Tak jak obiecalam, slowko o ksiazce, chinskim trybie wychowania i moich odczuciach. Skonczylam wlasnie czytac ksiazke prof. Amy Chua (" Battle Hymn of the Tiger Mother"), w ktorej opisuje chinski model wychowania swoich dwoch corek. Ksiazka ta wywolala wiele kontrowersji w Stanach. Krytykuje sie Chua za surowy model wychowania, za metody wychowawcze, ktore balansuja na granicy legalnosci, np. kiedy odmawia kilkuletniej corce pojscia do lazienki dopoki nie zagra prawidlowo utworu na skrzypcach lub kiedy wyrzuca do smieci na predce narysowana laurke urodzinowa, twierdzac ze dziewczynke stac na cos lepszego. Kontrowersje wzbudzaja zasady i zakazy. Dziewczynki mialy zakazane zabawy z rowiesnikami, uczestniczenie w zajeciach sportowych czy teatrzykach szkolnych. Nie mogly ogladac TV ani grac na komputerze. Musialy za to pilnie cwiczyc gre na instrumentach (kilka godzin dziennie), byc najlepsze z kazdego przedmiotu w szkole. Juz od najmlodszych lat dziewczynki mialy obowiazki domowe oraz mnostwo zajec pozalekcyjnych, glownie zwiazanych z muzyka lub jezykami obcymi. Autorka poswiecala sie dla swoich dzieci, przeznaczajac olbrzymie naklady czasowe i finansowe na ich wychowanie, wyksztalcenie muzyczne, instrumenty, prywatnych (najlepszych) instruktorow, etc. Ogolnie ksiazka jest ciekawa, chociaz po calym tym szumie w prasie spodziewalam sie chyba czegos bardziej kontrowersyjnego… w sumie to ksiazka napisana jest w postaci pamietnika, w ktorym autorka opisuje swoja droge jako matka, najpierw super ostra, stawiajaca wymagania i egzekwujaca, a pozniej, w miare jak dziewczynki rosly i buntowaly sie, matke powoli "odpuszczajaca", doceniajaca indywidualne wybory corek. Apogeum "uleglosci" nastepuje gdy matka pozwala corce na gre w tenisa (do tej pory uwazanego przez nia za bzdurny sport) i porzucenie gry na skrzypcach. Wszystko, rzecz jasna, zakonczylo sie pieknie, dziewczynki wyrosly na inteligentne mlode osoby o nieprzecietnych zdolnosciach muzycznych i nie tylko. Potrafily docenic wysilki i poswiecenia matki, pisaly do niej listy z podziekowaniami i w ogole smialy sie calego tego "ciezkiego dziecinstwa". Tak przynajmniej jest w ksiazce.
Uwazam, ze nie ma nic zlego w odrobinie dyscypliny i przypilnowaniu dzieci a takze wpojeniu im etosu pracy i obowiazkowosci. Juz od malego trzeba im mowic prawde o zyciu, ze nie ma lekko, ze trzeba sie starac, ze trzeba pracowac i byc odpowiedzialnym. Nie zgadzam sie z "Amerykanskim" modelem zakladajacym, ze dziecku trzeba wmawiac, ze jest najpiekniejsze, najmadrzejsze i wszystko co robi to "good job". Owszem, kiedy trzeba nalezy pochwalic, ale kiedy trzeba nalezy "sprowadzic do parteru". Nie przerazily mnie metody wychowawcze "Tygrysicy" w stylu, jak nie zagrasz utworu to wyrzuce ci zabawki lub nie dostaniesz kolacji. Nie wiem czy posunelabym sie do zakazu skorzystania z lazienki…. ale mysle ze troche to bylo przesadzone na potrzeby ksiazki.
Gdy mieszkalismy w Chinach, na codzien spotykalismy sie z „surowym” wychowaniem. Akurat nasze okna wychodzily na szkole i przedszkole. Codziennie rano budzila nas muzyka porannej gimnastyki, w rytm ktorej, nawet najmniejsze maluchy ustawiano w rzedzie i „trenowano”. Zaraz po lekcjach (ktore konczyly sie ok. 4-5 po poludniu, takze w soboty) cale grupy dzieci maszerowaly na angielski, instrumenty, balet lub karate. Znajoma opowiadala nam, ze jej dziecko w ramach „wieczornej rozrywki” uczy sie amerykanskiej encyklopedii na pamiec, a rodzice odpytuja ja czesto przy gosciach i pekaja z dumy, ze dziecie recytuje po angielsku slowka dla nikogo nie zrozumiale.
Krytycy zarzucaja modelowi chinskiemu to, ze zabija kreatywnosc i samodzielne myslenie a promuje „slepe” wykonywanie polecen i bezgraniczna uleglosc. Podsmiewaja sie z „Tygrysic”, ze chocby pilowaly dzieciaki do bolu, to i tak nigdy nie wyrosna z nich geniusze pokroju Gates’a, Dell’a czy Flamminga. Na otarcie tygrisich lez przychodza jednak statystyki: Azjaci kroluja w konkursach matematycznych i naukowych. Azjaci dominuja w konkursach muzycznych, a nawet w slynnych „Spelling Bee”-konkursie literowania.
P.S. Wlasnie dowiedzialam sie, ze ksiazke mozna juz nabyc w Polsce. Polski tytul: „Bojowa pieśń tygrysicy”
http://merlin.pl/Bojowa-piesn-tygrysicy_Amy-Chua/browse/product/1,872812.html#fullinfo