poniedziałek, 29 czerwca 2020

I po pierwszej turze wyborów.


Ten obrazek z Demotywatorów kojarzy mi się z ostatnimi wyborami. Jest jakby symbolem naszego społeczeństwa, które chyba nie patrzy, nie analizuje i nie zastanawia się nad tym, co będzie dalej. Do takich wniosków doszłam po obejrzeniu wieczoru wyborczego w telewizji.
Czekałam na wyniki, no i się doczekałam. 
Klęłam jak szewc, gdy okazało się, ile głosów dostał pan Duda, a ile pan Trzaskowski. I nie pomógł mi nawet advokat, którym się pocieszałam. Mam nadzieję, że II tura wyborów zmieni wszystko i że zwycięzcą będzie pan Trzaskowski.
Żeby się trochę uspokoić wzięłam się do wybierania cytatów. Wybrałam ich 18. Prawie wszystkie dotyczą polityki. Przynajmniej w ten sposób trochę rozładuję negatywne emocje.
Jestem wkurzona i różowy kolor tła mojego bloga mi nie pasował dzisiaj, więc go zmieniłam na niebieski. Nie przyszło mi tylko wcześniej do głowy, gdy wybierałam i zapisywałam cytaty, że też można było zapisać je niebieskim kolorem na błękitnym tle. Trudno tak już musi zostać. 

A co poza tym?
Leje jak z cebra. Do ogródka nie da się wyjść. Zielsko bujnie rośnie, sadzonki pomidorów starają się jakoś wytrzymać ten nadmiar wilgoci, bo pada każdego dnia, ale marnie im to wychodzi. Odnoszę wrażenie, że wielkiej korzyści z pomidorów w tym roku nie będzie. To prawda, że na kilku krzakach pokazały się już owoce, ale krzaki są jakieś takie rachityczne. 
Dziś miałam iść wycinać krzaki pokrzywy na gnojówkę, ale przy takiej pogodzie nie chce mi się. Ta gnojówka, to rada mojego zięcia, który na uprawach się zna. Kazał raz w tygodniu podlać krzaki rozcieńczoną gnojówką z pokrzyw. A tu nie pada, a leje. A pomidory to rośliny ciepłolubne i nadmiaru wody nie znoszą.

A do wystawionych za drzwi mieszkania misek dla kotów przychodzi już nie tylko kot rudy, co to mojego Męża kiedyś  pogryzł, a teraz wchodzi już do mieszkania i łasi się, a kiedy chce wyjść na dwór, to miauczy i prowadzi do drzwi, ale  przychodzi także mniejszy cały biały kotek, z czarnym ogonem. Ten jest bardzo nieufny. Na widok człowieka ucieka w wielkim popłochu. Jeszcze się nie nauczył, że nie ma się czego bać. 

Na zakończenie dzisiejszego wpisu piosenka Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie. 
Tekst i Muzyka: Tomasz Lipiński Tilt

                                     

środa, 24 czerwca 2020

Kolejna noc.


Staram się zająć sobie czas, aby nie niepokoić się tym, kto zostanie wybrany na prezydenta w zaplanowanych za kilka dni wyborach. Mam nadzieję, że Polacy nie popełnią głupstwa sprzed pięciu lat, kiedy to został wybrany obecny pan prezydent. 14 emerytura i inny rodzaj kiełbasy wyborczej mogą jednak zadziałać i możemy mieć obecną głowę państwa przez kolejnych pięć lat. Na razie staram się nie tracić nadziei.

Dzisiejsza noc, podobnie jak poprzednie, jest deszczowa. Słyszę zza okna szum wiatru i stukanie kropli deszczu o parapet. Wyjątkowo mokre jest lato w tym roku. Niepokoję się o to, aby posadzone do gruntu pomidory nie zaczęły chorować, a nie mam zamiaru pryskać ich środkami chemicznymi. Takie pryskane pomidory mogę kupić na straganie, ale one nawet smaku normalnych pomidorów z ogródka nie mają. Kto nie jadł pomidorów bez chemii wyhodowanych w ziemi jesienią zasilonej nawozem  zwierzęcym, ten może nie mieć wyobrażenia o ich smaku. Ja zjadłam takie pomidory najpierw u swojej Córki w Bieszczadach, później już u siebie z własnego ogródka i wsiąkłam. I od tej pory sieję wczesną wiosną do skrzynek nasiona pomidorów, później pielęgnuję młode siewki, przesadzam je, dbam o to, żeby miały światło i żeby miały wszystko, co jest im potrzebne do wzrostu i owocowania.

Dom mam już praktycznie sprzątnięty. Sprzątnęłam go sama bez pomocy pani, która wcześniej do nas przychodziła. Bardzo pomógł mi w pracy nowy odkurzacz, który świetnie wyciąga kurz z dywanów i którym odkurzam podłogę w pozycji stojącej.Tylko firanki powiesił mi wnuk, który akurat przyjechał do nas na kilka dni spod Gdańska. Pozostały już tylko jakieś drobiazgi do uporządkowania.
W ogródku z pracami także nadążam, tu ćwiczę  i .....jestem z siebie i ze swojej kondycji fizycznej bardzo zadowolona. Chodzę normalnie, nie podpieram się żadnymi kijkami, ani kulami. Sprawdziło się stare powiedzenie - Móc - to chcieć, szukać i działać.
Teraz nadchodzi czas na pracę umysłową, która ostatnio trochę została zaniedbana.

I zgodnie z tym, co czuję, mogę śmiało powiedzieć, że życie jest piękne, a świat wokoło jest przyjazny i pełen energii.

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Wybory





Za tydzień wybieramy prezydenta.  Chociaż oboje z mężem siedzimy w czasie koronawirusa  przykładnie w domu lub na działce, a do sklepów jeżdżą nasze dzieci i robią zakupy, to na wybory idziemy. Zabezpieczymy się maseczkami, rękawiczkami i własnymi długopisami. Po opuszczeniu pomieszczenia, gdzie będzie siedziała komisja wyborcza pójdzie w ruch dezynfekowanie rąk i nie tylko, a wieczorem rozsiądziemy się przed telewizorem, aby usłyszeć, jakie są wyniki wyborów. Podejrzewam, że w pierwszym terminie głosowania nie zostanie wybrany prezydent i trzeba będzie  poczekać do 12 lipca.

Za rogiem biurka stoi zakupiony Advokat, którym będę opijała wygrane wybory, lub będę się pocieszała wyborami przegranymi. Nie ujawniam, na kogo zagłosuję. Mogę tylko napisać, że mój kandydat to człowiek dialogu nie wykluczający nikogo ze względu na jego preferencje seksualne, człowiek, który samodzielnie podejmuje decyzje, dobry gospodarz, człowiek, który stara się łączyć, a nie dzielić.

sobota, 20 czerwca 2020

Chwila dla siebie.

Cytat:
"Bywają ludzie, którzy odnajdują młodość swoją dopiero u schyłku życia."
                                                                                                       Paul Jean 

"Jesteś tak młody, jak twoje nadzieje i tak stary, jak twoje lęki." - Vera Pfeiffer – A jakie jest Twoje życiowe motto? Jeśli nie masz,podziel się jakimś ulubionym cytatem

 Ten wstawiony u góry cytat bardzo mi się podoba, ale nie jestem pewna, czy mogę uznać, że odnosi się on do mnie. Raczej chciałabym żeby się odnosił. Zastanawiam się nad tym, co nazywamy młodością. Czy jest to tylko ilość przeżytych lat?  A może młodość, to także chęć poznawania tego, co nowe, aktywność fizyczna i umysłowa, umiejętność korzystania z całego bogactwa dotychczasowych doświadczeń życiowych i przemyśleń. Muszę się nad tym zastanowić. Ale to, co właśnie napisałam kojarzy mi się raczej z dojrzałością.

Młodość - to nadzieja, patrzenie w przyszłość, radość, miłość ludzi i miłość życia. To księżyc odbijający się w wodzie wieczorową porą, to rechot żab, zapach wieczoru i uśmiech na twarzy. To oszałamiający zapach kwitnącego bzu i jaśminu. To bliskość drogiego człowieka idącego obok.

Ale się rozmarzyłam.

Władysław Broniewski
 Rysunek.

Ziemio moja, droższa od innych,
nie śpię, szukam wspomnień dziecinnych,
bazgrzę niezręcznie i na papierze
dom się pojawia, płoty, ganki,
bzy pachnące w majowe ranki,
i wśród trawnika konwalie świeże –
kwiaty mej matki w dniu jej imienin –
ławka, gąszczem bzu opleciona,
dąb, co od wieków nic się nie zmienił
i błogosławiąc wznosi ramiona.
Czemu słyszę dominikański
dzwon, co dzwonił na Anioł Pański?
Głowa słońca tonie już w Wiśle…
Mały chłopiec – o czym ja myślę?
– o narcyzach? o wildze na gruszy?…
Bije siedem wieczornych uderzeń,
grusza biało płatkami prószy,
rośnie stary dom na papierze…
Czemu, czemu tak smutno duszy?

niedziela, 14 czerwca 2020

Efekty mojej nauki.


Cytat Marka Twaina o życiu wstawiłam, jako ciekawostkę. Sama miałabym wątpliwości, czy ten pomysł o cofaniu się od starości do młodości byłby dobry nie tylko dla mnie, ale dla kogokolwiek. Jeśli byłoby to możliwe, to być może na chwilkę odwiedziłabym samą siebie i rodzinę  tę sprzed lat, ale nie wiem, czy takie spotkanie nie przyniosłoby więcej złego, niż dobrego. Zresztą odwiedzam swoje dzieciństwo i młode lata we wspomnieniach. I to w zupełności wystarczy. Są tylko dwie rzeczy, które dziś zrobiłabym, gdybym była znowu młoda. Postarałabym się zrobić prawo jazdy i nauczyłabym się kilku języków obcych. Co prawda języków mogłabym się uczyć nawet teraz, ale mam świadomość, że moja pamięć jest już coraz słabsza, a poza tym bez nauczyciela jest dużo trudniej się uczyć.
Teraz uczę się korzystania z komputera, z drukarki, z nowej kuchni elektryczno-gazowej i z innych urządzeń.
Ostatnio, gdy zięć nas odwiedził, poświęcił sporo czasu, żeby nauczyć mnie skanowania. Wszystkie kolejne polecenia zapisałam pracowicie i przechowuję je w swoich zbiorach. Dziś wstawiam nagietki zeskanowane jeszcze przy zięciu. Sama jeszcze nie próbowałam skanowania, ale mam nadzieję, że sobie poradzę - oczywiście przy wykorzystaniu ściągawki.


Uczę się, uczę i wciąż jestem do tyłu ze wszystkim, co młodzi ludzi mają w tak zwanym małym palcu. Moi kilkunastoletni prawnusiowie zachowują się z nowymi urządzeniami tak, jakby wiedzę o korzystaniu z nich wyssali razem z mlekiem matki. Dla mnie ta wiedza jest dostępna dopiero wtedy, gdy ktoś kumaty pokaże mi jak urządzenie działa i wytłumaczy mi informacje podane w instrukcji czegokolwiek. Instrukcji czytać ze zrozumieniem nie potrafię. I dotyczy to wszelkich instrukcji. Tych kuchennych też. Ale nie narzekam. Należę do pokolenia, które przeżyło wojnę. Dla mnie w powojennym dzieciństwie szczytem techniki było radio ze słuchawkami, z którego korzystał tylko ojciec jako jedyny w całej wsi. A ja zastanawiałam się, czy gdyby głos z tego radia można było słyszeć bez zakładania słuchawek, to czy prze drzwiach jeszcze byłoby głos słychać, czy już nie. Nadzwyczajnym osiągnięciem była dla mnie ubikacja ze spuszczaną wodą, która była u mojej cioci w Warszawie.
Czas płynie, a my uczymy się nie tylko korzystania z różnych urządzeń technicznych, ale uczymy się życia, które jest zupełnie inne niż przed laty. I tak ma być. Starzy mogą młodym opowiadać o tym, co było kiedyś, a sami mogą się od nich uczyć obsługiwania nowych urządzeń. I od razu przychodzi mi do głowy pytanie - Jak ja sobie poradzę z pisaniem i publikowaniem tekstów na blogu, gdy trzeba będzie już korzystać z nowego sposobu.
Nieoceniona wprost Skarlet podała na swoim blogu całą dokładną instrukcję, za którą jestem Jej ogromnie wdzięczna, ale czeka mnie nauczenie się - jak z tej instrukcji korzystać i boję się, że nie będzie to takie proste.
Na koniec dzisiejszego wpisu wszystkiego, co najlepsze życzy Wam wszystkim taka jedna mocno starsza już pani, którą wciąż zadziwia nie tylko świat i to jak się on zmienia, ale także to, jak zmienia się ona sama. Moc serdeczności dla Was wszystkich. Marysia.

czwartek, 11 czerwca 2020

I tak dalej...

Dziś wpis bez grafiki, bo grafika zapiera mi się. Nie wiem, co znowu zrobiłam nie tak. Może omyłkowo kliknęłam nie tu, gdzie potrzeba. Wszystko jest możliwe.

W ogródku ciąg dalszy pielenia. Już kilka godzin siedzę w domu, a jeszcze czuję zapach powietrza. Kupiłam przystosowany do pracy w ogródku stołeczek. Dobrze się na nim siedzi. Praca cały dzień na dworze bardzo dotlenia i pozwala ruszać się we wszystkich kierunkach. Gimnastyka, czyli wyciąganie się z pozycji siedzącej na wszystkie strony porusza wszystkie mięśnie. A na działce robi się porządek. Bujne zielsko znika, pozostają rządki wysianych warzyw. Dom też z grubsza wysprzątany. Pozostały jeszcze różne kąty, np. korytarz z kilkoma regałami książek i piwnica.
Z oknami poradziłam sobie sama. Umyłam je ze stabilnego stołka, a firanki zawiesił mi wnuczek.
Jutro też się wybieram do pracy w ogrodzie, chociaż nie wiadomo, czy deszcz nie zapędzi mnie do domu. Dziś wieczorem pada, nie wiadomo, jak będzie jutro.

Wybory zbliżają się i chociaż władze wciąż straszą koronawirusem, to pójdę zagłosować. Może czas po wyborach będzie już powrotem do normalności z nowym prezydentem. Oby!

Ten wiersz już kiedyś wstawiałam, ale przed zbliżającymi się wyborami jest szczególnie aktualny i dlatego go wstawiam jeszcze raz.


 Wojciech Młynarski

Liczę na cud

Nienormalni i normalni,
skołowany polski ludu,
Rodacy nieobliczalni,
żyjący w krainie cudów.
Nowa czeka nas atrakcja,
którą tak bym zdefiniował,
szykuje się demokracja
policyjno-wyznaniowa.
Na nowego Prezydenta,
co podkreślam w tym wierszyku,
będzie wpływać Trójca Święta
ustami swych urzędników.
I nareszcie, piękna sprawa
w skali makro, w skali mikro,
można będzie z mocy prawa
zapuszkować za in vitro.
A kto spyta - Co jest grane?
Nie pasuje do winietki,
się odwiedzi go nad ranem
i założy bransoletki.
Więc rozsądek zdrowy wyzwól,
byś nie musiał się przekonać,
jak z pomocą populizmu
robi z ciebie się balona.
By uniknąć tego losu
i by nie mieć gigant kaca,
wyjdź więc z domu i zagłosuj,
to jest niezbyt ciężka praca.
Frekwencję uaktualnij,
zmień jej procent i oblicze.
Jesteśmy nieobliczalni
i ogromnie na to liczę.

sobota, 6 czerwca 2020

Dzień za dniem...


Właśnie skończyłam sprzątanie jednej łazienki i usiadłam przed komputerem, aby trochę odpocząć przed rozpoczęciem sprzątania drugiej. Czego tam na półkach oprócz kurzu nie było. Były nawet takie przedmioty, co do zastosowania których miałam tak dużo wątpliwości, że pytałam Córkę i Zięcia do czego one mogą służyć. No ale jest zrobiony porządek i oddycham z ulgą. Nie wiem tylko, czy nasza kocica zaakceptuje nowe miejsce, w którym stoi kuweta. Wsunęłam ją pod szklaną półkę dosyć wysoko zawieszoną. Oczywiście kuwetę, a nie kotkę. Zobaczymy.
Dzień jest jakby specjalnie wybrany do robienia porządków w domu, bo na dworze pada deszcz. Słychać jak krople wody uderzają o parapet okna przy którym siedzę.

Pomidory posadzone w ogródku chyba się ukorzeniają, bo zmienia im się kolor nowych liści . Te wcześniejsze liście mają kolor wyblakłej zieleni, nowe są ciemnozielone.
Zaczęły się już pierwsze zbiory. Wyrywam młodziutką rzodkiewkę i czekam na sałatę, która też już ma piękne młode listki.

A co u mnie?  Przydałaby mi się rehabilitacja u pana Jurka. Myślę, że nawet trzy, cztery zabiegi już by coś poprawiły w moim znowu bolącym kręgosłupie. Na razie jednak nie ma mowy o żadnych wyjazdach. Po pierwsze - koronawirus. Po drugie - zasiedziałam się w domu i na działce. Wiem, że  w końcu będę się musiała z domu ruszyć. Mam jednak świadomość, że tak, jak trudno było przyzwyczaić się do aresztu domowego, tak teraz będzie trudno wrócić do dawnej aktywności.

Cisza. Ciemność nocy rozjaśnia tylko światło lampy. Moje myśli pędzą w dal. Niestety, nie wybiegają do przodu. To, co przed nami budzi niepokój. Bezpieczniejsze są podróże w przeszłość.
To, co minęło już nie wróci, ale to podstawa tego, co jest dziś.

Leopold Staff
Jak często...

Jak często, płosząc posępne cienie,
Powracam myślą w lata najmłodsze,
Gdy świat był jasny jak przebudzenie,
A kwaśne jabłka były najsłodsze;

Kiedy się śniły wielkie przygody:
Dzielnie w słabszego stanąć obronie
Lub tonącego wydobyć z wody,
Lub rozbiegane zatrzymać konie.

Kusiła dziuplą wierzba garbata,
Nęciła każda szpara w parkanie,
Lecz nocą strach brał przed końcem świata
Lub że kraść dzieci będą Cyganie.

I winy były w małych zuchwalcach,
Ale ich nie tknął jeszcze ślad błota,
I atramentu ślady na palcach
Były jedynym brudem żywota. 




poniedziałek, 1 czerwca 2020

Podwójne korzyści ze sprzątania.

Dziś dalszy ciąg sprzątania domu. Zaczęłam odkurzać swój pokój i znowu znalazłam książki, które bardzo mogą mi się przydać.
1. Henryk Brandys Jak obsługiwać komputer i pisać teksty.
2. Jenna Howard Michael Howard CorelDRAW nie tylko DLA ORŁÓW.
3. Maria Sokół Internet. Przewodnik.
4. Leksykon. Komputery Multimedia. Internet.
5. Adam Jaronicki Komputer dla seniorów.

Co prawda nie jestem pewna, czy wiedza książkowa do mnie trafi, ale spróbuję choć trochę jej liznąć. Ale czy dziecko bez nauczyciela, a tylko z podręcznikiem w ręku, zdobędzie potrzebną mu wiedzę? A ja jestem takim dzieckiem i do tego we mgle. Wielkich nadziei nie mam, a jeśli dołożę do tego mój lęk przed uruchomieniem jakiegokolwiek nowego sprzętu kuchennego, nawet gdy mam instrukcję obsługi w ręku, to marnie tę moją naukę widzę. ale liczą się też chęci, a chęci na razie są.



Kurczy mi się mój świat.



„Nieważne , gdzie jestem”, wszystko jedno, gdzie jestem. Jestem.  (Cytat z książki Bieguni Olgi Tokarczuk).
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest godzina 23, 20. Siedzę przed komputerem i myślę. Tak wiele się przez ten ostatni rok zmieniło. Przez jeden rok. Gdy byłam dzieckiem czas wlókł się niemiłosiernie. Rok szkolny trwał w moim odbiorze całe wieki. Świat się do mnie wtedy uśmiechał i był na wyciągnięcie ręki. A dziś już czas pędzi i wciąż przyspiesza. W ubiegłym roku o tej porze zaczynałam jeżdżenie na rehabilitację. Jeździłam raz w tygodniu. Dobrze się czułam i nie bałam się podróży, ani tego, że przez pół dnia jestem sama wśród obcych ludzi, zdana na siebie samą. Teraz nie jestem pewna, czy odważę się na takie wyjazdy. W zasięgu moich możliwości są dziś jeszcze sklepy, do których mam kilometr drogi, oraz bibliotekę i kino - 2 km. odległości od mojego domu. I nie wiem, czy ten mój lęk przed dalszą samotną podróżą, to jest efekt obecnego zamknięcia w domu z powodu koronawirusa, czy to starość po prostu. A jeżeli to sprawa starości, to może jest to zjawisko ogólnoludzkie. Przypomina mi się fragment Ody do młodości Adama Mickiewicza.

"Niechaj, kogo wiek zamroczy,
Chyląc ku ziemi poradlone czoło,
Takie widzi świata koło,
Jakie tępemi zakreśla oczy.
Młodości! ty nad poziomy
Wylatuj, a okiem słońca
Ludzkości całe ogromy
Przeniknij z końca do końca!
 
A co mówią inni poeci o przemijaniu?

Jan Lechoń

Mokotowska piętnaście.

Nad obce wiel­kie mia­sto zmrok za­pa­da obcy.
Sto­ję w oknie i pa­trzę, jak wol­no śnieg pró­szy.
Ach! by­ło ­to tak daw­no, kie­dy mali chłop­cy,
Bie­ga­li­śmy przez War­sza­wę, roz­cie­ra­jąc uszy!

Po tylu od­tąd la­tach czyż je­stem tak inny?
Gdy wszyst­ko leży w gru­zach, mnie zda­je się tyl­ko
Że zno­wu się otwo­rzy nasz po­kój dzie­cin­ny
I po­wiem: "Ja stąd prze­cież wy­sze­dłem przed chwil­ką."

To prze­cież moja Mat­ka szy­je ręką drob­ną,
I wi­dzę po­chy­lo­ny cień Ojca na ścia­nie,
Co no­ca­mi od­ra­bia ro­bo­tę osob­ną,
Za któ­rą dla nas wszyst­kich ma ku­pić ubra­nie.


Myśli nawiedzające mnie na ruchliwych ulicach Wisława Szymborska


      Twarze.
      Miliardy twarzy na powierzchni świata.
      Podobno każda inna
      od tych, co były i będą.
      Ale Natura - bo kto ją tam wie -
      może zmęczona bezustanną pracą
      powtarza swoje dawniejsze pomysły
      i nakłada nam twarze
      kiedyś już noszone.
      Może cię mija Archimedes w dżinsach,
      caryca Katarzyna w ciuchu z wyprzedaży,
      któryś faraon z teczką, w okularach.
      Wdowa po bosym szewcu
      z malutkiej jeszcze Warszawy,
      mistrz z groty Altamiry
      z wnuczkami do ZOO,
      kudłaty Wandal w drodze do muzeum
      pozachwycać się trochę.
      Jacyś polegli dwieście wieków temu,
      pięć wieków temu
      i pół wieku temu.
      Ktoś przewożony tędy złoconą karetą,
      ktoś wagonem zagłady.
      Montezuma, Konfucjusz, Nabuchodonozor,
      ich piastunki, ich praczki i Semiramida,
      rozmawiająca tylko po angielsku.
      Miliardy twarzy na powierzchni świata.
      Twarz twoja, moja, czyja -
      nigdy się nie dowiesz.
      Może Natura oszukiwać musi,
      i żeby zdążyć, i żeby nastarczyć
      zaczyna łowić to, co zatopione
      w zwierciadle niepamięci. 


      NA KONIEC DNIA DLA CIEBIE.

 

Skutki.

 Ostatnio więcej czasu spędzałam na działce, niż w domu, no i już są tego efekty. Zaczęłam potykać się o swoje własne nieumiejętności w pisa...