Druga Klasa na Obcasach

Ami zaczela druga klase. Jak na razie bardzo jest ze szkoly zadowolona, a to glownie za przyczyna swietnej nauczycielki, jaka w tym roku ma. Kobieta naprawde z powolania. Ostoja cierpliwosci, empatii i zawsze chetna do pomocy. Naprawde fajna babka.

Co do chinskiej szkoly natomiast to jak na razie idzie opornie. Ami niezbyt zadowolona bo do roboty od razu zagonili, nie ma przepros;).   Pracy domowej i z Chinskiego i z innych przedmiotow maja bardzo duzo i Ami buntuje sie troche, ale przekupstwo nadal skutkuje i Ami tylko “dolce” liczy i na lalki przelicza;). Jeszcze nie trafiaja do niej argumenty, ze dla samej siebie sie uczy;)

Jak zwykle Ami chce chodzic na wszelkie zajecia dodatkowe. Ruskim targiem stanelo na plywaniu, tenisie, gimnastyce i pianinie –  co i tak jest sporo, ale tenis w sobote, wiec troche sie rozklada. Zreszta uprzedzilismy Amelie, ze jezeli tylko zobaczymy, ze nie daje rady tego wszystkiego ciagnac, natychmiast rozklad zajec modifikujemy i z czegos rezygnujemy. Jak na razie ciagnie wszystko i jest zadowolona.

Nowoscia w tym roku szkolnym jest tez autobus. Ami uparla sie, ze chce autobusem do szkoly jezdzic razem z kolezankami z osiedla. A, ze przystanek jest akurat pod domem obok, to nawet mi to pasuje, ze jeszcze w pizamie, drzwi garazu otworze i mojego pisklaka wypuszcze i widze jak wsiada do autobusu. Jak na razie Ami z podrozy autobusem do szkoly bardzo jest zadowolona i wszystkie osiedlowe plotki do domu przynosi. Nawet nie chce wiedziec co ona tam opowiada o nas;).

Druga Klasa to rowniez przygotowanie do Komunii w Polskim Kosciele. A tak, komunistke mamy w domu. I juz za chwile bedziemy sie zajmowac organizacja tego wydarzenia. Tymczasem studiujemy katechizm i opowiadamy Ami o komunii, mszy, spowiedzi, etc. Dosyc jest tym tematem zaintrygowana i ciagle zadaje pytania o wiare, Boga, spowiedz, etc.

Mexico 2014

W tym roku wybralismy sie do Meksyku. Marzyl nam sie juz od dawna taki zorganizowany wyjazd, gdzie o nic nie musisz sie martwic, przywioza-zawioza, jedzenie pod nos podstawia;). Stwierdzilismy, ze All-Inclusive w Mexico bedzie najlepsze.  Wyjazd okazal sie strzalem w dziesiatke. Naprawde super sobie odpoczelismy, fajnie sie bawilismy i zgodne stwierdzilismy, ze bylismy tam zdecydowanie za krotko, bo tylko 8 dni. Mysle, ze 10-12 dni bylyby w sam raz. Mieszkalismy w fajnym kurorcie w Playa Del Carmen. Hotel nazywal sie Iberostar i naprawde go polecam. Nie sa to luksusy w stylu puszyste dywany i prywatny battler, ale naprawde hotel jest swietnie wyposazony. Pokoje (chociaz male) sa schludne, jest w zasadzie wszystko czego potrzeba. Sam osrodek jest piekny, polozony wsrod egzotycznej roslinnosci, ze zwierzatkami biegajacymi tuz nad glowa, i flamingami, pawiami, papugami spacerujacymi po trawnikach. Oczywiscie jest cudowna plaza i blekitny ocean, a jak komus znudzi sie ocean, do dyspozycji sa roznego rodzaju mniejsze i wieksze baseny, baseniki, wodospady, wirujaca rzeka, etc. I rzecz jasna, w kazdym basenie jest bar, z dostepem do napojow, rowniez wyskokowych;). Hotel oferuje mnostwo atrakcji dla dzieci i doroslych: wszelkiego rodzaju sporty wodne, kajaki, katamarany, nurkowanie. Na plazy mozna grac w siatkowke, strzelac z luku, wiatrowki. Przy basenie mozna grac w ping-ponga, malowac ceramike, dac sobie zaplesc wlosy. Mozna wypozyczyc rower czy pograc w tenisa. Jest jeszcze tysiace innych rzeczy do roboty, ktorych nie sposob wymienic. Ciagle odbywaja sie jakies konkursy, zabawy, aerobiki, etc. Mozna naprawde przez kilka godzin dziennie po prostu sie bawic. Hub i Ami chetnie uczestniczyli w roznych zabawach, ja natomiast wolalam poczytac, polezec na lezaku, poplywac tudziez uciac sobie mila pogawedke z inna Polska rodzina, ktora poznalismy. Jak juz leniuchowanie i lezenie na plazy nam sie troche znudzilo (oj moze sie znudzic moze), wypozyczylismy sobie samochod i wyruszylismy na zwiedzanie okolicy. Obejrzelismy  ruiny piramid Majow w Tulum, pospacerowalismy po miasteczku w Playa del Carmen, odwiedzilismy Delifinarium, gdzie mozna plywac z delifnkami oraz wypozyczylismy sobie lodke aby troche ponurkowac i poplywac z rybami. Znajomy Meksykanin z pracy wyrysowal mi mapke gdzie mam jechac i co zobaczyc i okazalo sie to bardzo pomocne. Skorzystalismy z jego wskazowek na maxa. Wszystkie te atrakcje mozna rowniez wykupic sobie przez hotel i liczne agencje turystyczne w miescie, ale chcielismy to zrobic na wlasna reke zeby nie byc ograniczonym czasem i ciagle poganianym, jak stado baranow;). Wczasy naprawde udane, wrazenia niesamowite i przyznam szczerze, ze nawet sobie odpoczelam. Obiecalismy sobie wrocic w tamte okolice bo jest jeszcze tyle tam do zrobienia i zobaczenia, a jak nam sie nie bedzie chcialo ogladac to polezymy sobie na plazy i poplywamy w tym cudownym oceanie, co  tez wcale nie wydaje sie zla opcja na odpoczynek. Naprawde goraco polecam Playa i Meksyk.

Mexico_Collage

 

9 lat

Tylko odnotuje, ku pamieci, ze 1 wrzesnia 2005 napisalam pierwszy wpis na tym blogu. 9 lat naszego zycia przelalam na ekran monitora…lata chude, tluste, zmiany, przeprowadzki, Amelia, praca, zycie…. wiele rzeczy opisalam “ku potomnosci”. I choc czasu czesto brakuje, choc inne zajecia wchodza w droge, to czesciej lub rzadziej wrzucam jakies notki, zeby sage kontynuowac. Przyznam, ze lubie wracac do moich starszych wpisow, przypominac sobie stare dzieje, ludzi, wydarzenia. Dzieki blogowi narodzily sie super znajomosci, te wirtualne i te w realu i to jest wlasnie ta magia internetu.

Powroty

Tyle zaleglosci mi sie na blogu narobilo. Nawet nie wiem od czego zaczac, skoro ostatni wpis byl o Chinach, a ja w miedzyczasie odwiedzalam lotnisko co najmniej z dziesiec razy, bo jak nie przyloty to odloty.

No wiec przede wszystkim Mysia wrocila cala i zdrowa z Polski. I zmieniona…. Jeez, jaka zmieniona. Wrocila normalnie dorosla panienka, pieknie mowiaca po polsku, slodko zaciagajaca po Slasku. Wypoczeta i zadowolona, ale straaaaasznie wyteskniona za nami. Postaram sie jeszcze napisac o jej pobycie, ale ogolnie same superlatywy.

Ami nabyla sie w domu cale 2 dni… i juz znowu wyfrunela… tym razem do dziadkow do Ohio. Hub mial podroz sluzbowa w tamte rejony, wiec zabral Ami na tydzien do Cleveland. I tyle ja widzialam. W Ohio jak zwykle super zabawa z dziadkami, atrakcje, odwiedziny znajomych. Po tygodniu znow lotnisko, odbieram moich podroznikow. Ponownie, w domu jestesmy cale 2 dni i znowu wracamy na lotnisko. Tym razem juz w komplecie, tym razem zeby razem poleciec na wczasy do Meksyku. Same wczasy cudowne, chyba najlepsze w naszym zyciu. Az nie chcialo sie wracac. Ale szkola, praca i wszystko inne czeka na nas tutaj, wiec pakujemy kufry i wracamy. Napisze jeszcze o Cancun, bo zakochalam sie w tym raju na ziemi.

Za nami juz pierwsze tygodnie szkoly. Ami juz w drugiej klasie. Na razie jest zadowolona, ma super pania, nowe kolezanki. Tak ich totalnie przemieszali, ze Ami nie jest w klasie z zadnym dzieciakiem z zeszlego roku. Podobno ma to jakis sens. Ja go nie widze;)

Za nami rowniez dlugi weekend, ktory uplynal nam na nadrabianiu zaleglosci w domu, powitaniach ze znajomymi, ktorzy rowniez z wakacyjnych wojazy wrocili. Nareszcie rozpakowalam wszelkie torby i torebeczki, ktore po tych wszelkich wyjazdach naszej rodziny jeszcze gdzies tam sie po katach walaly. Powoli, bardzo powoli wracamy do siebie, a zycie wraca do normy. Tej zwariowanej normy –  od zajec do zajec, od szkoly do szkoly, od pracy do domu do pracy itp.

W miedzyczasie walcze jeszcze z jakims chorobskiem, zapalenie oskrzeli czy cos temu podobne bo kaszel malo mi pluc nie wyrwie:(.