Same Chrzciny organizowałam jak to się teraz modnie mówi “zdalnie”. Zdalnie znalazlam fotografa, który zdalnie mi odmowił na 2 tygodnie przez imprezą;). Całe szczęście, że znalazł sie wybawiciel, człowiek superprofesjonalny i akurat miał wolny termin. I pojawił się na czas i na medal spisał. I jeszcze pieniędzy żadnych nie chciał, dopiero jak przyśle zdjęcia. Zdalnie znalazłam też piękne miejsce z pięknym ogrodem, które rownież zdalnie zarezewrowałam, a szczegóły organizacyjne omówiłam z właścicielem przez What’s Up-a i telefonicznie, tak po nowoczesnemu, jak na nową erę przystało. Technologia jest świetna, zdjęcia na internecie wyglądaja cudownie, niby wszystko da się załatwić przez internet……. a później budzimy się w tzw. “realu”;).
Jak się okazuje, nic nie jest w stanie zastąpić starej dobrej rozmowy twarzą w twarz a żadne zdjęcia nie zastąpią naoczynych “oględzin”;).
No wiec najpierw miejsce: miało być fajne, piękne, na odosobnieniu, idealne wręcz na kameralną imprezę rodzinną. Na miejscu okazało się, że miejsce jest takie sobie, ogród nie wygląda tak imponująco jak na zdjęciach a dojazd i parking sa fatalne. Nie wiem ile czasu zajęłoby naszym gościom znalezienie tego miejsca. O ile byliśmy rozczarowani już samymi warunkami, prawdziwy niesmak odnieśliśmy z rozmowy z właścicielem. Nazwijmy go Mr. Cwaniak. Gdy Mr. Cwaniak przedstawil mi wizję moich chrzcin, która nijak pokrywała się z tym co sobie zaplanowałam, już nie mówiąc, że wymarzyłam… pękłam. I niemiła może trochę byłam. Ale nie znoszę cwaniactwa, naciągactwa i kłamstwa. Mr. Cwaniak poinformował nas, że w dniu Chrzcin odbędą się na terenie lokalu 3 imprezy oprócz naszych Chrzcin. “Lokal” to generalnie trzy połączone ze sobą duże sale. Przez telefon, Mr. Cwaniak opisał nam lokal jako “kompleks budynkow z osobnymi wejściami”. No więc dwa wesela, duża impreza urodzinowa i nasze “przyjątko” Chrzcinowe. Oczywiście Mr. Cwaniak nie ukrywał, że wesela traktowane są “priorytetowo”. To goście weselni mają, na przykład, dostęp do ogrodu oraz pierszeństwo parkowania na (nieistniejącym – ale- niech- się- pani- nie- martwi- coś- sie- wymyśli) parkingu. Gdy Mr. Cwaniak zapytał czy będziemy mieli DJ-a i poruszył kwestię kordynacji miedzy DJ-ami i zespołami coby siebie nawzajem nie zagłuszać, Huba musiałam kopać już w kostkę pod stołem bo widziałam jak się w nim wzbierało;). Już widziałam naszą grupkę wciśniętą w kąt i zagłuszoną Coco Jumbo. Podczas rozmowy wyszły na jaw jeszcze inne szczegóły i obostrzenia o których rzecz jasna nie było mowy podczas rezerwacji. I czara sie przelala. Niepomni zapłaconego depozytu, wyszlismy z “lokalu” zniesmaczeni, źli i z postanowieniem, że raczej tu nie wrócimy. Dodam, ze była to środa wieczorem, a Chrzciny w niedzielę.
W dwie godziny objechaliśmy okoliczne restauracje, domy weselne i inne imprezownie. Aż trafiliśmy na fajną restaurację na górce, tuż obok Kościoła. Jak to zwykle bywa, najciemniej jest pod latarnią. Że też wcześniej nie zwróciliśmy uwagi na to urokliwe miejsce. Rozmowa z właścicielem już tylko utwierdziła nas w przekonaniu, że to jest to czego tak naprawdę nam potrzeba. I jakże się nie pomyliliśmy. Impreza przeszła nasze najśmielsze oczekiwania i szybko zapomnieliśmy o porażce z poprzednim lokalem. Piękna sala, super profesjonalna obsługa i szefostwo zrobiło na nas naprawde wielkie wrażenie. Być może pomogło trochię temu dobre włoskie wino – świeżo sprowadzone z Włoch przez właściciela – pasjonatę win i jedzenie, które pobiło wszystko…ilością i pysznością. I te drobne “umilacze”, jak dekoracja ze świeżych kwiatów, jak bukieciki na stołach na tarasie, jak kokardeczka tu, a “uśmieszek” tam. Goście, choć z różnych kręgów znajomości, dosyć szybko sie zintegrowali i myślę, że czuli się dobrze. My czuliśmy się wspaniale. Wspólnym zdjęciom, śmiechom, rozmowom, nie było końca. Antosia dzielnie znosiła zainteresowanie i przekazywanie jej sobie z rąk do rąk. Najchętniej zwijała się w kłębuszek na rączkach u babci lub dziadka, którzy nie odstępowali jej na krok. Wdzięczni jesteśmy bardzo za to wspólne z nami świętowanie Antosiowych Chrzcin, za wielkie serca, niesamowite prezenty, ale przede wszystkim, za wspólne bycie – to dla nas najważniejsze.


