Trump Rzadzi….

Poniedzialek, 30 stycznia

Nie, no musze… bo sie udusze….

Caly weekend uplynal pod znakiem Trumpowej polityczki i jego dekretow – o ile pamietam to tylko tyrani i autokraci rzadzili za pomoca “dekretow”. Tym razem Trump poszedl po calosci. W piatek wieczorem podpisal “dekret” zabraniajacy wjazdu do Stanow obywatelom siedmiu panstw, w wiekszosci muzulmanskich. Wiecej informacji na ten temat [English] ponizej:

http://www.cnn.com/2017/01/28/politics/donald-trump-travel-ban

https://www.nytimes.com/2017/01/30/us/politics/trump-immigration-muslim-ban.html?_r=0

https://www.theatlantic.com/news/archive/2017/01/trump-immigration-order-muslims/514844/

Obywatele Iranu, Iraku, Libii, Somalii, Sudanu, Syrii i Jemenu nie moga wjechac na teren Stanow Zjednoczonych nawet jezeli posiadaja wazne wizy, status uchodzcy czy nawet zielone karty. Gdy tylko owy dekret wszedl w zycie – a stalo sie to natychmiast- lotniska wypelnily sie tysiacami protestujacych. Protesty odbywaja sie w calym kraju, na lotniskach, punktach granicznych, placach, przed Bialym Domem, etc. Pod wplywem protestow, a takze licznych pozwow i ekspresowych wyrokow sadow, uscislono, ze posiadacze zielonych kart moga byc wpuszczeniu po dodatkowej kontroli celnej.  Sytuacja jest nadal bardzo plynna, naplywaja sprzeczne informacje. Niektore punkty graniczne buntuja sie i nie chca przestrzegac tego zarzadzenia, inne wrecz przeciwnie zatrzymuja nawet ludzi, ktorzy nie podlegaja dekretowi. Jednym slowem zapanowal chaos. Trump tlumaczy swoje posuniecie obrona kraju przed terrorystami. Tymczasem zatrzymuje sie 80 letnie staruszki, ktore jada w odwiedziny do swoich dzieci, zatrzymuje sie rodziny uchodzcow z Syrii, ktorzy lata wyczekali sie na upragniony status uchodzcy, a ktorzy uciekaja przed gehenna, jaka odbywa sie w ich kraju. Zatrzymuje sie naukowcow, ktorzy otrzymali stypendia od czasem samego rzadu Amerykanskiego, zatrzymuje sie lekarzy – rowniez posiadajacych odpowiednie wizy i pozwolenia.

Piekne jest jak ludzie wyszli na ulice i lotniska. W Dallas na lotnisku rowniez tysiace ludzi protestuje przeciwko zatrzymywaniu niewinnych ludzi, ktorzy chca jak najbardziej legalnie wjechac na teren Stanow. Moi znajomi, ktorzy na codzien zajmuja sie prawem imigracyjnym, w ramach wolontariatu pomagaja zatrzymanym na lotnisku podroznym, wnosza w ich imieniu pozwy do sadu imigracyjnego pisane na szybko, na kolanie, na “kucaka” gdzies w hali przylotow.

Jeszcze dobrze nie weszlam do pracy, telefon moj az czerwony od pytan od naszych pracownikow, ktorzy sa na wizach pracowniczych lub maja zielone karty. Czy bezpiecznie podrozowac, czy bede mogli bez problem wrocic, czy ich rodziny beda mogly do nich dolaczyc? I co ja mam tym ludziom odpowiedziec? Jak mam ukoic nerwy i zapewnic, ze wszystko bedzie dobrze, skoro sytuacja zmienia sie z godziny na godzine, a w mediach pojawiaja sie raporty, ze do zakazu maja zostac dodane kolejne kraje. Skad wiadomo co jutro wymysli nasz nieprzewidywalny prezydent?

 Jednym slowem chaos, konsternacja, zamieszanie i tysiace ludzkich dramatow – a wszystko przez jeden podpis zmotywowany nienawiscia, checia dyskryminacji i ponizenia. I juz nie chce tutaj wchodzic w rozwazania na temat tego, ze Ameryka jest krajem imigrantow, zbudowanym przez imigrantow i na ich pocie, na ich ciezkiej pracy. Ze cala historia Stanow to jedna fala imigracyjna za druga – z Azji, z Europy , z Afryki. Ludzie uciekajacy od wojen, przesladowan, szukajacy lepszego zycia, podazajacy za marzeniami i czesto je realizujacy wlasnie w Stanach – wlasnie tutaj znajdowali schronienie i pomoc.  Rzecz jasna wszystko z korzyscia dla samego panstwa.

Towarzyski Weekend

Ami z Hubem w Colorado, a mnie tymczasem trafil sie dosyc intensywny towarzysko weekend.

Zaczelo sie juz od czwartku – lunchem z Rebecca. Rebecca to moja przyjaciolka, rowniez prawniczka, rowniez matka dwojki dzieci, rowniez zonglujaca prace, zajecia, dom, szkoly, etc. Mam zawsze mnostwo wspolnych tematow i uwielbiam spotkania z Rebecca i cala jej rodzina. Pod pretekstem spotkania sluzbowego (bo Rebecca jest rowniez naszym prawnikiem zewnetrznym), przegadalysmy pol popoludnia;). Plotkowalysmy tradycyjnie o dzieciach, mezach, zdrowiu, pracy, minionych swietach, wyjazdach – jednym slowem nadrobilysmy zaleglosci, umowilismy sie na kolejne spotkanie z calymi rodzinami i z niechecia wrocilysmy do obowiazkow.

W piatek babskie wyjscie z okazji urodzin kolezanki. Dziewczyny wybraly restauracje turecka, i byl to swietny wybor. Oprocz fajnego jedzenia, w piatkowy wieczor jest tam zawsze muzyka na zywo, taniec brzucha i temu podobne atrakcje. No i oczywiscie tradycyjna hookah – fajka wodna;). Bawilysmy sie super, rozmowom i smiechom nie bylo konca. I gdyby nie to, ze calotygodniowe zmecznie dalo mi sie we znaki a gdzies z tylu glowy pojawila sie wizja Antosi cwierkajacej o 7 rano,  chetnie zostalabym dluzej;).

W sobote, kolejne babskie wyjscie – tym razem spotkanie przy winie u kolezanki. Mnostwo nowych polskich dziewczyn, ktorych nie znalam, mnostwo gadania, smiechu i nadrabiania zaleglosci. W tak duzym gronie widzialam chyba dziewczyny na moim Baby Shower – ponad rok temu;). A swiat sie nie zatrzymal, zycie toczy sie dalej i u kazdej cos ciekawego sie dzieje. Wymienilysmy sie wiec osiagnieciami dzieci, pogratulowalysmy kolezance, ktora sie wlasnie zareczyla, posluchalysmy o podrozach  i o planach na kolejne wakacje. Ktos nowy przyjechal, ktos zamierza sie przeprowadzic, ktos zmienil prace, ktos zmienil dom – ot zwyczajny kalejdoskop wydarzen. Ciekawe sa takie spotkanie i jakze mile spedzony czas.

Zeby juz towarzysko zamknac weekend, w niedziele rowniez odwiedzilismy z tesciami znajomych. Tato kolezanki wylatuje do Polski, byla to wiec okazja zeby sie pozegnac. Przy okazji milo spedzilismy sobie czas przy kawce i ciescie, a Antosia probowala swoich sil w zabawie z Milanem – dwuletnim synkiem kolezanki. I chyba jeszcze chcieliby sobie podokazywac, gdyby nie to, ze nieoczekiwanie zrobil sie wieczor, zblizala sie pora snu, a na lotnisku czekali pelni wrazen Hub i Ami.

Bardzo lubie takie spotkania, daja mi wiele energii i ciesze sie, ze nie barkuje nam okazji by ciagle spotykac ciekawych ludzi ale takze by pielegnowac te przyjaznie, ktore zawiazaly sie na poczatku naszej texanskiej drogi i trwaja do dzis.

Ami na Nartach

Ami z tatusiem spedzili uroczy dlugi weekend w Colorado. Glownym celem wyjazdu byly narty, ale nie zabraklo tez, jak sie okazalo, innych atrakcji. W/g srogiego, trenerskiego Hubowego oka, Amelia niezle sobie radzi choc bala sie bardziej zawansowanych szlakow. Moim zdaniem to nawet lepiej, ze sie boi jezeli nie czuje sie pewnie. Poza tym to ma byc wyjazd rekreacyjny, po co siebie i ja stresowac. Sadzac po opowiesciach Meli i zdjeciach, stresu nie widac;) Ami bawila sie swietnie i jezdzac na nartach i odpoczywajac w basenie, jaccuzi czy na zakupach. Cale dnie, wiadomo, spedzone na stoku, ale wieczory mieli do dyspozycji i Ami juz tam swoje wynegocjowala;). Jednego wieczoru poszli na spotkanie z autorem i podpisywanie ksiazek, po drodze oczywiscie obowiazkowa goraca czekolada w Starbucks, a w kolejny wieczor Ami zazyczyla sobie manicure:). Nie wiem jakie tam “zamienil stryjek siekierke na kijek” pertraktacje sie odbywaly, ale do domu wrocila z pomalowanymi paznokciami;). Jednym slowem wyjazd sie udal i choc krotki,  byl dosyc intensywny. Ami uznala go na tyle interesujacym, ze chce napisac opowiadanie o ‘dziewczynce, ktora pojechala z tata na narty’;).

IMG_6855

Pierwsze Kroki Antonki

Nasza Antonka juz prawie chodzi. Potrafi juz samodzielnie robic kilka kroczkow, a gdy przytrzymuje sie mebli czy scian, szybciutko przemieszcza sie po domu. Nie musze dodawac, ze wkraczamy w kolejny, ciekawy, choc uciazliwy okres: chodzacy maluch. Teraz musimy dobrze zabezpieczyc krawedzie, zablokowac schody i szafki w kuchni. No i rzecz jasna swiat jest o wiele ciekawszy z pozycji pionowej, o noszeniu na rekach czy siedzeniu nie ma juz mowy. Jedynym celem Antoski jest teraz chodzenie i przestawianie wszystkiego co na drodze napotka.

Jak wracam do notatek z czasu gdy Amelia byla w tym samym wieku, widze, ze Antonka ma dokladnie te same umiejetnosci co Ami. Fajnie juz mozna sobie z nia “porozmawiac”, jest duzo “guuu, buuu, maaaa”, ale tez Antosia potrafi wskazac gdzie znajduja sie wiatrak, lampa, Amelia czy kawa mamy;). Robi nam “pa-pa”,  pokazuje “jaka duza urosnie” i takie tam.

No i nareszcie wyklul sie ten pierwszy zab. Wykluwal sie chyba ze 3 miesiace, ale jest, dumnie wystaje z dziaselka na dole i na razie jest jedynym ‘bialym’ w okolicy;).

anotonia_first_steps

Weekend. Jaki Weekend?

Jest piatek wieczorem. Jedno mrugniecie oka i jest poniedzialek rano. Jak to mozliwe? Musze solidnie sie skupic zeby przypomniec sobie, ze weekend za nami- tak ten czas pedzi do przodu.

W piatek wieczorem poszlismy z Hubem do kina.  Obejrzelismy LION. [W Polsce tytul brzmi: “Lion. Droga do Domu”]. Polecam ten film kazdemu. Jak poplatane potrafia byc ludzkie losy, jak wielka jest w czlowieku chec poznania swoich korzeni, biologicznej rodziny. Jak pewnych rzeczy, miejsc, ludzi sie nie zapomina. Film opowiada historie hinduskiego chlopca, ktory zgubil sie, niechcacy wyladowal na drugim koncu Indii i nie bylo mozliwosci aby wrocil do domu. Po krotkim pobycie w sierocincu, zaadoptowala chlopca rodzina z Australii-gdzie zyl sobie dlugo i szczesliwie. Po 25 latach zapragnal odnalezc biologiczna matke i rodzine. Kilka lat zajelo mu odnalezienie miejsca gdzie sie urodzil… co bylo dalej nie bede zdradzac, na wypadek gdyby ktos sie na ten film wybral. Smutny, przerazliwie rzeczywisty film z nuta pozytywizmu.

Sobota i niedziela zlaly sie w jedna mase. Polska Szkola, szybkie zakupy i duuuuzo czasu spedzone z Antonka, ktora postawila sobie za punkt honoru, ze bedzie chodzic. To nic, ze nozki jeszcze slabe, ze tysiac razy upada na dupke, chce chodzic i juz;). Coz, chyba juz czas, wlasnie skonczyla 10 miesiecy.

Zimny 2017

Tymczasem w Nowym Roku zmiana pogody. Zimno sie zrobilo. Tzn. relatywnie zimno. Jakies -2 na termometrze. Ale dla Texanczykow to jakby -20. Nikt tu do zim przyzwyczajony nie jest – wiec jak tylko temperatura spada ponizej 10 stopni, w ruch ida kurty, szale i kozaki. To wlasnie jedyna okazja, zeby takowe okrycia przewietrzyc tudziez nowymi botkami poszpanowac;). Na popoludnie zapowiadaja snieg – jakies milimetry doslownie, a i to jeszcze nie pewne. Ale, coby zima nie zaskoczyla drogowcow, juz od kilku dni jezdza piaskarki z sola I przygotowuja ulice na zime. Tzn. na to -2 i mozliwe opady sniegu, ktore potrwa dzien lub dwa – bo od poniedzialku znowu 20 na plusie;). Coz, lepiej byc przygotowanym. Mialam szczera nadzieje, ze snieg posypie juz od rana. Mialabym wtedy wymowke, zeby zostac w domu – bo bardzo mi sie nie chcialo opatulac w te kurty, szaliki… ale rano bylo calkiem sucho.

Jutro pierwsze zajecia polskiej szkoly w nowym roku i nowym miejscu. Po 4 latach ciaglego droczenia sie z pastorem w kosciele, od ktorego wynajmowalismy pomieszczenia, po znoszeniu jego uwag, ze smiecimy, ze zuzywamy papier toaletowy, po nieustajacym przeganianiu nas z kata w kat, z sali do sali, zdecydowalismy sie na ten wielki krok. Zmienilismy miejscowke. Nowy budynek, tez znajduje sie przy kosciele, tym razem Hinduskim. Jest piekny, nowiutki, ze slicznymi klasami, kuchnia i poczekalnia dla rodzicow. Nieskromnie przyznam, ze mialam duzy udzial w znalezieniu tego miejsca I ciesze sie, ze nas przyjeli. Zobaczymy jak bedzie ukladala sie wspolpraca, oby dobrze.

Dzis urodziny tesciowej, a ona biedna chora, w lozku:(. Coz celebracje przeniesiemy na jutro. Dzis wieczorem mielismy odpalic szampana a pozniej isc do kina – ale chyba nic z tego nie bedzie. Przy takich wahaniach temperator, sporo ludzi niestety choruje. Organizm po prostu wariuje i nie wie czy ma przelaczac sie na system letni czy zimowy;). Mam nadzieje, ze zdrowie dopisze nam wszystkim w Nowym Roku.