Hej, czy też mieliście wrażenie, że styczeń ma jakieś 30 dni więcej niż normalnie? 😅 Niestety wcale nie przełożyło się to u mnie na ilość czytanych książek, a tylko wywołało zmęczenie, szczególnie, że sporo się u mnie działo w codziennym życiu. Tak czy inaczej, styczeń już za nami. Zapraszam do podsumowania miesiąca, w którym znajdziecie jak zwykle: przeczytane książki, obejrzane filmy i seriale, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowe 🙂
- „Nieprzyjaciel” M. Crummey (8/10): Cóż to za start w czytelniczy rok! Powiem wam, że zawsze się staram wybrać na tę pierwszą lekturę coś, co wydaje mi się wyjątkowe, a Crummey był idealnym typem. Kupujcie, wypożyczajcie i czytajcie jego powieści, jeśli jesteście fanami literatury pięknej. W odizolowanej osadzie na północnym wybrzeżu Nowej Fundlandii bezwzględny akt sabotażu doprowadza do wyniszczającego konfliktu między bratem i siostrą – właścicielami dwóch największych firm handlowych w Mockbeggar. Każde z nich walczy o władzę pośród ograniczonych zasobów północnego Atlantyku i dąży do zemsty na osobie, którą nienawidzi najbardziej na świecie. Ich nieugięta wrogość z roku na rok przybiera na sile, coraz mocniej dzieląc społeczność. W końcu nawet niewinni mieszkańcy Mockbeggar zostają zmuszeni do opowiedzenia się po jednej ze stron – a konsekwencje niezależnie od podjętej decyzji będą katastrofalne.
- „Dlaczego Adele straciła głos?” B. Caboń (6/10): Książka jednego z popularniejszych nauczycieli śpiewu w Polsce. Któż u niego nie pobierał lekcji! Dużo wiedzy merytorycznej, ale też ciekawostek ze świata muzyki. Lekki styl i pasja Cabonia to zdecydowane atuty tego tytułu. W książce Bartka Cabonia poznajemy gwiazdy sceny muzycznej i filmowej od kuchni, a tak naprawdę od garderoby. Podczas lekcji śpiewu opadają maski, dlatego ujrzymy wykonawców oczami nauczyciela śpiewu, bez makijażu scenicznego i autotune, nie w blasku reflektorów, a w chwilach intymnych, kiedy muszą albo chcą wydobyć blask z siebie. To książka o emocjach, momentach zarówno największych artystycznych uniesień, jak i upadków, o sławie i poświęceniu.
Została napisana dla wszystkich, którzy skrycie marzą o śpiewaniu, lecz wydaje im się, że nie potrafią, oraz dla tych szczęśliwców, którzy zostali obdarzeni wyjątkowym głosem. - „Jak Banksy uratował historię sztuki” K. Grovier (8/10): Kocham dzieła Banksy’ego, odblokowują mi jakąś klapkę w mózgu i często pozwalają dogłębniej, wyraźniej widzieć świat. Czytałam już dawniej trochę o jego twórczości, oglądałam albumy, byłam nawet w muzeum, gdzie na wystawie odtworzono jego graffiti. Ta pozycja to kolejny punkt na liście, a ja cieszę się, że skupia się na ukazaniu korelacji i inspiracji twórczych Banksy’ego, bo takiej perspektywy lekturowej jeszcze nie miałam. Bardzo ciekawe! Bezkompromisowe murale, improwizowane miejskie rzeźby i „zdewastowane“ obrazy artysty zapraszają do ekscytującej podróży przez historię sztuki. W tej książce bardzo popularny autor Kelly Grovier odkrywa i prezentuje niektóre z najbardziej rozpoznawalnych prac Banksy’ego: prowokacyjnie, na nowo przemyślane arcydzieła, które zdecydowanie podważają konwencje i rzucają nowe światło na dzieje sztuki.
- „Perła czasu” M. Rogala (6/10): Kolejny tom przygód Celiny Stefańskiej. Lubię wracać do książek Rogali, bo wiem, że zawsze dostanę intrygującą, dobrze napisaną historię kryminalną typu light, z solidną podbudową obyczajową. Małgosia nigdy nie zawodzi. Laura Tyniecka, współwłaścicielka manufaktury zegarków Perła Czasu, zostaje okradziona. Złodzieje włamują się do jej domu i zabierają cenne biżuteryjne czasomierze, które Laura otrzymała w spadku po matce. Kilka tygodni później Tyniecka, rozczarowana działaniami policji, prosi Celinę Stefańską o pomoc w odzyskaniu rodzinnych pamiątek. Osiemdziesięcioletnia Jadwiga Mostowska, sąsiadka Laury, coś widziała, jednak nikt, poza Celiną, nie traktuje poważnie wypowiedzi staruszki, której, z powodu choroby, teraźniejszość miesza się z przeszłością. Kto stoi za włamaniem? Czy to był rabunek na zlecenie? I czy Stefańska zdoła rozszyfrować słowa Jadwigi, które mogą być kluczem do rozwiązania zagadki?
- „Szczodry” E. Cherezińska (7/10): Króciutka opinia na IG!
- „Wydziedziczeni” U. Le Guin (6/10): Kocham twórczość Ursuli Le Guin, ale tu coś nie zaklikało. To bardziej rozważania nad kondycją człowieka niż powieść, bo akcja jest tu pretekstowa, a długie passusy socjologiczno-filozoficzne nie każdemu podpasują. Ja miałam skomplikowane relacje z tą książką, bo raz naprawdę mi się podobała, a raz po prostu mnie nudziła. Powieść przedstawia świat, w którym grupa entuzjastów filozofii społecznej Odo wywędrowała na księżyc zrywając więzy z macierzystą planetą posiadaczy-wyzyskiwaczy. Ubóstwo księżycowej przyrody, surowy klimat, stała konieczność współdziałania – podtrzymują utopijny system społeczny, przypominający najbardziej izraelskie kibuce. Ceną, jaką się płaci za równość i stabilizację, jest stagnacja, obawa przed odmiennością, kult szarości. W mrówczym społeczeństwie geniusz jest mało potrzebny, nawet podejrzany, a właśnie genialny uczony jest bohaterem powieści.
- „Rysie pazury” K. Smirnoff (6/10): Ósmy tom cyklu Millenium trochę mnie zawiódł, szczególnie po zdecydowanie lepszym w mojej opinii „Krzyku orła”, czyli tomie siódmym. Zabrakło mi głębi, którą ta seria zawsze miała, ale… i tak nie jestem w stanie odpuścić i gdy wyjdzie kolejny tom, na pewno go przeczytam. Za bardzo się przywiązałam do Salander i Blomkvista. Pewnej wiosennej nocy mieszkańców szwedzkiego Gasskas budzi potężna eksplozja. Wkrótce potem zostaje znaleziony zamordowany dziennikarz. Mikael Blomkvist, który niedawno przeprowadził się na północ, aby być bliżej rodziny, wplątuje się w niebezpieczną grę. Mimo że zmaga się z własnymi problemami, podejmuje nowe wyzwanie, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo ryzykuje. W tym czasie Lisbeth Salander znów staje się celem. Jej lojalny sojusznik Plague znika bez śladu, a Svala, jej bratanica, znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Ktoś zna sposób, by zwabić Lisbeth – i ją unieszkodliwić.













