Urodzinowo

Kochane przyjaciolki jak zwykle nie zawiodly. Poswietowalysmy sobie moje urodziny jak przystalo w babskim gronie. Cudowny, betroski czas w fajnej kameralnej knajpce. Babskie gadanie, opowiesci, historie z przeszlosci dalszej i blizszej. A w tle cudowna muzyka barowego zespolu. Przefajna amtosfera. I jak bardzo brakuje mi takich spotkan, gdzie czlowiek moze sie wyluzowac, pozartowac, posmiac. Gdzie nie trzeba sie spinac czy naginac czy uwazac zeby kogos nie obrazic. Mam nadzieje, ze dziewczyny bawily sie rownie dobrze jak ja.

Bogu dziekuje, za te przyjazne dusze w moim zyciu. Nie wyobrazam sobie, ze moglabym istniec bez przyjaciol. To od nich czerpie cudowna energie, to do nich moge sie wyzalic gdy mi zle. Ile razy odwiodly mnie od pochopnych decyzji lub zachecily gdy bylam niepewna.

img_5947

Shakiiiiirrrraaaa

Bilety kupione juz ponad rok temu, koncert przelozony ze stycznia bo Shakira miala problemy z gardlem, ale nareszcie doczekalismy sie Shakiry w Dallas. I choc tydzien mialam napiety po uszy, nie moglam ominac tego wydarzenia.

Shakira byla swietna. Shakira to “total package” co to i biodrami zakreci i pieknie zatanczy i zagra na wszelakich isntrumentach: gitarze, perkusji, pianinie. No i oczywiscie jej przepiekny glos, cudne melodie, znane przeboje. Jednym slowem super koncert. A to, ze moglam bawic sie na nim razem z kolezankami to juz prawdziwy bonus.

Fajny wieczor, jeszcze dlugo po powrocie do domu w glowie kolataly sie piekne piosenki. Dla mnie najcudowniejszym momentem koncertu byla piosenka, ktora Shakira spiewa w duecie z moim ukochanym Alejandro Sanz. I w tle, na telebimie pojawil sie Alejandro…. ach co za uczta dla zmyslow. I choc piosenka juz stara, nadal brzmi pieknie. I rozmarzylam sie, ze fajnie byloby pojsc na koncert Alejandro Sanza. Bede chyba musiala poleciec do Hiszpani, bo Alejandro najwiecej tam koncertuje, do Stanow prawie nie przyjezdza.

Kalifornia Trip 2018 – Parki and Vegas

Z San Franciso przemiescilismy sie w okolice Fresno. Fresno to swietna baza wypadowa do Yosemite, Kings Canyon i Sequoia Park. Niestety musielismy zmodyfikowac nasze plany, gdyz w parku Yosemite nadal szaleja pozary i park jest zamkniety. Za to z wielka przyjemnoscia pojezdzilismy po Kings Canyon i Sequoia. Przecudne widoki, niezapomniane wrazenia: gorskie serpentyny, przepiekne olbrzymie, dwutysieczne drzewa, strumyki, laki, pola. Jednym slowem jakikolwiek rodzaj krajobrazu mozna sobie wyobrazic, znajdzie sie go w parkach. Sama “przejazdzka” to juz atrakcja. Gorskie drogi, wijace sie coraz wyzej i wyzej, az wreszcie brakuje tchu (i tlenu) i robi sie bardzo niebezpiecznie. Ale za to na kazdym kroku przecudowne widoki. Az nie wiadomo w ktora strone patrzec, a aparat robi sie goracy od robienia zdjec. Wybieramy kilka latwiejszych szlakow i lazimy sobie po gorkach, przechodzimy wplaw strumien, odpoczywamy na lace. Jest cudnie.

Kolejnego dnia wybieramy sie do Doliny Smierci. Zdecydowanie warta zobaczenia. 124 stopnie Farenheita rozpala pustynne krajobrazy do czerwonosci. Mlodziez robi eksperymenty z jajkami – chcieli usmazyc jajko na asfalcie. Wprawdzie usmazone nie bylo (moze za krotko czekalismy), ale scielo sie dosyc porzadnie. Tutaj juz krajobraz iscie pustynny, skalny. Wszystko wyschniete, zero roslinnosci.

Ostatnim przystankiem bylo Vegas i Grand Canyon. Canyon oczywiscie przecudny, niesamowita potega natury w czystej postaci. Choc pod koniec dnia przegania nas deszcz, ale i tak udaje nam sie obejrzec najciekwasze miejsca.

Na koniec “parkujemy” sie przy basenie w superowym hotelu w Las Vegas. Nalezy nam sie chociaz dwa dni blogiego nicnierobienia. Z rozkosza odpoczywamy nad basenem, a wieczorem jedziemy do miasta. Chloniemy przez chwile szalona atmosfere stolicy rozrywki, ogladamy fontanny, fajerwerki, przygladamy sie tlumom dziwakow, ktorych nigdy nie brakuje w tym miescie.

img_5626-collageimg_5345-collage

Kalifornia Trip 2018 – San Francisco

Nareszcie udalo nam sie odwiedzic polnocna Kalifornie i parki narodowe. Juz kilka razy sie przymierzalismy do takiej wycieczki. Ciesze sie, ze doszla do skutku. Choc nie obylo sie bez malych przygod.

Juz na poczatku, male zawirowania. Samolot, w ktorym juz siedzielismy musial zawrocic z powodu awarii. Ponoc uszkodzili mu skrzydlo przy ladowaniu bagazu. No bez skrzydla nie polecim, wysadzili wiec wycieczke i porozrzucali lud po roznych lotach. Nam trafilo sie z przesiadka w Houston, co spowodowalo, ze zamiast na 8 rano bylismy w San Francisco o 3 po poludniu. Czyli generalnie dzien w plecy, a tymczasem mielismy zaplanowane zwiedzanie miasta. Coz, robimy co mozemy, czyli zaliczamy Lombard Street – krzywa ulice, ogladamy kolorowe domy a na koniec dnia delektujemy sie autentyczna wloska kuchnia w Little Italy.

Kolejny dzien to wizyta w siedzibie Google. Hub uruchomil swoje kontakty i zalatwil nam wejscie na teren Google. O 10 rano czekal juz na nas Ashik, znajomy znajomego, ktory oprowadzil nas po glownym biurze oraz budynku Project X – czyli gdzie pracuja nad ciekawymi wynalazkami w stylu samochodu bez kierowcy czy internetu dostarczanego balonami na niezamieszkale tereny. Do Googla mozna wlasnie wejsc tlko, jezeli zna sie jakiegos pracownika, tym bardziej ucieszylismy sie z takiej okazji. Jak juz bylismy w Mountain View, nie moglismy ominac kampusu slynnego uniwersytetu Stanforda. Kampus maja przepiekny, choc rozlegly.  Popoludnie spedzilismy juz w samym San Francisco. Chcielismy koniecznie zobaczyc Golden Gate Bridge – ale mgla platala nam figle i most ledwo co wynurzal sie z chmur mgly. Cpykalismy wiec zdjecia jak Japonscy turysci, w nadzieji ze uda nam sie uchwycic chocaz kawalek slynnego symbolu SF. Skutek byl taki sobie – dosc powiedziec, ze na most wrocilismy jeszcze nastepnego dnia w drodze do Sausalito, urokliwego miasteczka po drugiej stronie mostu. Po dniu pelnym wrazen, stracilismy troche czujnosc. Wbrew ostrzezeniom (obecnym wszedzie i powtarzanym na kazdym kroku) zostawilismy plecaki w samochodzie zaparkowanym na parkingu przy Ghirardelli Square – w samym centrum miasta. I pech chcial, ze nam sie do tego samochodu wlamali, wybili szybe i zabrali plecaki. Oprocz typowych turystycznych drobiazgow, na nieszczescie w plecaku byl tez iPad. Ami byla niepocieszona. Wieczor uplynal nam na skladaniu raportu policyjnego i kontakcie z wypozyczalnia. Na szczescie bez problemu wymienili nam samochod i pokryli wszelkie koszta.

Ostatniego dnia w SF przeprawilismy sie na drugi brzeg do cudownego miasteczka Saucalito, jeszcze raz pokrecilismy sie kolo mostu by uchwycic olbrzyma na zdjeciach, zwiedzilismy kampus kolejnego uniwerku, tym razem Berkley. Berkley to kompletne rozczarowanie. Kampus znajduje sie okropnej dzielnicy miasta, pelnej bezdomnych, brudnej i zaniedbanej. Zwiedzanie zakonczylismy szybciutko, bo pomni wczorajszych ekscesow, balismy sie zostawic samochod na parkingu.

d5d3fc28-74e9-487a-9d47-9a0db4761de1-collage

Goscie w Dallas

Amelia doleciala cala i zdrowa i jaka szczesliwa i wyteskniona. My rowniez. Antonka tak czekala i ekscytowala sie przyjazdem siostry, ze z wrazenia usnela. A jak sie obudzila, Ami juz siedziala obok niej w samochodzie. Radosci nie bylo konca. Cudne momenty.

Ostatnio na lotnisku bywam prawie codziennie. W niedziele przyleciala Amelia, a w sobote przylecieli znajomi: Magda, Albert z chlopcami. Z Magda i Albertem znamy sie ze studiow. Razem spedzilismy 5 lat w Lublinie. Wspolne imprezy, uczenie sie, wyjazdy, odwiedziny w lecie – jednym slowem kawal wspolnego zycia. Przez wszystkie te lata oczywiscie pozostalismy w kontakcie, choc moze nie az tak bliskim jakbysmy chcieli. Tym bardziej ich wizyta to cudowne wydarzenie i az uwierzyc nie moglam, ze sa z nami. Kilka dni spedzilismy wspolnie zwiedzajac Dallas i okolice, a we wtorek polecielismy  podbijac Kalifornie. W miedzyczasie wspolnie wznieslismy toast za kolejny rok mojego zycia, juz nie wspomne ktory;).

img_4990

Lato, lato dam ci roze.

Lato, lato dam ci roze. Lato, lato zostan dluzej…. chcialoby sie zaspiewac. Ale lato pedzi jak szalone. Nie moge naprawde uwierzyc, ze Ami juz pojutrze wraca z Polski. Przeciez dopiero odprowadzalismy ja i mame na lotnisko. 6 tygodni zlecialo jak z bicza strzelil. I juz nie moge sie doczekac jak znowu pojedziemy na lotnisko. Tym razem odebrac Ami… Antoska juz cala podekscytowana, nie moze sie siostrzycy doczekac. My zreszta tez.

Antosia dzielnie zniosla rekordowe w tym roku upaly. Chowali sie gdzie mogli z Dziadziusiem, a kiedy temperatura spadla do 39 (zamiast szalonych czterdziestek), wymykali sie na basen, plac zabaw czy na podworko. Antonka do perfekcji opanowala jazde na hulajnodze, z zakretasami, a jakze. Teraz probuje swoich sil na roweku, choc nozki jeszcze slabe, nie daja rady przyciskac pedalek.

Antonka jest przecudowna, jej konwersacje zadziwiaja. Skad zna tyle powiedzonek? Wie dokladnie kiedy czego uzyc. Potrafi niezle “odpysknac”;). Antosiu, mowie jej idziemy sie kapac – “Nie ide, nie jestem brudna”:-). Nadal uwielbia Masze I Misia – rosyjska bajke, ktora zawsze ogladamy wieczorem. Probowalismy juz roznych innych bajek, ale po chwili Antosia nudzi sie i zawsze wracamy do Maszy;). Najwieksza frajde sprawia jej sprzatanie, wszelkiego rodzaju mycie, zamiatanie, ukladanie. Chetnie pomaga babci w kuchni i nawet niezle jej idzie obieranie owocow  czy przelewanie wody.

Zanim zupelnie zamkniemy letni rozdzial, przed nami jeszcze przyjazd cudownych gosci z Polski, Madzi, Alberta i chlopcow, przyjazd Amelci i wspolne wakacje w Kalifornii.

20180622_162621-collage

 

Jeszcze o MK

W tym roku mialam okazje uczestniczyc w slawetnym seminarium MK w Dallas. Coz to byl za show. Produkcja na miare Hollywood. Kilka tysiecy kobiet wystrojonych w wieczorowe suknie, celebrujacych sukcesy. Nagrody, wyroznienia, przemowy, motywacyjne okrzyki – jednym slowem podniosla atmosfera i ciekawe wydarzenie nawet dla kogos spoza branzy. Ciesze sie bardzo, ze moglam wraz z moimi “Merykejkami” w tym uczestniczyc. Hub uruchomil swoje koneksje i wkrecil mnie na ta impreze – bo normalnie to tajne przez poufne nie mozna tam ot tak z ulicy wejsc. Caly wieczor spedzilam z moimi dziewczynami, cieszac sie rowniez z ich sukcesow. Wspolnie ogladalismy rowniez swietny koncert muzyki country, ktory uswietnil impreze.

img_4855