Polska – Wrzesien 2013

W zwiazku z pogrzebem babci, znalazlam sie na chwile w Polsce. I gdzie sie podziala ta piekna zlota jesien, gdzie te wrzesniowe cieplutkie dni? Tym razem Polska przywitala mnie deszczem, zimnem i ogolna szarzyzna.

Wiem, ze moje smutne wrazenia z Polski zwiazane sa z tym, ze i okazja byla smutna, ale naprawde jakos tak przygnebiajaco.

I cale szczescie, ze moglam odreagowac wsrod przyjaciol, oni sie nie zmieniaja. Dziekuje wam za wielkie wsparcie.

Po drodze, zgodnie z prawem Murphiego, zagubiono mi bagaz; otarlam sie o polski Customer Service na lotnisku, skrytykowalam “laske” pani na kasie w sklepie i oczami przekrecilam na niebotyczne ceny. I w ramach protestu nie kupilam butow. Przywiozlam za to sok malinowy, budyn smietankowy i tone sliwki w czekoladzie.

Jeszcze tylko zrobilam szybkie zakupy w “galerii”, odwiedzilam babcie Huberta w Krakowie, porozmawialam z rodzina… i juz siedzialam w zatloczonym samolocie do Dallas na najmniej wygodnym z mozliwych miejscu. Wszystko jak w kalejdoskopie: ludzie, cmentarze, sklepy, lotniska.

Podekscytowana Mysia czekala na mnie na lotnisku. Nic nie jest w stanie przebic chwili gdy male lapki oplataja ci szyje, a na policzku laduje soczysty buziak:). Witamy w domu! Dobrze mi tu.

Babcia

“Tylko tobie, mogłem oddać wszystko
I z twego spojrzenia tyle lat,
Czytałem życia prawdę.
Tylko tobie, mogłem wyznać wszystko.
O pierwszej miłości wszystkich z nas
Wiedziałaś ty, nikt inny

Ty mi raz wskazałaś,
moją pierwszą gwiazdę,
Ty umiałaś poznać
Szyfry moich marzeń,
Pragnień złudzeń

Dziś jeszcze widzę twoje mądre oczy
I słyszę twój głos, zawsze czuły
Byłaś dla mnie,najwierniejszym przyjacielem,
Teraz już nic nie zostało mi […]”
                                                                  [S. Krajewski]

Powyzszy fragment piosenki Krajewskiego idealnie oddaje moje relacje z Babcia.

Byla zawsze dla mnie, zawsze znalazla czas, wysluchala, doradzila. Zawsze sie o nas martwila. Juz od przedszkola, cale zycie pozaszkolne odbywalo sie w domu babci. Razem z nami przezywala nasze szkolne problemy. To babci opowiadalam o pierwszych niespelnionych milosciach, problemach z kolezankami, czy na podworku. Na studiach, po imieniu znala kazdego mojego wykladowce i razem ze mna przezywala kazdy moj egzamin.

Gdy wyjechalam z Polski, tesknila. Modlila sie za kazda nasza podroz, kazdy start i ladowanie. Z niecierpliwoscia czekala na moj telefon, list czy zdjecia. Cale jej mieszkanie wyklejone bylo zdjeciami wnukow, a pozniej prawnukow. Gdzies miedzy swietymi obrazkami przybijala kolejne ramki ze zdjeciami usmiechnietych bobasow czy kolejnych mlodych par. Ciagle o nas myslala, czulismy jej troske i wsparcie. Lubila sluchac o naszych przygodach,  ale ciagle doszukiwala sie zagrozen, przestrzegala nas przed nieznanym.

Niezapomniane zostana wszystkie powitania i pozegnania przez ostatnie lata, w tym to ostatnie w zeszlym roku. Widzialam, ze jest slaba, chora. Sila jakas niewidzialna nie pozwalala mi sie od niej oderwac. Trzy razy zegnalam sie, wychodzilam i wracalam… po jeszcze kolejny uscisk. Przeczuwalam, ze to nasz ostatni, ale w duszy modlilam sie o jeszcze jeden uscisk, jeszcze jedno spotkanie.

Odeszla 15 wrzesnia, 2013 po wielu tygodniach cierpienia i bolu.

Zamknal sie kolejny rozdzial w moim zyciu. Wraz z jej trumna, zlozlylam do grobu wielki kawal mojego zycia.

Pozostaja nam cudowne wspomnienia, jej cieply glos nadal brzmiacy w moich uszach i nadzieja na spotkanie kiedys. Odpoczywaj w pokoju Misiu Martwisiu.

Grunt to motywacja

 Z babcia nadal zle, jest w szpitalu, lekarze nie daja nadziei, chociaz jak to mowia, nadzieja umiera ostatnia.

Tymczasem staramy sie w miare normalnie zyc i funkcjonowac. Ulozyl sie nareszcie rozklad wszystkich zajec Ami i tylko staramy sie go skrzetnie realizowac. Sporo tego w tym roku: koszykowka, basen, pianino, do tego Polska Szkola, Chinska Szkola o normalniej, gdzie juz tez zaczyna sie praca domowa, nawet nie wspomne. Cale szczescie, ze Ami  szkolna jest, lubi chodzic, lubi dzieci, pania, caly ten rozgardiasz. I nie buntuje sie nawet przy odrabianiu lekcji… awanturujemy sie tylko przy grze na pianinie, bo Ami oporna na cwiczenie. A za prace domowa z Chinskiego dostaje $1 –  tak wiem, nie jest to podejscie zbyt wychowawcze- ale jak zmotywowac 6.5 latke do mozolnego cwiczenia znaczkow? A tak, dolarek za cala prace domowa (2 strony znaczkow) i Ami sama sie zabiera za chinszczyzne. Ot Materialistka mala;). Juz oczywiscie wszystkie te dolary jak skora na niedzwiedziu podzielone, i Ami fantazjuje co to sobie za kase zarobiona (ciezka praca jakby nie bylo;) zakupi…Wilk syty i owca cala;).

W pracy mlyn okropny, wychodze codziennie wykonczona. Juz nawet Zumba mnie nie cieszy bo w rytm salsy czy marenge kolataja mi sie po glowie niedkonoczone sprawy w pracy, sytuacja z babcia czy inne male problemy. Ale coz, takie jest zycie. Trzeba pchac do przodu.

Dzis piatek, cale szczescie. Moze zlapie oddech w weekend, bo dzieki mamie, nie musze sie martwic o dom. Och jak czlowiek szybko sie przyzwyczaja do takiego rozpieszczania;).