środa, 25 stycznia 2012
06/2012
Prezydent podpisał w poniedziałek nowelizację ustawy refundacyjnej... Nie ma tam nic dla nas... Jak mieliśmy okazję coś wywalczyć- byliśmy "ludzcy". Jak nam się zaczęło nie podobać i chcieliśmy protestować - na jaw wyszły zapisy Smoleńska, potem ACTA... Media mają inne, dużo bardziej nośne tematy, niż jacyś tam farmaceuci... którzy i tak wyjdą na swoje... Jakim kosztem?
Jako grupa zawodowa jesteśmy zbyt podzieleni mamy za małą siłę przebicia... NIKT nas nie słucha...
JAK mamy realizować recepty- dowiemy się na pierwszej kontroli z NFZ-u. Bo na chwilę obecną nawet tam nie wiedzą, jak interpretować przepisy...
W gronie osób piszących ustawę i jej nowelizację nie było NIKOGO, kto znałby praktyczne realia pracy w aptece... Nie byłoby w tej ustawie TAKICH bzdur i nieścisłości...
Komu przeszkadzał dawny wykaz leków w tzw."chorobach przewlekłych"? Lekarze wywalczyli możliwość niewpisywania na recepcie odpłatności, jeśli taka zniżkowa jest jedna. No i fajnie... Jest sobie lek... We wskazaniach refundowany w schizofrenii, ale doskonale sprawdza się w leczeniu depresji- wtedy TYLKO jako 100%. I w innych zastosowaniach -a ma ich jeszcze kilka- też 100%. Jak lekarz nie wpisze odpłatności- mam obowiązek wydać, stosując "odpowiednią" odpłatność z wykazu. NFZ nie umie określić, co znaczy "odpowiednia". A ja mam mieć w oczach zestaw do zdalnej diagnostyki, i określić, czy pacjentowi należy się zniżka ze względu na schorzenie, jakie posiada. Tak samo z lekami p/astmatycznymi, p/cukrzycowymi... Doustne leki p/cukrzycowe znajdują zastosowanie w ginekologii, w leczeniu niepłodności..., jako 100% oczywiście. Rp. od ginekologa, pacjentka lat prawie 40, odpłatności brak. Skąd mam wiedzieć, czy pacjentka ma cukrzycę- czy chce mieć dziecko? Nie jestem od zbierania wywiadu i ustalania refundacji... Zgodnie z ustawą- wydam na zniżkę, a w razie kontroli- poniosę konsekwencje.... Bo rp. z 3.01, z czasu największego bałaganu, a kasę za nienależną refundację najłatwiej odzyskuje się z apteki... Bo lekarze mają abolicję, a my nie... I tyle...
I dziś się dowiedziałam, że czeka mnie "wycieczka". 50 km w jedną stronę, bo receptę wypisała pielęgniarka, a ktoś (pewnie lekarz?) dopisał odpłatności (prawidłowo!!!!!!) minimalnie różnym kolorem długopisu i się przy tym nie podbił i nie podpisał. Przy sztucznym świetle i zmęczonym wzroku- nie do odróżnienia, w świetle dziennym widać jak wół... Za gapowe się płaci...
wtorek, 24 stycznia 2012
05/2012
Jakby było mało całego zamieszania- szefowa postanowiła nam jeszcze "usprawnić" pracę. W majestacie prawa oczywiście. Podobno przestał obowiązywać tzw. "pakiet ustaw antykryzysowych". Jest coś takiego, jak "doba pracownicza"- w skrócie- od wejścia do pracy do następnego wejścia MUSI upłynąć co najmniej 24h, inaczej ponoć strasznie PIP się czepia. Jeśli przyjdę do roboty wcześniej- to te godziny traktuje się jako nadliczbowe w danej dobie pracowniczej, powinnam mieć za nie dodatkowo zapłacone itd... W sumie- nic specjalnego i odkrywczego...
Tylko- jak ktoś prawie 20 lat pracował w systemie "codziennie inna zmiana"- rano, po południu, następnego dnia rano i tak ciurkiem na odwyrtkę- to mu się ciężko przestawić na system: tydzień rano, tydzień po południu. Nie mówiąc o tym, że jak coś komuś pilnie wypadnie- to d... i brak możliwości zamiany. Do tej pory jakoś się dogadywałyśmy, jakieś sprawy, wizyty u lekarza- szło się zamienić, dzień za dzień... Teraz to niemożliwe.
Właśnie kibluję na tygodniu popołudniówek. I bardzo mi się to nie podoba... Nie mówiąc o tym, że w piątek po tygodniu poranków chodziłam jak zombie. Ciężko się przestawić...
I to wszystko podobno "dla dobra pracownika". Wolałabym, żeby nikt mnie nie uszczęśliwiał na siłę. Nawet jeśli jest to w zgodzie z kodeksem pracy, a poprzedni harmonogram był niezgodny z obowiązującym prawem. Wrrrrr....
poniedziałek, 23 stycznia 2012
04/2012
I mamy nowego starego prezesa rady aptekarskiej. Ech...
Ponoć mamy zaostrzyć strajk, pracować "po włosku". Odsyłać...
Strajk miał sens razem z lekarzami, ale wtedy nikt nie miał jaj, żeby wrzasnąć, że nie wolno nas tak traktować. Pan prezes potrafił tylko potakiwać. A teraz- nic się już nie da zrobić. Abolicji dla aptekarzy nie będzie. Bo po co? Pieniądze z systemu najłatwiej wyciągnąć z apteki. Zasada "dziel i rządź" jak najbardziej ma swoje odzwierciedlenie...
U nas pewnie będzie to wyglądać tak, że od "tubylczych" lekarzy będziemy realizować wszystko "jak leci". Żaden strajk. A potem... płaszczyć się, żeby szanowny pan doktor poprawił. Najbardziej boli fakt, że recepty z aptek bezpośrednio przy przychodniach są poprawiane "z pocałowaniem ręki", a z innych- z łaski.
Dlaczego tak się dzieje?
Bo współwłaścicielem apteki przy przychodni jest żona- mąż- syn- córka (niepotrzebne skreślić) - współwłaściciela tejże przychodni. Wszystko w majestacie prawa, rozdzielność majątkowa itd... A potem pacjent po wyjściu z gabinetu jest brany za rączkę przez pielęgniarkę i prowadzony do apteki żony pana doktora, "bo to tak blisko i w tym samym budynku i wszystko będzie i tanio". I nieważne, że pacjent nie chce. I nieważne, że reklama aptek od 1.01 jest zakazana. Odsyła się do "swojej", ze "swojej" się poprawia, wszystkie inne są be...
Pacjenci nam mówią... Pani doktor odsyła do apteki syna, pan doktor odsyła do apteki żony...
Normalnie nagrać i przesłać do CBA...
Jak w takiej sytuacji można normalnie funkcjonować ???
03/2012
Gniot refundacyjny, czyli "ustawa"- retrospekcja.
Końcówka grudnia z perspektywy czasu jawi mi się jako złoty sen właściciela i koszmar pracownika. Kolejki pacjentów, kolejki, nerwy... Po świętach w hurtowniach zaczęło brakować insulin, pasków, leków p/padaczkowych- tych, o których było wiadomo, ze mocno podrożeją. Wymagano od nas cudów, żądano sprowadzania pewnych rzeczy - a nie było skąd. Jedynie obrót był taki, jakiego w tej aptece nie pamiętałam. sterty recept realizowanych "na zapas". I przecież my nie mieliśmy "groszówek"- znowu NFZ będzie narzekał, że musiał za dużo zapłacić. A pewnie za jakiś czas w koszach na przeterminowane leki zacznie się pojawiać insulina, zakupiona "w promocji" pod koniec 2011 roku...
Na początku roku- problemy z dostępnością podstawowych leków na ciśnienie, przeciwbólowych, antybiotyków... Dystrybutorzy świętowali do Trzech Króli, bajzel na kółkach. Teraz jest trochę lepiej, ale ustawowo najtańszych zamienników nadal nie ma.
Strajk lekarzy. Najpierw o niemożność jednoznacznego ustalenia faktu ubezpieczenia pacjenta. Sławetne pieczątki "Refundacja do decyzji NFZ". Czemu one miały służyć? Tylko lekarzom. Gdyby wszystkie apteki realizowały takie recepty wyłącznie na 100%, pacjenci braliby faktury i przedstawiali je w NFZ- ta instytucja na pewno wprowadziłaby zmiany w trybie ekspresowym. I wtedy to faktycznie NFZ orzekałby o prawie do refundacji. Bo to oni mają rejestr pacjentów ubezpieczonych, o który był cały raban. Inna sprawa- to błyskawiczny paraliż NFZ przy takiej opcji. Niestety, tak się nie stało...
Mogliśmy realizować takie rp na 100%, jako "niezgodne z rozporządzeniem", zawierające inne treści, niż dozwolone. Jednocześnie- część rzeczy ustawa pozwala nam uzupełnić. Lekarze nie chcieli orzekać o uprawnieniach pacjenta do refundacji- robili to aptekarze, spisując różne dziwne numerki, mające poświadczać prawo do leku refundowanego. Co z tego, że nie powinnyśmy, bo to nie nasza działka. Jeśli na 20000 pacjentów jest 12 aptek- konkurencja nas wykończy bardzo szybko, bo będzie takie recepty realizować ze zniżką. I tyle.
Inna sprawa- to sens przystawiania osławionej pieczątki w momencie, kiedy lekarz i tak wpisał na rp numer oddziału funduszu - prawe górne okienko rp. Ustawowo jest to jednoznaczne z potwierdzeniem uprawnień pacjenta do zniżek. Więc- takie recepty wszyscy w moim rejonie realizowali bez zająknięcia, że coś jest nie tak.
Ciekawe, jak będzie za kilka lat wyglądała w aptekach kontrola recept z tego okresu. Ile zostanie odrzuconych za elementy "niezgodne z ustawą" ? Kto będzie pamiętał o obiecankach ministra, że nie będzie kar? Że można, a nawet trzeba było być "ludzkim" ? Zapłacimy my... Ja- jako pracownik- trzykrotnością pensji, apteka jako instytucja- 2% rocznej refundacji za ostatni rok. I powinniśmy się cieszyć, że tylko 2%, a nie pierwotne 5%.
Inna sprawa- rozporządzenia wykonawcze do ustawy. Ustawa została zatwierdzona 23.05, z dniem wejścia w życie 1.01 następnego roku. Ale kontrowersyjne akty wykonawcze najlepiej było publikować 23.12 około godziny 17.00. Przecież wtedy nikt już nie będzie pyszczył, wszyscy będą świętować... tia... Jak się po świętach raban zrobił- to poprawki opublikować w piątek 30.12 po 16.00... Przecież trzeba zapewnić dobrą zabawę sylwestrową farmaceutom i informatykom obsługującym apteki, prawda?
Lekarze wystrajkowali, co chcieli... Może nie wszystko, ale trochę... O nas- jako grupie zawodowej- zapomniano. Za cicho było... Za mało dotkliwie, jeśli chodzi o pacjentów... Za duża konkurencja... Zawsze się znajdzie ktoś, kto powie "niech inni strajkują, jak coś osiągną- skorzystam i ja, a jak nic nie wskórają- ryzyk-fizyk- może nie stracę". I wcale nie zawsze jest to kierownik znienawidzonej sieciówki. I tak to wygląda... co z tego, ze szefowa raz zamknęła aptekę w proteście, jeśli cztery inne w promieniu 100m od naszej były otwarte? Prywatne, a jakże... I telefony, że zamykają, żebyśmy też zamknęli... Wystarczyło zrobić małą rundkę po mieście, żeby stwierdzić, jakim jesteśmy "zjednoczonym" środowiskiem... Ona zamknie= ja skorzystam. Boli jak cholera...
02/2012
No więc... Nie zaczyna się zdania od "no więc..."
Żyję. Czy mam się dobrze- to już inna sprawa. Od początku roku usiłuję odnaleźć się w nowej rzeczywistości zawodowej i kiepsko mi to idzie. Jak pracuję w sumie już ponad 20 lat- takiego burdelu (przepraszam, ale to słowo najlepiej oddaje sytuację) jeszcze nie było. Przepisy i wytyczne zmieniają się z godziny na godzinę. Rano realizujemy recepty na 100%, w południe ze zniżką, a wieczorem- jak kto ma wenę twórczą. Możemy zostać ukarani za to, że wydaliśmy lek bez zniżki- albo że tę samą receptę potraktowałyśmy jako ulgową. Jak lekarz nie wpisze odpłatności- wg ustawy możemy ja uzupełnić i wydać z "właściwą". Tylko po wczorajszym telefonie do NFZ-u z pytaniem, jak realizować recepty bez wpisanej odpłatności- panie nie mogły sprecyzować, co ustawodawca miał na myśli, pisząc "właściwa"- czy zniżkowa, czy 100%? Jak NFZ nie wie, to my, k... mamy wiedzieć? A za cztery lata na kontroli okaże się, ze miało być absolutnie odwrotnie. Realizowałyśmy ze zniżkami, potem okazało się, ze 90% aptek w mieście wydaje na 100%. A jak wydamy coś i niesiemy w zębach do lekarza do poprawy, nawet po wcześniejszym telefonie, to wysłuchujemy, że się czepiamy. Lekarze mają abolicję, my nie... Jeszcze za to zapłacimy...
Nikt nie chce dać się przekonać, że obiecanki ministra nie stanowią prawa i możemy je sobie o kant...
Wczoraj na forum "branżowym" trwała dyskusja, czy jeśli lekarz przybije krzywo swoją pieczątkę i będzie ona częściowo zachodzić na kod kreskowy recepty- to czy taką receptę można zrealizować ze zniżką? Albo jak się lekarz nie zmieści i mu nazwa ostatniego leku "wjedzie" na kod, a dawkowanie napisze pod kodem- czy możemy wydać ze zniżką, czy NFZ się nie przyczepi, bo "druk wypełniony niezgodnie z rozporządzeniem"? Jak pesel pacjenta jest nad albo pod polem z danymi adresowymi- to też rp 100%, bo "nieprawidłowo wypełniona". Nikt nie potrafi jednoznacznie powiedzieć, czy zniknął obowiązek pisania przez lekarza wieku pacjenta do lat 18- bo przecież można go ustalić na podstawie pesel, a jeśli nie- czy możemy sami to uzupełnić?
Inna sprawa- to tzw. ustawowa "czytelność recepty". Dla kogo ona ma być czytelna: dla lekarza, który ją pisał, farmaceuty, który realizował; kontrolera NFZ, który stwierdził, że jest czytelna- i dlaczego wydaliśmy na 100%= kara ustawowa, albo stwierdził, że rp jest nieczytelna i dlaczego wydaliśmy ze zniżką= kara ustawowa. Czy może- z całym szacunkiem- recepta ma być czytelna dla pani sprzątaczki w sądzie, do którego pójdziemy się odwoływać od kary, nałożonej przez NFZ za chęć bycia "ludzkim farmaceutą"?
Inna sprawa- to wskazania dla leków refundowanych. Coś, co jest zarejestrowane jako odpowiednik, o tym samym składzie, w tej samej dawce, przez inną firmę- wcale nie musi mieć identycznych wskazań do stosowania= nie wolno nam zamienić. Już sobie wyobrażam: Przychodzi pacjent, ma 2 recepty po 4 leki, chce zamienniki, robię DOKŁADNY wywiad, w jakich wskazaniach miał te leki przepisane, wyciągam dokumenty "Charakterystyki produktów leczniczych", porównuję dokładnie przy okienku, i stwierdzam, czy mogę wydać zamiennik, bo producent akurat to wskazanie zawarł przy rejestracji. Paranoja? Tak powinnam robić... a gdzie tajemnica lekarska? Może lekarz na recepcie jeszcze kod choroby powinien wpisywać, a my mamy sprawdzać, czy dany preparat producenta X należy się w tej chorobie, czy może tylko producent Y ma to wskazanie (sytuacja z tzw. nazwami międzynarodowymi, chemicznymi, gdzie teoretycznie, mieliśmy jako farmaceuci mieć łatwiej- a i tak nikt nie wie, czy mamy wydawać najtańszy refundowany, czy taki, jak pacjent chce, czy może tylko 100%?).
Ustawowo, pod groźbą dotkliwej kary finansowej- mamy proponować tańsze odpowiedniki. Ustawa jest tak sformułowana, że - nawet jeśli na rynku jest z 15 zamienników- nawet teoretycznie tańszych dla pacjenta- (nie biorę pod uwagę wskazań rejestracyjnych, tylko budowę chemiczną)- to biorąc pod uwagę ustawowe obostrzenia cenowe- mogę zaproponować góra jeden, który i tak jest niedostępny w hurtowniach.
Antybiotyk wg ustawy może być refundowany jedynie w przypadku terapii "w której stwierdzono zakażenie drobnoustrojem, wrażliwym na dany antybiotyk". Już to widzę- KAŻDY pacjent, u którego zachodzi podejrzenie konieczności wypisania antybiotyku- ma robione badanie bakteriologiczne, posiew, antybiogram (na czyj koszt?), to trwa minimum 48 godzin, potem kolejna wizyta (na czyj koszt?). I wypisanie "refundowanego" antybiotyku, tańszego o 2 złote (z tych najpopularniejszych- chyba max. kilkanaście PLN różnicy) od ceny 100%.
To tyle na razie. Kwiatków ustawowych jest co najmniej drugie i trzecie tyle.
niedziela, 22 stycznia 2012
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)