Ami wakacjuje pelna para. Po pelnej wrazen wycieczce po Europie, jezdza teraz z tatusiem po Krakowie i okolicach. Byli w Szczawnicy, kopalni srebra w Tarnowskich Gorach, jakiejs innej kopalni w Zabrzu, po drodze odwiedzili jakies muzea, wawozy, itd. Szczerze mowiac to ledwo nadazam za tymi ich wycieczkami. Nie wspomne juz o Hubowych spotkaniach biznesowych rozsianych po calej Europie. Normalnie ciuciubabka: jestes w Krakowie? Nie w Monachium/Frankfurcie/Nicei/Amsterdamie/Dortmundzie/Heidenheim (*niepotrzebne skreslic). Ale miales byc w Krakowie… no mialem, ale wyskoczylem na spotkanie;).
Stalym punktem programu sa zawsze odwiedziny u cioci w Zawierciu. W tym roku rowniez Ami z Hubem spedzili sobie swietnie czas z naszymi kochanymi przyjaciolmi. W/g planu miala to byc krotka wizyta, wieczor/rano. Ciocia Iza nie wypuscila jednak Ami przez kolejne 2 dni, i dopiero jak nakramila, rozpiescila do granic niemozliwosci, obwiozla po okolicznych atrakcjach i obladowala worami prezentow, odwiozla pod skrzydla babci.
Babcia tymczasem niefrotunnie spadla ze schodow we wlasnym domu, potlukla sie i skrecila noge. Lekarz nakazal wprawdzie lezec z noga w gorze, ale przeciez ogorki same sie nie ukisza… ile to sie musialam nagadac, zeby siedziala na tylku (doslownie) i zapomniala o jakiejkolwiek robocie. Do konca nie ufam, ze mamuska sie dostosuje do lekarskich zalecen czy mojego gderania.
Ami juz przemiescila sie do Krakowa bo jutro wyjazd na prawdziwy oboz w prawdziwych gorach, gdzies kolo Rabki. Torby spakowane, humor dopisuje i podniecenie rosnie…. kolejne 10 dni Ami spedzi sobie nan typowych atrakcjach obozowych, ktore w dzisiejszych czasach przerastaja moja wyobraznie (parki wodne, trampoliny, parki rozrywki, rolki, rowery, robotyka, tance, itp.). Na obozie bedzie kuzynka oraz 3 dzieciakow znajomych z Dallas, wiec niezla ekipa. Ciekawa jestem wrazen i mam nadzieje, ze beda to kolejne cudownie spedzone chwile w Polsce.
Swoja droga tesknie juz za nimi i odliczam dni do powrotu.