Swiateczne Salony

W ramach maratonu przedswiatecznych spotkan chodzimy z Hubem na rozne salonowe imprezy, glownie przez jego prace, chociaz i przez moja gdzie niegdzie sie zalapujemy.  Wczoraj na przyklad mielismy okazje posluchac madrych tego swiata na kolacji Dallas Committee on Foreign Relations. Ambasador Richard Fisher analizowal obecna polityke i chetnie dzielil sie doswiadczeniami ze swojego ciekawego zycia zawodowego. Przy okazji poznalismy wierchuszke Hubowego wydzialu, lacznie z pania Dziekan i kilka innych interesujacych osob. Owszem, ciekawe sa takie spotkania, milo slucha sie jak ktos ma cos madrego do powiedzenia i jeszcze do tego posiada cudowny dar opowiadania. Przyznam jednak, ze wszystkie te spotkania sa do siebie podobne i mam wrazenie, ze wpadamy ciagle na tych samych ludzi, a przeciez Dallas to wielka metropolia. Wiele jest pompy, wazeliny i sztucznosci przy okazji takich eventow. A ewidentny podliz niektorych przyprawial o mdlosci bardziej niz siedmiowarstwowy czekoladowy deser, ktory serwowano;).

No ale chodzimy, uczestniczymy w imprezach, usmiechamy sie i obserwujemy sobie te salony, tych ludzi i cala ta otoczke.

Kurujemy sie

No to sie troche pochorowalismy. Po kolei kazdy z nas zaliczal zapalenie zatok i temu podobne. Nie bylo tygodnia, zeby ktores z nas nie bylo u lekarza. Nawet Antonke jakies katary i kaszelki dopadly, a jej jak wiadomo, szkoda najbardziej. No ale mam nadzieje, ze juz widac swiatelko w tunelu…. jeszcze tylko Hub, miejmy nadzieje ostatni na liscie chorobowej, sie wykaraska i wyjdziemy na prosta.

Jak poradnik babuni nakazuje, nakupilam zapas echinacea i vitaminy C i budujemy odpornosc;). Na cale szczescie przytrafil nam sie dlugi weekend na Thanksgiving, wiec mozna bylo troche zwolnic, posiedziec w domu i odpoczac. Przyjechala Wiola, posiedzielismy, pogadalismy i czas milo minal. Namawiamy ja usilnie na przeprowadzke do Dallas. Juz nawet rozglada sie za praca tutaj. Fajnie by bylo gdyby sie zdarzylo;).

Wkraczamy szybkimi krokami w okres Swiateczny. Jak co roku kalendarz wypelnil sie spotkaniami swiatecznymi i tymi sluzbowymi i tymi prywatnymi. Kazdy weekend szczelnie, oj szczelniutko wypelniony,  pokladam wiec wielkie nadzieje w tej echinacea, zeby zdrowia nam wystarczylo to wszytko ogarnac. Jako plan awaryjny mam w lodowce butelke cytrynowki;).

 

Sezon na Konferencje

Jakos tak sie ostatnio zlozylo, ze nie ma tygodnia bym nie uczestniczyla w jakiejs konferencji. Podobnie jest w tym tygodniu. Siedze na dwudniowej konferencji na temat Wlasnosci Intelektualnej, jednej z dziedzin, ktora zajmuje sie zawodowo, a w zeszlym tygodniu bylam na swietnej konferencji Doing Business Globally  – czyli jak zmienia sie prawo na swiecie i jak probuje dogonic ciagle zmieniajacy sie swiat biznesu. Zazwyczaj na takie konferencje zapraszani sa prelegenci, ktorzy maja za zadanie troche zmotywowac widownie, opowiedziec swoja historie w stylu “od pucybuta do milionera” lub wskazac trendy jakie obecnie obowiazuja w swiecie biznesu. Tegoroczna prezentacja przez Jima Carroll byla zdecydowanie jedna z lepszych. Jako futurysta, Jim przedstawil nam wizje, dokad ten swiat zmierza, jak szybko sie wszystko zmienia, jak powstaja nowe technologie, ktore w szalonym tempie wypieraja obecne wynalazki. Niektore zawody za kilkanascie/dziesiat lat nie beda juz istnialy, a na ich miejsce pojawia sie wysoce wyspecjalizowane profesje, zarzadzajace glownie robotami i automatami, ktore juz na dobre zdominuja produkcje i logistyke. Moze to wszystko brzmi jak science-fiction, ale wiele z tych zmian zachodzi w zasadzie juz teraz, na naszych oczach: samochody bez kierowcy, aplikacje kontrolujace cisnienie, cukier, kalorie, drony, etc. Konkluzja oczywiscie byla taka, ze prawo musi rowniez dostosowac sie do tego zmieniajcego sie swiata. Moim zdaniem prawo nie jest az tak elastyczne i ewoluuje raczej w wolniejszym tempie. Powoduje to, ze prawnicy musza byc coraz bardziej kreatywni, poszukiwac rozwiazan gdzies “miedzy wierszami”, co czyni nasza prace moze ciekawsza, ale tez bardziej stresujaca. Czesto jest tak, ze nie ma jeszcze precedensu, nie ma sie czym “podeprzec” i czlowiek zastanawia sie po nocach czy to co wymyslil ma sens. Duzym problemem jest rowniez “globalizacja” i to, ze tranzakcje odbywaja sie ponad granicami, ludzie przemieszczaja sie po swiecie, wynalazki czesto tworzone sa przez zespoly naukowcow z kilku krajow. Duzym wyzwaniem jest udokumentowanie takich wlasnie “miedzynarodowych” projektow, bo kazdy kraj lub region (np. EU) ma inne prawo. Co gorsze niektore regulacje wzajemnie sie wykluczaja – tak jest np. w dziedzinie ochrony praw osobowych, z ktorym to tematem zmagamy sie wlasnie u mnie w firmie w obliczu sporych zmian, ktore zachodza w prawie Europejskim, ale beda rowniez dotyczyly firm amerykanskich. Pisze o tym wlasnie arytkul wiec moze kiedys tu go zamieszcze. Tymczasem chodze na te rozne szkolenia, podpatruje, podczytuje, podpytuje madrzejszych ode mnie i ucze sie w ten sposob. Obserwuje tez sobie po cichu srodowiska prawnicze i widze, ze rozluzniaja sie troszke te sztywne do tej pory “kolka wzajemnej adoracji” i generalnie ludzie sa przyjaznie do siebie nastawieni. In-house counsel maja troszke uprzywilejowana pozycje bo kazdy chce zdobyc nowych klientow, wiec stara sie byc dla nas milym;)

Zakulisowo

Jak juz wspomnialam, przy okazji spotkan sluzbowych czy konferencji za kulisami odbywaja sie spotkania towarzyskie. Najciekawsze rzecz jasna rozmowy odbywaja sie wlasnie na luzie, przy lampce wina i jedzonku. I takie wlasnie super spotkanko odbylo sie u nas. Oprocz gosci, ktorzy przylecieli na konferencje, Hub zaprosil tez ludzi, z ktorymi wspolpracuje, a ktorzy na codzien piastuja wysokie stanowiska w duzych firmach. Zebrala sie spora grupa ciekawych osobowosci co uczynilo wieczor jakze ciekawym.

Nie zabraklo tez wspomnien. Bo z Nowego Jorku przyleciala Monique, stara dobra znajoma, ktora doradza obecnie Hubowemu uniwerkowi, a znamy sie jeszcze z czasow konsultingu. Monique byla nasza szefowa w EY, a mnie to wlasnie ona przyjela do pracy, co zawazylo na mojej karierze w bardzo pozytywny sposob. Obiektywnie rzecz ujmujac praca byla ponad moje mozliwosci i jezykowe i techniczne. Ale jakis gdzies tam we mnie Monique potencjal dostrzegla i szanse dala. I skorzystalam z tej szansy nieziemsko, dniami i nocami uczylam sie Anglielskiego i programow i po kilku miesiacach “orki” juz nie odstawalam tak bardzo od reszty zespolu. I zawsze to z Monique wspominamy i zawsze ja mocno sciskam i dziekuje, ze taki pozytywny wplyw na moje zycie miala.

A z Arizony przylecial Lukasz, z ktorym tez znamy sie ponad 10 lat i uwielbiamy Lukasza i Karoline. Cudowni ludzie, niesamowicie ciepli i przyjazni. A Lukasz jest teraz ekspertem w swojej dziedzinie, ktora jest tez moja dziedzina, wiec tym bardziej mamy mnostwo wspolnych tematow. Nie brakuje przy tym smiechu, zartow i nocnych Polakow rozwazan;).

Nie sposob opisac wszystkich naszych cudownych gosci i przyjaciol, ale takie wieczory na dlugo zapadaja w pamiec. I juz czeka sie do kolejnego spotkania. Moze przy okazji kolejnej konferencji?

Konferencja

Mozna powiedziec, ze juz tradycyjnie, bo po raz drugi przeciez, Hub organizowal u siebie na uniwerku konferencje na temat Polski, gospdarki, ekonomii i podobnych tematow. Podobnie jak w roku poprzednim zjechali sie eksperci i odwalili kawal dobrej roboty. Nie tylko studenci, ale i szersza publicznosc byla zachwyceni wykladami i prezentacjami. Milo posluchac madrych glow, ludzi, ktorzy na codzien sa ekspertami w swoich dziedzinach.

Podobnie jak w roku poprzednim, nasza Szkola Polska miala stoisko na konferencji. Prezentowalismy przyklady polskiej sztuki, kultury, zdjecia, stroje ludowe i cala ta nasza polska “cepeliade”, ktora jednak coby nie mowic na cudzoziemcach robi wrazenie swoja roznorodnoscia, kolorami i swoista folklorystyczna egzotyka.

Te Hubowe konferencje sa rowniez swietna okazja do spotkania sie z przyjaciolmi bo z wiekszoscia prelegentow jestesmy na towarzyskiej stopie. I te wlasnie pozakulisowe spotkania sa najcudowniejsze i bardzo sobie cenie te chwile spedzone juz na luzie, gdzie mozna podyskutowac o wszystkim, ale juz bez krawatow i powerpointow;).

Haloweenki;-)

 Wpadam na chwile zeby odnotowac, ze Haloween odprawilismy jak tradycja nakazuje. Amelia popedzila z kolezankami na obchod osiedla, a my z tesciowa wzielysmy Antoske i mialysmy zamiar przejsc tylko nasza ulice, ot tak zeby sobie Antosia pochodzila, cukierkow pozbierala. A tu jak sie okazalo chodzilysmy prawie dwie godziny i az uwierzyc nie moglam, ze taki maly skrzat szybciutko zalapie o co w tym wszystkim chodzi. Ze dzwoni sie dzwonkiem (co juz jest atrakcja), ktos otwiera, zachwyca sie jaka to mala, ‘cutna’ piratka przyszla i cuksami czestuje. Tak sie Antosce spodobalo, ze do domu nie mozna jej bylo zaciagnac mimo poznej pory. Wpradzie co po niektore dekoracje Antosie przerazaly, ale dziarsko przechodzila dalej i odwiedzala kolejne przyjazne domy. I nawet kubelka coraz ciezszego nie dala sobie potrzymac. Najpowazniej w swiecie uczestniczyla w Halloweenowym szalenstwie. Gdzies tam pomiedzy czarownicami i Starwarsami mignela nam sie znajoma twarz Amelii, ktora w tym roku byla  czyms miedzy Harry Potterem a Zorro;). Blizej nieokreslony stwor z maska i w czarnym dlugim plaszczu. Miala byc tez do tego  czarna peruka, ale ja “gryzla”;).