Sandy narobila spustoszenia w NYC. Powodzie, pozary, zalane metro, budynki, pozamykane tunele, mosty. Jednym slowem totalny paraliz Wielkiego Jablka. U brata powodz. Woda siegala garazu. Cale szczescie, ze oni na 2-gim pietrze, to woda ich nie dotknela. Sasiad nie byl juz takim szczesciarzem. W ciagu 20 minut woda wdarala sie do domu, zalala go doszczetnie, a sasiad zwial na dach. Z dachu, po linie z przescieradel sciagnal go moj brat i inny sasiad.
Brat z rodzina ewakuowal sie do kuzynki… cale szczescie. Wszystko dobrze sie skonczylo, ale stresu troche bylo. Zabrali ich lodka na suchy lad, a stamtad juz przechwycila ich kuzynka Gosia. Dzieki, kochana.