niedziela, 29 marca 2020

A co dziś?


Jakby było mało, że jest kwarantanna i trzeba siedzieć w domu, to wyskoczył jeszcze dużo poważniejszy problem.
Przychodzi do nas rudy kot. Lubimy go. Dostaje pełną michę, pośpi sobie w ciepełku i na noc ucieka od nas. To koci włóczęga. Gdy jest u nas włazi na łóżko, na tapczan, kładzie się na dywaniku. Zachowuje się, jak mieszkaniec.
 

Jakiś tydzień temu mój mąż chciał go pogłaskać. Nie wiem, co kotu się nie podobało, bo rzucił się na mojego męża, podrapał i pogryzł mu rękę. No i się zaczęło. Ręka boli, z rany idzie ropa, a kawałek skóry ma kolor czarny. Początkowo mój mąż starał się sobie radzić sam, ale ponieważ żadnej poprawy nie było, a dostać się w tej chwili do lekarza chirurga jest prawie nierealne, zawiadomiliśmy o problemie nasze dzieci, które wzięły sprawę w swoje ręce. Syn zrobił zdjęcie ręki i wysłał je do znajomego lekarza chirurga i do naszej córki, która też ma znajomych chirurgów.
Lekarze już się wypowiedzieli, leki są kupione i włączone zostało profesjonalne leczenie. Jak długo będzie to leczenie trwało, nie wiadomo. Ale ważne jest, że wszelkie uzdrawiające działania nie są prowadzone w ciemno, na zasadzie - wydaje mi się, że tak będzie dobrze - tylko, że jest prowadzone przez specjalistów. Mam nadzieję, że pogryziona ręka teraz będzie się już spokojnie goiła i stan zapalny nie przeniesie się dalej.  

                                           A to jest nasza Kitusia. Kitusia - to jej imię.







Dziś skończyłam pikowanie sadzonek pomidorów i papryki. Każda sadzonka siedzi teraz w osobnej doniczce.To są pomidory wielkoowocowe. Lubię takie pomidory, bo są bardzo mięsiste i smaczne. Razem będzie ich ponad 70 sztuk.


Każdy pomidor jest opisany na wsadzonej w doniczkę listewce.
 Gdy przyjdzie czas sadzenia pomidorów w ogródku, to listewki będą umieszczone przy korzeniu rośliny. Mam sporo różnych gatunków i później chcę wiedzieć z jakich pomidorów warto wziąć pestki do wysuszenia i do wysiania w przyszłym roku.

piątek, 27 marca 2020

Jak długo jeszcze?





Choroba pozwala poznać słodycz zdrowia. Heraklit.

Zachorował mieszkaniec naszej miejscowości. Zaczyna być coraz groźniej. Oboje z mężem siedzimy w domu. Martwimy się o syna i jego rodzinę, o wnuczkę i jej rodzinę.
Bezpieczna na razie jest córka w Bieszczadach z rodziną. Taką mam nadzieję. Nas oboje też chcieli w Bieszczady zabrać, ale my tu mamy opiekę, a zostawić dom bez opieki też byłoby trudno.  A nasze pieski, a kocica? 
Pozostaje nadzieja, że zaraza się skończy i że będziemy żyć, jak dawniej. 

Przypomniały mi się czasy wojny i okres tuż po jej zakończeniu. 
Wiersz Staffa "Pierwsza przechadzka" stał się jakiś bliski. Bo to, co jest obecnie, to też wojna, tylko walka jest o zdrowie i życie ludzi.









  • Leopold Staff "Pierwsza przechadzka"


    Będziemy znowu mieszkać w swoim domu,
    Będziemy stąpać po swych własnych schodach.
    Nikt o tym jeszcze nie mówi nikomu,
    Lecz wiatr już o tym szepcze po ogrodach.

    Nie patrz na smutnych tych ruin zwaliska.
    Nie płacz. Co prawda, łzy to rzecz niewieścia.
    Widzisz: żyjemy, choć śmierć byka bliska.
    Wyjdźmy z tych pustych ulic na przedmieścia.

    Mińmy bezludne tramwajów przystanki...
    Nędzna kobieta u bramy wyłomu
    Sprzedaje chude, blade obwarzanki...
    Będziemy znowu mieszkać w swoim domu.

    Wystawy puste i zamknięte sklepy.
    Życie się skryło chyba w antypodach.
    Z pudłem grzebyków stoi biedak ślepy...
    Będziemy stąpać po swych własnych schodach.

    Ty drżysz, od chłodu. Więc otul się szalem.
    Bez nóg, bez ramion, w brunatnej opończy
    Młodzi kalecy siedzą przed szpitalem.
    Widzisz: już pole. Tu miasto się kończy.

    Zwalone leżą dokoła parkany,
    Dziecko się bawi gruzem na chodniku,
    Kobieta pierze w podwórku łachmany
    I kogut zapiał krzykliwie w kurniku.

    Kot się pod murem przeciąga leniwo,
    Na rogu człowiek rozmawia z człowiekiem...
    Znowu w sklepiku zjawi się pieczywo
    I znów zabrzęczą rano bańki z mlekiem.

    Przejdą dni ciężkie klęski i rozgromu
    I zapomnimy o ranach i szkodach...
    Będziemy znowu mieszkać w swoim domu,
    Będziemy stąpać po swych własnych schodach.


    środa, 25 marca 2020

    Opowieści dziwnej treści + cytaty.



    Znalezione obrazy dla zapytania: Życie - cytaty Patrzę na obrazek z lewej strony i zastanawiam się nad tym, jak to jest u mnie. Który z tych błędów popełniam częściej.
    Ja jestem osobą bardzo gadatliwą. Idę do sklepu i już z chwilą zamykania furtki rozglądam się, czy na ulicy nie widać kogoś, z kim mogłabym pogadać.
    I nie jest ważne, czy to jest osoba, którą znam i z którą spotykam się często, czy też jest to zupełnie ktoś obcy.
    Nie jest też ważny temat.
    Mogę słuchać o tym, że jakaś pani ma kłopoty zdrowotne, albo kłopoty innego rodzaju, albo, że chce podzielić się swoimi opiniami na tematy polityczne, choć na te tematy niechętnie rozmawiam. Nie chcę nikogo przekonywać do swoich racji, ale też i sama nie daję sobie robić wody z mózgu.
    Piszę o paniach, bo to panie są zwykle bardziej skłonne do pogadania, niż panowie. Chociaż zdarzało się, że siadał przy stoliku obok mnie mój dawny uczeń i opowiadał mi o swoim życiu i o kłopotach. Każde miejsce i każdy czas jest dobry do rozmowy.
    Jestem przysłowiową gadułą, ale dodatkowo potrafię także słuchać. I nie jest to wtedy słuchanie bierne, w czasie którego zdarza się, że myśli nagle rozbiegają się w różne strony. Potrafię słuchać bardzo aktywnie. Nauczyłam się tego na różnych terapiach i spotkaniach z psychologami.
    Gdy żyła jeszcze moja śp. Teściowa, to z nią mogłam snuć pogawędki na różne tematy. Ją interesowało wszystko, a jej opowieści były ciekawe, barwne i pełne życiowej prawdy. Kiedyś powiedziałam jej, że będę zapisywała jej opowieści. Nie tylko się zgodziła, ale była wręcz uradowana. Zapisane teksty czytałam jej, a ona te moje zapiski akceptowała. W ten sposób powstała kronika życia rodziny mojego męża. Kronika ta - to nie tylko zapis różnych wydarzeń, ale i sporo ciekawych pełnych życia i humoru historyjek. Nawet krowa - żywicielka rodziny - znalazła tam swoje miejsce. Teściowa do nas przychodziła na zimę, gdy zaczynała się wiosna wracała na wieś do siebie.
    Gdy przywoziliśmy ją jesienią, to szybko szła na samą górę domu (rodzaj niskiego drugiego piętra) i nie było mowy, aby zmienić jej pokój np. na ten z tarasem na piętrze.

    Zmarła u nas w domu.
    Przez pewien czas po jej śmierci czułam ją na górze i zawsze zostawiałam w łazience zapalone światło na noc.
    Którejś nocy obudziłam się, spojrzałam na zegarek, a ponieważ było już po północy zgasiłam światło i położyłam się spać. Zasnęłam i i we śnie znalazłam się w na samej górze w pokoju mojej Teściowej. Stwierdziłam, że jest tu jakoś niesympatycznie. Było ciemno. Łóżko przysunięte do okna, na nim pościel w nieładzie. Poczułam się niepewnie. Postanowiłam wracać do swojego pokoju. Doszłam po omacku do schodów i zaczęłam nogą szukać stopnia, gdy nagle zostałam lekko uniesiona do góry i lekko spłynęłam nad schodami i znalazłam się w swoim łóżku. To cały czas był sen. I w momencie, gdy byłam już u siebie, na łóżku, nagle zadzwonił mój telefon komórkowy.
    Tak pędziłam do łazienki, żeby zapalić światło, że myślałam, że zęby sobie wybiję. Do dziś jestem pod wrażeniem tamtego snu.

    **********************************************************************************
    Dziś przyjechał bardzo sympatyczny młody pan z glebogryzarką, przejechał się po moim ogródku. Zamiast grud ziemi, mam puch. Ale się cieszę. Zdawałoby się, że drobiazg, a radość wielka. Teraz czekam na zamówione przez internet nasiona, bo do sklepów nie mogę chodzić i będę siała warzywa.
    Cieszę się jak dziecko z zabawki.

    **********************************************************************************

    Dziś cytaty pod tekstem.



    I na koniec - Andrzej Poniedzielski  Wesoła dumka o starości. 
    Utwór ten wstawiałam już wcześniej, ale ogromnie mi się on podoba i czuję jakby przynajmniej trochę  i o mnie była ta piosenka. 


                                        

      Już widzę, że między panem Poniedzielskim, a komentarzami będę miała ogromny margines. Co można zrobić w przyszłości, aby do takich dziur nie dopuścić. Będę wdzięczna za wszelkie rady Marysia.

     

    wtorek, 24 marca 2020

    I co dalej?


    Siedzę w domu w dwóch parach ciepłych spodni,  w kilku bluzkach i w ciepłej polarowej kurtce. W mieszkaniu jest 22 stopnie ciepła, a ja czuję chłód. To sygnał, że trzeba się trochę zabezpieczyć przed infekcją. Łykam 4 tabletki padmy naraz i po godzinie w tym samym ubraniu czuję, że się spociłam. Czyli wszelkie wirusy zostały potraktowane zdecydowanie i wyniosły się w siną dal. Zdrowie wraca do  normy. Ale jest to także sygnał, że zbyt mało przebywam na świeżym powietrzu, choćby na działce przed domem.
    Ostatnio w czasie zagrożenia koronawirusem ludzie siedzą w mieszkaniach. Wychodzą tylko ci, co muszą. Nie jest to komfortowa, ani zdrowa dla psychiki człowieka sytuacja. W związku z tym do programu w telewizji TVN zaproszony został pan Leszek Melibruda - psycholog społeczny, prof. w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, i pani redaktor prowadząca rozmowę zadała mu pytanie, jak mogą sobie radzić ludzie zamknięci w swoich domach z samymi sobą i ze swoją psychiką.
    Pan Melibruda radził, aby każdy znalazł w ciągu dnia jedną godzinę tylko dla siebie. I żeby w czasie tej godziny zająć się tym, co nam sprawia radość lub choćby tylko zadowolenie. Jutro to sprawdzę, bo dziś jest już dosyć późna godzina i nie będzie okazji.

    Co więcej?
    Młode sadzonki pomidorków i papryki rosną w maleńkich doniczkach na południowym oknie w pokoju i czekają na przesadzenie do większych doniczek, a ja biegam do nich każdego dnia i liczę te sadzonki, podlewam je i okazuję im swoją radość, że będziemy ze sobą aż do późnej jesieni. Na razie są to niemowlaki, z których, mam nadzieję, wyrosną duże, wysokie rośliny.


    Ten cytat nawiązuje do mojego chodzenia.  Chodzę, to prawda, ale nie jest to chód lekki, łatwy i przyjemny. Gdy idę, boli mnie kręgosłup, bolą nogi i biodra. Ale cieszę się tym, co jest. Myślę: - Aby nie było gorzej! Ułamek sekundy czasami może zadecydować o przyszłości.
    Gdy będzie już piękna, ciepła wiosna, pojadę jeszcze kilka razy do pana Jurka na rehabilitację.

    Na zakończenie wpisu piękny utwór muzyczny

    Hymne a l amour- Andre Rieu








    poniedziałek, 23 marca 2020

    Wiosna i poezja



    Pierwszy dzień wiosny jest już za nami. Aby podkreślić wiosenny nastrój, cytaty ulokowały się na zielonym tle.

    Dwa dni temu - 21 marca obchodzony był  Międzynarodowy Dzień Poezji.  Uczcić ten dzień można chyba tylko poezją. A ponieważ mamy już wiosnę, to będzie poezja o wiośnie dla dzieci i dla dorosłych.
                                                           




    Przyjście wiosny

    Jan Brzechwa


    Naplotkowała sosna,
    że już się zbliża wiosna.
    Kret skrzywił się ponuro:
    „Przyjedzie pewnie furą”.
    Jeż się najeżył srodze:
    „Raczej na hulajnodze”.
    Wąż syknął: „Ja nie wierzę.
    Przyjedzie na rowerze”.




    Kos gwizdnął: „Wiem coś o tym.
    Przyleci samolotem”.
    „Skąd znowu - rzekła sroka -
    Ja jej nie spuszczam z oka
    I w zeszłym roku, w maju,
    Widziałam ją w tramwaju”.
    „Nieprawda! Wiosna zwykle
    Przyjeżdża motocyklem!”
    „A ja wam to dowiodę,
    Że właśnie samochodem”.




    „Nieprawda, bo w karecie!”
    „W karecie? Cóż pan plecie?
    Oświadczyć mogę krótko,
    Przypłynie własną łódką”.
    A wiosna przyszło pieszo -
    Już kwiaty z nią się śpieszą,
    Już trawy przed nią rosną
    I szumią: „Witaj wiosno!”.

    Danuta Gellnerowa

    Gdzie jest wiosna 

    Wiosna, wiosna już tuż, tuż.

    Płaszcz słomiany spada z róż,
    Pączki ma już każdy krzak -
    To jest wiosny pierwszy znak.
    Drugi znak - zielony liść.
    Na wycieczkę czas już iść.
    Biegać łąką ile tchu,
    Szukać wiosny
    Tam i tu.
    Złotych blasków
    Chyba sto
    Wpadło na
    Strumyka dno
    Żaby budzą się ze snu.
    - gdzie jest wiosna?
    A, już tu.
    W każdej bruździe,
    Koleinie,
    Jakaś strużka
    Wody płynie,
    Wszędzie ćwierka jakiś ptak-
    To jest też
    Wiosenny znak
    Na podwórku
    Już hałasy,
    Wszystkie dzieci
    Grają w klasy.
    A jak grają?
    Zobacz, jak
    To jest wiosny
    Piąty znak.
    Takich znaków
    jest ze dwieście.
    W każdym mieście
    Patrz uważnie
    Tu i tam,
    To je znajdziesz
    Wszędzie sam.

    Znów wiosna




    Autorem wiersza jest Leopold Staff
     
    Dzień mar­co­wy prze­pięk­ny uro­ku!
    Wio­sna bo­skie zle­wa na mnie cza­ry
    Czter­dzie­ste­go któ­re­goś tam roku!

    O, cu­dow­ne wy, naj­słod­sze dary
    Mej je­sien­nej, tak wio­sen­nej wio­sny!
    Więc nie je­stem sta­ry! Więc nie sta­ry!

    Bom otu­chy pe­łen, bez­ża­ło­sny,
    Choć mnie gnę­bił tak zimy cień sza­ry!
    Myśl ude­rza w ton ja­sny, ra­do­sny!

    Cóż to? Nowe za­my­sły, za­mia­ry
    W oży­wio­nym krwi bu­dzą się tęt­nic?
    Spod po­pie­lisk wsta­ją świe­żo żary?

    Bo­skie słoń­ce! Nie­znu­że­nie, skrzęt­nie
    Pól dy­mią­cych pi­ją­ce opa­ry!
    Uko­cha­ne go­rą­co, na­mięt­nie!

    Już ba­zia­mi wierzb śmie­ją się jary,
    Już z po­kry­wy śnie­go­wej ni śla­du!
    Szu­mią wia­tru cie­płe­go po­gwa­ry!

    Cały je­stem usza­mi wy­wia­du,
    Kie­dy za­czną się świ­ry i swa­ry,
    Gdzie któ­re­mu ja­skó­łek lec sta­du.

    Czym­że wszyst­kie dziś ser­ca ofia­ry,
    Czym­że stra­ty, po­raż­ki i klę­ski,
    Czym stra­co­ne ma­rze­nia i mary?

    Tyś zwy­cię­skie, więc i jam zwy­cię­ski,
    Słoń­ce! Znio­słem spra­wie­dli­we kary
    Za dzień każ­dy mój, co był nie­mę­ski.

    Wio­sno, wio­sna, co szczę­ścia bez­mia­ry
    Sku­piasz w mego ser­ca szczę­śli­wo­ści,
    Ze świat cały wziąć mógł­bym za bary!

    Daj mi brze­mię nędz, mąk, do­le­gło­ści,
    Lecz z dzi­siej­szą, cud­ną peł­nią wia­ry,
    Któ­ra wra­ca mi skarb mej mło­do­ści:

    Bo się cie­szę! Więc nie je­stem sta­ry!






    I poetycka wizja wiosny mojego ulubionego poety Bolesława Leśmiana.

    WIOSNA

      Takiej wiosny rzetelnej, jaką w swym powiecie
      Widział Jędrek Wysmółek - nikt nie widział w świecie!

       Poprzez okno karczemne łeb w bezmiar wyraził
       I o mało się w durną mgłę nie przeobraził!

       Lecz umocnił się w karku i nieco przybladłszy,
       Łbem pochwiał dla otuchy, i splunął i patrzy...

       Jego własna chałupa wraz z babą i sadem
       Odwróciła się nagle nieproszonym zadem.

       Wieprz-znajomek, nie większy na pozór od snopa,
       Biegnie w skradzionych portkach Magdzinego chłopa.

       Ryj mu Lilią zakwita! Czar bije od przodu!
       I z wołaniem:"Gdzie Magda" - pcha się do ogrodu!

       Wóz drabiasty, jaskółczej doznając uciechy,
       Z okrzykiem: "Co ja robię? - frunął ponad strzechy

       A wójt w ślad mu się jarzy to modry, to złoty
       I zębami przedrzeźnia znikłych kół turkoty.

       Wywróconą na opak do rowu ulicą
       Mknie Kachna i płonącą powiewa spódnicą.

       Wichrzy się i pokłębia i upałem bucha,
       Cała w ogniu i szumie! Pożar - nie dziewucha!

       Skry miota wedle woli - nie szuka powodu,
       I z szeptem: Moja wina!" - dymi się od spodu!

       A Maciej - ten z przeciwka, co to brak mu klepki,
       Konno dybie w niebiosy wesoły i krzepki!

       Cały w różach i malwach, coraz nieznajomszy
       Pyskiem w niebie wydziwia, jakby służył do mszy.

       Tuż obok, jak to bywa między błękitami,
       Przelatuje siedząco Pan Bóg z aniołami.

       A ten wrzeszczy od rzeczy i na koniu pstroku
       To skoczy, to zje malwę, to ginie w obłoku!








    sobota, 21 marca 2020

    Z uśmiechem..,,,

    Dziś cytaty z uśmiechem.

    Z uśmiechem i z dystansem można podchodzić prawie do wszystkiego.

    1. Przede wszystkim do siebie, do swoich  lęków i frustracji.

    2. Do wiadomośći podawanych w TV.

    3.  Do prognoz dotyczących wyników wyborów prezydenckich. 
    (Z trudem, ale można) .

    4. Do aresztu domowego w związku z koronawirusem.

    5. Do pogody za oknem.

    6. Do braku samodyscypliny dotyczącej porannych ćwiczeń fizycznych.

    7. Do braku samodyscypliny dotyczącej codziennej pracy umysłowej.

    **********************************************************************************

    Pomidorki i nasiona czerwonej papryki już wschodzą. Co  prawda nie wszystkie nasiona wykiełkowały, ale maleńkich roślinek wystarczy do posadzenia w ogródku i zostanie ich jeszcze do rozdania znajomym. Trochę zaskoczona jestem tym, że nasiona papryki tak gęsto wzeszły. Nie miałam nasion, a miałam kupioną paprykę. Wyjęłam z niej pestki, lekko je przesuszyłam i wysiałam. I wschodzi gąszcz młodych roślinek. Biegam do nich przynajmniej dwa razy dziennie. Cieszę się, że rosną. Na razie stoją w mieszkaniu przy słonecznym oknie. Gdy wchodzę do nich rano, są pochylone, jak łan zboża w czasie wiatru, tak wyciągają się w stronę światła. Odwracam je, podlewam i czekam aż podrosną na tyle, że trzeba je będzie przesadzić do większych doniczek. Sporo jeszcze czasu upłynie, zanim będzie można wysadzić je do ogródka. W tym roku robię miejsce na działce na około 70 sadzonek pomidorów i ze 20 - 30 sadzonek papryki. Pomidory będą wielkoowocowe. Jesienią ogródek był wynawożony, skopany, teraz czeka na grabienie przed siewem. Już jestem umówiona z młodym, sympatycznym panem na wykonanie tej pracy. Sama mogę na stołeczku posiać nasiona i posadzić sadzonki. 

    Ten ogródek to moja radość i aktywność fizyczna na powietrzu. Gdyby nie praca przy pielęgnacji młodych roślinek, siedziałabym jak grzyb w domu przed komputerem. Myślę, co zrobić, żeby nie chorowały. Każdą sadzonkę pomidora obsadzę ząbkami czosnku. Będzie dwa w jednym i ochrona pomidorów przed chorobami i malutkie główeczki czosnku na jesieni. 

    **********************************************************************************

    A co w domu? Obejrzałam już trzy części filmu produkcji rosyjskiej - Mistrz i Małgorzata według książki Michaiła Bułhakowa. Robię wielkie, wiosenne pranie. Lubię wysuszoną pościel na powietrzu, a dziś słonko od rana świeci, a sznurki rozciągnięte między drzewami czekają. Właśnie pralka ucichła. Znak, że można z niej pościel wyjmować i wieszać na dworze. 

    Dzień jak co dzień. Niby każdy taki sam, a jednak każdy inny.
    Cieszmy się. Cieszmy się, że żyjemy, cieszmy się, że jesteśmy sprawni umysłowo i że sprawność fizyczna jeszcze nas nie opuszcza, choć nie jest już taka, jak kiedyś. Cieszmy się, że są z nami nasi bliscy, przyjaciele, znajomi. Cieszmy się z każdej chwili, którą możemy jeszcze przeżyć, cieszmy się  z tego, że każda z tych chwil jest inna, bogata w różne doznania.

    I na koniec dzisiejszego wpisu  - muzyka dla wszystkich. Dla tych, co chcą się zasłuchać i popłynąć wraz z jej dźwiękami w świat pięknych wyobrażeń. Dla tych, co się cieszą i dla tych, co się smucą. Dla gotujących obiad, i dla sprzątających dom przed przyjściem wiosny. Dla wszystkich.

    Andre' Rieu Live in Cluj, Transylvania, Romania, 2019


     

    środa, 18 marca 2020

    Co się dzieje....?


    O czym tu pisać? Jestem tak już zmęczona i koronawirusem i koniecznością ogromnego uważania i całą tą atmosferą wokół, że zaczynam świrować. 
    Dziś zadzwoniłam do mojego brata ciotecznego i zaczęłam go przepraszać, że wczoraj nie złożyłam mu życzeń imieninowych. Na jego uwagę, że wczoraj imienin nie obchodził, zaczęłam zastanawiać się kiedy te jego imieniny wypadają i zaczęłam bredzić jak potłuczona, że Zbigniewa jest wkrótce i że się pomyliłam. Na co usłyszałam, że on ma na imię Wojciech, a nie Zbigniew. Zbigniewem był jego ojciec.  
    I co ja mam teraz powiedzieć? To jest mój cioteczny brat, z którym rozmawiam przez telefon dosyć często. Na dodatek pomyliłam osoby, bo nie chodziło mi o brata ciotecznego, a  o szwagra, którego imieniny są właśnie jutro, gdyż ma na imię Józef.
    Gdyby nie to, że gorzej funkcjonuję w zamknięciu w czasie obecnej zarazy, to bym się z siebie i ze swojego roztargnienia obśmiała równo. Ale zmęczenie zaistniałą sytuacją jest tak duże, że nawet nie chce mi się z siebie śmiać. Jest raczej niepokój.
    Zadaję sobie pytanie, czy to było zwykłe roztargnienie, czy może jakieś zmiany w mózgu, powstałe na skutek zmęczenia i frustracji. A może jest to brak świeżego powietrza, bo ostatnio siedzę w domu.

    I kilka cytatów. 
     

     Na poprawę humoru Janusz Gajos - Polonus II



                

    wtorek, 17 marca 2020

    Koronawirus cd.


    Jestem już zmęczona siedzeniem w domu.
    Takie stwierdzenie trochę dziwnie brzmi, bo przecież dom - to oaza spokoju, miejsce, gdzie człowiek najlepiej się czuje, gdzie zawsze jest coś do zrobienia i gdzie jest komputer, telewizor i gromada książek do czytania. W domu można spokojnie pomyśleć, odwiedzić zaprzyjaźnionych blogerów.

    Ale ja w tym domu, gdzie może być tyle potrzebnych i interesujących zajęć czuję się wyjałowiona intelektualnie. Zastanawiam się nad tym, czy jest możliwe i jak, że taka stagnacja przekłada się także na myślenie człowieka. W obecnej sytuacji najchętniej przespałabym okres zagrożenia jak niedźwiedź zimę.

    Agnieszka Osiecka

    Jeżeli gdzieś jest niebo

     
    Nie wie­dzia­łam, że tak bli­sko
    jest to wszyst­ko,
    to wszyst­ko, o co cho­dzi...
    Nie wie­dzia­łam, że tej zimy
    za­tań­czy­my,
    za­tań­czy­my jak w ogro­dzie...
    Nie wie­dzia­łam, że się ręce
    z tego tań­ca
    jak z wień­ca
    nie roz­plą­czą,
    nie wie­dzia­łam, że się ser­ca
    ni­g­dy wię­cej,
    ni­g­dy wię­cej nie roz­łą­czą,
    nie wie­dzia­łam, że to moż­na - tak bez tchu...
    nie wie­dzia­łam, że ja tak­że będę Ewą,
    nie wie­rzy­łam, nie cze­ka­łam, nie prze­czu­łam w głę­bi snu
    że je­że­li gdzieś jest nie­bo,
    to tu, to tu.

    Nie wie­dzia­łam, że się ser­ca tak ostu­dzą,
    uwie­rzy­łam, że umie­ra się pa­ra­mi,
    nie wie­dzia­łam, że się lu­dzie róż­nie bu­dzą
    jak okrę­ty, nie te same, choć w tej sa­mej wciąż przy­sta­ni...

    Nie wie­dzia­łam, że to moż­na - tak bez tchu...
    Nie wie­dzia­łam, że od­fru­nie, co się rze­kło,
    nie cze­ka­łam, nie cier­pia­łam, nie prze­czu­łam w głę­bi snu, że je­że­li gdzieś jest pie­kło,
    to tu.

    niedziela, 15 marca 2020

    Uroki siedzenia w domu.


    Wstawiłam na swoim blogu trochę różnych cytatów i mam nadzieję, że żaden z dzisiejszych nie pojawił się wcześniej.

    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Życie skomplikował nam wirus.
    Dopóki nie było u nas koronawirusa, to wcale mnie nie rwało do sklepów. Wychodziłam z domu od czasu do czasu i traktowałam te wyjścia, jako konieczność. Teraz szlag mnie trafia, że muszę siedzieć w domu. Lubię czuć się wolna i niezależna, a tu areszt domowy. 
    Powinnam się cieszyć, że dzieci i wnuki się nami opiekują i z jednej strony cieszę się i jestem z nich dumna, że potrafili stanąć na wysokości zadania. Z drugiej jednak strony brakuje mi niezależności i możliwości decydowania o sobie samej w takim zakresie, w jakim akurat dziś jest mi to potrzebne. Toteż od rana snuję się  po mieszkaniu bez żadnego planu i myślę tylko o tym, co by tu zjeść? Czym zagryźć wlokący się czas. To zagryzanie nie jest korzystne ani dla żołądka, ani dla mojej wagi.

    W takich sytuacjach zwykle odwiedzam Lipce Reymontowskie. Właśnie zaglądam do chałupy Antka i Hanki Borynów. Stary Boryna po awanturze i bijatyce z Antkiem wygnał syna z synową i z dziećmi z domu i teraz mieszkają oni  w ogromnej biedzie i zimnie w drugiej części chałupy starego Bylicy - ojca Hanki.
    Snuje się opowieść o ludziach występujących w tej powieści, o ich ciężkiej pracy, o życiu na wsi.... a mnie wolniutko ogarnia senność i coraz częściej zaczynam rzucać spojrzenia na łóżko przygotowane  do spania.


    Składanka – IL DIVO I will always love you








    sobota, 14 marca 2020

    koronawirus


     Skoro włożyłam trochę pracy w to, aby najpierw znaleźć kilka cytatów, później je umieścić w programie graficznym, a na koniec je wstawić do blaga, to należy im się honorowe miejsce, czyli na początku dzisiejszego wpisu.

    ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Obecnie tematem nr 1 we wszelkich środkach masowego przekazu jest koronawirus. Słuchamy z mężem wypowiadających się w telewizji specjalistów i czekamy, kiedy przestanie on ludziom zagrażać. My oboje, jako ludzie wiekowi i mający różne problemy zdrowotne, jesteśmy zagrożeni. Dzieci uzgodniły, że mamy siedzieć w domu. I to bez żadnej dyskusji. Wychodzić możemy tylko na działkę i nigdzie dalej.
    Córka chciała nas zabrać w Bieszczady, ale mój Mąż stanął okoniem. Wyjazd tak daleko i nie wiadomo na jak długo nie wchodzi dla nas w rachubę, ale zagrożenie jest poważne i nie można go lekceważyć.
    Syn wziął na siebie  robienie dla nas zakupów, wnuczka przywozi gotowe obiady. Oboje jesteśmy wzruszeni troską o nas naszych dzieci i wnuków, ale my też martwimy się o nich bo to, że są młodsi od nas nie chroni ich przed infekcją. I gdyby było przynajmniej wiadomo ile czasu ten koronawirus będzie zagrażał, a to jedna wielka niewiadoma.

     
     




    czwartek, 12 marca 2020

    Dziękuję!


















     Bardzo dziękuję wszystkim Blogerom, którzy zabrali głos pod poprzednim moim wpisem.    Wypowiedzieliście się przeciwko agresji słownej, a mnie zrobiło się ciepło na sercu. Poczułam się w gronie serdecznych, życzliwych ludzi.
    Przyzwyczailiśmy się do tego, że wszelkie dyskusje w środkach przekazu są pełne agresji, manipulacji i przekraczania wszelkich granic. To Wy pokazaliście, że stanowcze postawienie tych granic jest w efekcie bardzo skuteczne. Nie usunęłam komentarzy pani podpisującej się nickiem Irsilla.  Pani ta chyba sama je usunęła (choć nie wiem, jak to zrobiła),  bo zamiast komentarzy zostały tylko informacje - Ten komentarz został usunięty przez autora. 
    To Wy sprawiliście, że na koniec przeprosiła za chamstwo  (jak to określiła).
    Zwyciężyła normalność.





    wtorek, 10 marca 2020

    Czekam na.....

    Czekam na:            
               1.  Czekam na wybory prezydenckie i postaram się mądrze zagłosować.
               2.   Czekam na normalność w kraju.
               3.  Czekam na to, aż koronawirus odpłynie w siną dal nie czyniąc nikomu szkody.
               4.  Czekam, aż się zacznie robić ciepło i będzie można wejść do ogródka.
               5.  Czekam na to, aż spłynie na mnie nagłe olśnienie i uporządkuję sobie kolejność
                    wykonania różnych prac  -  np.:
                    a)   Dobrze byłoby przypomnieć sobie, jak się robi dekoracje z papieroplastyki.
                    b)   A może by tak bardziej przyłożyć się utworzenia nowej mapy zatytułowanej - 
                          Język, jako system znaków.
                    c)   Może warto spróbować przełamać opór związany z nauką języka
                          angielskiego i pouczyć się choćby kilku słówek każdego dnia.
                    d)  Może warto przypomnieć sobie wiedzę z gramatyki i z poetyki języka polskiego,
                         a niestety moją dotychczasową wiedzę wiatr wywiewa mi z głowy i to dosyć
                         skutecznie.
                    e)  Może zmobilizować się do tego, aby każdy dzień rozpoczynać ćwiczeniami 
                         fizycznymi. A tak mi się nie chce.
                    f)   Może zacząć medytować? (Najpierw muszę się dowiedzieć, jak to się robi?)
                    g)  Może narzucić sobie jakiś określony plan zajęć, żeby czas nie rozłaził się między
                          palcami. Do tej pory plany były, a działania nie dochodziły do skutku.
                    h)   Może należałoby zająć się bardziej niż dotychczas porządkami wiosennymi w
                          domu iw ogrodzie.
    ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



     Jutro wysieję do doniczek nasiona pomidorów i papryki. To jest postanowione. Doniczki już są w domu, ziemia czeka w kubełku.



    Czyli, krótko mówiąc, mam dużo planów i na ogół brak ich realizacji. Chyba muszę się jakoś zmobilizować i leniwą Marysię pogonić do roboty. Tylko jak to zrobić, bo w leniuchowaniu jestem bardzo konsekwentna.



    Może zacznijmy od rad specjalistów.
    TV Maciej Kozubik - Jak wyznaczać cele S.M.A.R.T. (SMART)?




    niedziela, 8 marca 2020

    Książki.i medytacja


    Pisałam już wcześniej, że mam w domu pokaźną  ilość własnych książek. Nie są to przypadkowe tytuły, tylko pozycje, które mnie kiedyś zainteresowały. Zwykle, gdy odbywałam podróż do Warszawy, to starałam się odwiedzić przy tej okazji kilka księgarń. Wybierałam w nich różne  książki. Są wśród nich dwa tomy Modlitwy Żaby. Anthonego de Mello z jego komentarzami medytacyjnymi. Bardzo lubię te przypowieści. A oto kilka z nich (wybierałam, oczywiście, te krótsze).
    .
    1. Pewna kobieta w dziale spożywczym jednego z supermarketów schyliła się, aby podnieść kilka pomidorów. W tym momencie poczuła ostry ból promieniujący w dół pleców; zstygła w bólu i krzyknęła.
    Klient stojący tuż obok, pochylił się do niej porozumiewawczo i rzekł: "jeżeli pani myśli, że pomidory są złe, powinna pani zobaczyć cenę ryb".
                                      Czy reagujesz na Rzeczywistość, 
                                      czy też na swoje założenia jej dotyczące?
    2. Lekarz:
      "Ten ból w nodze jest spowodowany starością".
       Pacjent:
      "Nie jestem taki głupi. Druga noga jest równie stara jak ta"

    3. Klatka w wyobraźni
                                        Mury, które ich więżą są myślowe, nie prawdziwe.


      Niedźwiedź chodził tam i z powrotem dwadzieścia stóp, które stanowiły długość klatki.
     Kiedy po pięciu latach usunięto klatkę, niedźwiedź dalej chodził tam i z powrotem te dwadzieścia stóp, jakby klatka tam nadal była. Bo ona była dla niego!

    4.                              Wady, które u nich widzimy, są przeważnie naszymi własnymi.
       "Przepraszam panie profesorze", powiedział bojaźliwy uczeń."Nie mogłem odczytać, co pan napisał na marginesie mojego ostatniego wypracowania".
    "Kazałem ci pisać bardziej czytelnie", powiedział nauczyciel.
     

    5. Żona do męża z nosem utkwionym w gazecie:
    "Czy przyszło ci kiedykolwiek do głowy, że w życiu może być coś więcej niż to, co dzieje się na świecie?"
                                     Większość ludzi kocha ludzkość.
                                     To sąsiada nie mogą znieść. 

    6. "Wypuście mnie".
    Położenie człowieka jest doskonale zobrazowane na przypadku pijaczyny, który stoi późną nocą na zewnątrz parku, bije w ogrodzenie i krzyczy: "Wypuście mnie!
                                     To tylko twoje złudzenia nie pozwalają ci zobaczyć,
                                     że jesteś - i zawsze byłeś - wolny.


    Sposoby na Stres - Medytacja dla Początkujących - YouTube










    Życzenia na Dzień Kobiet.


    Wszystkim Kobietom - tym maleńkim w pieluszkach i tym w przedszkolu i w szkole, na studiach, małym, dużym, dorosłym, bardzo już dojrzałym i staruszkom wszystkiego najlepszego  z okazji Dnia Kobiet. Do życzeń dołączam kwiaty na obrazku.

                              

    I wiersz

    Leopold Staff
    Młodość

    Szara, wielka kamienica,
    Pokój, dywan, koń drewniany,
    Z okien: wozy, tłum, ulica,
    Raj podwórza zakazany.

    Barwne książki z obrazkami,
    Jawa w śnie i sen wśród jawy,
    Strych, co jak głąb kniei mami,
    Strach, przygody i wyprawy.

    Nagle błysk, zaduma, drgnięcie,
    Starej księgi jakaś karta,
    Podejrzenie, brwi ściągnięcie,
    Ciekawości rdza niestarta.

    Gdzieś na świat wybita szyba,
    Dreszcz, niepokój przedwiosenny,
    Wiew odwilży... Może... chyba...
    Czemu?... Znak pytania plenny.

    Potem wylot z miejskiej cieśni,
    Wieś, sad w kwiecie, stosy wierszy,
    Sen, co drugi raz się nie śni,
    Miłość, pocałunek pierwszy.

    Zawrót głowy, słońce-chmura,
    Deszcz-pogoda, kwiecień życia,
    Serce jasne - twarz ponura,
    Droga w kwiatach - gest rozbicia.

    Pierwsza szczypta bólu, błota,
    Gdzieś nieznaczna rysa w murze,
    Cierń, krzyk duszy, łza, tęsknota,
    Wolność, nowy świat, podróże.

    Widnokręgi, krajobrazy,
    Sztuka, piękno, wir zawrotny.
    Upojenie, ludzie... skazy,
    Myśl i pierwszy dzień samotny.

    Cisza: znak niezrozumiany,
    Bunt, gniew, przewrót, przełom, żmije...
    Skąd te blizny? Skąd te rany?...
    I godzina męska bije.

    Już? Tak prędko? Co to było?
    Coś strwonione? Pierzchło skrycie?
    Czy się młodość swą przeżyło?
    Ach, więc to już było... życie?

     I piosenka:

     Sylwester Bernaciak - Piosenka na Dzień Kobiet 



    Skutki.

     Ostatnio więcej czasu spędzałam na działce, niż w domu, no i już są tego efekty. Zaczęłam potykać się o swoje własne nieumiejętności w pisa...