Tak strzege tego balansu miedzy praca a domem jak lwica. Staram sie jak najmniej w domu pracowac, zeby (i tak juz ograniczony) czas spedzic z dziecmi lub chociaz w poblizu dzieci;). I, raz lepiej, raz gorzej, ale chyba mi sie udaje. Hub niestety pracuje i w pracy i w domu i w samochodzie i w tak zwanym miedzyczasie … ale ostatnio juz mocne postanowienie poprawy sobie zarzadzil i udalo nam sie jeden weekend wykroic dla rodziny. Pol soboty spedzilismy na placu zabaw. Antoska byla w siodmym niebie, Amelia troche sie nudzila – choc biegala od hustawki do zjezdzalni. Tak juz troche wyrasta z takich atrakcji, juz coraz bardziej interesuja ja ‘nastolatkowe’ tematy, instagramy, itp. No wiec, zeby Ami zadoscuczynic za bieganie za Antoska po placu zabaw, Hub zabral ja na scianke wspinaczkowa. Pozniej wspolnie pojechalismy na nasze ulubione tajskie, a na wieczor jeszcze Ami miala kolezanki na spanie, wiec totalnie dzien pelen atrakcji. Niedziela tez w miare na luzie, kosciol, male zakupy, po poludniu przedstawienie teatru dzieciecego, w ktorym wystepuje corka znajomej, a wieczorem obiad z dziadkami. Luz, blues, sielanka;).