spory tlum. Wszyscy zadzierali glowy i patrzyli co sie
dzieje i czy budynek bedzie sie walil. Nic na to nie wskazywalo. Z dolu w ogole
nie bylo widac ze budynek sie chwieje. Wsiadlam wiec w taksowke i pojechalam do
domu. Po drodze zadzwonila do mnie kolezanka pytajac czy
wszystko w porzadku bo wlasnie mielismy trzesienie ziemi. Podobno w naszej
"community" wszyscy ludzie wyszli z mieszkan i zgromadzili sie na
dole, a cale osiedle pelne bylo kamer i ekip telewizyjnych. W glowie mialam
tylko jedno… Mysia z Ayi na 25 pietrze musialy cos
odczuc. Czy wszystko w porzadku? Czy nic im nie spadlo na glowe? Nie moglam sie
doczekac jak wroce do domu i na wlasne oczy przekonam sie, ze wszystko jest w
porzadku. Na cale szczescie wszystko bylo na swoim miejscu a Mysia
cala, zdrowa i z usmiechem od ucha do ucha przyszla wlasnie z placu zabaw, z
niczego sobie nie zdajac sprawy. Natychmiast "rzucilam" sie na
internet w poszukiwaniu informacji. Dowiedzialam sie, ze eipcentrum trzesienia
bylo gdzies w okolicy Chengdu w
srodkowych Chinach, i tam trzesienie osiagnelo 7.5 w skali Richtera. Fala byla
tak szeroka, ze wtrzasy odczuwalne byly tez w Pekinie oddalonym o prawie
1000km, a takze w Wietnamie i Bangkoku. Odczulismy je takze w Ningbo…i
strach porzadnie zajrzal nam w oczy.
Po przerwie…
Wiem, wiem… przerwa dluga, za dluga. Juz pewnie nikt tu nie zaglada:(. Dla tych wytrwalych, ktorych jeszcze obchodzi nasz los, pospiesznie wyjasniam.
Przez ostatnie tygodnie sporo sie dzialo. Przede wszystkim mielismy gosci. Rodzice Huba odwiedzili nas w Chinach i wspolnie razem podrozowalismy po calym kraju. Kolejne wpisy beda wlasnie temu poswiecone, zdjecia rowniez obiecuje. Z dostepem do internetu bylo roznie. Jak juz byl musialam pracowac… na temat pracy bedzie tez pewnie jeden osobny wpis… bo gdzies wyzalic sie musze. Teraz juz tesciowie wyjechali, a co wiecej szczesliwie dolecieli do domu, a nasze zycie wrocilo do normy…ktora zostala zachwiana (sic!) juz pierwszego dnia… o tym rowniez za chwilke