sobota, 31 października 2020

Myślę......

Zdrowie - cytaty

Naturalna siła uzdrawiająca w każdym z nas
jest największym źródłem dobrego samopoczucia.
- Hipokrates

"Dziewięć dziesiątych naszego szczęścia polega na zdrowiu.
Zdrowy żebrak jest szczęśliwszy niż chory król."
- Arthur Schopenhauer

Dwóch rzeczy nie ceni się należycie, dopóki się ich nie straci: młodości i zdrowia. - przysłowie

Choroba pozwala poznać słodycz zdrowia, zło – dobra, głód – sytości, zmęczenie – wypoczynku. - Heraklit

Co jest najśmieszniejsze w ludziach:
Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości,
a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem.

Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze,
potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie.
Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej
i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości.
Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli.  - Paulo Coelho

Badania medyczne zrobiły tak niebywały postęp, że dziś praktycznie nie ma już ani jednego zdrowego człowieka. - Aldous Huxley

 "Zawsze ilekroć człowiek się śmieje,
przedłuża swoje życie"
- Cuurzio Malaparte

Im więcej zdrowia zwykle się ma, tym mniej cierpliwości w cierpieniu fizycznym. Fryderyk Franciszek Chopin

 Choroba pozwala poznać słodycz zdrowia”- Heraklit z Efezu

 Najlepszymi lekarzami na świecie są:doktor dieta, doktor spokój i doktor dobry humor.- Jonathan Swift

 „Lekarstwem dla chorej duszy jest dobre słowo”- Menander

 "Jest tysiące chorób, ale tylko jedno zdrowie".- Ludwig Borne

😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉😉

Cytatami na temat zdrowia rozpoczęłam dzisiejszy wpis.

Zastanawiam się nad tym, co zmieni się w naszym życiu, gdy minie zagrożenie koronawirusem. Chociaż zaczęłam się już przyzwyczajać do siedzenia w domu, gdzie zajęć mam bardzo dużo i to różnych, począwszy od sprzątania różnych kącików, a na gotowaniu i wymyślaniu różnych nowych potraw skończywszy, to jednak mam świadomość, że brak różnych bodźców, które normalnie w aktywnym życiu człowieka mają miejsce, bardzo to moje życie zmienia. Z niepokojem uświadomiłam sobie, że to ja sama ostatnio zaczynam się ograniczać w różnych działaniach i to przede wszystkim intelektualnych. I chociaż staram się być bardzo aktywna, to kiepsko mi to wychodzi. Chyba trochę to jest tak, że brak potrzebnych bodźców powoduje przysypianie umysłu. W końcu umysł nie jest przecież jakąś wyizolowaną całością i nie pracuje w odosobnieniu. Na jego pracę ma wpływ wszystko, co życiem się nazywa. To, czy spotykamy się z ludźmi, czy nie. Czy jest coś w tym życiu, co nas ekscytuje, co kieruje nasze myśli i zainteresowania w różne strony, czy też tkwimy w marazmie. My oboje z Mężem siedzimy, bez możliwości wychodzenia poza dom i naszą działkę. Mamy przykaz, aby nie chodzić do żadnych sklepów. Zakupy przywozi nam syn, a my mamy tylko grzecznie siedzieć na miejscu. 

 Dochodzi godzina 23, a ja zamiast iść spać, siedzę przed komputerem i próbuję coś napisać. Rudy kot - łotr jeden - wyleguje się na moim łóżku. Gdybym chciała sama z tego łóżka skorzystać, to musiałabym go grzecznie wyprosić. Mam nadzieję, że zarówno psy, jak i koty zarazy nie roznoszą. W przeciwnym wypadku - strach pomyśleć.

poniedziałek, 26 października 2020

Poezja jest dobra na wszystko.

 

Koronawirus wciąż zbiera śmiertelne żniwo. Nie wiadomo jak długo jeszcze będzie nam zagrażał. My oboje z Mężem jesteśmy zamknięci w obrębie domu i działki. Na powietrze wychodzimy coraz rzadziej, ponieważ pogoda robi się kapryśna. Czy można się do tego przyzwyczaić? Oczywiście, że jak jest taka konieczność, to można. Ale mam odczucie, że coś bardzo cennego nam umyka. Czas płynie, a my tracimy kontakt ze światem, z ludźmi. Mam poczucie, że także ja sama zaczęłam zamykać się w sobie. Staram się wypełnić czas porządkami w domu, które są, oczywiście, bardzo potrzebne, ale nie mogą być sensem życia. .Częściej teraz sięgam do poezji ulubionych poetów.                                    

Leopold Staff.

Czar.

Lata jak chmury płyną, lecz nadzieja
Moja zielona jest wiecznie jak sosna.
Cienie wieczoru dłużą się koło mnie,
Lecz w sercu moim jest wiosna.

Orałem twarde, jałowe ugory,
Żyłem w mozole i serca ucisku,
Ale w otusze zawsze ręce obie
Grzałem przy życia ognisku.

Pamięć ma chowa żałosne zdobycze,
Które ukryła śmierć pod mogiłami,
Lecz to, co w życiu najlepsze, jest zawsze
Jeszcze daleko przed nami.

Kocham myśl, pieśni, ludzi i zwierzęta,
Gwiazdy i kwiaty, ciszę pól i lasu.
Lecz czar prawdziwy życia jest ukryty
Po tamtej stronie gór czasu. 

 

piątek, 23 października 2020


"Trybunał Konstytucyjny orzekł w sprawie zakazu aborcji. Uznał, że przerwanie ciąży, gdy istnieje duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodne z Konstytucją. Wygląda więc na to, że Polska obecnie będzie miała najbardziej restrykcyjne prawo aborcyjne w Europie, tuż obok Watykanu i Malty."

💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚

Jestem już w takim wieku, że ciąża, ani aborcja mi nie grozi. Ale kiedy słyszę, co uchwalają w tej sprawie "mądre głowy", to wszystko się we mnie wywraca do góry nogami i ogarnia mnie nawet nie gniew, a wściekłość.

Pytam. Jakim prawem ktokolwiek poza kobietą, jej partnerem i ewentualnie lekarzem, który może występować w charakterze doradcy, ma prawo wtykać swój nos w tak intymne sprawy kobiet jak seks, ciąża, szczególnie taka, o której wiadomo, że urodzi się dziecko kalekie, które będzie potrzebowało do końca swojego życia całodobowej opieki osoby dorosłej - zwykle matki. Kto poza kobietą ma prawo decydować, czy takie niepełnosprawne dziecko chce ona urodzić, czy nie chce. Co tu ma do gadania KK, czy Trybunał Konstytucyjny.

Kto takim kobietom później pomaga i w jaki sposób?

Przypominam sobie  strajkujące matki w gmachu Sejmu i ich niepełnosprawne dzieci. Nikt się wtedy nad nimi nie pochylił. Nie przypominam sobie nikogo, kto przynajmniej obiecał, że zajmie się sprawą i że będzie się starał im pomóc. 

💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦💦

 A co u mnie? Sprzątania ciąg dalszy. Już sprzątnęłam swoje biurko i pokój, wniosłam paproć i begonię z tarasu do pokoju, a na biurku zaczyna się tworzyć następny bałagan. Czyli wszystko jest w normie.

 

niedziela, 18 października 2020

Co do głowy wpadnie.


Jest mglisty poranek. Nad nami szare niebo. Takie szarości na dworze na ogół nie nastrajają optymistycznie, a ja dzisiaj w tych szarościach całkiem dobrze się czuję. Te szarości  i jesień kojarzy mi się dziś od rana z książką M. Konopnickiej "O krasnoludkach i o sierotce Marysi". Lubię baśnie. A ta jest mi szczególnie bliska ze względu na to, że łączy się w niej proza z poezją. Zarówno przedstawione postacie te rzeczywiste, jak i te z krainy baśni, są pełne życia, emocji, energii. Już samo to, że książkę ilustrował Janusz Grabiański, a opatrzyła wstępem zatytułowanym "Najpiękniejsza książka" Janina Porazińska świadczy o wyjątkowości tej książki. Zastanawiam się nad tym, czy była ona adresowana przez poetkę do dzieci, czy do dorosłych? A może i do jednych i do drugich. Dzieci znajdą  w niej przede wszystkim baśniową opowieść, a dorośli treść, która nie tylko zachwyca, ale także wzrusza. Co skłoniło Marię Konopnicką do napisania tej książki?

Fragment wstępu napisanego przez Janinę Porazińską.

"Do księgarni wydawniczej Michała Arcta w Warszawie wchodzi pani w średnim wieku, ciemno, skromnie ubrana. Jest niewysoka, drobna, w binoklach na oczach. Będący właśnie w sklepie właściciel firmy żywo do niej podbiega, wita się. 

- Czy może  pani poświęcić mi chwilę czasu? Przed paru dniami wróciłem z zagranicy. Nabyłem tam piękne, kolorowe obrazki. Bardzo bym pragnął, aby pani je obejrzała. 

- I owszem, z chęcią. 

Drobna pani ogląda obrazki. Pełno na nim krasnoludków. Tu jakiś paraduje z wielką księgą pod pachą i gęsim piórem za uchem. Tu gramolą się całym tłumem na wóz. A tu dziewczynka pilnuje paru gąsek... 

- Czy się one pani podobają?

 - Tak, tak. Bardzo miłe. 

- A więc może by pani - nieśmiało proponuje - zechciała wybrać sobie jakiś z nich i napisać do tych obrazków jakąś historyjkę dla dzieci. 

Ciemno ubrana pani na chwilkę zamyśliła się.

 - No, dobrze. 

Owa pani była to Maria Konopnicka. A napisana przez nią do kolorowych obrazków historyjka to  baśń (...) O Krasnoludkach i o sierotce Marysi."

W tym momencie przypominam sobie rady Babci bez mohera, która radziła, aby zapisać sobie kilka dowolnie wybranych wyrazów i wykorzystać je do stworzenia jakiejś opowieści. Babciu! Masz świetne pomysły i rady. Kupuję je od Ciebie. Konopnicką, co prawda, nie jestem, ale może będzie mi łatwiej coś w sobie uruchomić i wykorzystać w jakimś opowiadaniu.

I na zakończenie Idź swoją drogą... Edyta Geppert (słowa Jonasz Kofta).


 

czwartek, 15 października 2020

Plany na najbliższy czas.

 Podoba mi się sposób, w jaki Chińczycy walczą z koronawirusem. Może warto byłoby wziąć z nich przykład.

Władze chińskie błyskawicznie zaczęły testowanie całego miasta, które ma 11 milionów obywateli. Najważniejsze obszary zostaną przetestowane w ciągu 3 dni, całe miasto - 5 dni. Dodatkowo, rząd sprawdza też osoby w Pekinie, które ostatnio odwiedzały Qingdao – Tymczasem polski rząd: Świetnie sobie radzimy, robimy 25 tys. testów dziennie. Prosimy nosić maseczki 

U nas koronawirus wciąż w natarciu. Każdego dnia do wiadomości podawane są informacje o kolejnych zachorowaniach. My oboje z Mężem  siedzimy w domu. Zaopatrywani jesteśmy w artykuły spożywcze przez Syna i Synową.Wpada Wnuczka z posiłkami. Wcześniej siedziała z nami Córka.  Z jednej strony jesteśmy wdzięczni za opiekę i pomoc, z drugiej strony coraz bardziej zaczynamy się czuć jak osoby nie w pełni samodzielne. Całe szczęście, że do niedawna była praca na działce, że było wekowanie tego, co urosło, ale brakuje nam spotykania się z ludźmi, rozmów, pełnej wolności. A prognozy wcale nie są optymistyczne. Wygląda na to, że z koronawirusem trzeba się będzie oswoić i jakoś sobie z nim radzić. Tylko jak? Każde wyjście z domu na ulicę nawet w maseczce jest obarczone ryzykiem. Chyba jedynym wyjściem jest zajęcie sobie głowy czymś ciekawym, żeby mniej było myślenia o koronawirusie i innych chorobach. 

Mój plan na najbliższy czas. 

1. Rano wznawiam krótką gimnastykę, aby się rozruszać. 

2. Do południa - sprzątanie domu i przygotowywanie obiadu.

3. Po obiedzie - praca umysłowa, czyli projektowanie nowej mapy myśli. Do mapki z pojęciami gramatycznymi postaram się dołączyć inne elementy. Pewno będzie to słownictwo i być może jakieś elementy związane z poetyką. Jeszcze nie wiem, jak to wszystko razem połączyć i rozrysować, ale najważniejsze to zacząć. 

4. Przerwa na relaks. 

5. Powrót do nauki języka obcego.  Z angielskim mam kiepskie doświadczenia, więc może postaram się choć trochę przypomnieć sobie podstawy języka francuskiego. (Zdawałam go na studiach, ale już nic z niego nie pamiętam).

6. No i czas wolny, czyli czytanie książek, telewizja i krojenie jabłek do suszenia.

Krojenie obranych jabłek na cieniusieńkie plasterki i suszenie ich w dwóch suszarkach to praca kontynuowana każdego dnia już od jakiegoś czasu. Myślę, że już ususzyłam ich około skrzynki. Ususzone jabłka wędrują do powłoczki i czekają na przyjazd gości. Moja Córka bardzo lubi takie suszki. Myślę, że inni członkowie rodziny takimi suszonymi jabłkami też nie pogardzą, a ja mam zajęcie.

Sama jestem ciekawa, co mi z tych planów wyjdzie.



środa, 14 października 2020

Czy to tylko dołek?


 W grafice wykorzystałam kolor zieleni, który podobno jest także kolorem nadziei, a we mnie w środku jest ciemno, buro i ponuro. Przez ten bury kolor nie przedziera się nawet jeden cieplejszy promyk. Jedyna myśl, która mi teraz towarzyszy, to zwinąć się jak kot, przykryć w łóżku kołdrą i przespać cały dzisiejszy dzień i tę szarzyznę, która mnie otacza. Brak mi napędu do działania. Czas już byłoby wstawić zarówno kwiaty, jak i drzewka z tarasu do domu. Zwykle wstawiał je mój wnuk, lub zaproszony pan. Mój wnuk obecnie pracuje koło Gdańska i nie będzie jechał przez pół Polski, aby babci wstawić kwiaty, a znajomego pana boję się zaprosić, bo koronawirus zbiera żniwo, a mój Mąż nie dosyć że jest mocno starszą osobą, to na dodatek leczy się na cukrzycę.

Pomyślałam, że jeśli nie będzie innego wyjścia, to moje drzewka z tarasu zostawię na zimę na powietrzu i trudno. Pewno zmarzną. Wyhodowałam je z maleńkich roślinek, zawsze bardzo o nie dbałam i gdyby miały zmarnieć szkoda by mi ich było. A może - pojawia mi się myśl w głowie - opadną im liście, jak wszystkim drzewom na jesieni, a na wiosnę odżyją i pokryją się nowymi liśćmi. Może wystarczy otulić im mocno donice z korzeniami. Może ktoś z Was wie, czy takie drzewka mają szansę przeżyć zimę na dworze i odżyć wiosną. Ja nawet nie wiem jaką mają nazwę.

                                  

Zdjęcie  z ubiegłego roku.

niedziela, 11 października 2020

Zabawa - różne typy czcionki.


 Dziś starałam się zmienić typ czcionki. Weszłam w polecenie typ czcionki. Wybrałam - Quicksand i chyba mi wyszło, choć robię to pierwszy raz. 

A teraz Inconsolata. Zabawa trwa. Zobaczmy, co można zmienić jeszcze.

A gdyby tak zmienić kolor tekstu. Spróbujmy.

Lubię poznawać różne nowe rzeczy. Możliwość wprowadzania zmian bardzo mi się podoba, ale jest już godzina dosyć późna i czas wskoczyć do łóżka. Dalsze próby zostawiam na jutro.

Dobranoc!

 

 

Przed Świętem Zmałych.


Koronawirus wciąż szaleje i jest go coraz więcej. Już nie ma mowy, o tym, że można czuć się bezpiecznie w czasie robienia jakichkolwiek zakupów.  My z Mężem nie wychodzimy z domu. W potrzebne produkty zaopatrują nas Syn z Synową. Obiady w razie potrzeby przynosi Wnuczka, a Córka z Bieszczad przysyła najskuteczniejsze maseczki. 

My oboje z Mężem siedzimy w domu i prawie nie wychodzimy poza naszą działkę. A tu jesień w pełni. Można by było przejść się choćby do lasu, który jest prawie przez drogę, rozejrzeć się, czy nie ma grzybów, a jakoś stetryczeliśmy. Najpierw trzeba było siedzieć w domu, bo takie były zarządzenia odgórne i rodzinne, a teraz siedzimy już bez żadnych nakazów. Pewno jest to sprawa przyzwyczajenia.

 Nie wybieramy się na żaden cmentarz w Święto Zmarłych. Tym, którzy odeszli od nas, nic już nie pomożemy, a sami nie chcemy ryzykować. Jesteśmy mocno starszymi ludźmi. Każde z nas zarówno ja, jak i mój Mąż mamy ponad osiemdziesiąt lat, różne zdrowotne niedomagania i bezpieczniej będzie, jeśli pozostaniemy w domu. Z naszymi bliskimi Zmarłymi będziemy myślami i wspomnieniami.

Bogumił Pijanowski „Dzień Zmarłych”

Pulsuje życie. Powstaje, kwitnie i zamiera.

Cmentarze kryją pamięć, co chwastem obsiana.

Znika w otchłaniach twarz bliska, kochana

I czas nieubłagany wspomnienia zaciera.

Oblicza zmarłych bledną gdzieś w niebycie…

Zmiana pokoleń jest nam z góry dana.

Nasze modły i zgięte kolana

Nie wskrzeszą zmarłych, gdy odeszło życie.

Próżno tęsknimy i znicze palimy?

Niedowiarka też nad grobem ujrzycie,

Jak opłakuje bliskiego z rodziny

I jak do niebios wzdycha, usłyszycie.

Ach, różną drogą ku Bogu dążymy

O raju marząc – otwarcie lub skrycie.

 

piątek, 9 października 2020

Ostatnio....

 

CO TU DZIŚ NAPISAĆ? 

Kilka dni miałam przerwę w pisaniu i czuję się tak, jakbym nie pisała już przynajmniej kilka miesięcy. Gdy usiądę do komputera, to myśli gonią, ale żadna z nich nie nadaje się do zapisania. Klęska. Trwa u mnie bezwład umysłowy i emocjonalny. Właściwie nie ma się co dziwić. Tak długo robiłam soki, przeciery, powidła itd, że zupełnie straciłam kontakt ze słowem pisanym. Piwnica jest pełna różnych przetworów, a ja w głowie czuję pustkę.

Za oknem jest już ciemno. Słychać tylko od czasu do czasu głos przejeżdżającego pociągu i szum pracującego komputera. Właśnie mija kolejny dzień życia. Staram się nie myśleć o tym ile jeszcze takich dni, tygodni, a może lat przede mną. Staram się żyć tym, co jest tu i teraz.

Tu i teraz

Nie jutro i nie wczoraj,
a dziś liczy się właśnie.
Nie koszmar i nie zmora,
i nie fantazji baśnie.

Nie to co nam się stanie,
nie to cośmy przeżyli,
lecz ciągłe przemijanie,
ulotność każdej chwili.

Bo mam takie wrażenie,
że nigdy nie umierać
to nie, żyć nieskończenie,
lecz żyć na tu i teraz.

autor

karat

 

niedziela, 4 października 2020

Przygotowanie do zimy.

Działka sprzątnięta. Trawa na działce skoszona, w kompostowniku tworzy się z niej nowy kompost. Warzywa wyrwane, część już przerobiona i stoi zamknięta w słoikach w piwnicy. 

Psia piwniczka ma nowe długie zasłony, które wiszą na lekko uchylonych drzwiach. Jeszcze tylko dorzucę pieskom świeżego siana na posłania, aby miały ciepło, miękko i wygodnie. Na razie miski i kubełek ze świeżą wodą stoją jeszcze na dworze, ale po pierwszych przymrozkach też znajdą się w piwnicy. 

Zastanawiam się, czym teraz się zająć w pierwszej kolejności. I chodzi mi nie o sprzątanie, gotowanie i przygotowywanie ogródka do przyszłorocznych zasiewów, a o to, co nowego w czasie jesieni wprowadzić do harmonogramu dnia. Czym zająć nie tylko ręce, ale przede wszystkim głowę. Będą to pewno krzyżówki różnego rodzaju, ale nie tylko.

Postaram się trochę doszkolić swoją wiedzę polonistyczną. Wyjęłam już z regałów kilka książek do przejrzenia. Tym razem będą to książki dotyczące pisania, np:

1. Sztuka pisania Tajemnice warsztatu pisarstwa odsłaniają: Ernest Hemingway, John Steinbeck, Kurt Vonnegut,  i inni.  

2. Michał Rusinek, Aneta Załazińska - Retoryka podręczna czyli jak wnikliwie słuchać i przekonująco mówić.

3. Andrzej Wiszniewski - Sztuka pisania. Poradnik.

4. Dorota Zdunkiewicz - Jedynak Jak to napisać? Poradnik redagowania i komponowania tekstu.

5. Maria Nagajowa - Sztuka dobrego pisania i mówienia.

6. Anna Pragłowska - Napisz lepiej.

7. Remigiusz Mróz - O pisaniu na chłodno.

Książek o podobnej tematyce znalazłabym więcej, ale nie będę wyciągała z regałów wszystkich książek na ten temat.  Mam nadzieję, że w tych wybranych znajdę wiadomości dotyczące samego warsztatu pisania różnych tekstów. 

Poza tym mam sporo literatury pięknej, w tym książki noblistów. 

Jak ważne jest ciągłe powtarzanie sobie dobrze znanych wiadomości przekonałam się, gdy zgłosił się do mnie mój prawnusio z pytaniem: - Babciu! Co to są przyimki? I nagle u mnie panika i gonitwa myśli w głowie, oraz pytania: czy nad - to przyimek, a pod itd. A przecież w 2002 roku wydana została moja książka z gramatyki w której wykorzystałam mapy myśli i była tam mowa także o przyimkach.

Niestety człowiek starzeje się, a wraz z z całym ciałem starzeje się także mózg i żeby utrzymać go w niezłej kondycji trzeba ciągle go ćwiczyć  i powtarzać zdobytą wcześniej wiedzę.

                                                                    Julian Tuwim

Nauka

Nauczali mnie mnóstwa mądrości,
Logarytmów, wzorów formułek,
Z kwadracików, trójkącików i kółek
Nauczali mnie - nieskończoności.

Rozprawiali o cudach przyrody,
Poznawałem różne tajemnice:
W jednym szkiełku - życie w kropli wody,
W drugim zaś - kanały na księżycu.

Mam tej wiedzy zapas nieskończony:
2(pi)r, H2SO4,
Jabłka, lampy Crookesy, Newtony,
Azot, wodór, zmiany atmosfery...

Wiem o kuli napełnionej lodem,
O bursztynie, gdy się go pociera,
Wiem, że ciało zanurzone w wodzie
Traci tyle, ile ... et cethera.

Ach, wiem jeszcze, że na drugiej półkuli
Słońce świeci, gdy u nas jest ciemno.
Różne rzeczy do głowy mi wkuli,
Tumanili nauką daremną.

I nic nie wiem, i nic nie rozumiem,
I wciąż wierzę biednymi zmysłami,
Że ci ludzie na drugiej półkuli
Muszą chodzić do góry nogami.

I do dziś mam taką szkolną trwogę.
Bóg mnie wyrwie, a stanę bez słowa.
Panie Boże - odpowiadać nie mogę,
Ja - wymawiam się, mnie boli głowa.

Trudna lekcja, nie mogłem od razu,
Lecz nauczę się, po pewnym czasie.
Proszę, zostaw mnie na drugie życie,
Jak na drugi rok w tej samej klasie.

 

Skutki.

 Ostatnio więcej czasu spędzałam na działce, niż w domu, no i już są tego efekty. Zaczęłam potykać się o swoje własne nieumiejętności w pisa...