czwartek, 24 września 2020

Wstał nowy dzień.

 Jest godzina 8,15.  Rano wstałam zamyślona. 

Przyśniło mi się, że jestem w jakimś dużym mieście. Domy z czerwonej cegły. Dużo ulic, a ja wiem, że tu mieszka moja śp. Siostra. Wiem, że jej mieszkanie jest malutkie i znajduje się w suterenie. Mijam kolejne ulice i nagle przypominam sobie, że przecież trzeba do niej zadzwonić, ale nie mogę znaleźć numeru telefonu. 

Taki sen lub podobny do tego powtarza się co jakiś czas. Moja Siostra nie żyje już 8 lat, a mnie wciąż trudno jest się z tym pogodzić. 

Kiedyś przyśniło mi się, że Ją spotkałam. Wiedziałam o tym, że jest już w innym świecie i zapytałam, jak tam jej jest. Coś odpowiedziała, ale  zobaczyłam, że nie jest pełna zachwytu. Nagle obie  znalazłyśmy się przed bardzo wysokim budynkiem przypominającym kościół. Pomyślałam, że to stacja kolejowa i zapytałam Siostry: - Czy to ta? - Nie! odpowiedziała i zaprowadziła mnie do murku otaczającego teren budynku. Pokazała mi maleńką iskierkę świecącą w oddali i powiedziała: - To ta! Jestem głęboko przekonana, że to jest moja stacja. Od tamtego czasu minęło już wiele lat i nie wiem, gdzie jest ta stacja dzisiaj. Mam nadzieję, że jest jeszcze daleko. Podoba mi się tu na świecie. Moje życie płynie spokojnie i dosyć monotonnie. Ale to ja decyduję o tym, jakie ono jest i jakie będzie jutro. Przynajmniej próbuję decydować.

Ostatnio u nas jest szaleństwo przetwórcze. Dziś zmełłam obrane i umyte warzywa łącznie z liśćmi, dodałam sporo soli i napełniłam zieloną gizdrą słoiczki. Wierzch posypałam jeszcze warstewką soli, bo zmieloną zieleninę chcę przechować bez pasteryzowania. Będzie jak znalazł w okresie zimy do różnych sosów i zup. Dziś, aby wypróbować ten nowy sposób przechowywania warzyw, podsmażyłam rozdrobnione mięso z kurczaka, poddusiłam je i dodałam zmielonych warzyw. Jutro dodam trochę śmietany i obiad będzie prawie gotowy. Wystarczy ugotować tylko trochę ziemniaków lub kaszy.

💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓

Czas robienia przetworów się kończy. Jeszcze zrobię gruszki marynowane i przerzucam się na zupełnie inne zajęcia. Będę ćwiczyła systematycznie mięśnie i mózg. Mięśnie to systematyczne poranne   ćwiczenia - rozciąganie ciała w różnych kierunkach, w pozycji stojącej i siedzącej na podłodze. Ćwiczenie mózgu - to powtarzanie sobie wiedzy polonistycznej i próba rozrysowania tej wiedzy w postaci mapek myśli. Poza tym daję sobie prawo do robienia takich rzeczy, które wcześniej uznałam za zbyt ryzykowne. Np. może........ Na razie nie będę określała, co to może być. Niech moja intuicja coś mi podpowie.

poniedziałek, 21 września 2020

Noc.


Dochodzi godzina 3 w nocy. Obudziłam się z uczuciem, że coś jest nie tak, jak być powinno z ciśnieniem. Zmierzyłam je i okazało się, że się podniosło. No to już nie ma spania. Wstałam z łóżka, pospacerowałam po pokoju, wzięłam leki, usiadłam przy biurku i robię różne bazgroły w programie Inkscape, żeby oderwać się od niepokojących myśli. Przy każdym elemencie grafiki - kresce, kółku, czy gwiazdce - trzeba zastanowić się, gdzie je wstawić. Czy ten element ma być pod spodem, czy na wierzchu. Jaki dać mu kolor, co zmienić filtrami i gdzie. Jest to sposób na to, aby się nie nakręcać myśleniem o aktualnym ciśnieniu.

************************************************************************************

Wstaje nowy dzień. Leki zaczynają działać i za chwilę wracam do łóżka. Dziś postaram się skończyć duszenie powideł śliwkowych. Robię je pierwszy raz i trudno powiedzieć, jaki będzie efekt końcowy mojej pracy. Na razie w garnku jest słodko-kwaśna gizdra, nawet dosyć smaczna. Koleżanka poradziła mi, żeby na 10 kg. śliwek które duszę, dać ze trzy łyżki cukru. Podobno wtedy smak powideł staje się bardziej wyrazisty. Zostały mi jeszcze do przerobienia dwie niewielkie dynie, które urosły w ogródku, zebranie i ususzenie ziół, oraz zamarynowanie papryki, która urosła na działce. Wczoraj moja wnuczka z prawnusiem przyszli mi pomóc zebrać maliny i oberwać jabłka z drzew. Z jabłek robię przede wszystkim cieniutko pokrojone jabłka suszone, a z obierek i wykrojonych gniazd nasiennych nastawię nowy ocet jabłkowy. No i teraz po skończeniu robienia zapasów na zimę zaczniemy czekać, najpierw na jesienne pluchy, następnie na zimę ze świętami Bożego Narodzenia, a później na smażenie pączków w karnawale.

***********************************************************************************

Jest ranek. Resztę nocy przespałam spokojnie. 

Na zakończenie Andrzej Poniedzielski - Wesoła dumka o starości . Już wstawiałam kiedyś ten utwór, ale lubię go, bo jest  nastrojowy i romantyczny. Przypomina mi młodość. Dziś chętnie pozbyłabym się choćby na jedną noc kilkudziesięciu lat i ruszyłabym na bal. Oczywiście nie sama, a w miłym towarzystwie.



piątek, 18 września 2020

Pamięć czasem płata figla.


Chyba już pojęłam jak pisać tekst w nowym miejscu, oraz jak dodawać grafiki i zdjęcia do bloga. Trochę trwało zanim najistotniejszą część wiedzy na ten temat poukładałam sobie w głowie.  Korci mnie, żeby co jakiś czas zmieniać kolor strony, ale trochę się boję, żeby czegoś nie popsuć.


 

Co tu dużo gadać. Lubię  poznawać nowe rzeczy i nowe możliwości działania. 

********************************************************************************

Ostatnio dni mojego życia są podobne do siebie, jak krople wody.

Wstaję rano, idę dać jeść naszym pieskom. Jeśli mój Mąż jeszcze nie zdążył sobie zrobić śniadania, to robię je ja, po czym przerabiam co się jeszcze da z działki. Obieram, kroję i suszę jabłka, które opadają z drzew, zbieram maliny i robię z nich sok na zimę. Staram się o to, aby mieć cały czas jakieś zajęcie, bo koronawirus spowodował, że czuję się osamotniona i tę samotność muszę jakoś zagospodarować. 

Lubię spotykać się z ludźmi, rozmawiać. A gdyby nie to, że w domu jest Mąż z którym mogę porozmawiać, a przez ogrodzenia rozmawiam z sąsiadami, to czułabym się jak w więzieniu.

Ostatnio kupiłam książeczkę zatytułowaną Trening umysłu. Zachowaj sprawność mózgu na długie lata. Czego tu nie ma? Są wiadomości o mózgu, o jego pracy, o tym, co należy jeść, o pamięci i o tym, co robić, aby tę pamięć zachować długo.

Podano tu 8 wyzwań dla umysłu:

1. Ucz się języków.

2. Licz w pamięci.

3. Tańcz.

4. Pisz lewą ręką.

5.Trenuj zapamiętywanie. (Każdego dnia coś zapamiętać. Np. cytat, nr. telefonu, łacińska nazwa rośliny itd.)

6. Graj na instrumencie.

7. Robótki ręczne.

8. Rozwiązuj łamigłówki.

W środku książeczki są testy pamięci wzrokowej. 

Takie trenowanie pamięci bardzo mi się przydaje, bo już kilka garnków przypaliłam. Gdy usiądę w fotelu i zacznę oglądać jakiś program w telewizji, to już po garnku. Dobrze, że znalazłam sposób na to, jak taki garnek doprowadzić z powrotem do stanu używalności. Ale gorzej, że gubię się w czasie kupowania w sklepach. Tę moją kiepską pamięć znają już sprzedawcy wszystkich sklepów w mojej miejscowości. Co jakiś czas wracam tam po zostawione zakupy. A szczytem mojego roztargnienia było, gdy w ubiegłym roku po powrocie z Warszawy z rehabilitacji, postawiłam na nogi wszystkich znajomych i sprzedawców sklepów bo nie mogłam znaleźć swojego plecaka ze wszystkimi dokumentami. Na szczęście moja wnuczka zachowała się przytomnie i zapytała: - Babciu! A czy ty nie zostawiłaś plecaka w domu? 

Plecak był w moim pokoju. Stał na podłodze koło krzesła na którym zwykle siedzę.

niedziela, 13 września 2020

Zapasy na zimę.

 Zaczyna się spokojny, pogodny dzień. Właśnie odwiedził nas rudy kot. Wszedł do mojego pokoju, podszedł do mnie, pozwolił się pogłaskać, wskoczył na moje łóżko i ułożył się do spania. Lubię go, chociaż to jest mały zbój. W porównaniu z naszą kotką można powiedzieć, że jest chudy. Karmimy go, ale on chyba dużo biega i tego karmienia nie widać na nim poza tym, że futro ma błyszczące. Trudno powiedzieć, gdzie mieszka. Wychodzi od nas i znika. 


Nie wabimy go. Jeśli przyjdzie, to jest, gdy chce wyjść, to wychodzi. Jego kocie prawo. 
 
A ja przerabiam na zimę, co się da. Wpadłam w taki zapał, że nie zdziwię się, gdy nagle okaże się, że w słoikach  jest zamknięte także zielsko z działki. Np. pokrzywa. Podobno jest bardzo zdrowa. W słoikach znalazły się buraczki z antonówkami, a nie z żadnym octem i marchewka, którą z  groszkiem  już dziś jedliśmy na obiad. Na działce zostały tylko dwie niewielkie dynie, zielone jeszcze papryki,  maliny, zbierane co kilka dni i owoce czarnego bzu, które zostaną zerwane, gdy dojrzeją. No i czekamy na jesień najpierw tę piękną, słoneczną, a później zimną i dżdżystą.
 
Powoli zbliża się mój coroczny demotywator, czyli sezon jesienno-zimowy – Znów będzie ciemno, zimno, ślisko, a w dodatku śmierdząco z powodu smogu. Jeśli zaś chodzi o sporty zimowe to nie jestem ich fanem, więc możliwość ich uprawiania nic dla mnie nie zmienia
 
Chyba zajrzę do Lipiec Reymontowskich, czyli do książki Chłopi Reymonta. Od wielu już lat książka ta zajmuje pierwsze miejsce na liście moich lektur. Czytałam ją już tyle razy, że fragmenty znam na pamięć, a wciąż bardzo chętnie do niej wracam. Ma ona w sobie prawdziwy wiejski klimat i prawdę psychologiczną występujących postaci. A nade wszystko ma w sobie to coś, co powoduje, że od książki trudno się oderwać nawet przy którymś kolejnym czytaniu. 

piątek, 11 września 2020

Zarwana noc.

Jest godzina 4,17. a ja jeszcze siedzę przy komputerze. Boję się położyć, bo dosyć mocno skoczyło mi ciśnienie. Było sporo podwyższone - 180/79/108. W takiej sytuacji nie potrafię leżeć w łóżku. Biorę leki, spaceruję po mieszkaniu lub idę na powietrze.

Analizuję, co mogło mi zaszkodzić. Dziś szybko skojarzyłam, że przed samym spaniem zjadłam świeżo usmażonego kotleta z drobiu, a później dołożyłam jeszcze zmiksowanych pestek słonecznika. No i w czasie tego spaceru po działce wymyślałam sobie od łakomczuchów i postanowiłam, że nigdy więcej nie będzie jedzenia na noc i to takiego obciążającego żołądek.Ale pewno obietnice będą sobie, a mój apetyt na niekoniecznie zdrowy wieczorny posiłek sobie.

 Ostatnio dłuższy już czas nie jadłam mięsa, a dzisiaj nie dosyć, że zjadłam to jeszcze tak późno. Niestety nie mam silnej woli. Chociaż był czas dosyć dawno temu, że nie jadłam mięsa przez siedem lat. Żadne mięso nie istniało dla mnie. Nie przechodziło mi przez gardło po obrazku, który zobaczyłam  na targu. Na wozie stał przywiązany młody cielak i cały się trząsł. Widać było, że gospodarz oderwał go od matki i przywiózł na handel. Cielak był przerażony, może też było mu zimno. Ten cielak, to było takie stojące nieszczęście, że nie mogłam oderwać od niego wzroku. Do dziś go widzę, gdy o nim pomyślę. Od czasu tego wyjazdu na targ nie tknęłam żadnego mięsa z cielaka, a po jakimś czasie przeszłam na wegetarianizm i wegetarianką byłam 7 lat. Dopiero, gdy zachorowałam w zimie i odwiedził mnie znajomy lekarz, który kazał mi do diety włączyć mięso,  to zaczęłam jeść małe ilości i to wyłącznie z drobiu. Łudzę się, że drób jest ubijany szybko i bezboleśnie. Chociaż mam świadomość, że pewno sama siebie oszukuję.

 Podobno zwierzęta, to nasi bracia mniejsi. Należy im się opieka i prawidłowe warunki. A tymczasem czytam w internecie, że są ludzie, którzy nie tylko akceptują to, że zwierzęta są źle traktowane (wielka ferma norek) to nawet starają się atakować tych wrażliwych używając argumentów dziwnych dla mnie. Mówi się przy okazji ataku o aborcji u ludzi, o LGBT itd. A zwierzęta są podobno stworzone po to, aby nie tylko służyć ludziom, ale także, aby ludzie nad nimi panowali i je wykorzystywali. Na dodatek jeszcze obok nazwiska właściciela fermy pojawia się nazwisko zakonnika z Torunia, który jak zrozumiałam wspiera właściciela w jego działalności.  

Filmu o norkach nie oglądałam, bo później obraz maltretowanych zwierząt zabrać by mi mógł spokój ducha na dłuższy czas.

środa, 9 września 2020

Jesień, jesień już.

Walc Szostakowicza-Jesień w ciepłych kolorach



Krzysztof Daukszewicz

Jesień

Kasztany z drzew strącają mali chłopcy,
Pożółkłe liście niesie drogą wiatr.
Jesiennym chłodem idziesz przesiąknięty,
I przez to bardziej zszarzał cały świat.
Ostatnie kwiaty więdną na balkonach,
Zasypia wcześniej w bramie nocny stróż.
I stare domy stoją przemoknięte,
na pustych oknach osiadł ciężki kurz.

Ty chcesz jesieni pełnej słońca,
Z wiatrem, który liście strąca,
Choć za chwilę Cię przykryje śniegu zimna biel.
I życie ciężko jest odmienić,
Wśród szarych dni i serc kamieni,
Zapytaj się człowieka obok,
Może on coś wie.

Kasztany z drzew spadają nam pod nogi,
Pożółkłe liście niesie drogą wiatr.
Przechodnie idą, tuląc się do płotów,
Zziębnięte twarze kryjąc w fałdach palt.
Jadące auta przecierają oczy
I woda spływa z ich gumowych rzęs.
I coraz ciemniej robi się na dworze,
I wszystko to ma swój jesienny sens.
I wszystko to ma swój jesienny sens.
 

wtorek, 8 września 2020

Jesień w przyrodzie i jesień w życiu człowieka.

 


 

  Stanisław Grochowiak

A tego roku jesień też jest siwa, 

★ ★ ★
A tego roku jesień też jest siwa,    
 Ludzi ucisza, w drzewach kształt odkrywa.

I tego roku obłoki wydłuża,
Że idą niebem jak ziąbu przedmurza.

I tego roku w polach praca tłumna,
Gadają młyny, pachną chlebem gumna.

Jakby, zaiste, nie przeszła nad nami
Chorągiew bólu z ciemnymi skrzydłami,

Jakby nam czoła nie obrosły chrusty
I jakby „spokój” nie był dźwięk już pusty.

A tu — gdzie mieszkam — gdzie do ciebie piszę;
Ptaki dziobami przędą wielką ciszę.

Staw rzęsę dźwiga, rzęsa trzciny wiąże,
Zamyka łono nasycony grążel.

Pola topolom, topole rozstajom,
A lasy borom milczenia podają.

Jakby, zaprawdę, trznadle i czyżyki
Niosły przez niebo Chustę Weroniki.

Jakby, zaiste, za tych drzew bukietem

 Przydrożny strumień rozlewał się w Letę.

Wybacz więc: idę przez wioskę ściszony,
Biorę od ludzi zdawkowe ukłony.
..................................................................................................................................................................

Do siedzenia w domu już przywykłam. Zastanawiam się jakbym się czuła, gdybym dziś bez żadnej opieki pojechała pociągiem do Warszawy. Trudno mi to sobie już wyobrazić, a przecież nie tak dawno, bo rok temu, jeździłam sama systematycznie raz w tygodniu na rehabilitację do Warszawy. 

Jesień już widać i w ogrodzie i w lesie. Ten rok jest bardzo trudny dla amatorskich upraw. Być może ci ogrodnicy, którzy stosują opryski chemiczne nie narzekają na kiepskie zbiory.
Ja owoce pomidorów obrywam jeszcze zielone i wyrzucam, bo całe są w brązowych plamach. Szkoda. Bo te, które wcześniej dojrzały w mieszkaniu, były bardzo smaczne. Winogrona na winorośli są twarde i brązowe. Nadają się tylko do wyrzucenia. Jutro wyrywać będę czerwone buraki i po ugotowaniu ich i po utarciu na tarce dodam do nich utartych jabłek - antonówek zamiast octu i zamknę je w słoikach na zimę.
Wysiałam jeszcze sałatę na jesienny zbiór, ale nie wiem, czy zdąży urosnąć przed przymrozkami.
Ponieważ już kilka miesięcy nie jeżdżę na rehabilitację, to gorzej chodzę. Potykam się co chwila prawą nogą na równej podłodze. Rozumiem, że takie są uroki życia w zaawansowanym wieku, ale łudzę się, że może jeszcze będę dobrze chodziła. Wyszukuję w internecie różne ćwiczenia, po czym najczęściej na oglądaniu ich kończy się moja aktywność fizyczna. Czytałam gdzieś, że wyobraźnia też działa podobnie jak gimnastyka i sama siebie oszukuję.
Teraz często biorę przykład z naszej kotki, siadam na tapczanie, okręcam się kołdrą i przy oglądaniu jakiegoś powtarzanego któryś już raz serialu przysypiam.
Jesień w przyrodzie i jesień człowieka.



poniedziałek, 7 września 2020

Chyba przedawkowałam pracę.

Dziś źle się czuję. Podskoczyło mi ciśnienie. Chyba trochę się przepracowałam przy przerabianiu pomidorów.  Rano zebrałam tylko maliny, zasypałam je cukrem i zagotowałam. Teraz potrzebny mi spokój i odpoczynek. Pełny luz. Na wszelki wypadek staram się nie oglądać denerwujących filmów w telewizji, ani programów dotyczących polityki i gospodarki w naszym kraju.

W każdym kolejnym roku zdumiewa mnie fakt że to, co nie nie sprawiało mi żadnej trudności jeszcze dwa, trzy lata temu, w następnym jest już sporym wysiłkiem.

Pamiętam, że kiedy jeszcze żyła moja siostra, z którą razem robiłyśmy przeciery pomidorowe,  to potrafiłyśmy bez wielkiego wysiłku jednego dnia przerobić 60-80 kg pomidorów. Raz się zdarzyło, że pomidory dla nas obu były już kupione, a siostra nie mogła przyjechać i ja sama jednego dnia je wszystkie przerobiłam bez większego trudu. A teraz czterdzieści kilo muszę przerabiać z przerwami na regenerację sił.

*************************************************************************************

Ostatnio zaskoczyły mnie wzmianki o tym, że nasz KK będzie starał się leczyć ludzi LGBT z ich preferencji seksualnej.  Ciekawa jestem, czy będzie leczył księży i zakonników, czy tylko osoby świeckie. Oczywiście opinie lekarzy seksuologów i psychologów, którzy uważają, że orientacji seksualnej się nie leczy z pewnością się nie liczą. Osoby duchowne wiedzą lepiej.

W piątek, 28 sierpnia, po rocznej pracy, Konferencja Episkopatu Polskie przyjęła stanowisko dotyczące społeczności LGBT+. W OKO.press opublikowaliśmy wybór 30 najbardziej antynaukowych i bezdusznych fragmentów dokumentu.

Jeden z postulatów stanowiska KEP zwraca szczególną uwagę.

“Wobec wyzwań tworzonych przez ideologię gender i ruchy LGBT+, a zwłaszcza mając na uwadze trudności, cierpienia i duchowe rozdarcia przeżywane przez te osoby, konieczne jest tworzenie poradni (również z pomocą Kościoła, czy też przy jego strukturach) służących pomocą osobom pragnącym odzyskać zdrowie seksualne i naturalną orientację płciową”

 Na temat homoseksualizmu jest sporo różnych artykułów i publikacji naukowych i nikt z naukowców, lekarzy i psychologów nie wspomina nawet o leczeniu ludzi z homoseksualizmu.  W internecie znalazłam kiedyś film, w którym była mowa o tym, w jakim okresie życia płodowego dziecka następują zmiany. 

 Gdy byłam w ośrodku leczenia nerwic, przybyli do nas gej i lesbijka. To byli bardzo wrażliwi i mądrzy ludzie.  Te osoby nie były leczone z ich orientacji. Leczono ich z kompleksów z tym związanych. Pokazywano im, jak mogą sobie radzić w środowisku. Nikomu z lekarzy i psychologów tam pracujących nie przyszło do głowy, aby ich leczyć z homoseksualizmu.

Ludzie rodzą się różni. Tacy, którzy mają wady wzroku, tacy którzy mają wady słuchu, tacy którzy są uzdolnieni w jakimś kierunku itd. Uważam, że rolą dorosłych jest obserwować dziecko i wspierać je w rozwijaniu zainteresowań i uzdolnień, wspierać je w radzeniu sobie z trudnościami, i pozwolić mu żyć zgodnie z jego wyborem.


czwartek, 3 września 2020

Chwila na odpoczynek.

 

Wczoraj był pierwszy dzień września. Weszłam do pokoju, akurat włączony był telewizor i wyświetlany był film, w którym wracano wspomnieniami do tragicznych chwil, gdy zaczęła się wojna i Niemcy weszli do naszego kraju. Poczułam się znowu małą 4-letnią dziewczynką siedzącą w pokoju na podłodze i słuchającą rozmowy Niemców z moim ojcem. Wiedzieli, że moi rodzice są nauczycielami. Ojciec co chwila sięgał do słownika, bo nie znał języka niemieckiego. Rozmowa była spokojna, ale do dziś czuję związane z nią napięcie i niepokój ojca. Strach towarzyszył rodzicom przez cały okres wojny. Życie ludzkie przestało mieć jakąkolwiek wartość i można było je stracić nawet za zabicie świni z własnego chowu. 

Można byłoby sobie zadać pytanie. Co takie małe dziecko mogło czuć i w czasie tej rozmowy i w czasie przyjazdów Niemców z sąsiedniej wsi, gdzie mieli swój posterunek. Ja byłam jak czuły odbiornik. Odbierałam strach rodziców. I ten ich strach do dziś czuję. Odebrane nagle ludziom poczucie bezpieczeństwa  trwało pięć długich lat i oby nigdy więcej nie było wojny i ludzkich tragedii z nią związanych.

💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫💫

Aby oderwać się od traumatycznych wspomnień zajęłam się dziś pracą przy przerabianiu kupionych pomidorów. Kupiłam ich aż dwie skrzynki  (40 kg.) i dziś od rana zajmuję się robieniem z nich przecieru.  Już na szafce w kuchni stoi 28 litrowych słoików z przecierem.  Reszta roboty przy pomidorach została na jutro.

Rudy kot, ten, co to dwa razy pogryzł mojego męża, najwyraźniej szuka przytuliska. Gdy przychodzi do naszego domu, to dostaje jeść, idzie na górę, aby sobie poleżeć na łóżku, albo na krzesełku, po czym przychodzi do mnie lub do mojego męża i prosi, aby go wypuścić na dwór. Nasza kocica ledwo go toleruje. Wczoraj zobaczyłam scenkę. Kocica siedziała przed domem, a rudzielec ostrożnie się zbliżał do wejścia. Wyraźnie obserwował reakcję kocicy i okazywał jej swoją przyjaźń, ale ona nie miała zamiaru wpuścić go do domu. Prychała na niego.

Oboje z mężem lubimy i koty i psy.  Czytałam gdzieś, że ludzie którzy mają kontakt z psami i kotami mniej zapadają na koronawirusa. Nie wiem, czy to prawda, ale jedno jest pewne. Odkąd kot jest w domu nie mamy myszy w mieszkaniu, a wcześniej nie mogłam sobie z nimi dać rady.


 

wtorek, 1 września 2020

Tak było....a teraz.....


Któregoś dnia poszłam do sklepu spożywczego po zakupy. Sklep spory samoobsługowy. Każdy sam wybiera sobie te artykuły spożywcze, które chce kupić. Przeszłam  jedną alejkę, przeszłam drugą, weszłam do trzeciej i na półce prawie na wprost moich oczu zobaczyłam puszkę z napisem - konserwa. Natychmiast oczami wyobraźni zobaczyłam puszkę z konserwą, która kiedyś była rarytasem. Mięso było zmielone, odpowiednio doprawione. No i ten smak. Trudny do zapomnienia. Konserwa natychmiast znalazła się w moim koszyku. Wiedziałam, że wojskowa konserwa jest bardzo dobra i myślałam, że może ona trafiła do sklepu. W domu puszkę wstawiłam do lodówki. Następnego dnia wyjęłam konserwę i mąż puszkę otworzył. Zawartość wyglądała bardzo obiecująco. Ukroiłam kawałek chleba i położyłam na nim cienki plasterek konserwy. Już pierwszy kęs mnie zniesmaczył. Konserwa zupełnie nie przypominała tej dawnej. Mój mąż, widząc moją minę, zdecydował się na chleb z serkiem, a ja konserwę wyniosłam do piwnicy, pokroiłam ją w kostkę i dodałam do psich misek, w których były już ugotowane kostki i mięso z drobiowych korpusów. Moje zdziwienie było ogromne, gdy okazało się, że psy wybrały kości z resztkami kurczaka, a pozostawiły nietkniętą konserwę.

A ja zadałam sobie pytanie. Skąd ta różnica w smaku? 

Moje niedopatrzenie, że nie sprawdziłam, kto konserwę wyprodukował, ani z jakiego mięsa była zrobiona. 

👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏

Upały skończyły się na szczęście. Teraz prawie każdego dnia pada deszcz. W ogródku już widać jesień. Pędy ogórków już są wyrwane. Na pustym miejscu posiałam sałatę na późniejszy zbiór. Nie wiem, czy urośnie, ale zobaczymy. 

Teraz czas na robienie zapasów. W kuchni stoi już 40 kilogramów pomidorów na przecier. To robota na jutro. Robienie przecieru - to pestka. Nie lubię tylko mycia słoików, ale jak trzeba to trzeba. Co trzy dni zbieram maliny i robię z nich sok na zimę. Papryka zielona wisi jeszcze na krzakach. Rządek czerwonych buraków po zebraniu z ogródka też trafi do słoików. Nie mam gdzie przechowywać warzyw. Piwnica jest ciepła i warzywa by się zmarnowały, a w słoikach stoją gotowe i zapasteryzowane. Czekają aż podam je na talerzach do drugiego dania. Tak, że  nie obijam się jak grucha, tylko zawijam rękawy i biorę się do roboty.

👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱

Jedno mnie tylko martwi. PAMIĘĆ. Wstawiam garnek z jakąś potrawą na gaz i za moment już o nim zapominam.  Zwykle zdarza się to, gdy staram się robić dwie rzeczy na raz, np, gotuję obiad na gazowej kuchni i siadam aby obejrzeć jakiś program w telewizji. Wtedy zapominam o całym świecie i za chwilę mam przypalony garnek. W taki sposób przypaliłam tych garnków już kilka i gdyby nie to, że znalazłam w internecie świetny przepis, jak pozbyć się spalenizny, to musiałabym ciągle dokupować nowe naczynia.  

Ale jeszcze nie ma co narzekać. Chodzę, pracuję, raczej logicznie myślę, więc nie jest tak źle. I mam nadzieję, że dalej nie będzie gorzej niż jest.  

Ale żal tych dawnych, pięknych kolorowych chwil. Pojawiają się one tylko we wspomnieniach, do których tak chętnie wracam. Wracam teraz, gdy są już za mną. Wtedy, gdy były rzeczywistością, wszystko wydawało się takie zwyczajne i banalne.

Na zakończenia Sentymentalny świat w wykonaniu Jerzego Połomskiego.

Jerzy Połomski - Sentymentalny świat


Skutki.

 Ostatnio więcej czasu spędzałam na działce, niż w domu, no i już są tego efekty. Zaczęłam potykać się o swoje własne nieumiejętności w pisa...