A tymczasem Mysia moja "rozkreca" sie w Polsce. Cale szczescie juz przyzwyczaila sie do nowego srodowiska i nowej strefy czasowej. Widze, ze ogolnie jest zadowolona, a maruda wlacza jej sie w dni deszczowe kiedy nie moze urzedowac na podworku. Dziadkowie i rodzinka staraja jej sie ciagle zapewnic jakies atrakcje w stylu wesole miasteczko, basen, plac zabaw, a nawet cyrk! I podobno najsmieszniejszy w cyrku byl "pan Czesio";)
Od lipca Ami bedzie chodzila na "pol-kolonie" w ramach akcji Lato w Miescie…. lub jak gdzies znalazlam napisane w ramach programu "Lato bez uzaleznien":). Smieje sie, ze pewnie program realizowany jest w ramach jakiegos grantu unijnego, ktory akurat wymagal realizacji tematyki uzaleznieniowej… A ze program przeznaczony jest dla maluchow, to juz szczegol. Na nauke nidgdy nie za wczesnie, w tym wypadku;). Jak zwal tak zwal, ciesze sie, ze Ami bedzie miala kontakt z innymi dziecmi. Cos tam maja spiewac, rysowac czy jezdzic na wycieczki. Mysle, ze ciekawa atrakcja dla niej.