Na weekend wybylismy z miasta. Pojechalismy w odwiedziny do kolezanki, ktora mieszka w sasiadujacej z nami Luizjanie – ok. 3 godziny drogi od nas. I bardzo ciesze sie, ze sie wyrwalismy z domu bo spedzilismy sobie przeuroczy weekend. Spotkalismy sie juz z samego rana w umowionym miejscu nad jeziorem Caddo, skad wyplynelismy lodka na iscie bajkowa przejazdzke. Dookola rozposcieraly sie widoki i klimaty z filmow w stylu “Harry Potter”. Tajemnicze zaulki, rechotanie zab, do tego przecudne drzewa tworzyly przefajna atmosfere i widoki. A my plywalismy sobie wygodna lodka, oddajac sie rozmowom i podziwianiu widokow. Poniewaz blox nie pozwala mi wrzucac moich zdjec, posilkuje sie internetem… ponizej link do jeziora:
Po “rybnym” lunchu w lokalnej knajpce wrocilismy do Shreveport, gdzie kontynuowalismy wizyte. Wieczorem wybralismy sie do “dzielnicy rozrywki”, czyli kasyn, z ktorych slynie Shreveport. Wybor padl na “Margariteville” – jedno z nowszych kasyn. Ze o hazardzie wiemy tyle co slon o balecie, smiechu mielismy co niemara udajac “zawodowcow” i sprytnie obserwujac graczy dookola. Okazuje sie, ze o ile latwo zalapac zasady “jednorekiego bandyty”, nie tak latwo podpatrzec jak ludzie graja w pokera czy inne gry karciane… tam jednak obowiazuja zasady:). Skupilsmy sie wiec na wrzucaniu jednodolarowek do kolejnych automatow. Zanim sie nie obejrzelismy przegralismy $50 i stwierdzilismy, ze przegrac wiecej juz nie bedzie tak zabawnie. Wolelismy poogladac sobie ludzi z tarasu saczac sobie, jak na miejsce przystalo, Margarity.
Niedzielny poranek uplynal na na kolejnych godzinach rozmow przy kawce i sniadanku. Po poludniu wrocilismy do domu, zgodnie stwierdzajac, ze byl to swietny weekend i chetnie przygode z Luizjana powtorzymy. Dzieki Wiolus za cudowne przyjecie i wszystkie atrakcje.