(O)blednie

Zaczelo sie od niewinnego kaszlu, jakiegos drapania w gardle. W biegu lyknelam syrop od kaszlu i pojechalam do pracy. Ledwo dojechalam nie moglam dojsc z samochodu do biura. Bylo mi niedobrze, strasznie krecilo sie w glowie i tracilam rownowage. Zamknelam sie w pokoju i spalam na biurku przez dobra godzine. Gdy juz troche doszlam do siebie stwierdzilam, ze nie dam rady pracowac i ze chyba musze isc do lekarza. Cale szczescie, Dr. Ewa miala jeszcze miejsce dzisiaj. Jak opisalam jej symptomy, od razu stwierdzila, ze to cos z blednikiem. Prawdopodobnie infekcja w zatokach rozprzestrzenila sie az do blednika, powodujac zawroty glowy, brak rownowagi i nudnosci. Dostalam antybiotyk, cos na zawroty i syrop od kaszlu.
Naprawde okropne uczucie, tak jabym byla na lodce, wszystko sie buja i wiruje. Totalne "Vertigo".
Oczywiscie musialo mi sie to przytrafic na 2 dni przed wyjazdem na dlugi weekend do San Antonio. Ot, moje szczescie.

Bez Ciebie

"Nudno jest tu bez ciebie. Nudno do obłędu!
Jestem jeszcze wraz z wiewiórką i pieskiem,
Piszę, czytam i palę, wciąż mam oczy niebieskie,
Lecz to wszystko tylko siłą rozpędu (…)".

[M. Pawilikowska-Jasnorzewska]

Hub wraca w piatek po ponad 2-tygodniach poza domem. Mam nadzieje, ze nasze zycie wroci do jako takiej normy. Na razie, tak jak pisala Jasnorzewska… wszystko "sila rozpedu": dom-przedszkole-praca-przedszkole-dom… wszedzie szybko, wszedzie za pozno.

Kim Bede Jak Dorosne?

Amelus wczoraj miala wystep na zakonczenie roku szkolnego (troche takie przedwczesne) w przedszkolu. Kazde dziecko po kolei przedstawialo sie i mialo za zadanie powiedziec kim bedzie jak dorosnie. Wszystko to przed olbrzymia widownia, na scenie i do mikrofonu….. W napieciu czekalam co Amelus na to pytanie odpowie. Bylam pewna, ze wypali cos o ksiezniczce lub innej Barbi, bo taka teraz ma faze.  Po kilku dentystach, strazakach, austronautach i jednym Prezydencie USA, moje dziecie, glosno przedstawilo sie i powiedzialo, ze chce byc PIELEGNIARKA, zeby pomagac innym i sprawic, zeby sie lepiej poczuli:-)….. szczeka mi opadla, bo nie mam pojecia, skad jej sie taki pomysl wzial. Nic o pielegniarkach nie mowilismy, ani kto to jest, ani co robi… Na koniec grupa zaspiewala piekna, i jakze na miejscu, piosenke ABBY: „I have a dream”.

“I have a dream, a song to sing, to help me cope with anything
If you see the wonder of the fairy tale
You can take the future even if you fail
I believe in angels, something good in everything I see
I believe in angels, when I know the time is right for me
I’ll cross the stream, I have a dream…”

W czym moge pomoc?

Nie zawsze jest az tak roznorodnie, ciekawie i “crazy”, ale
dzisiejszy dzien zdecydowanie do nudnych nie nalezal. Jak sobie (i mojej
asystentce) pod koniec dnia uswiadomilam jak roznorodnymi sprawami sie
zajmujemy, smiac mi sie chcialo.

Od rana, jeszcze dobrze nie
weszlam w drzwi juz czekaly na mnie jakies dokumenty do podpisu, ze
udzielamy pozyczki ktoremus z naszych oddzialow… jasne, czemu nie?
Podpisalam. Zaczelam sprawdzac poczte. Kazdy kolejny otwierany email to
„puszka Pandory”. Kolejne odzialy w tarapatach.  W X wprowadzilismy
promocje i okazalo sie, ze taka promocja jest niezgodna z tamtejszym
prawem, bo pewnych rzeczy pewnym ludziom/instytucjom nie mozna wreczac.
Wielka afera, sekretarka glownego prezesa juz go ma na linii…. i
dyskutujemy. Moj szef szczodrze oferuje MOJA pomoc i gotowosc, ze jezeli
trzeba to Edyta tam poleci (dodam, ze panstwo to jest na koncu swiata).
Bank w panstwie Y nie chce otworzyc nam konta bo brakuje podpisu, a
inny odzial potrzebuje uchwaly zarzadu na wynajem biura…. najlepiej po
koreansku…Wszystko oczywiscie z data wczorajsza.

A to ktos
reklamuje w TV jeden z naszych produktow bez naszej wiedzy i zgody, a to
negocjujemy kontrakt na zalozenie jakiegos tam systemu w fabryce.
Odlozylam kontrakt i wzielam sie za list do konkurencji z „prosba” o
natychmiastowe zaprzestanie reklam z naszym produktem w roli glownej. W
miedzyczasie, dowiedzialam sie o kolejnym tricku marketingowym: Firmy
puszczaja wlasnie reklame z produktem X (np. produktem konkurencji) i
„testuja” klientele. Jezeli znajdzie sie odpowiednio duza liczba
zamowien, zglaszaja sie do nas z zamowieniem. Tylko nie wpadli na to
(lub robia to celowo), ze w miedzyczasie nielegalnie uzywaja naszego
wizerunku i znaku towarowego i lamia co najmniej kilka przepisow. Czyzby
to bylo ryzyko wkalkulowane w koszta?
W miedzyczasie „alarm” z
odzialu sprzedajacego produkty dla zwierzat: podobno inna firma oskarza
nas, ze nasza „drapaczka dla kotow” narusza ich patent. Niemozliwe,
nasza drapaczka jest „jedyna w swoim rodzaju”;).
Kolejny email to
prosba o rozwiazanie dosyc skomplikowanej sytuacji imigracyjnej, o ile
nie rodzinnej jednego z naszych pracownikow. Klopoty malzenskie moga
wplynac na jego status imigracyjny… moze mam jakies wskazowki?  I moje
decyzje: czy najpierw zajac sie „kotami” czy ludzmi i czy najpierw
ratowac malzenstwo czy zielona karte?:) Pod koniec dnia kolejna prosba o
porade. Tym razem byly pracownik „podbiera” nam klientow. No, to,
mowie, pouczymy pana…
Uff, odetchnelam z ulga po poludniu i z przyjemnoscia zauwazylam, ze czas sie zbierac do domu……

Zanim Odejdzie Wiosna

Testujac, szwankujaca ostatnio funkcje dodawania zdjec w bloxie, postanowilam wrzucic to oto wiosenne zdjecie… zanim wiosna sie skonczy i rozpocznie sie gorace lato, ktorego troche sie obawiamy…. to nasze pierwsze lato w Texasie. Bedzie goraco!!!

Z Anglikami o Anglii…

Ciekawa konwersacje mialam dzisiaj z naszym Londynskim oddzialem. Rozmawiac mielismy o biezacych sprawach firmy, ale zeszlo na krolowa, wesele, etc.
Moi Londynscy prawnicy stwierdzili, ze wiecej pewnie na temat wesela krolewskiego bylo informacji i zainteresowania w Stanach niz w samej Anglii. Jak potwierdzilismy, ze owszem transmitowali slub na zywo na wiekszosci kanalow, a takze gazety trabily o tym juz od kilku dni…stwierdzili, ze wlasnie potwierdzilismy ich przypuszczenia. Dodalam tez, ze sama sledzilam program „przed-weselny” gdzie na zasadzie dzielenia wlosa na czworo analizowano kazdy szczegolik slubu i wesela. Anglicy stwierdzili, ze w Anglii krolowa i cala monarchia nie sa za bardzo popularne. Duza grupa ludzi jest wrecz zla ze maja krolowa, ktora nic nie robi, a na ktora trzeba placic podatki. Dlatego tez wesele w Anglii i dla Anglikow mialo rowniez wymiar polityczny. W ramach bojkotu ustroju czy z powodow politycznych wlasnie, wielu Anglikow nie ogladalo wesela. Dla nas, nie-Anglikow wesele mialo aspekt tylko rozrywkowy. Koncentrowalismy sie na „bajkowosci” wydarzenia i nie obchodzilo nas kto za to placi i czym zajmuje sie krolowa.  Wyglada na to, ze opinie wyraznie zaleza od tego po ktorej stronie oceanu sie siedzi….

A nie mowilam??????

Juz 6 lat temu pisalam o tym, ze reforma polskiemu sadownictwu jest potrzebna i ze cale to "protokolowanie" nie ma sensu oraz nic wspolnego ze sprawiedliwoscia. Zobaczcie tutaj: http://hubedi.blox.pl/2005/10/POLSKI-SAD.html

I wreszcie ktos na to wpadl…. onet.pl donosi o "rewolucji" w sadach cywilnych:

"Rozstrzygnięto wart 12,6 mln zł przetarg na dostawę i wdrożenie systemu cyfrowej rejestracji cywilnych procesów sądowych – poinformował resort sprawiedliwości. Wygranym jest firma Comarch S.A. Sale sądowe mają być wyposażone w sprzęt do końca 2011 r.

Rejestrację dźwięku z cywilnych rozpraw sądowych umożliwiła niedawna nowelizacja Kodeksu postępowania cywilnego, której celem było odejście od tradycyjnego ich protokołowania. Deklarowano, że ma to na celu podniesienie na wyższy poziom kultury i przejrzystości postępowań sądowych poprzez utrwalanie własnych sformułowań uczestników procesów, niewystylizowanych przez protokolanta. Dzięki temu także prowadzący proces sędzia nie będzie musiał koncentrować się na dokładnym oddaniu w protokole myśli przesłuchiwanego.

– Zapis audio-wideo daje lepsze podstawy do oceny materiału dowodowego i kontroli instancyjnej niż tradycyjny protokół. Wiarygodność protokołu elektronicznego pozwala na uproszczenie zasad pisemnego utrwalania tych czynności sądowych, z których sporządzany jest zapis audio lub audio-wideo – dodaje minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski.(…)."

A nie lepiej bylo mnie posluchac?;) Jezeli ministerstwo sprawiedliswosci zechce mnie zatrudnic jako konsultanta to chetnie (za "drobna") oplata podziele sie moimi pomyslami na kilka innych reform, ktore przydyalyby sie polskiemu wymiarowi sprawiedliwosci, zeby z ta sprawiedliwoscia mial troche wiecej wspolnego. Sluze;)

Majowy Weekend

Pierwszy weekend maja przebiegl w naszym domu szybko, ciekawie i….milo.

Zaczelo sie od piatku. Pierwsze koty za ploty, jezeli chodzi o budowe domu. Wlasnie spotkalismy sie z szefem ekipy budujacej dom. Zaczeli budowac. Na razie zorali dzialke w przygotowaniu na fundamenty. Budowlaniec przedstawil nam rozklad prac nad naszym domem. Plan ambitny: 100-dniowy. Maja postawic nasz dom w 100 dni….przypomne, ze jest to normalny, spory nawet, dom… nie altanka dzialkowa. Coz, Ameryka i jej budownictwo. Pocieszam sie tylko tym, ze wszystkie domy tak buduja i jakos te domy wytrzymuja, to moze i nasz sie nie zawali. Spotkanie przebieglo dobrze, widac, ze wiedza co robia, chociaz trzeba bedzie sie na budowie pokazywac i troszke "ekip" przypilnowac. Normalne.

Wieczorem, zupelnie spontanicznie, zadzwonili znajomi z zaproszeniem… wpadnijcie na grilla. Wpadlismy. Bylo super, fajne dyskusje i duuuzo wina. Dla mojego pustego zoladka i zmeczonej duszy… nawet za duzo;).

Sobota. Amelia bawila sie cale rano u sasiadow-Chinczykow. Idea jest oczywiscie taka, ze dziewczynki maja rozmawiac po Chinsku i Amelcia ma sie tego jezyka uczyc… w praktyce, jak stwierdzil Hub, chinskie byly tylko obrazy na scianach. Dzieci nie chca mowic po Chinsku/Polsku, ale "klapia" miedzy soba po angielsku.

Po poludniu kolejny grill u kolejnych znajomych. Przyjemne rozmowy na swiezym powietrzu, dzieci brykajace na trawie i Amelcia "zagajajaca" do starszego o 8 lat kolegi: "Can I be your friend?", "Can you teach me hand-stand?"[czy moge byc twoja przyjaciolka i czy nauczysz mnie stania na rekach?].

Niedziela, ogolnie juz spokojna i w domowym zaciszu, z mala przerwa na urodziny Kubusia i Emilka w Centrum Pompowanych Atrakcji….

A w tym wszystkim ja zmagajaca sie z jakas (chyba) alergia. Oczy spuchniete, buzia czerwona i swedzaca i ogolne znieksztalcenie twarzy:(.

Ocierajac sie o historie

W ciekawych to czas zyjemy. Oj ciekawych. Kazdego dnia ocieramy sie o historie. Wydarzenia, ktorych jestesmy swiadkami na pewno znajda sie w podrecznikach historii naszych dzieci. Czyz nie jest to cos?

W jeden tylko weekend bylismy swiadkami krolewskiego wesela w Anglii, beatyfikacji JPII i zabicia Bin Ladena. Takie wydarzenia zdarzaja sie srednio raz na 100 lat. A tu zdarzyly sie w ciagu kilku dni. Stacje telewizyjne nie nadazaly z transmisjami, powtorkami, migawkami. "Wiadomosc z Ostatniej Chwili" przerywana byla by nadac kolejna… "Wiadomosc z Ostatniej Chwili". Wlaczylam "Zetke" i malo co mieli czas grac muzyke, bo ciagle sie cos dzialo i trzeba bylo podawac wiadomosci.

Niby zadne z tych wydarzen nie ma wplywu na nasze codzienne zycie, bo przeciez jak zwylke wstajemy rano, jedziemy do pracy i robimy to co robimy kazdego innego dnia, jednak gdzies w podswiadomosci tkwi nasze wlasne, osobiste odniesienie do biezacych wydarzen. Bo przeciez, Papiez-Polak zostal blogoslawionym. Jakze wielke jest to wydarzenie dla nas katolikow i dla nas Polakow. Zabili Bin-Ladena… na ten dzien czekali Amerykanie i tysiace ludzi na calym swiecie. Ameryka, ktora jest teraz naszym domem, swietuje. Nie mozemy obejsc obojetnie obok takiego wydarzenia. Razem z innymi, zastanawiamy sie co smierc Bin-Ladena znaczy dla Stanow, wojen, terroryzmu. Nawet pozornie suchy fakt podawany przez radio, ze byly prezydent Bush wydal oswiadczenie i pogratulowal Obamie zabicia Bin-Ladena ma aspekt personalny. Bush mieszka teraz w Dallas i to wlasnie ze swojego domu w Dallas wydal to oswiadczenie. Smialo mozemy sie nazwac swiadkami historii. Ocieramy sie o nia lub w pelni w niej uczestniczymy. Swiadomie lub nie.