14 Lat

Czternascie lat temu zaczela sie moja Amerykanska przygoda, ktora trwa do dzisiaj. Czternascie lat temu przylecialam do Stanow nie wiedziec czego sie spodziewac. Nie oczekiwalam niczego, wszystko bylo nowe, ciekawe, inne. I spodobalo mi sie. Nadal mi sie podoba, choc czasem narzekam, bo  przeciez nigdzie nie jest idealnie.

Czternascie lat temu wzielismy z Hubem slub i zaczelismy wspolne zycie. Kawal czasu, mnostwo wspolnych wspomnien, wzloty, upadki, magiczne chwile i szara rzeczywistosc. Taki koktajl zdarzen, ludzi i miejsc. Wszystko dokladnie przemieszane, czasem przez zycie, a czasem przez nas samych;). Generalnie 14 fajnych lat.

Happy Anniversary!

Papla

Ami z Hubem wracaja dzisiaj z wywczasow. Ami obciachu tatusiowi juz na lotnisku zdazyla narobic. Wszem i wobec oswiadczyla przy odprawie, ze torby maja za ciezkie, bo babcia im nadawala smakolykow i dobrego jedzenia. Oficer zerknal na torby – na Huba – na torby i zarzadzil kontrole osobista chlebow, pasztetow, nalesnikow i ciast, ktore Hub skrzetnie przemycal do Texasu:). Cale szczescie Oficer ludzki byl i nie zakonfiskowal 12-daniowej kolacji, ktora znajdowala sie w torbie;). Moze po prostu glodny nie byl;).

Ami za donosicielstwo odznaczona dostala odznaka “mlodego policjanta” (junior officer badge) i z poczuciem dobrze spelnionego obywatelskiego obowiazku usadowila sie w samolocie. Papla jedna. Wszedzie wszystkim chetnie opowiada co sie w domu dzieje, czego mama jej nie pozwala, itd. W sklepie czesto karce ja po polsku zeby nie opowiadala –  przynajmniej taka mam przewage, ze moge jej zwrocic uwage w jezyku, ktorego pozostali nie rozumieja. O ile w wiekszosci przypadkow jest to po prostu smieszne, to boje sie, ze moze czasem cos komus powiedziec co sprowadzi na nas klopoty, np. poda adres.

Moja laba tez sie niniejszym konczy. Przez tydzien nawet jednego garnka nie ubrudzilam, nawet jednego obiadu nie ugotowalam. Ot, bunt na pokladzie i totalny odpoczynek od garow, wymyslania co na obiad i dogadzania wszystkim.



Marcowe Migdaly

Karnawal, Walentynki, Ostatki –  wszystko przemknelo jak w kalejdoskopie. Niemalze polowa marca. Kiedy to zlecialo i dokad tak pedzi sie pytam?

Za nami impreza urodzinowa Ami w zeszla sobote. Ami skonczyla w lutym 7 lat. Jest juz rezolutna istotka, z odpowiedzia na kazde pytanie i z argumentem na kazdy moj argument. Dochodzi wiec czasem do spiec na linii rodzice-Ami, bo nasze swiatopoglady, ze tak powiem, koliduja w wielu kwestiach:). Ami umie sie wyklocic o swoje i nawet z kata potrafi miec ostatnie zdanie…. wierze, ze kiedys w doroslym zyciu taka sila przebicia jej sie przyda, a tymczasem mamy swoje, jak to nazywa Hub, “bitwy pod Grunwaldem”;). Poza tym jest madra siedmiolatka, swietnie radzi sobie w szkole, a raczej wszystkich szkolach. Zadziwia nas swoimi madrymi wypowiedziami, checia pomocy innym, checia do nauki, postepach w Chinskim i Polskim. No, a ze pyskata troche jest to juz musimy jakos przezyc;).

W tym roku, podobnie jak w zeszlym, Ami chciala miec urodziny “gimnastyczne”, wiec impreza odbyla sie w osrodku gimnastycznym… Dzieciaki dokazywaly na matach, kozlach i wszelkich urzadzeniach gimnastycznych, a na koniec posilily sie pizza i tortem. Nafaszerowane cukrem i adrenalina, ale zadowolone, rozjechaly sie do domow. Ami tez jak najbardziej zadowolona i dumna jak paw z medalu, ktory dostala z okazji bycia jubilatem…no zasluga jakas to w koncu jest;). Medalu nie zdejmowala z szyi, z medalem poleciala nawet do Ohio nastepnego dnia, zeby pochwalic sie dziadkom. Dziwie sie jak przeszla przez ochrone na lotnisku.

W tym tygodniu u nas ferie. Ami z Hubem tradycyjnie polecieli do dziadkow w Ohio. Chcieli miec “zimowe” ferie, to maja bo sniegu po pas i  uprawiaja codziennie wszelkie sanki i balwany, a na weekend jada na narty. Fajnie im. Dziadkowie rozpieszczaja Ami rowno- juz mi zapowiedziala, ze ona by sie chetnie do Ohio przeprowadzila i tam chodzila do szkoly. Mysle, ze szybko by jej sie znudzilo, ale nie dziwie sie ze chce tam zamieszkac skoro  obowiazuje zasada “twoje zyczenie jest moim rozkazem”;).

Oni odpoczywaja, a ja dochodze do siebie po tradycyjnym, wiosennym zapaleniu zatok, uszu i wszystkiego dookola. Dwa razy w roku: na wiosne i na jasien, lamie mnie takie porzadne, zwalajace z nog zapalenie tych okolic. Tym razem z lozka nie wychodzilam przez kilka dni, a teraz tylko praca-dom-lozko. Jak zwykle naplanowalam mnostwo “projektow” w domu i jak zwykle niewiele zrobilam. Nadzieja jeszcze w weekendzie, ale ten juz sie zapelnia spotkaniami, fryzjerami, kosmetyczkami, etc.