dzień lipca minął, Kochany Pamiętniczku tak, jakby go nie było.
Cicho i spokojnie, pomijając chwilę, gdy znudzona oczekiwaniem na obiecany update znów traciłam nerwy, co standardowo Pierworodny załatwił jednym przepraszam, telefon się rozładował. Dziwne, kurwa, że rozładowuje mu się zawsze, kiedy ja o coś pytam, a tak chodzi cały dzień jak złoto.
I tak, maszerując w stronę słońca, do kwiaciarni Euphoria, gdzie zanabyłam
albowiem E. nie lubi ciętych kwiatów, ładne to, prawda...
... tak sobie dumałam nad losami tego świata i myślałam, czy synowa nie powinna mnie jednak zawiadomić, co się stało. I nie, nie rozwiązuje tu sprawy standardowe: chcesz wiedzieć, pytaj syna. Nie, kurwa. I nie jest w porządku, że jedenastoletnia wnuczka też nie wpadła na pomysł napisania mi, że coś się stało. I nie, że nie ma jak, ma mój nr telefonu, ma FB, ma WA, utrzymuje kontakt z ludźmi z Ameryki i Azji, a kurwa, do babci się nie odezwie poza standardowym: dziękuję bardzo, jak kasa na konto wpłynie?
Coś jest nie tak. Ja nie byłam fanką mojej teściowej, wiele złego mi wyrządziła, ale to był mój punkt widzenia, a prawda jak dupa, każdy ma swoją. Nie zmienia nic faktu, że dzieliła i rządziła, póki mogła, elegancko skłóciła wszystkie swoje dzieci. Ale nieważne, była matką Eksa i tego się trzymałam, do momentu, kiedy zaczęło to uderzać w moje dzieci. Wszystkie jej "bo zachowujesz się jak kurwa", odpierałam "tak, ma mama rację. Ale to mama stale mi powtarzała, że odeszła od męża ze względu na dobro dzieci. I u mnie to tak działa". Pomijając, że rozwody jej córki były OK, odbijanie męża innej kobiecie też OK... Jej rozwód też był OK, co więcej, po śmierci już byłego męża podkreślała, że jej się spadek należy wciąż, a nie "tej babie". Teść ożenił się drugi raz.
A tak się złożyło, że ja się nie rozwiodłam, bo mnie to do niczego nie było potrzebne. Ale dzieciom był potrzebny spokój, bez rodzinnych waśni i kłótni.
Na pogrzeb babci poszliśmy, bo tak należy, bo trzeba się pożegnać.
Na pogrzeb teścia też, choć praktycznie dzieci dziadka nie znały, był u nas dwa razy, Pierworodny go dodatkowo widział w niezbyt miłych okolicznościach przyrody jeden raz.
Ale gdy dzwoniła, odbierałam telefon. Do końca.
Pomijając pierdoły, że mimo że kasę miała, na urodziny przysłała mi kaszmirowy sweterek, z paczki z Reichu, bo jej się w praniu sfilcował, a ja miałam rozmiar 36 i zero cycków :)
Było, minęło, jak będę chciała, kupię sobie kaszmirowy sweterek, tylko pytanie: po cholerę mi? :)
Ale totalne olewanie mnie - w sumie tak za nic. Nie rozumiem.
Zaczynam podejrzewać, że im tam się nie układa, ale co ja jestem temu winna? Że mają życie jakie mają? Trzymałam się z daleka od momentu, kiedy synowa, nie będąc jeszcze żoną, ustawiła Pierworodnego do pionu: co będziesz matce pieniądze posyłał, ona już stara jest. Posyłał, bo wiejąc do Anglii dostał ode mnie na start, obiecując oddać, a ja z jednej, polskiej pensji przez trzy miesiące utrzymywałam i polski dom, i jego, angielski, zanim znalazł pracę. A to była już wyższa szkoła jazdy, bo moja pensja nie starczała nawet na wynajęcie pokoju w UK, a oszczędności nie miałam. Nieważne. A kiedy pojechałam - za swoje, kurwa - z Inżynierem do Paryża, bo ten kopnął mnie w dupę i powiedział, że jak nie pojadę teraz, to potem już nigdy (i miał rację, poniekąd, zdążyłam zobaczyć jeszcze Paryż przedzamachowy, aczkolwiek już wtedy na dworcach były uzbrojone patrole, z Notre Dame, te kilka szalonych dni - teraz już raczej marna szansa na powtórkę, choć mam środki) - podsumowała - na co jej taka wycieczka, stara jest.
Tak jestem stara. I młodsza już nie będę. Ale dzieci uczciwie wychowałam, dając, ile mogłam. Podkreślanie, że jej ojciec więcej zarabia i ma oszczędności, nic nie zmienia. Jechała do UK rzekomo z pieniędzmi od ojca, a wylądowała na utrzymaniu P. na pół roku. Jakoś jej tatuś nie utrzymywał. W sumie rybka mi to, jego wybór, jego bajka, tak jak i inne historie. Mówiłam mu przed ślubem: nie żeń się, to nie jest dobra osoba, bo taka jest prawda, mówią to wszyscy nasi wspólni znajomi i nie dlatego, żeby mi bębenek podbijać.
Nieważne. Jego wybór. Ale nie będzie mi takie dwulicowe coś pluć w twarz. O nie.
No dobra :) Upuściłam żółci, bo od tego cię mam, Kochany Pamiętniczku...
Zatem jeden temat na aut.
A jesień już puka do drzwi, co widać
Patrzę i znów: mówiłeś włosy masz jak kasztany... Zawsze do mnie wraca i nie, to nie był Eks, ale był ważny...
Minął, jak wiele rzeczy w życiu, została piosenka, którą lubię.
A żeby nie było, że sobie żałuję, to i dla mnie dziś się coś znalazło
I tak,ja kocham cięte kwiaty, nie żałuję, że umierają, Doniczkowe też czasem umierają. I przy pracy trzyma mnie między innymi fakt, że emerytura nie starczy mi na badylowe szaleństwa :)
Do Lidla polazłam, bo wędzony ser wyżarłam, a ten wędzony z Biedry nie jest taki dobry i szok.
Tak jak nie jestem fanką mleka, tak na widok BUTELKI, szklanej BUTELKI, wprawdzie nie z kapslem, ale z nakrętką, z mlekiem od czerwonej polskiej oszalało, zwariowało moje serce. Zdrowy rozsądek zaprotestował jednak i kupiłam tylko jedną, bo data przydatności mimo pasteryzowania jest krótka, ale mam nadzieję, że to jednak jest MLEKO :)
Jeszcze nie otworzyłam, co otwieram lodówkę, to kontempluję butelkę :) Nie zmieściła się na żadnej półce, stoi w drzwiach, a to nie jest dobre miejsce na żadne mleko, ale to w plastiku i miesiąc po terminie tam nie pada...
A w radiu leci
Jakie miłe podsumowanie notki... Ile randek przetańczonych i ile wspomnień... Ile słów, planów, obietnic. Że na zawsze. Trzy licealne lata... Studniówka, bal maturalny...
A nie mam po Tobie ani jednej fotki, tylko mój syn ma po Tobie imię (taki sadomasochizm z mojej strony).
Spotkałam Cię po latach. Nie rozmawialiśmy. Nie wiedziałeś, że jestem, nie widziałeś mnie, ja poznałam Cię, mimo że bardzo się zmieniłeś. Nie mogłeś mnie po prostu zobaczyć...
"Wybieraj: studia albo ja"... Na tym peronie...
Chyba źle nie wybrałam, ale kto wie?
UPDATE
Jak bardzo nienormalna jestem w skali od 0 do 10, skoro absolutnie nie obchodzą mnie Igrzyska Olimpijskie, którymi rzekomo żyje cała Polska?





















































