Wyjatkowy czas wymaga wyjatkowych rozwiazan. Musielismy naprawde wytezyc nasza kreatywnosc zeby wymyslic cos na tegoroczne szkolne Mikolajki. Nie bylismy w stanie zorganizowac w tym roku hucznej imprezy Mikolajkowej dla naszych szkolnych dzieciakow, ale udalo nam sie chociaz w minimalnym stopniu zachowac tradycje. A, ze jestesmy w Ameryce, stosownym rozwiazaniem wydawaly sie Mikolajki w wersji “drive through”;). Wygladalo to mniej wiecej tak, ze Mikolaj z krwi i kosci stal przed szkola, na tle stosownej dekoracji, dzieciaki podjezdzaly, wysiadaly z samochodu na szybkie foto z odleglosci, odbieraly prezent ze stoliczka i wracaly do auta. Wszystko na dystans, wszystko bezdotykowo, wszystko bez jakiegokolwiek kontaktu. No moze oprocz zdjec grupowych/rodzinnych;).
Pomimo tak scislych ograniczen, dzieciaki byly zachwycone. Fajnie bylo spotkac sie z rodzicami i chociaz na odleglosc porozmawiac i zyczyc sobie Wesolych Swiat. Moja Antosia byla bardzo zadowolona. Choc miala pewne watpliwosci czy ten Mikolaj bedzie prawdziwy;)/. Watpliwosci rozwial sam Mikolaj jak zaczal z dzieciakami rozmawiac i upewniac sie, ze wszystkie byly grzeczne;). Elfy, ktore pomagaly wszystko przygotowac i kupic prezenty, spisaly sie na medal. Dzieciaki dostaly po kilka prezentow, radosci nie bylo wiec konca. Na chwilke zaswiecilo swiatelko jakiejs nadziei, ze jeszcze kiedys bedzie normalnie i ze wrocimy do huczniejszych obchodow Mikolaja.



