Weekendowy Wypad – Luizjana

Na weekend wybylismy z miasta. Pojechalismy w odwiedziny do kolezanki, ktora mieszka w sasiadujacej z nami Luizjanie – ok. 3 godziny drogi od nas. I bardzo ciesze sie, ze sie wyrwalismy z domu bo spedzilismy sobie przeuroczy weekend. Spotkalismy sie juz z samego rana w umowionym miejscu nad jeziorem Caddo, skad wyplynelismy lodka na iscie bajkowa przejazdzke. Dookola rozposcieraly sie widoki i klimaty z filmow w stylu “Harry Potter”. Tajemnicze zaulki, rechotanie zab, do tego przecudne drzewa tworzyly przefajna atmosfere i widoki. A my plywalismy sobie wygodna lodka, oddajac sie rozmowom i podziwianiu widokow. Poniewaz blox nie pozwala mi wrzucac moich zdjec, posilkuje sie internetem… ponizej link do jeziora:

https://www.google.com/search?q=harry+potter&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=oRCrU7nzOdSlyASYz4HoBA&ved=0CE4QsAQ&biw=1024&bih=710#q=caddo+lake&tbm=isch

Po “rybnym” lunchu w lokalnej knajpce wrocilismy do Shreveport, gdzie kontynuowalismy wizyte. Wieczorem wybralismy sie do “dzielnicy rozrywki”, czyli kasyn, z ktorych slynie Shreveport. Wybor padl na “Margariteville”  – jedno z nowszych kasyn. Ze o hazardzie wiemy tyle co slon o balecie, smiechu mielismy co niemara udajac “zawodowcow” i sprytnie obserwujac graczy dookola. Okazuje sie, ze o ile latwo zalapac zasady “jednorekiego bandyty”, nie tak latwo podpatrzec jak ludzie graja w pokera czy inne gry karciane… tam jednak obowiazuja zasady:). Skupilsmy sie wiec na wrzucaniu jednodolarowek do kolejnych automatow. Zanim sie nie obejrzelismy przegralismy $50 i stwierdzilismy, ze przegrac wiecej juz nie bedzie tak zabawnie. Wolelismy poogladac sobie ludzi z tarasu saczac sobie, jak na miejsce przystalo, Margarity.

Niedzielny poranek uplynal na na kolejnych godzinach rozmow przy kawce i sniadanku. Po poludniu wrocilismy do domu, zgodnie stwierdzajac, ze byl to swietny weekend i chetnie przygode z Luizjana powtorzymy. Dzieki Wiolus za cudowne przyjecie i wszystkie atrakcje.

Wakacyjny update

Ami nareszcie (po prawie tygodniu!!!!!!!!!!!!!!) zadomowila sie w Polsce. Nareszcie przestawila sie na polski czas, nareszcie chodzi spac o normalnej porze, nareszcie dzien jest dniem, a noc noca. Uff… po obydwu stronach oceanu odetchnelismy z ulga. Szkoda mi jej bylo, jak nie mogla zasnac, plakala i tesknila za domem. Naprawde chcialabym, zeby fajnie spedziala sobie czas w Polsce. Cale szczescie jest juz lepiej. Ami swiergotala mi dzisiaj do telefonu jakie to fajne rzeczy robi u babci, jak to z dziadkiem po bulki rano pojechali rowerem, jak sasiadka paznokcie jej maluje bo jutro “Boze Cialo”…:) Duzo czasu spedza u kolezanki Ewy, z nia jezdzi na basen i “wyzywa” sie na trampolinie. W sobote przylatuja tesciowie, wiec Ami czeka kolejne 2 tygodnie atrakcji, wycieczek i milego spedzania czasu z dziadkami w Krakowie i okolicach. Tesknimy za Mysia, ale cieszymy sie, ze fajnie jej w Polsce. Bedzie miala co wspominac.

W pracy sie jakby troszeczke uluznilo (oby nie zapeszyc), wiec nadrabiam sobie zaleglosci, ale sie nie przemeczam. Czekam z niecierpliwoscia na weekend bo zapowiada sie fajnie. W piatek ide na impreze charytatywna, gdzie glowym gosciem programu bedzie znana aktorka Viola Davis (np. z filmu The Help), a caly dochod z imprezy przenaczony jest na walke z przemoca domowa. Pokrece sie troche w wyzszych sferach, poogladam sobie ludzi z pierwszych stron gazet i Dallasowska smietanke, glownie prawnicza, a przy okazji moja firma wesprze szczytny cel. I wilk syty i owca cala. Wieczorem wychodzimy na kolacje ze znajomymi, a na weekend wyjezdzamy do kolezanki do Luizjany. Wiem, ze dopiero sroda, ale zyje juz weekendem.

Czy mozna zapomniec o dziecku? Mozna.

Polska wstrzasnela historia malej dziewczynki z Rybnika, ktora tata zostawil w samochodzie w czasie upalow. Ojciec poszedl do pracy, zapomnial o dziecku. Dziecko na skutek wysokiej temperatury zmarlo.Tragedia na wielu plaszczyznach. Ojciec (ktory obecnie przebywa w zakladzie psychatrycznym) juz pewnie nie wyjdzie z tej sytuacji zdrowy. Pod znakiem zapytania jest jego dalsze zycie zawodowe i malzenstwo. Jednym slowem: nic juz nie bedzie tak jak przedtem. Opinia publiczna natychmiast wydala wyrok na ojcu: winny umyslnego spowodowania smierci! Jak mozna bylo zostawic dziecko i o nim zapomniec? Wydaje sie to niemozliwe, ale po glebszym przeanalizowaniu sytuacji okazuje sie, ze nie jest to takie niewiarygodne. Tak jestesmy zaganiani, zapedzeni, zapracowani, ze funkcjonujemy jak roboty. W glowie mamy zaprogramowane codzienne trasy: praca-dom-praca. Nasze mysli ciagle kraza wokol niezalatwionych spraw domowych czy zawodowych. Nie chce nikogo rozgrzeszac, ale naprawde jestem w stanie wyobrazic sobie jak moze dojsc do takiej tragedii. Mysle, ze kazdy z nas mial w zyciu sytuacje, ze skrecil nie tam gdzie trzeba, ze zostawil samochod pod sklepem, ze zatrzasnal kluczyki w samochodzie, etc. Jasne, ze nie mozna porownywac tego z zostawieniem dziecka, ale chodzi mi  przedstawienie schematu, ze stajemy sie ofiarami wlasnych nawykow, a te w polaczeniu z ciaglym brakiem czasu, spieszeniem sie i zbyt wieloma obowiazkami tworza nieciekawa mieszanke: poddajemy sie rutynie, bezwiednie wylaczajac myslenie i tracac czujnosc.

Ciekawie komentuje powyzsza sytuacje pewien bloger tutaj. Inny ciekawy artykul na temat sily naszych przyzwyczajen na portalu natemat.pl.

Historia niestety nie jest jedyna. W goracym Texasie gdzie mieszkamy, takie historie slyszy sie niemalze kazdego dnia. Osobiscie znam przypadek ojca, ktorego aresztowano, bo na “minutke” wskoczyl do sklepu zostawiajac w samochodzie niemowlaka. Przechodnie (ludzie tutaj sa bardzo czujni na te kwestie) natychmiast zaalarmowali policje i chlopaka zaaresztowali. Nic sie nie stalo dziecku na szczescie, ale facet mial mnostwo klopotow, zeby z sytuacji sie wyplatac, lacznie z codziennymi wizytacjami pan z osrodka pomocy spoleczniej, o kilkutysiecznym rachunku dla adwokata nie wspominajac.

Ta historia nie ma puenty. Jest tylko ludzka tragedia w wielu wymiarach. I smutna refleksja, ze jestesmy tylko ludzmi, ze wszystkimi wadami tego gatunku.

 

 

Lato, lato…

No i…. odjechaly…..Ami z kolezanka i jej corcia, znaczy sie. Wczoraj wieczorem Ami poleciala na vacay do Polski;). Jeszcze lapka machnela na pozegnanie, (za)ciezki plecak zaladowala na plecy, pod pacha scisnela pluszaka i wyruszyla w droge. Juz wiemy, ze dotarla szczesliwie na druga strone lustra;). Rozmawialam z nia, ale nie za wiele zrozumialam bo buzie miala zapchana bulka z budyniem;). Generalnie jest OK, podroz bez przygod, chociaz Ami niewiele spala, wiec byla wykonczona.

Mysle, ze pierwsze dni, jak zwykle, beda ciezkie i spodziewam sie telefonow w srodku (mojej) nocy. Mam tylko nadzieje, ze Mysia szybko sie przestawi i bedzie korzystala z wakacyjnych atrakcji, jakie ja czekaja.

Wrocilismy z Hubem do pustego, cichego domu:( Brakuje mi tej malej “katarynki:(. Juz wiem, ze bede bardzo tesknila. Zaczynam odliczanie- jeszcze 53 dni!!!!Zaczelismy tez snuc plany na nasze lato. Na razie zapowiada sie interesujaco: w planie mamy kilka weekendowych wyjazdow po okolicy, dlugi weekend w Las Vegas i wczasy w Mexico jak Meli wroci z Polski.

Generalnie lato mozna oficjalnie uznac za rozpoczete.

Koniec Koncow

Dluugasne przerwy mi sie miedzy tymi wpisami robia. Gdzie te czasy, kiedy czlowiek prawie co wieczor usiadl i cos skrobnal. Bije sie w piersi bo blog zaniedbany, tak jak zreszta wiele innych dziedzin mojego zycia. No, ale pchamy do przodu. Juz prawie na finiszu jestesmy roku szkolnego. Ostatni tydzien, a w piatek zakonczenie roku. Uczenia sie jest juz w szkole niewiele, raczej gry-zabawy-pikniki. Dzieciaki juz jedna noga na wakacjach, wiec skupienie sie i cierpliwosc raczej nie wchodzi w gre.

Konczymy wiec kolejny rok szkolny. Za nami kolejne “zakonczenia”:

1. Ami miala finalowy wystep z pianina. Poszedl jej calkiem niezle. Akurat tak sie zlozylo, ze tego dnia przylecieli do nas rodzice Huberta, wiec Ami miala caly rzad publicznosci. Wszyscy klaskali glosno, niektorzy nawet bardzo;). Ami wprawdzie troche sie denerwowala, ale otuchy dodala jej pani nauczycielka, ktora dzieciom pomagala, przekrecala kartki, etc. Na koniec, dzieciaki tradycyjne otrzymaly dyplomy i upominki, ale i tak najwieksza atrakcja wystepu dla naszego Lasucha byl poczestunek;).

2. Zakonczylismy rowniez rok szkolny w Chinskiej naszej akademii. I jak na akademie przystalo, dzieci na koniec roku przygotowaly piekny wystep – przekroj wszelkich talentow: byly wiec piosenki, recytacja wierszy, male przedstawienie, pokazy kung-fu, a nawet wystepy pan nauczycielek. Te ostatnie spotkaly sie z naprawde goracym odbiorem publicznosci bo panie pieknie tanczyly i spiewaly, do tego zaprezentowaly sie w ludowych strojach chinskich. Ami o glowe przewyzszajaca dzieci w swojej klasie, machala pomponami w rytm skocznej chinskiej piosenki. Jako “egzotyczne zwierzatko”  reprezentujace jasnoskora mniejszosc, Ami doczekala sie “rozkladowki” w lokalnej chinskiej gazetce:). Ku pamieci.

3. Dobiegl rowniez konca i rok szkolny w naszej Polskiej Szkole. Na zakonczenie roku, dzieciaki zaprezentowaly teatrzyk kukielkowy o Czerwonym Kapturku, i choc niektorym mylilo sie czy to mial byc Kapturek czy Kopciuszek, przedstawienie bylo fantastyczne;). Dumna bylam jak paw z tych naszych dzieciakow, pieknie mowiacych po polsku. Dumna bylam z naszej organizacji. Cos co budowalismy naprawde od zera, od spotkania w malej salce, uroslo teraz do rangi prawdziwej szkoly. Olbrzymia sala nie byla w stanie pomiescic dzieciakow, rodzicow i dziadkow. Az cieplo sie na serduchu robi.

4. A w piatek zakonczenie roku w Amiskowej normalnej szkole. Tez ma byc jakis wystep. Postaramy sie aby reprezentant rodziny sie zjawil, zdjecia cpyknal, Ami poklaskal;). Pierwsza klasa za nami, az trudno w to uwierzyc.

Za tydzien moja Mysia wylatuje do Polski na zapowiadajace sie cudownie wakacje. Ostatnie jeszcze tylko dylematy rozwiazujemy, czy wyslac ja na kolonie (takie prawdziwe, z dala od domu) czy nie. Przerabiamy wlasnie mase argumentow za i przeciw. Czy Ami gotowa jest na samodzielne 10 dni poza domem? Czy da sobie rade emocjonalnie? Ale o tym juz w nastepnym odcinku;)