Jakos tak sie ostatnio zlozylo, ze nie ma tygodnia bym nie uczestniczyla w jakiejs konferencji. Podobnie jest w tym tygodniu. Siedze na dwudniowej konferencji na temat Wlasnosci Intelektualnej, jednej z dziedzin, ktora zajmuje sie zawodowo, a w zeszlym tygodniu bylam na swietnej konferencji Doing Business Globally – czyli jak zmienia sie prawo na swiecie i jak probuje dogonic ciagle zmieniajacy sie swiat biznesu. Zazwyczaj na takie konferencje zapraszani sa prelegenci, ktorzy maja za zadanie troche zmotywowac widownie, opowiedziec swoja historie w stylu “od pucybuta do milionera” lub wskazac trendy jakie obecnie obowiazuja w swiecie biznesu. Tegoroczna prezentacja przez Jima Carroll byla zdecydowanie jedna z lepszych. Jako futurysta, Jim przedstawil nam wizje, dokad ten swiat zmierza, jak szybko sie wszystko zmienia, jak powstaja nowe technologie, ktore w szalonym tempie wypieraja obecne wynalazki. Niektore zawody za kilkanascie/dziesiat lat nie beda juz istnialy, a na ich miejsce pojawia sie wysoce wyspecjalizowane profesje, zarzadzajace glownie robotami i automatami, ktore juz na dobre zdominuja produkcje i logistyke. Moze to wszystko brzmi jak science-fiction, ale wiele z tych zmian zachodzi w zasadzie juz teraz, na naszych oczach: samochody bez kierowcy, aplikacje kontrolujace cisnienie, cukier, kalorie, drony, etc. Konkluzja oczywiscie byla taka, ze prawo musi rowniez dostosowac sie do tego zmieniajcego sie swiata. Moim zdaniem prawo nie jest az tak elastyczne i ewoluuje raczej w wolniejszym tempie. Powoduje to, ze prawnicy musza byc coraz bardziej kreatywni, poszukiwac rozwiazan gdzies “miedzy wierszami”, co czyni nasza prace moze ciekawsza, ale tez bardziej stresujaca. Czesto jest tak, ze nie ma jeszcze precedensu, nie ma sie czym “podeprzec” i czlowiek zastanawia sie po nocach czy to co wymyslil ma sens. Duzym problemem jest rowniez “globalizacja” i to, ze tranzakcje odbywaja sie ponad granicami, ludzie przemieszczaja sie po swiecie, wynalazki czesto tworzone sa przez zespoly naukowcow z kilku krajow. Duzym wyzwaniem jest udokumentowanie takich wlasnie “miedzynarodowych” projektow, bo kazdy kraj lub region (np. EU) ma inne prawo. Co gorsze niektore regulacje wzajemnie sie wykluczaja – tak jest np. w dziedzinie ochrony praw osobowych, z ktorym to tematem zmagamy sie wlasnie u mnie w firmie w obliczu sporych zmian, ktore zachodza w prawie Europejskim, ale beda rowniez dotyczyly firm amerykanskich. Pisze o tym wlasnie arytkul wiec moze kiedys tu go zamieszcze. Tymczasem chodze na te rozne szkolenia, podpatruje, podczytuje, podpytuje madrzejszych ode mnie i ucze sie w ten sposob. Obserwuje tez sobie po cichu srodowiska prawnicze i widze, ze rozluzniaja sie troszke te sztywne do tej pory “kolka wzajemnej adoracji” i generalnie ludzie sa przyjaznie do siebie nastawieni. In-house counsel maja troszke uprzywilejowana pozycje bo kazdy chce zdobyc nowych klientow, wiec stara sie byc dla nas milym;)