Jeszcze wkoło jest zielono, ale to już jesień. Pierwsze kłopoty z gardłem są za mną. W ogródku robią się pustki. Sterczą jeszcze kije od pomidorów. Wykopać trzeba drobniutką marchew, bo duża nie urosła i do wyrwania i przerobienia są buraczki (też malutkie), do ususzenia majeranek, a do skrzynki w piwnicy trzeba zebrać selery i pory. Nać selerów do ususzenia, reszta do zamrożenia. I koniec z pracami w ogródku. Chociaż nie. Została sałata i dziś postaram się ją przesadzić w takie miejsce, żeby nie przeszkadzała, gdy pan w październiku przyjedzie działkę nawieźć obornikiem i zaorać. Wyobrażam sobie jak na takiej przygotowanej działce wszystko będzie rosło w przyszłym roku.
Teraz czas zająć się domem. Pierwsza sprawa to mycie okien zdejmowanie, pranie i wieszanie firanek, ale tu umówię się z panią, która mi pomoże. Ja po drabinach staram się już nie łazić. Nie te lata. Jeszcze nie tak dawno wchodziłam na stół i ze stołu radziłam sobie z firankami, ale jednak dla mocno już starszej pani, w dodatku po operacji kręgosłupa najbezpieczniejsza jest podłoga, a i tu potrafi się noga nagle wykręcić.
Dobrze jest, jak jest. Jeszcze narzekać nie ma na co. Zawsze może być gorzej.Tfu! Tfu1 Tfu! Odpukać w niemalowane drzewo.
Jutro przyjeżdża do nas pan z AGD i będzie mnie uczył, jak obsługiwać mam nową kuchnię. Nie wiem jak ustawiać pieczenie, bo z gotowaniem sobie radzę. Zdaje się, że pan jest lekko ubawiony, ale trudno. Sama wiem, że zachowuję się mało poważnie.
A teraz wsiadam na trzykołowy rower i jadę do sklepów. Może dziś uda mi się nie wpaść w panikę, gdy usłyszę jadący za mną samochód. Do tej pory miałam wrażenie, że każdy pojazd jadący za mną właśnie na mnie poluje i wolałam zatrzymać się, zejść z roweru na tę stronę od jadącego samochodu, co jest już zupełnie bez żadnego sensu i poczekać, aż mnie wyprzedzi. Cóż na różne fobie nie ma innego sposobu, tylko albo się z nimi zmierzyć, ale śmiesznie się zachowywać. Do zmierzenia się z moją fobią chyba jeszcze nie dojrzałam. Trudno będzie, jak będzie.
Ten blog jest pisany przez kobietę w zaawansowanym wieku, która jest ciekawa świata i ludzi.
środa, 25 września 2019
poniedziałek, 23 września 2019
Uroki jesieni.
Na dworze chłody jesienne. Łatwo teraz o zaziębienie. Złapałam już jakąś infekcję i kuruję się domowymi sposobami.
Do przodu idzie duszona cebula, syrop z cebuli i cebula do sałatek. Moja wiosenno - letnia energia gdzieś wyparowała. Zachowuję się podobnie jak nasza kotka. Rano śpię do późnych godzin. Z łóżka wyłażę niechętnie i niechętnie zabieram się do jakiejkolwiek roboty. Coraz bardziej czuję swoje lata, które pchają mi się na kark coraz szybciej. Z niepokojem myślę o wyjazdach na rehabilitację, które coraz bardziej się zbliżają. Krótko mówiąc skapcaniałam. Jedyna nadzieja w tym, że gdy zacznę jeździć znowu do Warszawy, to wszystko wróci do normy.
Na razie posypiam nawet w dzień, udaję, że nie widzę bałaganu nie tylko w domu, ale także tego na moim biurku.
Dziś obejrzałam naszą wersalkę i fotele w pokoju z telewizorem i stwierdziłam, że są one w opłakanym stanie. Doszłam do wniosku, że albo trzeba wymienić meble, albo dać na nie nowe pokrowce. Pokrowce będą dużo tańsze, więc zdecydowałam się na nie. Wybrałam kolor bordowy i nie wiem, czy tego koloru nie będzie zbyt dużo w pokoju, bo zasłony są bordowe i w dywanie przeważa ten kolor. Zobaczymy. Zamówione elastyczne pokrowce przyjdą pod koniec tego tygodnia, więc wkrótce zobaczę, czy wybór był słuszny.
Mam ochotę zrobić sobie golfik pod szyję. Takie golfiki kiedyś robiłam na drutach, ale to było dawno temu. Dziś nie mam pojęcia, jak się do takiej roboty zabrać. Zrobiłam coś gofikopodobnego w ubiegłym roku, ale na ten "wyrób" szkoda było włóczki i mojego czasu.
Jeśli wiecie, jak taki golfik zrobić, to będę wdzięczna za instrukcję.
Wszystkich moich Czytelników serdecznie pozdrawiam.
niedziela, 22 września 2019
Jesień, jesień już....
Temperatura szybko zaczęła na dworze spadać i pomidory zupełnie zielone zebrałam z krzaków i ułożyłam w tekturowych pudłach ustawionych w ciepłej piwnicy. Aby szybciej dojrzewały przykryłam je ściereczkami (podobno lubią dojrzewać w ciemności), a do pudełek dołożyłam po kilka jabłek i po 1 - 2 banany ze skórką. (Jabłka i banany wydzielają podobno jakiś zapach pomagający w dojrzewaniu pomidorów). Efekt był taki, że po kilku dniach w pudłach zrobiło się czerwono. W smaku te dojrzewające teraz w piwnicy pomidory nic się nie różnią od tych zbieranych w lecie z krzaków.
A ja myślę już o przyszłym roku i o wysiewaniu wiosną nasion do doniczek. Bo tak, jak w tym roku sama będę robiła sadzonki. Całkiem mi się ta zabawa w ogrodniczkę podoba. Przede wszystkim pomidory od nasion aż po zbiór nie mają kontaktu ze stosowaną w ogrodnictwie chemią, czyli są ekologiczne. Dodatkową korzyścią jest to, że gdy je wysadzam i pielęgnuję jestem wtedy choćby z konieczności dużo na świeżym powietrzu. Żeby się nie schylać (miałam ileś lat temu udar i wolę nie ryzykować) siadam na stołeczku i w tej pozycji sieję nasiona, sadzę rozsadę i pielę zagonki.
Od mojej córki prawdopodobnie dostanę parę nasion rośliny podobnej do ogórka. Owoce tej rośliny mają właściwości prozdrowotne. Podobno obniżają cholesterol u człowieka.
Czyli zabawa w ogródku na całego.
Leszek Długosz - Dzień w kolorze śliwkowym.
Czytam w różnych poradnikach, że aby zachować sprawność umysłową dobrze jest uczyć się języka obcego i jednocześnie np. ćwiczyć na kocyku, lub pedałować na stacjonarnym rowerze. Ale u mnie są same dobre chęci i marzenia, ale z realizacją jest kiepściutko. A samymi dobrymi chęciami podobno piekło jest wybrukowane.
Na razie moje plany dotyczące następnej mapy myśli (Język, jako .....) leży odłogiem. Ale już zaczynają się chłodne, jesienne, deszczowe dni i wtedy będzie czas na ruszanie głową, studiowanie fachowej literatury i robienie wykresów.
A ja myślę już o przyszłym roku i o wysiewaniu wiosną nasion do doniczek. Bo tak, jak w tym roku sama będę robiła sadzonki. Całkiem mi się ta zabawa w ogrodniczkę podoba. Przede wszystkim pomidory od nasion aż po zbiór nie mają kontaktu ze stosowaną w ogrodnictwie chemią, czyli są ekologiczne. Dodatkową korzyścią jest to, że gdy je wysadzam i pielęgnuję jestem wtedy choćby z konieczności dużo na świeżym powietrzu. Żeby się nie schylać (miałam ileś lat temu udar i wolę nie ryzykować) siadam na stołeczku i w tej pozycji sieję nasiona, sadzę rozsadę i pielę zagonki.
Od mojej córki prawdopodobnie dostanę parę nasion rośliny podobnej do ogórka. Owoce tej rośliny mają właściwości prozdrowotne. Podobno obniżają cholesterol u człowieka.
Czyli zabawa w ogródku na całego.
Leszek Długosz - Dzień w kolorze śliwkowym.
Czytam w różnych poradnikach, że aby zachować sprawność umysłową dobrze jest uczyć się języka obcego i jednocześnie np. ćwiczyć na kocyku, lub pedałować na stacjonarnym rowerze. Ale u mnie są same dobre chęci i marzenia, ale z realizacją jest kiepściutko. A samymi dobrymi chęciami podobno piekło jest wybrukowane.
Na razie moje plany dotyczące następnej mapy myśli (Język, jako .....) leży odłogiem. Ale już zaczynają się chłodne, jesienne, deszczowe dni i wtedy będzie czas na ruszanie głową, studiowanie fachowej literatury i robienie wykresów.
środa, 18 września 2019
Mam wadę wzroku, ale widzę.
Znalazłam możliwość, jak to podali w programie Inkscapa, konwertowania pisma w języku polskim na język Braile'a. Te kropki nad tekstem, to właśnie ten sam tekst, tylko w języku Braille'a.
Jestem osobą z bardzo dużą wadą wzroku. Dodatkowo robi mi się zaćma i w tym roku będę miała operację, ale widzę. I trudno mi sobie wyobrazić świat ludzi niewidomych, dla których ten alfabet został stworzony.
Siedzę przed biurkiem, widzę światło lampki, która oświetla biurko. Widzę na tym biurku bałagan. Piętrzą się tu stosy przeczytanych czasopism, które jeszcze nie zostały wyniesione do gromadzonej makulatury, stoi dwa kubki do herbaty, leżą różne czyste oraz zapisane kartki i cała masa różnych drobiazgów.
Irytuje mnie fakt, że aby przeczytać jakikolwiek tekst, muszę założyć okulary do bliży. Do dali są osobne. Ale patrzę i widzę. I myślę - Jakie to szczęście, że widzę.
Wychodzę na ulicę. W oddali idzie człowiek. Widzę jego sylwetkę. Domyślam się, że to sąsiad. Poznaję go po ruchach. To zresztą jest dla mnie ciekawe, że nie jestem w stanie zobaczyć tego człowieka w szczegółach, a widzę jego sposób stawiania nóg i ruchy ramion i rąk.
Patrzę na wysokie drzewo. Gałęzie poruszają się na wietrze, kolorowe liście sypią się na drogę, bo zaczyna się jesień.
Jak takie drzewo i te kolorowe szeleszczące pod stopami liście pokazać niewidomemu człowiekowi? Jak pokazać mu idącego w oddali człowieka?
Ileś lat temu jeździłam na leczenie wad wzroku, które prowadziła pani psycholog. Uczyła nas jak mrugać powiekami, jak patrzeć, jakie ćwiczenia na poprawę wzroku robić.
Jedno ćwiczenie do dziś pamiętam.
Padło polecenie, abyśmy dobrali się w pary. Stanęłam w parze z panem Piotrem. Następne polecenie polegało na tym, aby osoba towarzysząca nas ustawiła. Aby poprawiła to, co uważa, że należy zmienić w naszej postawie. Zamknęłam oczy i czekałam, co będzie dalej.
Pan Piotr przede wszystkim opuścił mi mocno ramiona do dołu i podniósł do góry moją głowę. Teraz w tej poprawionej postawie trzeba było przejść się dokoła sali z otwartymi oczami. Poczułam sztuczność takiego ustawienia. Pani psycholog kazała nam wyjść na powietrze. Na słońcu zalałam się łzami.
I w tym momencie zrozumiałam, że przez wiele lat chodziłam z opuszczoną i schowaną w podniesione ramiona głową, jakbym wstydziła się czegoś, lub bała się coś zobaczyć.
Minęło wiele czasu od tamtych zajęć, a ja wciąż uczyłam się patrzeć i zwracać uwagę na szczegóły.
Zobaczyłam wiele różnych rzeczy i zachowań, których wcześniej nie zauważałam. Tak się zaczęła moja przygoda z leczeniem wzroku metodą niekonwencjonalną - psychologiczną. Było to leczenie wzroku z jednoczesnym sposobem zmiany patrzenia na świat, na ludzi i na siebie samą.
Była to ważna lekcja w moim życiu.
Jerzy Połomski - Sentymentalny świat.
niedziela, 15 września 2019
Fachowa wiedza
Zadzwonił do mnie mój prawnuk, uczeń VI klasy, z prośbą. żebym powtórzyła z nim - części mowy - wiedza z gramatyki. Jutro ma mieć sprawdzian, a chce dostać dobrą ocenę.
Nie ma sprawy. Oczywiście. Co to dla mnie - polonistki. Przecież uczyłam tego uczniów w szkole, wydałam książkę z rozrysowaniem wszystkich pojęć gramatycznych.
Przyleciał. No i się zaczęło. Nagle okazało się, że moja wiedza mocno przyblakła, miejscami się rozmyła.
Przyimek? Chwileczkę. Czy - na - to przyimek?
Oczywiście, że tak, ale wpadłam w mocny popłoch. Okazuje się, że wiedza, której nie używa się na co dzień gdzieś niknie, rozmywa się. To, co było oczywiste, staje się mocno wątpliwe.
Marysiu! Kochana moja bierz się do roboty i siadaj do gramatyki (i nie tylko), bo po pierwsze ta wiedza może jeszcze okazać się potrzebna, choćby dla prawnuków, a poza tym, to wstyd, żeby polonistka, która zabiera się za następną mapę, miała takie luki lub choćby zachwiania pewności w wiedzy polonistycznej.
Jak się okazuje, tylko ciągłe powtarzanie dobrze znanych rzeczy wpływa na ich utrwalanie w pamięci. I jest to wskazówka dotycząca nie tylko pojęć gramatycznych, ale też i spraw codziennych związanych z życiem tu i teraz.
12 Tenors - Music Was My First Love.
piątek, 13 września 2019
Byłam na filmie Vegi.
Po przeczytaniu w Angorze artykułu na temat filmu - Polityka - Patryka Vegi nie miałam już wielkich oczekiwań, ale poszłam zobaczyć, co też miało dzięki temu filmowi zagrozić rządzącemu PiS-owi.
Zgadzam się z opinią przedstawioną w Angorze. Film - to zlepek różnych scen i sytuacji, które nawiązywały do rzeczywistych wydarzeń na naszej scenie politycznej. Składał się on z kilku pomniejszych części. Był fragment dotyczący Macierewicza i Misiewicza, Była część z Jarosławem Kaczyńskim, była pani Szydło - kury, a później sejm, a w sejmie Pani Pawłowicz z posiłkiem na tacce. Był ojciec Rydzyk.
Niektóre mocne sceny erotyczne w filmie, moim zdaniem, były po prostu niesmaczne. Seks w różnych postaciach i odmianach był dla mnie żenujący nie dlatego, że jestem świętoszkowata, ale dlatego, że nie widziałam potrzeby takiego jego eksponowania i to w taki prostacki sposób.
Podczas oglądania filmu nie miałam z wrażenia wypieków na twarzy, ani też nie miałam odczucia, że może on kogoś przekonać, na kogo dobrze byłoby oddać głos przy urnach wyborczych.
Nie zobaczyłam niczego ciekawego, skłaniającego do refleksji.
Najlepszym podsumowaniem była chyba scena końcowa, w której znany aktor opuszcza spodnie i pokazuje gołą dupę.
Ale to był mój odbiór filmu.
poniedziałek, 9 września 2019
Nowa kuchnia.
Od dzisiaj mam nową kuchnię gazowo-elektryczną. Czyściutka, aż się błyszczy. Dobra firma. Jest tylko jeden problem. Boję się do niej dotknąć, żeby jej nie popsuć. Gałki do gazu już opanowałam. Najgorzej z piekarnikiem. Ustawianie czasu, temperatury, itd. To wszystko mnie na razie przerasta.Boję się, żeby jej od razu nie popsuć.
Pamiętam, gdy moja stara kuchnia była nowa kuchnią, to nawet córce i wnuczce nie pozwalałam się do niej dotknąć, żeby, broń Boże jej nie popsuły. Teraz sytuacja się powtarza. Dziś dopuściłabym już je obie do kuchni, ale córka w Bieszczadach, a wnuczki mają swoje sprawy i nie mieszkają z nami. Całe szczęście, że jutro przyjeżdża do nas teściowa mojej córki. Ona chyba jest mniej strachliwa, a ponieważ potrafi logicznie myśleć, to może we dwie opanujemy jakoś wszystkie programy.
Najchętniej poszłabym na kurs włączania piekarnika, ale takiego kursu nie ma. Mogłabym na początku odpuścić sobie pieczenie ciasta, czy kurczaka z rożna, ale właśnie nagle zachciało mi się ciasta z mojego piekarnika.No bo jak to? Mieć piekarnik i nie móc w nim piec? I jest mały, co prawda, ale problem.
No i zastanawiam się, jak to jest? Przychodzą moi prawnusiowie. Obaj nie boją się niczego nowego. Co to dla nich telefon komórkowy, czy komputer. Śmigają po klawiszach niczego się nie bojąc. A ja rozkładam przed sobą instrukcję, patrzę na tekst jak sroka w gnat i boję się przycisków dotknąć. Chyba na studiach tak nie przeżywałam egzaminów i szybciej radziłam sobie z jerami, jorami przegłosami itd. niż dziś ze zrozumieniem kilku stron instrukcji.
I prześliczny utwór muzyczny w mistrzowskim wykonaniu zupełnie nie na temat, ale nastrajający bardzo pozytywnie.
John Lenon Imagine.
Pamiętam, gdy moja stara kuchnia była nowa kuchnią, to nawet córce i wnuczce nie pozwalałam się do niej dotknąć, żeby, broń Boże jej nie popsuły. Teraz sytuacja się powtarza. Dziś dopuściłabym już je obie do kuchni, ale córka w Bieszczadach, a wnuczki mają swoje sprawy i nie mieszkają z nami. Całe szczęście, że jutro przyjeżdża do nas teściowa mojej córki. Ona chyba jest mniej strachliwa, a ponieważ potrafi logicznie myśleć, to może we dwie opanujemy jakoś wszystkie programy.
Najchętniej poszłabym na kurs włączania piekarnika, ale takiego kursu nie ma. Mogłabym na początku odpuścić sobie pieczenie ciasta, czy kurczaka z rożna, ale właśnie nagle zachciało mi się ciasta z mojego piekarnika.No bo jak to? Mieć piekarnik i nie móc w nim piec? I jest mały, co prawda, ale problem.
No i zastanawiam się, jak to jest? Przychodzą moi prawnusiowie. Obaj nie boją się niczego nowego. Co to dla nich telefon komórkowy, czy komputer. Śmigają po klawiszach niczego się nie bojąc. A ja rozkładam przed sobą instrukcję, patrzę na tekst jak sroka w gnat i boję się przycisków dotknąć. Chyba na studiach tak nie przeżywałam egzaminów i szybciej radziłam sobie z jerami, jorami przegłosami itd. niż dziś ze zrozumieniem kilku stron instrukcji.
I prześliczny utwór muzyczny w mistrzowskim wykonaniu zupełnie nie na temat, ale nastrajający bardzo pozytywnie.
John Lenon Imagine.
sobota, 7 września 2019
Ćwiczenia umysłowe i fizyczne..
Dziś będzie trochę o pracy mózgu i o tym jak go ćwiczyć. ( na podstawie
literatury fachowej i własnych obserwacji i doświadczeń).
Bardzo podobają mi się wstawione wyżej złote myśli. Moim zdaniem jest w nich głęboka mądrość życiowa.
Zastanawiam się nad tym, jak rozumiem pierwszy cytat. Co to znaczy pokonywać samą siebie? Jest to moim zdaniem np. walka o swoją sprawność tak fizyczną, jaki i intelektualną.
Przykłady:
Idę do sklepu i zapominam, co miałam kupić. Oczywiście można potrzebne artykuły zapisać sobie na kartce, ale wkrótce i z kartkami zaczyna być problem. Nie wiadomo, gdzie jest kartka włożona itd. Myślę, że najlepszy sposób to ćwiczenie pamięci.
Jak takie ćwiczenie może wyglądać? Według mnie ważne są skojarzenia i opracowany plan.
Zaglądam do szafki i widzę, że trzeba kupić mąkę, kaszę jęczmienną i cukier. Ustawiam produkty alfabetycznie: cukier + kasza + mąka. Liczę ile jest potrzebnych produktów. Widzę, że trzy i staram się tę cyfrę zapamiętać. Z tych pierwszych liter można ułożyć zdanie bez żadnego sensu, bo takie zdanie najłatwiej zapamiętać, lub z sensem Np. córeczka kocha maki. W sklepie przypominam sobie, że produktów miało być trzy. Córeczka - cukier, kocha - kasza, misia - mąka.
Kiedyś ułożyłam tak kilkanaście różnych produktów i w sklepie nie zapomniałam żadnego. Przy okazji jest to nie tylko ćwiczenie pamięci, ale też i koncentracji.
To nie jest mój wymysł, tylko rada znaleziona w książce. Ja tylko tę radę wcieliłam w życie.
Po czym idę do sklepu robię zakupy z pamięci bez kartki, po czym zostawiam w sklepie całą torbę z zakupami.
Świetnym ćwiczeniem pamięci i koncentracji jest powtarzanie podawanych przez kogoś cyfr z pełnej dziewiątki. Zaczyna się od dwóch cyfr, później trzy i na końcu dochodzimy do pełnej dziewiątki. Oczywiście cyfry podawane są w przypadkowej kolejności. Np. 1-8, 5-4-9, 7-2-6-3, itd. aż dojdziemy do pełnej dziewiątki. To ćwiczenie robiłam dwa razy. Raz w szpitalu, gdy byłam na badaniach neurologicznych i drugi raz u pani psycholog, podczas badań pamięci. Z moich doświadczeń wynika, że to ćwiczenie można zrobić bez pomyłek jeśli człowiek jest wypoczęty i ma metodę na ustawianie cyfr. (Ja starałam się umieszczać w pamięci każdą cyfrę w jej miejscu w dziewiątce). W szpitalu robiłam to ćwiczenie na początku badań, gdy byłam wypoczęta, więc zrobiłam je bez poprawek. U pani psycholog byłam już trochę zmęczona wcześniejszymi ćwiczeniami i było trochę pomyłek.
Drugi cytat:
Czasami trudno jest się skupić, myśli uciekają na wszystkie strony. W takiej sytuacji najlepiej na chwilę, albo i dwie wycofać się z aktywności umysłowej. Dać głowie odpocząć. Dobry jest spacer, słuchanie ulubionej muzyki. Ważne jest, aby starać się wykorzystywać obie półkule mózgowe lewą (bardziej w szkole wykorzystywaną) i prawą.
Prawa półkula podsunie ci pomysł – a lewa podpowie jak go zrealizować. Tak w dużym skrócie działa twój mózg.- Informacja z internetu.
Po takim odpoczynku łatwiej o koncentrację i o nowe pomysły.
Kiedyś jeździłam na zajęcia terapeutyczne z wykorzystaniem w celach terapeutycznych metody Kinezjologii Edukacyjnej. Informacje o tej metodzie są w internecie. Wydana została w roku 1995 także książka: Zmyślne ruchy, które doskonalą umysł. Podstawy Kinezjologii Edukacyjnej dr. Carla Hannaford. wyd MEDYK.
Na zakończenie mojego dzisiejszego wpisu Argentine tango flash mob, Budapest.
Są to spontanicznie wykonane muzyka i taniec w jakimś domu towarowym.
Bardzo podobają mi się wstawione wyżej złote myśli. Moim zdaniem jest w nich głęboka mądrość życiowa.
Zastanawiam się nad tym, jak rozumiem pierwszy cytat. Co to znaczy pokonywać samą siebie? Jest to moim zdaniem np. walka o swoją sprawność tak fizyczną, jaki i intelektualną.
Przykłady:
Idę do sklepu i zapominam, co miałam kupić. Oczywiście można potrzebne artykuły zapisać sobie na kartce, ale wkrótce i z kartkami zaczyna być problem. Nie wiadomo, gdzie jest kartka włożona itd. Myślę, że najlepszy sposób to ćwiczenie pamięci.
Jak takie ćwiczenie może wyglądać? Według mnie ważne są skojarzenia i opracowany plan.
Zaglądam do szafki i widzę, że trzeba kupić mąkę, kaszę jęczmienną i cukier. Ustawiam produkty alfabetycznie: cukier + kasza + mąka. Liczę ile jest potrzebnych produktów. Widzę, że trzy i staram się tę cyfrę zapamiętać. Z tych pierwszych liter można ułożyć zdanie bez żadnego sensu, bo takie zdanie najłatwiej zapamiętać, lub z sensem Np. córeczka kocha maki. W sklepie przypominam sobie, że produktów miało być trzy. Córeczka - cukier, kocha - kasza, misia - mąka.
Kiedyś ułożyłam tak kilkanaście różnych produktów i w sklepie nie zapomniałam żadnego. Przy okazji jest to nie tylko ćwiczenie pamięci, ale też i koncentracji.
To nie jest mój wymysł, tylko rada znaleziona w książce. Ja tylko tę radę wcieliłam w życie.
Po czym idę do sklepu robię zakupy z pamięci bez kartki, po czym zostawiam w sklepie całą torbę z zakupami.
Świetnym ćwiczeniem pamięci i koncentracji jest powtarzanie podawanych przez kogoś cyfr z pełnej dziewiątki. Zaczyna się od dwóch cyfr, później trzy i na końcu dochodzimy do pełnej dziewiątki. Oczywiście cyfry podawane są w przypadkowej kolejności. Np. 1-8, 5-4-9, 7-2-6-3, itd. aż dojdziemy do pełnej dziewiątki. To ćwiczenie robiłam dwa razy. Raz w szpitalu, gdy byłam na badaniach neurologicznych i drugi raz u pani psycholog, podczas badań pamięci. Z moich doświadczeń wynika, że to ćwiczenie można zrobić bez pomyłek jeśli człowiek jest wypoczęty i ma metodę na ustawianie cyfr. (Ja starałam się umieszczać w pamięci każdą cyfrę w jej miejscu w dziewiątce). W szpitalu robiłam to ćwiczenie na początku badań, gdy byłam wypoczęta, więc zrobiłam je bez poprawek. U pani psycholog byłam już trochę zmęczona wcześniejszymi ćwiczeniami i było trochę pomyłek.
Drugi cytat:
Czasami trudno jest się skupić, myśli uciekają na wszystkie strony. W takiej sytuacji najlepiej na chwilę, albo i dwie wycofać się z aktywności umysłowej. Dać głowie odpocząć. Dobry jest spacer, słuchanie ulubionej muzyki. Ważne jest, aby starać się wykorzystywać obie półkule mózgowe lewą (bardziej w szkole wykorzystywaną) i prawą.
Prawa półkula podsunie ci pomysł – a lewa podpowie jak go zrealizować. Tak w dużym skrócie działa twój mózg.- Informacja z internetu.
Po takim odpoczynku łatwiej o koncentrację i o nowe pomysły.
Kiedyś jeździłam na zajęcia terapeutyczne z wykorzystaniem w celach terapeutycznych metody Kinezjologii Edukacyjnej. Informacje o tej metodzie są w internecie. Wydana została w roku 1995 także książka: Zmyślne ruchy, które doskonalą umysł. Podstawy Kinezjologii Edukacyjnej dr. Carla Hannaford. wyd MEDYK.
Na zakończenie mojego dzisiejszego wpisu Argentine tango flash mob, Budapest.
Są to spontanicznie wykonane muzyka i taniec w jakimś domu towarowym.
czwartek, 5 września 2019
Szkoła dziś i kiedyś. Wspomnienia.
Dziś jest czwartek - piąty dzień września. Rozpoczął się nowy rok szkolny.
Życzę wszystkim uczniom, aby znaleźli swoje wymarzone szkoły i aby dostali się do nich, choć w tym roku nie będzie to pewno łatwe.
Słyszę, że zajęcia będą trwały do późnych godzin popołudniowych, a nawet do godzin nocnych.
Trudno mi sobie wyobrazić pracę umysłową ucznia, który do szkoły będzie przychodził po południu. Nie będzie łatwo także prowadzić lekcje nauczycielom o tak późnej porze. Uważam, że ostatnie zmiany w oświacie nie zostały dokładnie przemyślane.
A jak było kiedyś, gdy ja zaczynałam chodzić do szkoły po zakończonej wojnie?
Początek był bardzo trudny. Jadło się to, co urosło na ziemi i w ziemi i co można było zrobić z mleka. Krowę mieliśmy swoją. Rodzice postarali się o owce, kury, prosiaki, króliki, pszczoły. Było całe gospodarstwo. Po strzyżeniu owiec, babcia na kółku przędła wełnę, a mama z tej wełny robiła nam na drutach swetry.
Chleb kupowało się w sklepie w mieście i bardzo trudno go było dostać.
Kiedyś ojciec ogromnie ucieszony przyniósł z miasta bochenek i opowiedział, jakim sposobem go zdobył. Wszedł z trudem do sklepu, bo ten sklep wypełniony był ludźmi, którzy czekali na dostawę pieczywa i zażartował przy drzwiach: - A gdzie jest mój chleb? - A to dla pana miał być chleb! - powiedziała sprzedawczyni i podała ojcu bochenek wyjęty spod lady.
Pamiętam kuchnię oświetloną światłem wiszącej na ścianie lampy naftowej oraz żarem kuchni węglowej na której gotowała się kolacja. Zwykle była to zupa mleczna z ziemniakami. W mrocznej kuchni babcia przędła owczą wełnę, mama robiła na drutach swetry - dla nas dzieci, a ja czytałam na głos książkę wypożyczoną z prywatnej biblioteki. Najbliższa biblioteka (ta prywatna) oddalona była od nas 6 km. i chodziło się do niej przy okazji jakichś spraw załatwianych w mieście.
Moi rodzice - nauczyciele - we wrześniu 1945 roku rozpoczęli pracę w małej wsi, a ja rozpoczęłam naukę w czwartej klasie szkoły podstawowej. Do szkoły zgłosili się uczniowie w różnym wieku z wioski w której mieszkaliśmy, a także z dalszych wiosek. (W czasie wojny nie wszędzie w Polsce były czynne szkoły) Koło mnie siedział w ławce wysoki chłopak, który, jak później się dowiedzieliśmy, należał do bandy Knioła grasującej w okolicy. Początkowo nauka odbywała się w dwóch klasach na parterze szkoły, a później mój ojciec wynajął dwie izby w sąsiednich domach i tam zorganizowane zostały dodatkowe klasy. Ojciec w porozumieniu z władzami oświatowymi zatrudnił dwie młode dziewczyny na etatach nauczycielskich. Miały one ukończoną szkołę średnią ogólnokształcącą. Takich nauczycieli bez przygotowania do pracy z młodzieżą było dużo. Wielu pedagogów zginęło w czasie wojny i trzeba było braki uzupełnić. Później ci nauczyciele bez przygotowania pedagogicznego kończyli studia zaoczne.
To właśnie wtedy dostałam bardzo silne wsparcie od moich rodziców. Dotyczyło ono mojego sposobu pisania.
Już się zmierzchało. Ja siedziałam w kuchni, a rodzice w pokoju. Drzwi były uchylone. I nagle usłyszałam głos mamy, która powiedziała do ojca: - Posłuchaj, jakie Marynia napisała ładne wypracowanie o jesieni i przeczytała ojcu na głos moją pracę. Ojciec nic nie powiedział, ale ja wiedziałam, że jest zadowolony. Moje wypracowanie było zwykłym opisem, ale rodzice tę pracę pochwalili.
Od tej pory tak uwierzyłam w to, że potrafię pisać, że byłam przekonana, że każda moja praca jest prawie na miarę Nobla. Wylewałam z głowy myśli bez ładu i składu i trwało to tak wiele lat. Już ukończyłam studia polonistyczne i nic się w tej dziedzinie nie zmieniło. Kiedyś przyjechała do nas moja Siostra, też polonistka i ja dałam jej do przeczytania jakieś moje wypociny. I Ona tak mi głowę zmyła, że tę lekcję do dziś dokładnie pamiętam.
- Polonistko zakichana - usłyszałam. Co ty wyprawiasz. Weź jakąś dobrze napisaną książkę do ręki. Zobacz, jak piszą nobliści. Nie ośmieszaj się.-
Ten zimny kubeł wody, który wylała mi na głowę otrzeźwił mnie mocno. Zaczęłam nie tylko pisać, ale także zastanawiałam się nad tym, jak piszę.
Dziś wiem, że zarówno wzmocnienie rodziców, jak i surowa krytyka siostry bardzo były mi potrzebne
W czasie wakacji w 1945 roku przyjechali do nas z Warszawy siostra i brat mojej mamy. Wieczorami rodzice, babcia i ciocia z wujkiem siedzieli przy stole i mówili o przeżyciach wojennych, a my dzieci leżeliśmy już w łóżkach w sąsiednim pokoju. Drzwi były otwarte i słychać było każde słowo. Do dziś pamiętam opowieść cioci o więźniu duszonym przez oprawcę. Widzę wciąż, jak rząd młodych kobiet kiepsko ubranych idzie gęsiego do fabryki broni zbudowanej w skale w Mauthausen w Austrii. Ostrożnie stawiały nogi w śniegu, starając się iść po śladach poprzedniczki. Gdy któraś z kobiet spadała w przepaść nikt nie reagował. Następne szły ze zdwojoną uwagą. Do tych opowieści wuj dodawał: - Zobaczycie! Nie minie rok, a zacznie się następna wojna!
Po takich opowieściach i prognozach sny miałam pełne ognia i zagrożeń.
W okolicy też nie było bezpiecznie. Co jakiś czas słyszeliśmy o tym, że zamordowany został jakiś sołtys, działacz partyjny lub rolnik, który wziął ziemię z podziału majątku dawnego dziedzica.
Wciąż można było znaleźć niewypały....
Był piękny słoneczny dzień, gdy nagle rozległ się huk. To chłopcy pasący krowy w lesie próbowali rozbroić znaleziony pocisk. Do dziś słyszę krzyk i szloch matki zabitego chłopca i jej słowa: - A tak nie chciał dziś iść z krowami....
My z całą rodziną wiele razy byliśmy bardzo blisko tego niebezpiecznego miejsca. Chodziliśmy na brzeg lasu i tam były zabawy, wchodzenie na drzewa, bieganie.......
Po prostu mieliśmy trochę więcej szczęścia, niż ten zabity chłopiec.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
Skutki.
Ostatnio więcej czasu spędzałam na działce, niż w domu, no i już są tego efekty. Zaczęłam potykać się o swoje własne nieumiejętności w pisa...
-
Od rana jestem bardzo niespokojna. Niby nic mi nie jest, a źle się czuję. Mam ucisk w głowie i pojawiają się same niepokojące myśli. Siadam ...
-
Ostatnio więcej czasu spędzałam na działce, niż w domu, no i już są tego efekty. Zaczęłam potykać się o swoje własne nieumiejętności w pisa...
-
Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam Wszystkim dużo zdrowia, spokoju i miłego spotkania przy rodzinnym stole. Niech...








