Tegoroczne Swieto Dziekczynienia juz za nami. Lubie to swieto. Uwazam, ze to dobry pomysl, zeby chociaz raz w roku zatrzymac sie na chwile i zastanowic sie za co jestesmy i powinnismy byc wdzieczni. Osobscie w tym roku wiele mialam powodow do wdziecznosci i podziekwowan: przeprowadzka, zmiana pracy, w miare jestesmy zdrowi, mielismy okazje spotkac sie z rodzina w Polsce, poznalismy fajnych ludzi, a samo Swieto Dziekczynienia dane nam bylo spedzic w rodzinnym gronie. Odwiedzili nas tesciowie. Fajnie bylo spotkac sie z nimi i w rodzinnym gronie usiasc do uroczystej kolacji. Mielismy okazje pojezdzic troche po miescie, zobaczyc "atrakcje turystyczne", odwiedzic sklepy w szalony Czarny Piatek oraz posiedziec troche w domu, wieszajac obrazy i wprowadzajac ostatnie "szlify" przeprowadzki.
Bylo naprawde milo, szkoda oczywiscie ze tak szybko minelo. Amelus nie mogla sie dziadkami nacieszyc, niemalze nie schodzila im z kolan i stala pod lazienka tupiac nozka i pytajac sie "czy juz?", jak ktores odwazylo sie do lazienki wstapic.
Zaraz po weekendzie znowu wyladowalismy z Mysia u lekarza. Tym razem wysypaly sie jakies plamy, dostala goraczki i kaszlu. Lekarka potwierdzila to co w sumie wiedzielismy, ze wysypka moze byc od wszystkiego… dala lek przeciwalergiczny i kazala obserwowac. Nie wiem czy to od leku czy nie, ale juz wieczorem Amelus wrocila do formy… a plamy tajemniczo zniknely. Dziwne.