nareszcie, Kochany Pamiętniczku :)
To był zaiste szalony dzień. Najpierw szalone sny, a potem... tyle słońca w całym mieście.
Zimową kurteczkę wywlokłam i mimo że pod spodem miałam tylko T-shirta i półbuty na nogach nic a nic nie zmarzłam, mimo kilkustopniowego mrozu.
Zanotować w kajeciku: zimowa kurtka jest OK :)
Umowę podpisałam na neta, na dwa lata, bo najlepiej finansowo mi w promocji to wychodziło - na dwa lata 39,90 za 50 Mb i dwa miesiące za złotówkę, a ta sama prędkość na stałe za 69 zł. No to chyba jasne, co się opłaca :) Pan jeszcze próbował mnie namówić na TV (aż mi rechotało robaczywe serduszko, bo mimo że miał maskę doskonale go rozumiałam, yuuupi, mała rzecz, a cieszy), ale podziękowałam :)
W pracy oszaleli, zarzucili mnie taką ilością materiału, że nawet herbaty nie mogłam ani zrobić, ani wypić. Do tego jak krowie na rowie tłumaczę niektórym, że tak nie mogę, jak grochem o ścianę i nic... No nic, pod koniec dnia drukarkę szlag znów.
Jako że pilnie obserwowałam Inżyniera, jak z nią walczył, walczyłam i ja.
Ale ona nic i chuj, spasowałam.
Piszę do Inżyniera, ale wyczuwam, że niechętny, no a że Pierworodny się deklarował, męczę jego. OK, wpadnie w niedzielę.
No to ja z kolei mam wyrzuty sumienia, bo P. w sobotę do roboty, a robotę ma jaką ma, no i w zasadzie powinnam zaprosić całą rodzinę, ale na samą myśl o sprzątaniu tony piaseczku (sama po przejściu po odśnieżonym chodniku pół tony naniosłam, a sprzątać trzeba od razu, bo sól panele żre) i reszty bajzlu, gotowaniu i zmywaniu robiło mi się słabo.
Skończyłam robotę, na kolana padłam i... zgwałciłam drukarkę :)
Hehehehehe, ciekawe, ile za to dają, ale drukuje, jebaniutka :)
Więc podziękowałam Pierworodnemu, nie omieszkając napomnieć, że kiedyś go wykorzystam, nie ma zmiłuj.
Poczta czysta, czyściutka.
Chata ogarnięta, pranie się suszy, radio Pogoda gra...
Życie to naprawdę kiepski kwadrans złożony z wyśmienitych momentów.
Niech trwa...
I po wielu, wielu latach, odkąd pamięcią sięgam, zjadłam wietrznika. Nie umywa się do tych z mojej młodości, ale musiałam. Ale jak to, od ciastków dupa rośnie? Serio?
Ojapierdolę :)
Co to jest wietrznik , bo nie znam. Pozdrawiam. Asia
OdpowiedzUsuńW Polsce mówią na to ptyś. W mojej wiosce wietrznik :) Odpozdrawiam :)
UsuńNo i proszę, jak pięknie sobie poradziłaś! Ptyś był w nagrodę?😀
UsuńPrzyjemnego nic nierobienia wxweekendzik.
Ja właśnie odpaliłam Capitani, jakis serial kryminalny na netflixie.
Ja dziś Toma Hanksa zmęczyłam w Nowinach ze świata, popłakując. Tak mi jakoś dzień przez palce przeleciał, ale to dobrze, potrzebuję dni, gdy nic nie muszę. Tak, ptyś był nagrodą, ale to, co było w ptysiu nie umywa się do ptysia z mojego dzieciństwa, z prawdziwą bitą śmietaną. To, co było w ptysiu, nawet koło śmietany nie stało :)
UsuńWczoraj smażyłam faworki oraz piekłam "wietrzniki" (cudna nazwa). Tych drugich wyszło 17, do podziału na nas troje- dwóch facetów i ja. No i zgadnij Siostro, czy coś na dzisiaj zostało? Podpowiem:już wczoraj wieczorem nie było ani okruszka. Takie żarte obydwa. Dziś myślę sobie: Poprawię humor racuchami wg przepisu Brahdelt. I dostały mi się dwa małe, a resztę wpylił pasierb. Z 45 dkg mąki. Oszczędza macochę, żeby nie przytyła :)
OdpowiedzUsuńPowinnaś być im za to wdzięczna, że nie tyjesz :) Nawet gdybym umiała to piec, nie opłaca mnie się, bo kto to zje? Jakbym napiekła, tobym zeżarła, a dupka od ciastków rośnie :) A tak zjadłam jednego i spokój :)
Usuńhehehe zastanawiałam się co to wywietrznik :D a to Ptyś, z bitą śmietaną ? ja poszalałam w czwartek i usmażyłam sobie gniazdka tj też ciasto parzone jak do ptysia ale smażone jak pączek, wyszły obłędne
OdpowiedzUsuńSama jesteś wywietrznik :) Tak, wietrznik to ptyś z bitą śmietaną, ale tylko wtedy, gry Ty go sama upieczesz. To, co jest w kupnych to jakiś chemiczny cud, nie bita śmietana :) Uważaj, chwalisz się i chwalisz, a jak ja nagle się wdrapię na to Twoje 4. piętro (o ile nie padnę), to co zrobisz? ;)
OdpowiedzUsuńkochana czekam ! co zrobię ? upiekę Ci wywietrznika i całe mnóstwo innych dobroci !
Usuń