Serce

Niesamowite dla mnie jest to, ze od najmlodszych lat drzemie w czlowieku instynkt zadbania o wlasne interesty. Swietnie zademonstrowala to wczoraj Antosia. Gdzies w Yutubowych filmikach Antoska wypatrzyla jak dzieci bawily sie pudelkiem w ksztalcie serca z jakimis figurkami w srodku. Natychmiast i ona zapragnela miec takie oto plastikowe serce. Od marzen do realizacji, dzielila ja tylko krotka droga do dziadziusiowego serca, tudziez portfela;). Ze sprytem cinkciarza wynalazla na YouTub’ie gdzie takie serce mozna kupic i namowila dziadziusia na wycieczke do Target. Po przejsciu labiryntu na dziale z zabawkami, misja zakonczyla sie wielkim sukcesem, pudelko Trinity&Beyond wyladowalo w koszyku;). Kilka dni temu i mnie rowniez marudzila cos o jakims pudelku Trinity, ale przyznam szczerze, ze zbylam ja mowiac, ze poszukamy gdzies/kiedys/moze na urodziny. Niezrazona Antoska, postanowila wziac sprawy we wlasne rece i udac sie do wyzszej instancji, wiedzac, ze dziadzius nie odmowi. Jak tylko nadarzyla sie okazja, namowila dziadka na wyjazd do Target, ze niby po platki sniadaniowe. Przy okazji niechcacy wstapili na dzial zabawkowy, gdzie przypadkiem oczywiscie znalezli ten skarb;). Usmiech nie schodzil Antosi z buzi przez caly wieczor, wiec moze to nie byly az tak zupelnie wyrzucone pieniadze;). Zaradne moje dziecie, nie powiem. Jak jej drzwi zamykaja to oknem wlazi;). Tutaj szczesliwa posiadaczka serca Trinity&Beyond.

Houston 2021

Wzielismy sie i na przekor wszystkiemu wybralismy sie na weekend do Houston. Pretekstem byla wizyta u Izy i Pawla, ale tak naprawde po ostatnich wielu miesiacach spedzonych w domu, potrzebowalismy z niego wybyc. Krotki, ale intensywny weekend za nami. Bardzo dobrze nam taki wypad zrobil. Choc na krotka chwilke zapomnielismy o swiecie. W Houston spedzilismy dwa cudne dni, zaliczylismy kilka fajnych atrakcji, a przede wszystkim nadrobilismy zaleglosci z przyjaciolmi. Jak sie okazalo minal dokladnie rok od naszej ostatniej wizyty i choc widzielismy sie w Dallas kilka miesiecy temu, zawsze mamy mnostwo tematow i nocy i wina wrecz brakuje zeby wszystko omowic i swiat naprawic;).

Cala sobote podziwialismy nature. Najpierw w ogrodzie botanicznym i Akwarium podgladalismy ryby, malpy, papugi i przecudowna rafe koralowa. Nie zabraklo atrakcji w stylu dotykanie ryb czy bliskie spotkania z rekinem. Popoludnie natomiast spedzilismy spacerujac po plazy w Galveston, ktora moze nie nadaje sie do kapieli, ale na spacery, zbieranie muszelek i zdjecia o zachodzie slonca jest idealna. Meli pozowala na prawo i lewo, Instagram bedzie pekal w szwach;). Zreszta Antosia nie byla jej dluzna, swietnie nasladuje starsza siostre i do prefecji ma opanowane wszelkie snapchatowe pozy;). W niedziele wybralismy sie na kolejny przedlugasny spacer po miescie. Najpierw odwiedzilismy kampus slynnego Rice University a pozniej spacerowalismy w Hermann parku podziwiajac roslinnosc, jeziorko, pomniki. Udalo nam sie nawet przejechac pociagiem, ktory krazy wokol parku. Na koniec dnia, zmeczone nogi zapragnely klapnac gdzies gdziekolwiek by odpoczac. Przypadkiem wyladowalismy w cudownej wloskiej pizzeri i rozkoszowac sie autentyczna pizza italiana. Kochamy takie przypadki.

Houston nadal jest dla mnie nie do ogarniecia. Wielka metropolia, niesamowite odleglosci i wielkosc w kazdym wymiarze. Zawsze jednak znajdziemy jakies ciekawe miejsca, jakies lokalne smaczki i zawsze wyjezdzamy z poczuciem niedosytu, ze jeszcze tyle rzeczy jest do obejrzenia. Choc moze to dobrze, bo bedziemy mieli kolejny powod zeby tam wrocic.

Zle sie dzieje.

Prosilam, blagalam Cie 2021 zebys byl dobry, lepszy, pogodniejszy. A tu co? Ledwo zaczal sie styczen a tu stanelismy na progu wojny domowej w Stanach. Sceny dantejskie naprawde odbywaly sie wczoraj w Waszyngtonie D.C. Zwolennicy Trumpa, zachecani i smialo powiem podzegani przez swojego “wielkiego wodza” szturmem wdarli sie do budynku Kapitolu, zniszczyli piekne, historyczne wnetrza, zdewastowali biura, sale konferencyjne czy sale obrad parlamentu. Wszystko oczywiscie w imie obrony Trumpa i ze zlosci, ze przegral wybory. Caly swiat zareagowal oburzeniem na to co dzieje sie w Stanach, kolebce demokracji. Innej reakcji nie moglo byc. Nie moze byc przyzwolenia na przemoc w takim wydaniu, na szturm i przejmowanie wladzy sila, na wandalizm i zwykly bandytyzm.

Jak na moj gust, ochrona i policja zbyt wolno i zbyt delikatnie zareagowala na ataki. Nie chce tutaj wdawac sie w teorie spiskowe, ale wiele wskazuje na to, ze bylo to celowe, bo generalnie policja w Stanach popiera Trumpa. Jezeli ochrona nie jest w stanie ochronic jednego z najwazniejszych budynkow w kraju, to co to za ochrona? Jezeli policja nie jest w stanie obronic czlonkow Kongresu to trzeba sie zastanowic jaka jest jej rola.

Smutny to dzien w historii Ameryki. Smutne jest to, ze nie ma juz zadnych wartosci, ze demokracja, konstytucja, prawo staly sie wyswiechtanymi sloganami. Ze zwykli bandyci udaja obroncow demokracji i podpieraja sie wlasnie konstytucja gdy doprowadzaja niemalze do zamachu stanu. Jeszcze smutniejsze jest to, ze politycy, ktorzy nas reprezentuja, ktorzy powinni byc po stronie ludzi, praworzadnosci nie reaguja. Ze sa w stanie (taki Ted Cruz z TX na przyklad) postawic na linii swoja kariere polityczna i isc w zaparte broniac Trumpa do ostatniej kropli krwi (w tym przypadku doslownie – w czasie zamieszek zginelo 4 osoby).

Cale srodowisko prawniczne zareagowalo natychmiast, potepilo i skrytykowalo to co sie dzieje. Nazwalo rzeczy po imieniu: bezprawie, przestepstwo, pogwalcenie norm i przepisow. Mocne slowa padly w kierunku prezydenta. Slusznie zarzucono jemu i kilku innym Republikanom, ze podrzegaja do popelnienia przestepstwa, ze ignoruja wyniki demokratycznych wyborow, ze planuja zamach stanu. Dzisiaj natomiast krazy informacja, ze mlody prawnik z Dallas zostal zwolniony z pracy po tym jak na Instagramie puscil filmik ze swoim udzialem w “szturmie na Waszyngton”. Jak ktos to trafnie podsumowal, kazde czyny maja swoje konsekwencje, czasem negatywne;). Ktos inny kasliwie zauwazyl, ze stracic prace za “lansowanie sie na ‘Gramie” to naprawde cos. I oczywiscie lekcja dla nas wszystkich zeby uwazac co umieszczamy w mediach spolecznosciowych.

Tutaj informacje prasowe nt. wydarzen w Waszyngtonie (ENG); A tutaj niektore reakcje zagraniczne.

#Sylwester w Koronie

Zeby zamknac juz 2020 rok, wspomne tylko, ze tegorocznego Sylwestra – jak mozna sie zreszta spodziewac- spedzilismy na prawdziwej bialej sali;). Po raz pierwszy od niepamietnych czasow bylismy sami, w domu. Tzn. z tesciami oczywiscie. Zjedlismy sobie pyszny obiad, wlacznie z baranina, ktora nawet nie “zalatywala” baranem tak dobrze byla zrobiona przez tesciowa, a ja naprawde nie lubie baranow, koz i innych smierdziuchow;). Szampany poszly nam chyba ze trzy, bo juz od obiadu sie nimi raczylismy, a co!;) Najwieksza atrakcja okazaly sie zimne ognie i “kapiszony”, ktore nabylam w hinduskim sklepie. Antosia byla zachwycona, ze moze troche halasu nimi narobic. Wprawdzie bardzo sie przestraszyla jak zimne ognie zapalilismy w domu (do zdjecia;) co natychmiast uruchomilo alarmy przeciwpozarowe, ktore wyja niemilosiernie. Gralismy w gry, ogladalismy polskie komedie oraz Paddington Bear. Byly tance, wyglupy, zabawa z psem, kolejny szampan o polnocy i zyczenia, zdrowego, lepszego roku. Z ulga zamknelismy rozdzial pod tytulem “2020”, niech sobie idzie, odejdzie najdalej, niech zabierze ze soba Corone i wszelkie inne zarazy. Prawdziwy czerwony dywan rozwinelismy przed 2021. W tym Nowym Roku pokadamy nadzieje na normlanosc, na zdrowy, spokojny czas, na lepsze jutro. I mam nadzieje, ze nas nie zawiedzie. Happy New Year!

Jeszcze w zielone gramy!

Juz tradycyjnie chcialam zamknac kolejny rok malym podsumowaniem i piosenka, ktora najlepiej oddaje co mi w duszy gra w ten swiateczny czas. W tym roku miotam sie troche miedzy tym co bylo, a tym co chcialabym zeby przyszlo. Nawet na jedna piosenke nie moge sie zdecydowac;). Bylo, jak wiadomo kiepsko. Mijajacy rok zapisal sie w historii pandemia COVID-19 ze wszelkimi jej konsekwencjami. Tysiace, miliony ludzi choruje, niektorzy umieraja. Ludzie potracili prace, upadly firmy, zalamala sie gospodarka. My, dzieki Bogu, nadal pracujemy i nasze zycie nie zmienilo sie az tak drastycznie, za co oczywiscie jestesmy wdzieczni. Moze troche dotyka nas juz monotonia, jakis chwilowy marazm, martwienie sie co dalej? Moze troche stresuje niepewnosc, obawa o najblizszych. Siedzimy w domu, na miejscu, wszelkie wyjazdy, szczegolnie dalsze, odpadaja choc udalo nam sie wyskoczyc do Colorado. Z domu pracujemy, przez jakis czas dzieci rowniez uczyly sie z domu. Przez dlugie miesiace jedyna rozrywka byl osiedlowy park czy spacer nad jeziorem. Ograniczylismy do minimum zycie towarzyskie, a zycie kulturalne badz zostalo “zamrozone” badz przeniesione na ekran komputera, zeby chociaz namiastke sztuki, filmu czy muzyki posmakowac. Jednym slowem, dziwny, niepewny czas. I az prosi sie tutaj zacytowac Beate Kozidrak i jej “Co mi Panie dasz w ten niepewny czas? Jakie słowa ukołyszą moją duszę, moją przyszłość na tę resztę lat”. Tutaj cala piosenka w swietnej aranzacji Adama Sztaby : Co mi Panie Dasz

No ale, ale, nie chce brzmiec tak pesymistycznie bo naprawde mam wielka nadzieje, na lepszy 2021 rok. Przeciez jeszcze nie wszystko stracone, jeszcze bedzie normalnie, jeszcze bedzie pieknie, jeszcze sie nie poddajemy. Z tych ostatnich miesiecy wyciagamy wnioski, przestawiamy priorytety, doceniamy zwykle, nieskomplikowane zycie, przyjaciol, dach nad glowa, pelna lodowke, zdrowie bliskich, drobne radosci. Z optymizmem patrze na Nowy Rok, z niecierpliwoscia czekam na spotkania, wyjazdy, gosci z bliska i daleka. Jest szczepionka (choc troche kontrowersyjna), zawsze to jakies swiatelko w tunelu, coraz wiecej wiemy o samej chorobie, pojawiaja sie skuteczne terapie, leki, jako spoleczenstwo powoli nabywamy odpornosc stadna. Jeszcze swiat sie nie zatrzymal, jeszcze zycie sie tli, jeszcze…… “ w zielone gramy, jeszcze nie umieramy. Jeszcze któregoś rana odbijemy się od ściany“. W punkt opisal taka wlasnie sytuacje Mlynarski, iles tam lat temu. Kazdy jeden wers, kazda zwrotka tej ponadczasowej piosenki idealnie oddaje obecna sytuacje i moje nastawienie i postanowienie na Nowy Rok: nie poddawac sie, robic swoje, uwazac, ale nie panikowac, byc poinformowanym, ale nie sledzic wiadomosci obsesyjnie, “nie ulegac przedwczesnym niepokojom” bo “mozemy byc w klopocie, ale na rozpaczy dnie, jeszcze nie. Tutaj slowa calej piosenki:

“Przez kolejne grudnie, maje człowiek goni jak szalony
A za nami pozostaje sto okazji przegapionych
Ktoś wytyka nam co chwilę
W mróz czy w upał, w zimie, w lecie
Szans niedostrzeżonych tyle
I ktoś rację mam, lecz przecież

Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy
Jeszcze któregoś rana odbijemy się od ściany
Jeszcze wiosenne deszcze obudzą ruń zieloną
Jeszcze zimowe śmiecie na ogniskach wiosny spłoną

Jeszcze w zielone gramy, jeszcze wzrok nam się pali
Jeszcze się nam pokłonią ci, co palcem wygrażali
My możemy być w kłopocie, ale na rozpaczy dnie
Jeszcze nie, długo nie

Więc nie martwmy się, bo w końcu
Nie nam jednym się nie klei
Ważne, by choć raz w miesiącu mieć dyktando u nadziei
Żeby w serca kajeciku po literkach zanotować
I powtarzać sobie cicho takie prościuteńkie słowa

Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy
Jeszcze się spełnią nasze, piękne dni, marzenia, plany
Tylko nie ulegajmy przedwczesnym niepokojom
Bądźmy jak stare wróble, które stracha się nie boją

Jeszcze w zielone gramy, choć skroń niejedna siwa
Jeszcze sól będzie mądra, a oliwa sprawiedliwa
Różne drogi nas prowadzą, lecz ta która w przepaść rwie
Jeszcze nie, długo nieJeszcze w zielone gramy, chęć życia nam nie zbrzydła
Jeszcze na strychu każdy klei połamane skrzydła
I myśli sobie Ikar, co nie raz już w dół runął
Jakby powiało zdrowo to bym jeszcze raz pofrunął

Jeszcze w zielone gramy, choć życie nam doskwiera
Gramy w nim swoje role, naturszczycy bez suflera
W najróżniejszych sztukach gramy, lecz w tej co się skończy źle
Jeszcze nie, długo nie..”

A tutaj fantastyczna wersja w mistrzowskim wykonaniu aktorow teatru Ateneum: Jeszcze w Zielone Gramy

#Swieta w Koronie

Jeszcze gdzies niedokonczony placze sie wpis o tegorocznych przygotowaniach do Swiat, o lepieniu pierogow, o pieczeniu ciasteczek, o tym, ze ma przyjechac do nas Wiola z Markiem z Colorado, ze moze gdzies na kilka dni uda nam sie wyjechac by odpoczac, moze nawet Sylwestra gdzies w domku nad jeziorem uda nam sie spedzic… Tymczasem, juz po swietach, plany nie za bardzo sie zralizowaly, troche musielismy improwizowac na biezaco, ale nie bylo zle.

Tuz przed Swietami okazalo sie, ze Wiola jednak nie przyjedzie. Swieta spedzilismy w domu, z tesciami. Na Wigilje dolaczyli do nas jedni znajomi (Aga i Arek z chlopakami), a w Boze Narodzenie spotkalismy sie wlasnie u nich z dwiema innymi rodzinami. Dalekie byly tegoroczne swiateczne spotkania od tych z lat poprzednich, kiedy nierzadko 20-30 osob spotykalo sie na swiatecznych imprezach. Kameralne spotkania rowniez maja swoj urok, jest okazja z kazdym zamienic kilka slow.

Wigilje zawsze obchodzimy tradycyjnie. Bylo 12+ potraw, sledzie, ryby, kluski z makiem, salatka, kompot z suszu, barszcz z uszkami, pierogi i wiele innych smakolykow, ktore (rowniez tradycyjnie) jedlismy przez kolejne kilka dni;). Amelia przeczytala ewangelie, polamalismy sie oplatkiem zyczac sobie przede wszystkim zdrowia na nowy rok. Antosia jeszcze dala sie nabrac na Mikolaja. Jak co roku, dziadzius zabral ja na gore, gdzie przez okno oraz specjalna aplikacje na telefonie obserwowali zblizajacego sie Mikolaja z prezentami. Zadzwonil do drzwi, narobil zamieszania, wory prezentow zostawil pod choinka, i tylko biedna Antosia nie zdazyla go zobaczyc bo spieszyl sie bardzo do innych dzieci. Spieszyl sie tak, ze zapomnial zjesc ciasteczka i wypic mleko, ktore Antosia mu przygotowala i gesto sie musialam tlumaczyc, czemu Mikolaj nie zjadl ciasteczek;) Cale szczescie, ze prezentow przyniosl tyle, ze Antosia zajela sie ich otwieraniem i zapomniala szybciutko o malych wpadkach logitsytcznych;)

W Boze Narodzenie spotkalismy sie ze znajomymi, bylo fajnie, wesolo. Snulismy plany podroznicze na kolejny rok. Na czolo wysunelo sie Kolorado, gdzie co niektorzy chca zdobywac 14 tysieczniki oraz Costa Rica. Oprocz tego Polska – bo tesknimy, Azja – bo dawno nie bylismy, Hawaje – bo sa cudne, itd., itp. Urlopu potrzeba mi na ten rok 3 miesiace zeby wszelkie te plany zrealizowac. O szczepionce i braku Covidu nawet nie wspomnajac. Coz marzyc nam nikt przeciez nie zabroni;). 26 z samego rana wyruszylismy z Ami i Hubem na poswiateczne wyprzedaze. W ten sposob uzupelniam dekoracje swiateczne od lat kupujac ozdoby, swiatelka, dekoracje. Zazwyczaj sa niesamowite okazje tuz po Swietach wlasnie. W tym roku totalna bryndza. Ledwo wyszperalam kilka zestawow swiatelek a ostatnie pudelko bombek niemalze kobiecie wyszarpalam z rak;). Oczywiscie zupelnie przypadkiem, niechcacy naprawde, wstapilismy do kilku sklepow i zamiast bombek nabylismy buty gorskie a Ami kilka par snobistycznych leggingsow;).

W tym roku swietowanie naturalnie przedluzylo sie o weekend. Do tego mialam juz zaplanowany urlop w tydzien miedzyswiateczny, czyli summa summarum sporo wolnego. Skrzetnie ten fakt wykorzystalismy i kazdego dnia wybywalismy z domu. W niedziele pojechalismy do Glenn Rose, Parku Dinozaurow, tzn. miejsca, gdzie dinozaury zostawily jakies slady. Pogoda byla przepiekna, fajnie nam sie spacerowalo, choc sam park, tudziez namietnie opisane w przewodniku okoliczne atrakcje, powiedzialabym raczej mizerne. Ale jak to w Stanach, z namniejszego nawet kamienia potrafia zrobic “pomnik”, a trzy kamienie obok siebie plus kilka drzew to juz jest “park”. W drodze powrotnej wstapilismy do Fort Worth na tajskie i spacer po miescie. W kolejne dni odwiedzilismy Zoo, pojechalismy do centrum Dallas oraz hipisowskiej dzielnicy Deep Ellum. W miedzyczasie, realizowalismy kolejne zachcianki dziewczyn i odbywalismy krotkie wypady na lody, boba tea, mrozony jogurt tudziez zawsze pozadany Starbucks;). Kazdego wieczoru jezdzilismy po okolicy i podziwialismy przepieknie udekorowane i oswietlone domy, parki czy ulice handlowe.

Reszte czasu spedzilismy w domu bo pogoda wlasnie sie zepsula, lalo i zimno sie zrobilo. To tez mialo swoje plusy, bo udalo nam sie troche szpargaly posegregowac, a nawet zainstalowac system filtrujacy wode – bo taki praktyczny prezent przyniosl nam w tym roku Mikolaj – no moze oprocz jeszcze bardziej praktycznej lodowki do garazu;).