48

Na karku poczulam juz oddech piecdziesiatki. Wiekszosc zyczen zreszta rowniez nawiazywala do tego, ze to “juz niedlugo”. Mama moja juz nawet zaokraglila zyczenia, ze to juz “dziecko prawie piecdziesiat”. Bronilam sie jak moglam, nie chce nic jeszcze zaokraglac, ba, nawet ciezko pracuje nad tym zeby kraglosci wszelakich sie pozbyc, wiec zostanmy przy 48, a o 50 bedziemy sie martwic za jakis czas;). Bo jeszcze mam troche werwy, jeszcze mi sie sporo chce. Jeszcze mam “serce ktore na wszystko stac” i “mlodosc, ktorej nie potrafie kryc”, jak spiewala Anna Jantar. I mam nadzieje, ze kolejny rok przyniesie troche wrazen, moze jakies kolejne podroze, ktore uwielbiam. I tego wlasnie sobie zycze. I zdrowia jeszcze, w duzych ilosciach, bo to najwazniejsze.

U nas juz rodzina w komplecie, Antonka i dziadkowie wrocili z Polski. Jak my za ta mala szczebiotka tesknilismy. Ona chyba tez, bo juz ostatnie dni nie mogla sie doczekac kiedy wroci do domu. Wprawdzie odgrazala sie, ze teskni tylko za Charlim, ale mysle ze tesknila za nami wszystkimi. Fajnie bylo sie spotkac na rodzinnym niedzielnym obiedzie i wspolnie swietowac przemijanie;). Dolaczyli Aga z Arkiem i wspolnie spedzilismy sobie cudowne popoludnie. Pyszny tort bezowy i dobry szampan oslodzily wszelkie nostalgiczne porywy i raczej koncentrowalismy sie na pozytywach bycia o rok starszym, bo jest ich wiele. I tylko szkoda, ze tego pedzacego czasu nie da sie jakos zatrzymac, wbic do butelki i zakorkowac na jakis czas. Bo czasem, rzeczywiscie, jak w piosence, “zdyszana biegne z zartu w zart, z wiersza w wiersz”, a swiat “wymyka sie z rak” i dogonic go nie sposob. Tutaj dla przypomnienia cala piosenka, a tekst ponizej:


To już przedmieścia gorzki smak, autobus rusza w krótki rejs…
Zdyszana biegnę z żartu w żart, z podróży w podróż, z wiersza w wiersz.
I kocham, pragnę, tracę tak, jak by się chwilą stawał rok, jak gdyby świat wymykał mi się z rąk.

To, co mam, to radość najpiękniejszych lat;
to, co mam, to serce, które jeszcze na wszystko stać.
To, co mam, to młodość, której nie potrafię kryć,
to wiara, że naprawdę umiem żyć – umiem żyć.


Już jesień i latawców klucz, a w kinach tyle pustych miejsc.
Z niedawnych zdarzeń ścieram kurz, babiego lata wątłą sieć, bo
jestem wiatrem, śpiewam wiatr, jestem łąką, trawy źdźbłem.
Jak biały jacht, w nieznany płynę dzień.