Zanim znajomi podesla mi filmik z YouTuba z moja prezentacja, pochwale sie, ze prowadzilam szkolenie dla lokalnych firm na temat Chin i zagadnien prawnych zwiazanych z prowadzeniem dzialanosci na tamtym rynku. Szkolenie organizowane bylo przez International Trade Assistance Center w Dallas, czyli organizacje rzadowa, zajmujaca sie koordynacja misji handlowych i wspierajaca male i srednie amerykanskie przedsiebiorstwa dzialajace na rynkach zagranicznych. I jak to czesto mi sie zdarza, po zakonczeniu mojego wystapienia, podszedl do mnie pan i czysta polszczyzna zapytal skad jestem w Polsce…i jak sie znalazlam w Chinach i w Texasie. Ucielismy sobie mila pogawedke w ojczystym jezyku. Szkolenie prowadzilam ze stara znajoma z Cleveland, ktora na ta okazje przyleciala do Dallas. Kim i jej corka mieszkaly u nas przez 4 dni. Ami cieszyla sie, ze doszly kolejne dwie osoby, ktore poswiecaly jej uwage i uczestniczyly w wymyslonych przez Ami zabawach, a ja mialam okazje nadrobic zaleglosci z Kim. Tzn. ja glownie sluchalam, a nadawala Kim, bo ja, mimo iz duzo gadam, wymiekam w porownaniu z jej biegunka slowna;). No wiec Kim nadawala, a ja staralam sie nadazyc za 6 rozpoczetymi watkami, staralam sie zapamietac imiona, nazwy, liczby, ktorymi rzucala Kim. Nie wiem jak przetrwalabym kilka wieczorow takich rozmow gdyby nie butelka czerwonego wina, ktora dzielnie dotrzymywala nam towarzystwa;).
Month: February 2013
Remontowe Zamieszanie
My nie mozemy miec normalnego, spokojnego zycia. Na wlasne zyczenie, ba, blaganie niemalze, sprowadzamy na siebie komplikacje, utrudnienia, dodatkowa robote…Jak juz nareszcie po ponad roku mieszkania rozpakowalismy i poukladali wszystkie bibeloty, wysprzatali garaz, szafy i szafeczki, wpadlismy na "cudowny" pomysl ulepszen i remontow. Glownym wodzirejem jest Hub, ale ja tez przyznam, ze przyczyniam sie do zamieszania z moimi pomyslami. Hub wpadl na pomysl, ze na gorze trzeba wstawic dodatkowe drzwi, bo jednak trzeba gore odizolowac, oddzielic, bo za bardzo wszystko slychac z dolu. Jak pomyslal tak i zrobil i ktoregos dnia jak wrocilam z pracy to dodatkowa scianka i drzwi juz byly! Kolejnym pomyslem jest wykonczenie dodatkowego pomieszczenia nad garazem. Nie szkodzi, ze pomieszczenie jest male, nie za wiele wniesie, za to trzeba przeciagnac tam mnostwo kabli, rur, zalozyc swiatlo, etc. Pomieszczenie ma ladne okno, bedzie wiec dodatkowy pokoj, raczej biuro Huba…No wiec przez dom zaczely przewijac sie kolejne ekipy, stolarze, malarze, elektrycy, a nasi polscy koledzy-specjalisci od telekomunikacji pociagneli jakies kable-cuda, co to maja internet przyspieszac, kablowke w kazdym pokoju oferowac i cos tam jeszcze…
Nie bylabym gorsza gdybym nie zechciala i ja swoich trzech groszy dorzucic… przekabacilam Huba, ze konieczne i niezbedne do zycia jest nam patio…wiec kupilismy zadaszenie cedrowe, a kolejne ekipy murarsko-ogrodnicze pojawiaja sie zeby wymierzyc, obejrzec i wycenic…
Staram sie jak moge wyobrazic sobie efekt koncowy naszych poczynan, ale na razie nie moge. Na razie widze kable, deski, sterte narzedzi, folie na podlodze, rysunki i wyliczenia. Podobno cel uswieca srodki, wiec staram sie byc cierpliwa i wyrozumiala. Przeciez sami tego chcielismy…
Popielecowa Refleksja
Przenioslam sie wczoraj w czasie i przestrzeni do moich lat studenckich i naszego kosciola akademickiego. Poszlam w srode popielcowa na msze w kosciele przy pobliskim uniwersytecie katolickim (University of Dallas). Przez chwile poczulam sie jak studentka wsrod calej gwardii mlodych ludzi z plecakami na plecach i ksiazkami pod pacha, ktorzy nie zwazajac na konwenanse usadowili sie na schodach, podlodze i miedzy krzeslami. Jak bardzo ci ludzie przypominali mi siebie sama sprzed 15 lat. Skupienie, powaga, zasluchanie w slowa ksiedza, jakies glebsze emocje, przemyslenia a przy tym studencki luz i spontanicznosc.
Przypomnialam sobie stare dobre czasy i uswiadomilam jak bardzo zmienilam sie ja i moje zycie. Jak malo czasu poswiecamy na rozwoj duchowy, jakies glebsze przemyslenia, zadume. Jak malo zaglebiamy sie w wiare, jak malo interesujemy sie kosciolem. Ot taka moja refleksja i swoistego rodzaju mea culpa na poczatek Wielkiego Postu.
I jak najbardziej na miejscu wiersz x. Twardowskiego:
Pytam
Jak uprościć wszystko zapłakać
jak nie szukać innego siebie
jak nie wiedzieć w sam raz i za dużo
ani trochę już i zupełnie
jak biedronkę osłonić ręką
jak patykiem rysować wzruszenie
jak Jezusa przybliżyć tym wszystkim
którym dzisiaj zgłupiało sumienie
Mam 6 lat!
Ami skonczyla 6 lat. Nie wiem kiedy to zlecialo i gdzie sie te lata podzialy, ale fakt pozostaje faktem: mam 6-letniego brzdaca w domu, ktory wie czego chce. Niby jeszcze przedszkolaczek, a jednak juz rozumna istotka i to taka co sobie w "kasze nie da dmuchac". Ami jest chyba typowa 6-letnia dziewczynka, uwielbiajaca lalki Barbi, makijaz, gry na tablecie i oczywiscie hulajnoge. Mysle, ze jak na swoj wiek jest w miare rozgarnieta, swietnie czyta, jest dobra z matmy, a pisanie jeszcze dosyc koslawe i poza linia;). Ma w sobie wiele empatii dla innych, takze dla zwierzat. Chociaz testuje nasza cierpliwosc kazdego dnia, kochamy ja ponad zycie… Happy Birthday Amisiu!!!!
Zabierac czy nie zabierac?
Artykul wyciety z zeszlotygodniowego wydania "Wall Street Journal" lezy na biurku. Wycielam go bo nie mialam czasu czytac, a czulam ze moze byc ciekawy. Dreszcz mi przeszedl po plecach jak zaglebilam sie w szczegoly. W Rosji jest 600 tys. dzieci, ktore mieszkaja w domach dzieckach, rodzinach zastepczych badz z krewnymi. 80% z nich ma rodzicow. Prawo w Rosji pozwala na przejecie dziecka przez panstwo gdy rodzice "nie sa w stanie zapewnic mu normalnego rozwoju". Prawo nie jest precyzyjne, nie okresla co to znaczy "normalnego" i nagminne jest zabieranie dzieci rodzicom, gdy "wladza" uzna, ze ci pierwsi nie wypelniaja obowiazkow rodzicielskich nalezycie. Dzieci, w/g artykulu dosyc chetnie umieszcza sie w domach dziecka, bo te z kolei otrzymuja dofinansowanie od panstwa na kazde dziecko, a zawsze kilka dodatkowych rubli sie przyda. Zatrwazajace jest ile zalezy od konkretnego urzednika, jego humoru danego dnia, ukladow z lokalnymi domami dziecka, etc.
Artykul przytacza przyklad biednej rodziny z podmoskiewskiej wsi, ktorej odebrano 4-ro dzieci. Lokalni oficjale tlumacza sie, ze w domu nie bylo warunkow do wychowywania dzieci, ze bylo zimno, brudno, ze dzieci nie byly leczone, dozywione, etc.
I tak sobie mysle o tym problemie, o ktorym tez i w Polsce i w innych krajach, wlaczajac Stany coraz czesciej sie slyszy. Czy panstwo ma prawo odebrac dzieci rodzicom, jezeli ci nie do konca sa w stanie zapewnic im "godziwego" zycia? Co to znaczy "normalne warunki" czy "normalny rozwoj". Z jednej strony jako spoleczenstwo chcemy aby zapewnic bezpieczenstwo i prawidlowy rozwoj wszystkim obywatelom, z drugiej strony, czy kazdy dzieciak biegajacy w brudnych gaciach jest zaniedbany? Gdzie postawic granice? Nie wyobrazam sobie jak wielki obowiazek spada na urzednikow, sady, pracownikow socjalnych, zeby taka opinie wydac. Decyzja w jedna lub druga strone moze zniszczyc lub uratowac zycie jakiegos dziecka… Zdecydwanie nie ma wygranych w tych sytuacjach.
Uczen przewyzszyl Mistrza
Poprosila mnie jedna dziewczyna bedaca na poczatku kariery zawodowej i malzenskiej zebym byla jej mentorem. Zaskoczona bylam ta propozycja bo za autorytet sie nie uwazam, ale glupio mi bylo odmowic, wiec sie zgodzilam. "Mentorowanie" polega na co-miesiecznych spotkaniach/lunchach, gdzie "podopieczna" chce pogadac, podpytac, posluchac doswiadczen, a mentor ma udzielic rad, skierowac na wlasciwe tory, itd. I dzisiaj wlasnie mialysmy pierwsze spotkanie. W/g ksiazki, z ktorej korzysta znajoma i ktorej rozdzialy o samoudoskonaleniu i rozwoju osobistym i zawodowym znajoma wprowadza w zycie jeden po drugim, tematem na dzisiaj byla rownowaga miedzy zyciem zawodowym i prywatnym… W/g ksiazki prawdziwi profesjonalisci potrafia doskonale balansowac wymogi zycia rodzinnego i zawodowego i oczywiscie sa swietni w tym. Znajomej wlasnie sie wydawalo, ze ja tez jestem w tym swietna… dopoki nie opowiedzialam jej jak to o dziecku potrafie zapomniec, prasowanie lezy u mnie tygodniami, a i w pracy zdarza mi sie cos przeoczyc. Niezrazona tymi przykladami "idealu" znajoma zaczela udzielac mi rad jak najlapiej godzic obydwa swiaty i ze najlepiej pogodzic sie po prostu z tym, ze wszystko nie bedzie idalnie i trzeba obnizyc swoje standardy i nie byc perfekcjonista! I zaczela sie goraca dyskusja. Zastanawialysmy sie czy lepiej miec wysokie wymagania wobec siebie nawet jezeli czasem cos sie wysmyknie, czy z gory zalozyc, ze "good is good enough" i nie przejmowac sie, ze nie jest idealne. Mysle, ze wiele zalezy od osobowosci i charakteru, moze troche od wychowania i przyzwyczajen, a jeszcze troche od przelozonych na ile pozwola ci byc "sredniakiem". Jak ze wszystkim, jest gdzies pewnie zloty srodek, ale ja chyba jestem raczej na stronie "dazenia" do idalu z przyzwoleniem sobie na pomylki i niedociagniecia po drodze… Jest niestety druga strona medalu, o ktorej rozmawialysmy, a mianowicie, ciagle dazenie do idalu tez jest pulapka, gdyz nigdy nie jestesmy 100% zadowoleni, ciagle w stresie, ze cos tam nie jest wypieszczone, dokonczone. Zerknelam na notatki, ktore znajoma robila. Wypunktowala sobie kilka porad z dzisiejszego spotkania. Aby zachowac rownowage miedzy sukcesem w pracy i w rodzinie nalezy:
1. Byc dobrze zorganizowanym
2. Miec pomoc od najblizszych w rodzinie i w pracy (support system)
3. Pozwolic sobie na niedoskonalosci
4. Ustalic sobie priorytety i je realizowac
5. Byc elastycznym na zmiany i chetnie dostosowywac sie do nowych wyzwan, zmian, etc.
Wrocilam do biura i zaraz zapisalam i ja na kartce, bo tez popracowac musze nad lepsza rownowaga…;)