Po Swietach

Juz jestem z powrotem w domu. Swieta minely zdecydowanie za szybko. Dzialo sie duzo. Odwiedziny znajomych, zalatwianie spraw, ostatnie zakupy no i cieszenie sie rodzina. Do tego pyszne swiateczne jedzenie przygotowane przez tesciowa, wspaniale prezenty, w tym lawendowa torebka Makowsky dla mnie….. wszystko to sprawilo, ze minione swieta uwazam za super udane. Obiecalam tez sobie ze w przyszlym roku (jak juz bede miala urlop) biore urlop miedzy swietami i swietuje przez 2 tygodnie…..

Powrot byl bolesny. No ale coz, trzeba bylo stawic czola rzeczywistosci i zameldowac sie w pracy dzisiaj rano. Cale szczescie, ze dolecialam bez przygod. Cale szczescie ze nie lecialam na wschod, do Nowego Jorku lub Bostonu. Wszystkie loty pokasowane, a tlum zdezorientowanych pasazerow biega po lotnisku. My mielismy tylko delikatne opoznienie… 2.5 godziny i 2 magazyny plotkarskie pozniej bylam juz w Dallas. A Hub z Amelia doleca w srode.

Nasza Zima Zla

Lece dzisiaj do Cleveland na Swieta. Na prawdziwe biale, mrozne Swieta. Roznica temperatur szalona. Akurat dzisiaj w Dallas jest rekordowe +27 C, a w Cleveland, typowe jak na ta pore roku -3 C. Czyli 30 stopni roznicy. Zastanawiam sie jak moj organizm zareaguje na taka zmiane pogody. Czy mozna zabezpieczyc sie jakos przed przeziebieniem w takiej sytuacji? Cala moja nadzieja w cytrynowce….

Ciesze sie bardzo na te swieta z rodzina, ze znajomymi. Juz nie moge doczekac sie jak zobacze nasz (pusty przeciez) dom. Nawet na ten snieg i mroz sie ciesze. Zapakowalam wczoraj kapelusik i kozaczki, mysle, ze jakos przetrwam.

Koniec Roku

Konczy sie kolejny rok. “Obrobilam” juz tylek calemu swiatu we wpisie ponizej, moze wiec teraz czas zajrzec na wlasne podworko?

Sporo sie dzialo w tym roku. Najpierw powoli rozkrecala sie moja kancelaria. Zima nie sprzyjala ani biznesowi ani nam. Ale jak tylko zrobilo sie cieplej, sprawy nabraly tempa. A potem karuzela zdarzen krecila sie w takim tempie ze przyprawialo mnie to o mdlosci. I nijak nie dalo sie z niej zeskoczyc. Byli fajni (I nie-fajni) klienci, byly ciekawe sprawy, bylo sporo stresu, borykania sie z sadami, urzedami. Bylo, jednym slowem, tego wszystkiego duzo. Wspanialym przerywnikiem byl nasz wyjazd do Polski w maju/czerwcu. Na chwile zanurzylismy sie w innej rzeczywistosci i chlonelismy jej uroki. Chlonelismy tez mnostwo jedzenia i picia…ale ogolnie nazwijmy to chlonelismy atmosfere:). Bylo fajnie, ciekawie, inaczej. Rozkoszowalam sie piekna Warszawa, Krakowem czy Toruniem, a z drugiej strony zastanawialam sie kiedy tak beda wygladaly mniejsze miasteczka czy wioski. Chociaz, polska wies jest w lecie piekna, zielona, zadbana, a goscinnosc siega zenitu. Calodzienna impreza u rodziny zachecila nas nawet do nabycia kawalka takiej wlasnie polskiej, zielonej, umajonej ziemi. Zapal opadl nam jak okazalo sie kawalek ziemi gdzies na koncu swiata kosztuje tyle ile piekna dzialeczka w Hiszpanii nad samym oceanem. Na wadze postawilismy patriotyzm z pragmatyzmem…. i przewazyl (moze niestety) ten drugi. Jezeli dzialka to w Maladze, na poludniu Hiszpanii… od lat ukochanym miejscu Huba.
Powrot do rzeczywistosci byl brutalny. Tygodniami nadrabialam zaleglosci po 3-tygodniowej przerwie. Lato bylo tez bardzo stresujace. Powoli zaczal kruszyc sie misternie budowany zespol adwokacki. Choroba kolegi, nie do konca dla mnie zrozumiala, oraz brak zapalu ze strony kolezanki a pozniej juz i mojej, doprowadzily do upadku czegos co mialo byc wielkim powodzeniem. Zostalo wspolne konto, strona internetowa i zranione ego. Glownie moje. Zawiodlam sie troche na ludziach, troche na sobie samej. Przerosla mnie sytuacja, przerosly mnie tez sprawy, ktore “zespol” wzial na siebie, a ktore dziwnym trafem wyladowaly na moim biurku i moich barkach. Zanim zdazylam sie z tego wykaraskac nabawilam sie rozstroju zoladka, a na sam dzwonek telefonu po plecach przebiegal mnie dreszcz. I bynajmniej nie emocji, ale strachu. To bylo chyba najgorsze i najbardziej stresujace lato w moim zyciu. No moze, oprocz wakacji pamietnego roku, kiedy cale plany moje wakacyjne misternie tkane przez caly rok, nagle legly w gruzach bo wyladowalam w szpitalu z zapaleniem nerek, co zawdzieczam wlasnej glupocie i (podobno) przesiadywaniu z Anetka nad woda na zimnej trawie.
Tak jak wtedy, tak i teraz nauczylam sie, ze plany, owszem mozna miec, ale raczej nic z nich nie wyjdzie. Wiec trzeba miec plan B, plan C, a moze i D. Czasami o tym zapominam, ale ogolnie planuje juz na wieksza skale.
Sytuacja uspokoila sie nieco na jesieni. Praca w miare wrocila do normy. Nareszcie moglam przypomniec sobie, ze istnieje dom, dziecko, maz. Od nowa niemalze uczylam sie gotowac, przypominalam sobie, ktorym przyciskiem wlacza sie pralke oraz ze sobote mozna fajnie spedzic w muzeum dinozaurow z Amelcia.
Jak juz mialam okazje zlapach troszke oddechu, zaczelam sie (po raz kolejny) zastanawiac nad moim zyciem zawodowym. Kancelaria w miare funkcjonowala, nie bylo zle, ale ciagle mi czegos brakowalo. Irytowali mnie klienci, zadreczalam sie ich problemami, z gniewem odbieralam telefony o 10 wieczorem czy 7 rano. Szczera rozmowa ze znajoma uswiadomila mi, ze mala kancelaria nigdy nie bedzie miala wielkich miedzynarodowych klientow czy spraw o jakich marzylam. Jezeli chce dzialac na wieksza skale to musze pracowac dla wiekszej firmy. W tym samym czasie, dziwnym  zbiegiem okolicznosci, Hub zaczal podsylac mi jakies ogloszenia o prace. Ignorowalam wiekszosc z nich bo nie sadzilam, ze moje kwalifikacje pasuja, ale bylo jedno, ktore przykulo moja uwage. Jakby wrecz dla mnie pisane. Tylko chcieli wiecej doswiadczenia i wymagali przeprowadzki na drugi koniec Stanow. Wyslalam resumè i zapomnialam, koncentrujac sie na terminach sadowych i halucynacjach klientki, do ktorej przemawial pies.
Po kilki rozmowach telefonicznych  oraz po 7-godzinnym interview w siedzibie firmy, dostalam oferte. Stanelismy przed wielka, wazna decyzja. Co robic? Zostawiac kancelarie, dom, dziadkow, przyjaciol i w miare stabilne, przewidywalne zycie w Cleveland? Jechac w nieznane, probowac sil w duzej miedzynarodowej firmie, na stanowisku “lekko” przekraczajacym moje rzeczywiste umiejetnosci?  Dyskusja byla zazarta, argumenty mocne i za jednym i drugim rozwiazaniem. Nastapilo liczenie, kalkulowanie strat i zyskow,  i to nie tylko materialnych.  Cale szczescie agonia nie trwala za dlugo, bo decyzje trzeba bylo podjac “juz”. Zdecydowalismy sie. Jedziemy. Zabieramy wszystko. Pakujemy w kontener. Przeszczepiamy cale nasze zycie na Teksanska pustynie.
I w ten oto sposob od listopada 2010 jestemy mieszkancami Dallas, w Teksasie. Konkretnie, Plano. Przynajmniej na razie.
2010 byl dobry. Oprocz ostatnich kilku tygodni, moge powiedziec, ze dopisywalo nam zdrowie. Meli zniosla dosyc dobrze cala ta przeprowadzke, zmiane przedszkolka. Dosyc szybko przyzwyczaila sie do nowych miejsc, nowych znajomych, nowego domu.

Mam nadzieje, ze nowy rok bedzie rownie dobry i ciekawy. I wdzieczna jestem za wszelkie te “dobrosci”, ktore nas spotkaly

Przecieki 2010

Media jednoglosnie oglosily miniony 2010 rok, rokiem przeciekow. No jakzesz by inaczej.
“Time” opublikowal swietny artykul na ten temat, gdzie wymienili wszystkie wieksze “wpadki”  i “przecieki” minionego roku. Smialam sie niemalze do lez czytajac go dzisiaj rano nad miska platkow z mlekiem. Ktoregos dnia widzialam ranking najciekawszych wydarzen 2010 roku i wiekszosc z nich pochodzila z “przeciekow”, a popularny talk show wczoraj wieczorem nabijal sie z wpadek “celebrytow”.

Nie bylo chyba tygodnia w tym mijajacym roku, zeby ktos nie zaliczyl jakiejs wpadki, ktos czegos tajnego nie ujawnil, zeby nie wydaly sie prawdy ogolnie juz i tak wiadome od pokolen. Ze mezowie (niektorzy, rzecz jasna) zdradzaja, ze politycy sie ogolnie nie lubia, ze korupcja jak kwitla tak kwitnie, zmieniaja sie tylko nazwy, a ostatnio nazywa sie to “przysluga”. Sprawa nabiera troszeczke innego wymiaru gdy maz jest multi-miliardowym profesjonalnym “golfiarzem” lub znanym aktorem. Wydalo sie, ze aktor to tez czlowiek, ze gentleman’em jest tylko na ekranie. Czytaj Mel Gibson, ktory “podobno” pobil swoja nowa, mloda, Rosyjska narzeczona. Wydalo sie, ze obowiazuje w jakis dziwny sposob zasada, ze im zona ladniejsza i atrakcyjniejsza, tym maz bardziej chronicznie zdradza. Czytaj Tiger Woods, Jessie James, ex beaux Sandry Bullock, czy ku mojemu zdziwieniu, Tony Parker, maz Evy Langorii, juz nie Parker. Zmienilo sie chyba tylko to, ze w dzisiejszych czasach zdradzac z jedna laska to obciach. Teraz trzeba miec harem. Tak jak Tiger, Jesse czy Tony. Ah no i nowe jest chyba to, ze prosto z lozka prostytutki “niegrzeczny” chlopiec biegnie na lozko sex-terapeuty, ktory ma go wyleczyc z uzaleznienia…..akurat.

Ciagle slyszelismy o hackerskich atakach na strony bankow, kart kredytowych czy bazy danych. Wyciekaly nasze numery ubezpieczenia spolecznego, kart kredytowych, obowody bioder o BMI nie wspominajac. Musialo sie wydac bo skad nagle w mojej skrzynce emailowej znalazly sie oferty srodkow na odchudzanie? Martwi mnie to, ze mnie bardziej martwi ujawnienie mojego obwodu bioder niz publiczne udostepnienie numeru mojej karty kredytowej:).

Wyciekly super tajne informacje z biura CIA, ktos “chlapnal” cos na temat niehumanitarnego traktowania wiezniow w Guantamo, a jakis rzadny slawy dyrektorek oficjalnie przekazal mediom raporty na temat sposobu przyznawania subwencji rolnikom Amerykanskim. Bynajmniej nie sprawiedliwym i nie transparentym. Wydalo sie, ze placi sie rolnikom za to zeby konkretnej uprawy w danym roku zaniechali. Skoro juz o rolnictwie mowa, to dowiedzialam sie rowniez (przez przypadek rzecz jasna), ze rzad Amerykanski placi nie tylko swoim rolnikom, ale takze rolnikom Brazylijskim, zeby ci nie uprawiali lub sprzedawali bawelny, bo ta konkurowaloby z bawelna rolnikow Amerykanskich, ktorym, nota bene, ten sam rzad tez placi zeby bawelne uprawiali lub nie….. Szczera Prawda w/g departamentu rolictwa i “Planet Money” na NPR.
Ba, wyciekla nawet przemowa Brytyjskiej Krolowej na temat proponowanych reform, zanim Krolowa zdazyla ta mowe wyglosic w Parlamencie. A to podobno jest dosyc dorze strzezony sekret.

Mniej wiecej w polowie roku, wyciekla ropa do Zatoki Meksykanskiej. Wraz z nia, wydalo sie, ze BP ma w nosie wszelkie procedury bezpieczenstwa. Wydalo sie, ze dla korporacyjnego swiata licza sie tylko zyski, czyli pieniadze. EUREKA. Wydalo sie tez, ze w czasie gdy na srodku oceanu zaloga walczyla z katastrofa, placac za to swoim zyciem lub zdrowiem, prezes BP tez byl na oceanie. Na swoim kilkumilionowym jachcie. Plywal sobie tak beztrosko… az wreszcie poplynal ze stanowiska. BP zastapilo Brytyjczyka Amerykaninem i udaje, ze to w zupelnosci zalatwia problem. W ramach “dziennikarskiej” sprawiedliwosci dodam, ze wiem, ze BP ustanowilo kilkumiliardowy fundusz pomocy ofiarom wycieku ropy. To juz byla jak najbardziej oficjalna wiadomosc, nie przeciek.

A potem nadeszla olbrzymia fala WikiLeaks… wydalo sie nareszcie jakie “przyjazne” stosunki panuja w swiecie polityki i jak bardzo kochaja sie szefowie panstw. Czy tego nie wiedzielismy? Ze premier (prezydent?) Kazachstanu jest dentysta, hi…hi….hi. Ze Sarkozy to snob, ze Chinczycy wcale nie tak bardzo kochaja sie z Korea Polnocna, a Amerykanscy dyplomaci to paple i plotkarze. I donosiciele. Wiekszosc z tych rewelacji byla dosyc powszechnie wiadoma w kregach, ktorych ujawnione sensacje dotycza. A reszte gawiedzi to, ja sie pytam, co to obchodzi. A szumu tyle, ze hej. A kto powiedzial, ze wszystko co tajne czy ujawnione to prawdziwe? Co innego ujawnienie waznych informacji strategiczno-wojskowych. To potepiam. Cos co mogloby zagrozic naszemu bezpieczenstwu powinno zostac swiete i nienaruszone. Ale zwykle ploty o bankietach dyplomatow, o lapowkach, o dupie marynie? Coz to za rewelacja?

Konczy sie 2010, ale nie sadze, ze wraz z wybiciem zegara o polnocy 31 grudnia, znikna z wirtualnego parkietu donosiciele, paple, wyciekacze, “sitka”, kablarze, kapusie, radary czy “nadajniki”. Ciekawe jakie rewelacje przyniesie 2011?

Happy Birthday

… dla Huba. Wszystkiego co najlepsze i najpiekniejsze. Niech zdrowko cie nie opuszcza, niech zrealizuja sie wszystkie plany i ziszcza nadzieje, te bliskie i te dalekie, te "rozsadne" i te szalone. Buziaczki….

 [Obrazek z: http://media.bigoo.ws/content/92/287492/Happy-Birthday.gif]

Hub (z Melka) rezyduja juz w Ohio od wczoraj. Za ich oknami sniego podobno do kolan. Meli strasznie podekscytowana "wakacjami" u dziadkow. Fajnie im. Ja dolacze do nich we wtorek.

20 LAT

…minelo od smierci mojego taty. Dokladnie 12 grudnia. Niby taki szmat czasu a pamietam jak by to bylo wczoraj. Na chwile wrocily niemile wspomnienia i poryczalam sie przy zmywaniu naczyn. Ominelo go tyle wspanialych rzeczy, a nas ominela radosc wspolnego cieszenia sie dziecmi, zyciem, osiagnieciami. W sercu pozostala gleboka rana, ktora, mimo 20 lat wcale sie nie zabliznila. To, ze los zabral mi tate uwazam za najwieksza niesprawiedliwosc mojego zycia.

Dziwnym zbiegiem okolicznosci wlasnie w tym tygodniu moja sekretarka wypelniala dokumenty zeby ustanowic mnie czlonkiem zarzadu jednego z naszych oddzialow w Indiach. Oprocz wielu danych osobowych potrzebne bylo imie/nazwisko ojca. Usmiechnelam sie do siebie, ze nie ma go juz 20 lat a jego imie zostaje zapisane w jakichs urzedowych rejestrach na drugim koncu swiata.

Mikolaj 2010

Mikolaj przyszedl do nas w tym roku dwa razy. Nie wiem czy to byl ten sam, czy inny. Chyba sie pomylil, bo Ami nie byla wcala taka super grzeczna zeby zasluzyc na 2 Mikolajow…

Najpierw "ktos" zadzwonil do drzwi, a jak otworzylismy to stala paczka z kilkoma prezentami. Akurat byli u nas znajomi z dziecmi i ten Mikolaj dokladnie wiedzial ile ma przyniesc prezentow. Amelcia nie mogla wyjsc z podziwu, skad on wiedzial, ze beda u nas Ania, Tomaszek i Oli…? A nie mowilam ci corciu, ze on chodzi wieczorami i zaglada do okien i wszystko wie.

Pozniej, w niedziele po kosciele, w sali parafialnej, zjawil sie prawdziwy Mikolaj. Z broda, laska i w czerwonym plaszczu (ornacie), z tiara na glowie. Bo to byl biskup Mikolaj… jak na koscielne obchody Mikolajowego Swieta przystalo. Najwazniejsze, ze dzieci mialy okazje zaprezentowac swoje wiersze, zaspiewac piosenki. Nadszedl wreszcie wyczekiwany moment wreczania prezentow. Mikolaj zaczal wyczytywac imiona i nazwiska dzieci… wszyscy czekalismy w napieciu. Nawet ja, bo nie bylam 100% czy Amelcia zostala odpowiednio zapisana na paczki… Z kazdym wyczytanym nazwiskiem, Ami podbiegala do mnie pytajac: Mami, czemu jeszcze nie ja? Kiedy bede ja? Dlaczego jeszcze nie ja? Czy juz teraz ja? Nie wiem corciu kiedy ciebie wyczytaja… jezeli ida alfabetycznie to bedziesz pewnie ostatnia. Lepiej sie do tego przyzwyczaj bo zawsze bedziesz ostatnia… z takim nazwiskiem;) Tak jak mamusia… zawsze ostatnia na liscie…i w panienstwie na Z i teraz na Z.  Na reszcie uslyszelismy upragnione imie i nazwisko i Ami stala sie dumna posiadaczka paczki od Mikolaja. Radosci nie bylo konca.

Giving Thanks…

Tegoroczne Swieto Dziekczynienia juz za nami. Lubie to swieto. Uwazam, ze to dobry pomysl, zeby chociaz raz w roku zatrzymac sie na chwile i zastanowic sie za co jestesmy i powinnismy byc wdzieczni. Osobscie w tym roku wiele mialam powodow do wdziecznosci i podziekwowan: przeprowadzka, zmiana pracy, w miare jestesmy zdrowi, mielismy okazje spotkac sie z rodzina w Polsce, poznalismy fajnych ludzi, a samo Swieto Dziekczynienia dane nam bylo spedzic w rodzinnym gronie. Odwiedzili nas tesciowie. Fajnie bylo spotkac sie z nimi i w rodzinnym gronie usiasc do uroczystej kolacji. Mielismy okazje pojezdzic troche po miescie, zobaczyc "atrakcje turystyczne", odwiedzic sklepy w szalony Czarny Piatek oraz posiedziec troche w domu, wieszajac obrazy i wprowadzajac ostatnie "szlify" przeprowadzki.

Bylo naprawde milo, szkoda oczywiscie ze tak szybko minelo. Amelus nie mogla sie dziadkami nacieszyc, niemalze nie schodzila im z kolan i stala pod lazienka tupiac nozka i pytajac sie "czy juz?", jak ktores odwazylo sie do lazienki wstapic.

Zaraz po weekendzie znowu wyladowalismy z Mysia u lekarza. Tym razem wysypaly sie jakies plamy, dostala goraczki i kaszlu. Lekarka potwierdzila to co w sumie wiedzielismy, ze wysypka moze byc od wszystkiego… dala lek przeciwalergiczny i kazala obserwowac. Nie wiem czy to od leku czy nie, ale juz wieczorem Amelus wrocila do formy… a plamy tajemniczo zniknely. Dziwne.