Nowy Rok, Zupelnie Nowy Rok

Swiat zaczal juz swietowanie nowego roku. Korki szampanow wystrzelily juz w Australi i Azji, za chwile Sylwestrowy szal opanuje Europe, a pozniej fala dotrze i do nas. Jeszcze chwileczke, jeszcze momencik i my wzniesiemy noworoczny toast: za nowy lepszy rok, za nas, za pomyslnosc! Spedzimy dzisiejszy wieczor w gronie przyjaciol na lonie natury, w domku nad jeziorem. Zapowiada sie ciekawie.

Niech nowy 2013 rok przyniesie spelnienie marzen, radosc, milosc i pomyslnosc pod kazda postacia. I jak spiewala Anna Jantar: "Nowy rok, zupełnie nowy rok –
ulepmy go jak wosk, jak wosk"…..

Oto cala piosenka:

Wokół się unoszą wspomnień serpentyny,
jeszcze ta godzina, jeszcze pół godziny.
Myśl wspomnienia zmienia, czas wciąż prędzej leci,
dni się pomieszały szybkie jak confetti.

Coś tam już się kończy, nie doczeka rana,
wystrzeliły korki od szampana.
Czas wciąż prędzej leci – licho bierz ten czas!
Zaraz będzie tu wśród nas.

Nowy rok, zupełnie nowy rok.
Pierwszy krok, cudowny pierwszy krok.
Nowy rok, wróżący wszystko wosk,
nowy krok wiodący wszędzie.
Jeszcze mrok, a już się spieszy wzrok
W nowy los, w taniec szczęść i trosk.
Nowy rok, zupełnie nowy rok
ulepmy go jak wosk, jak wosk.

Nowy rok nadjeżdża bielą pierwszej sanny
jeszcze do nikogo zaadresowany.
Jeszcze w swe ramiona wziął nie całą ziemię,
jeszcze pod jodłami stary niedźwiedź drzemie.

Jeszcze świat ma prawo wypić łyk szampana
droga jego nie jest zapisana.
Jeszcze nie dotknięta jak ten świeży śnieg –
napisz na nim to co chcesz.

Nowy rok, zupełnie nowy rok.
Pierwszy krok, cudowny pierwszy krok.
Nowy rok, wróżący wszystko wosk,
nowy krok wiodący wszędzie.
Jeszcze mrok, a już się spieszy wzrok
W nowy los, w taniec szczęść i trosk.
Nowy rok, zupełnie nowy rok –
ulepmy go jak wosk, jak wosk.
Nowy rok, zupełnie nowy rok….
Ulepmy go jak wosk, ten rok.

Retrospekcja na 2012

Zazwyczaj o  tej porze roku zbiera mnie na podsumowania. Lubie tak spojrzec do tylu i z perspektywy czasu ocenic wydarzenia ostatnich 12 miesiecy. A w 2012 bylo tak:

Generalnie byl to dobry rok, zdecydowanie spokojniejszy niz poprzednie.  Na dobre zadomowilismy sie juz nie tylko w Teksasie ale i w nowym domu. Ogolnie mowiac, bylo sporo “nowosci”. Ami poszla do nowej szkoly, gdzie zaczela poznawac nowych przyjaciol i uczyc sie nowych rzeczy. Radzi sobie calkiem niezle, juz pieknie czyta i liczy. Uwielbia rysowac i grac w gry planszowe. Popoludniami chodzi do nowej, Chinskiej szkoly, gdzie nie tylko uczy sie Chinskiego, ale tez wariuje z dziecmi, chodzi na gimnastyke i generalnie milo spedza czas.

Hub uczy coraz wiecej i wiecej. W ostatnim czasie 2 razy w tygodniu. Mysle, ze praca na uniwersytecie to jest cos co chcialby robic na stale, na pelny etat. Aby taki etat dostac i zarabiac godziwie, trzeba miec doktorat, do ktorego Hub przymierza sie juz kilka lat. O ile wszystko dobrze pojdzie, plany ziszcza sie w 2013 gdy zacznie doktorat. Bedzie go robil prawdopodobnie w Anglii, gdzie maja ciekawe programy dla pracujacych. Bedzie to oczywiscie wymagalo podrozy do Anglii kilka razy w roku, ale reszte mozna bedzie robic zdalnie. Swiat zdecydowanie poszedl do przodu w tej dziedzinie.

W 2012 mielismy sporo gosci, z czego oczywiscie bardzo sie cieszymy. Uwielbiam, jak przyjazne dusze sa z nami.  Kilkakrotnie goscilismy znajomych z Polski ,byla u nas na wakacjach Ola, odwiedzili nas tesciowie, znajomi z Arizony, Luizjany, Ohio, etc.
No i oczywiscie niezapomniany byl nasz wyjazd do Polski. Rozdzielilsmy sie, zeby ulatwic pobyt Ami, ktora po raz pierwszy przebywala poza domem sama przez dluzszy okres czasu. Okazalo sie, ze mimo moich obaw, Ami w Polsce bawila sie doskonale i dzieki zaangazowaniu i pomocy rodziny miala cudowne wakacje. Wrocila rozpromieniona, wypoczeta i pieknie mowiaca po polsku.

W mojej pracy, tempo raczej stabilne. Juz weszlam w swoja rutyne, wypracowalam schematy, wyrobilam sciezki. Zeby nie bylo zbyt nudno, od czasu do czasu, wyskoczy jakis wiekszy problem, ale ogolnie jest fajnie. Troche podrozowalam sluzbowo: Kanada i Chiny. Oprocz tego, ze wyjazd do Chin to byla naprawde ciezka praca, mialam okazje spotkac sie ze starymi znajomymi, odwiedzic nasze Ningbo, ktore zmienilo sie nie do poznania. Inaczej juz teraz patrze na Chiny, chociaz nadal mam wielki sentyment do ludzi I kraju. Mysle, ze gdyby nadarzyla sie (dobra) okazja, nie mialabym problemu z powrotem do Chin.
Koncowka roku byla dosc intensywna. Mnostwo zajec z Ami, spotkania ze znajomymi, urodziny, swieta, odwiedziny. Mnostwo mile spedzonych chwil wsrod ludzi, ktorych lubimi i z ktorymi czujemy sie swietnie. I za nich chyba najbardziej jestem wdzieczna.
Po drodze pojawilo sie troche problemow zdrowotnych i niestety nie ziscily sie plany, ktore sobie robilismy na 2012.

Ogolnie 2012 byl dobrym, stabilnym rokiem, bez wiekszych wzlotow, ale tez i bez wiekszych upadkow. Wdzieczni jestesmy za wspanialych przyjaciol na naszej drodze, wszystkich ktorzy nas odwiedzili i o nas pamietaja. Nasza rogata cyganska wedrowna dusza wynurza sie czasem i kusi czyms nowym, nieznanym. Tlamsimy ja na razie skutecznie, rozkoszujac sie stabilnoscia, pewnoscia i… co tu duzo mowic… wygoda:).

Oto Ja….Cala Ja

Asiaya z zaprzyjaznionego bloga o Indiach (Wszystkie Kolory Indii) wezwala mnie "do tablicy"… dziekuje za wyroznienie i poslusznie opowiadam o sobie:

Kawa czy herbata?

Rano – tylko kawa. Totalnie uzalezniona jestem od porannej filizanki. Im pozniej w ciagu dnia, tym wiecej herbaty, lacznie z nieodzownym kubkiem dobrej czarnej herbaty z cytryna przed snem. Herbaty sa zawsze w walizce z podrozy i nazwozilam juz najdziwaczniejszych herbat, lacznie z japonska herbata z owsa… taka sobie.

Słodko czy słono?

Slodko. Niestety… to moja zguba. Staram sie jak moge, ale slodycz kusi z kazdego zakatka…a silna wola slabnie, slabnie, slabnie…;)

Torebka czy plecak?

Torebka. Kolejne uzaleznienie, z ktorym walcze. Uwielbiam torby, torebki, torebeczki. Lubie miec rozne kolory, ksztalty, fasony. Wiekszosc wisi w szafie… ale wystarczy mi, ze sa. Wiecznie/ciagle/nadal poszukuje rozsadnego i praktycznego rozwiazania na uporzadkowanie i skladowanie torebek w szafie. Zadne z dotychczasowych sie nie sprawdzilo.

Miasto czy wieś?

Miasto. Choc wies jest fajna w lecie, na chwile, na weekend, na wizyte u rodziny. Lubie gwar, zgielk i zamieszanie miasta. Nienawidze korkow i braku parkingu… ale dobrze czuje sie w miescie.

Biblioteka czy księgarnia?

Moze byc ulica, targ, kiermasz, strych czy piwnica…. czuje sie swietnie wszedzie gdzie wokolo sa ksiazki. Kawa inaczej smakuje w ksiegarni, gdzie wokol pachna ksiazki…uwielbiam.

Samolot czy pociąg?

 Samolot. Jest w stanie przeniesc nas w dalekie, odlegle miejsca. Jest zapowiedzia czegos nieznanego, nowego i nawet nie mozna podejrzec przez okno. Zawsze fascynowaly mnie lotniska. Lubilam latac, lubilam lotniska, poznalam mnostwo ciekawych ludzi na lotniskach i w samolotach. Troche sie to wszystko "przejadlo", ale nadal chetnie wskoczylabym do samolotu bo poznac kolejny zakatek swiata.

Czarno-biało czy kolorowo?

Chyba jednak kolorowo. Lubie kolory, nawet te intensywne. Czarno-biale fajne sa tylko zdjecia.. i to te starsze. Dzisiejszy swiat wymaga koloru, zapachu, dzwieku by oddac swoje piekno.

Czucie i wiara czy szkiełko i oko?

Intuicja i zywiol. Spontanicznosc… tlumiona jedynie zdrowym rozsadkiem i zawodowym zamartwianiem sie o najgorsze….Ogolnie, mam dobra intuicje, szczegolnie do ludzi. Pomylilam sie tylko kilka razy. Za to bolesnie.

Zbierasz zdjęcia czy wspomnienia z podróży?

Zdjecia, wspomnienia, kartki, ulotki, bilety, serwetki z restauracji na ktorych zapisuje mysli, obserwacje. Zbieram wszystko, pozniej segreguje, przegladam, odswiezam i ukladam w calosc. Rodza sie z tego wspomnienia.

Mierz siły na zamiary czy zamiary na siły?

Raczej sily na zamiary… chociaz bywalo roznie. Bolesne upadki spowodowaly, ze przeliczam sily zanim sie na cos porwe… ale nie zawsze.

Lepiej grzeszyć i potem żałować czy żałować, że się nie grzeszylo?

To trudne. W sprawach zasadniczych staram sie pozostac zasadnicza. W drobniejszych, zdecydowanie pozwalam sobie na "grzech", zeby potem nie zalowac, ze zycie minelo, przeszlo obok nas a my z niego nie skorzystalismy.  grzeszyło?

Za wczasu

Wszystko w tym roku u nas jest wczesniej. Jak mowila babcia: "za wczasu". Choinka ubrana juz od Thanksgiving… bo patrzac na kalendarz na grudzien stwierdzilam, ze nie bedzie czasu. Hub niezbyt byl zadowolony z dekorowania domu na swieta zaraz po Thanksgiving, ale teraz ciesze sie, ze sie uparlam….chyba nadal nie mielibysmy choinki. Po prostu nie ma nas w domu. Notoryczne powsinogi.

Wczesniej tez przyszedl do nas Mikolaj, ten gwiazdkowy. Skoro w Wigilie ma byc w Ohio, to musi tam dotrzec, wiec Ami musial odwiedzic juz w niedziele.  Bezcenna byla jej mina i podekscytowanie, gdy w niedziele rano zobaczyla prezenty pod choinka. Troche zdezorientowana pytala: "Czy to juz swieta?". Czem predzej zaczela rozpakowywac i oczywiscie chciala otwierac wszystko naraz…radosci nie bylo konca. O maly wlos nie runal mit Mikolaja… Ami zorientowala sie, ze ten dres, ktory znalazl sie pod choinka ogladalysmy razem w sklepie. Natychmiast musialam bronic tajemnicy i stwierdzilam, ze pewnie Mikolaj widzial co nam sie podobalo i to przyniosl. W calej tej ekscytacji kolejnymi prezentami, Ami przerzucila pudla i stwierdzila lakonicznie: " No nie ma siostry i brata, ale z tym to ja zartowalam, przeciez Mikolaj nie moze przyniesc ludzi. Nie ma tez iPada… ale nie szkodzi, jest Barbi z sikajacymi pieskami". Bezcenny komentarz;).

Jako, ze ciocie, wujkowie i rodzice troszke przesadzili w tym roku z iloscia prezentow, zostaly one podzielone na te swiateczne, te ktore Ami dostanie po Nowym Roku jak wrocimy i te, ktore dostanie na urodziny… za kilka tygodni. Stwierdzilismy, ze to jest niezdrowe i nieedukacyjne zeby jeden maly szkrab dostal tyle prezentow na raz. W glowie jej sie poprzewraca;-)

Sandy Hook

Lzy same cisna sie do oczu. Kolejny dzien nie moge sie pozbierac czytajac wiadomosci o strzelaninie w Sandy Hook w Connecticut. Co za okropna tragedia. Cisna sie na usta pytania: dlaczego? po co?, ale poki co nie ma odpowiedzi. Nie wiem, czy kiedykolwiek sie dowiemy co kierowalo 20-letnim chlopakiem zeby zabijac. Zabijac masowo, jak popadnie. Strzelac do niewinnych, bezbronnych dzieci. Rozum ludzki nie moze tego objac.

Tragedia na wielu plaszczyznach. Nie wyobrazam sobie jak czuje sie rodzic, ktory czekal przed szkola na swoje dziecko… niektore wyszly, inne nie.

Od razu przed oczami staje mi Ami i nasz obrazek co rano, jak sie zegnamy gdy Ami jedzie do szkoly. Nigdy przez glowe mi nie przeszlo, ze oddajac dziecko do szkoly trzeba sie modlic, zeby z niej wrocilo cale i zdrowe. Od piatku tylko o tym mysle i jeszcze bardziej tule ja kazdego ranka gdy idzie do szkoly.

Najgorsza jest chyba ta swiadomosc, ze jako rodzic nie jestes w stanie uchronic swojego dziecka. Nie ma mozliwosci zagwarantowania mu 100% bezpieczenstwa. Szalency sa wszedzie: w kinie, w mallu, w szkole. Jak mamy sie bronic? Jak mamy obronic nasze dzieci?

The Gift of Christmas

Bylismy wczoraj na wspanialym swiatecznym przedstawieniu "The Gift of Christmas". 3-godzinna uczta dla zmyslow. Wspaniala muzyka, 500-osobowy chor, orkiestra, kostiumy, szopka z zywymi zwierzetami, Trzej Krolowie wjezdzajacy na wielbladach,  Anioly spadajace z nieba, a wszystko to okraszone przepiekna swiateczna muzyka w wykonaniu orkiestry, choru i solistow. Link do opisu przedstawienia i zdjec ponizej:

http://prestonwoodgoc.org/about.htm 

To przedstawienie to coroczna tradycja mega-kosciola  Baptystow w Plano. "Kosciol" wyglada jak filharmonia i miesci bagatela 7,000 "widzow". Do "parafii" nalezy jednak ok. 30,000 ludzi, wiec potrzebuja tak wielka sale. Parafia posiada wspaniale zaplecze do organizowania wszelkiego rodzaju imprez, lacznie z restauracja, salami bankietowymi. Jest szkola, przedszkole, mnostwo zajec dla kazdego, jest stadion, silownia i generalnie wszystko co sobie mozna wymarzyc. Wszystko piekne, nowoczesne, na najwyzszym poziomie. Nic wiec dziwnego, ze kosciol przyciaga wiernych i rosnie w ogromnym tempie. Ludzie lubia fajna oprawe do swojej wiary. Moge nie zgadzac sie z doktryna Babtystow, ale podziwiam ich za umiejetnosc ewangelizacji na szeroka skale.

Nie sposob bylo nie poczuc atmosfery Swiat lub nie zadumac sie nad znaczeniem narodzin Jezusa. Naprawde wspaniale przedstawienie.

Mikolajowe Wystepy

Weekend zdecydowanie lepszy najstrojowo. No, ale jak to sie nie wyluzowac, jak wokolo tylu przyjaznych ludzi…i tyle sie dzieje. W piatek spontaniczne spotkanie u znajomych, super towarzystwo i ciekawe rozmowy. W sobote Ami szalala na urodzinach kolezanki, a wieczorem mamusia miala "babski wieczor" u znajomej. Ponownie, super towarzystwo, winko i sushi… o malinowym ciescie nie wspominajac.

Niedziela, za to to Mikolajki. Troche podstresowalam Ami przypominajac jej wybryki ostatnich dni…. i mowiac, ze nie wiem czy ten Mikolaj cos ci przyniesie… bo ostatnio nie bylas grzeczna…Ami nerwowo rozgladala sie po sali, jak Mikolaj wyczytywal nazwiska… i wyskoczyla jak na sprezynie, jak uslyszala swoje;). Na ochotnika zglosila sie rowniez do powiedzenia wierszyka Mikolajowi, czym bardzo nas zaskoczyla bo zadnych wierszy nie cwiczylismy.

Po Mikolaju popedzilismy na drugi koniec miasta, gdyz Ami miala wystep z pianina… tzw. recital. Recital byl o tyle wazny, ze pierwszy w Ami pianistycznej karierze… a smieszny o tyle, ze Ami uczy sie grac dopiero  kilka miesiecy i grac tak naprawde nie umie…tzn. gra jedna reka… no i tak zagrala na ta jedna reke to co sobie wycwiczyla (z oporem). Nawet jej wyszlo. Wystep zakonczyla dygnieciem i wybyla ze sceny w strone stolika z ciasteczkami…glownej atrakcji recitalu, dla mojego Lasucha:). Tak byla napompowana tym cukrem i wrazeniami, ze wariowala do samego wieczora… przekomarzajac sie z nami i wyzywajac sie na hulajnodze. Usnela z usmiechem na ustach i prezentem od Mikolaja pod pacha;).

       

Bezradnosc

„Są takie noce, przyjacielu, kiedy świat się kończy. Świat odchodzi i zostawia nas z rozszerzonymi źrenicami i bezradnie opuszczonymi rękoma.”
Tak nam sie czasem wydaje, ze swiat sie konczy, ze cos sie nie udalo. Mnie w tym tylko tygodniu  nie udalo sie kilka rzeczy. Niektore calkiem duzego kalibru. Rozszerzylam zrenice, otarlam lzy, opuscilam bezradnie rece….Czemu nie moge miec tego co chce? Szczegolnie, ze byloby to z pozytkiem nie tylko dla mnie. Bezradnosc, ot, bezradnosc.
Mozna pobiczowac sie troche, pozastanawiac, co jest ze mna nie tak… co oczywiscie zrobilam. Ale na dluzsza mete tak sie nie da. Trzeba sie otrzasnac i spojrzec w przyszlosc. Jest przeciez jeszcze jutro, za tydzien, za miesiac, za rok. Mamy jeszcze czas. Przynajmniej tak nam sie wydaje.